Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Galeon **

Preferuj w Google
Adres: Warszawa, ul. Huculska 1

Ulica Huculska nie jest chyba najlepszym adresem dla restauracji. Mała boczna uliczka prowadząca od ul. Dolnej w stronę parku Morskie Oko usytuowana jest z dala od szlaków wędrującej po Warszawie publiczności. Jeśli jednak ktoś tu zabłądzi, to musi zauważyć żeglarskie akcesoria, którymi bogato ozdobiony jest ten lokal także i z zewnątrz. Przed restauracją jest niewielki ogrodzony płotem piwny ogródek. W słoneczny ciepły dzień może tu być całkiem przyjemnie.

W środku zadziwiająco duża sala, cała przeładowana wręcz symbolami starych galeonów. Jest więc koło sterowe, są sieci, a lufa działa, kusze i pistolety sugerują, że Galeon to najprawdopodobniej korsarska łajba.

Dziś korsarze z Galeonu buszują nie po morzach i oceanach, lecz głównie w naszych portfelach. Krewetki królewskie na sałacie lodowej pozbawiły nas aż 36 zł. Tyle samo ubyło z naszej kieszeni po spożyciu skwierczących krewetek z papryczką pil-pil. Przepis ten – jak informuje karta menu – tutejszy kuk (czyli szef kuchni – o czym informujemy nieobeznanych z żeglarskim językiem) otrzymał od hiszpańskich korsarzy.

Widać i barwena pieczona z oliwkami, a podana z opiekanymi ziemniakami i mieszanką warzyw, pochodziła z tego samego korsarskiego źródła, ponieważ też kosztowała 36 zł. Tylko panga duszona w sosie pomarańczowym, a podana z doskonałym ryżem, uszczupliła nasz portfel o 29 zł. Pośród ryb zauważyliśmy znacznie mniej kosztującego (24 zł) bałtyckiego dorsza przygotowanego w złocistej panierce z frytkami i warzywami. Inne dania – np. filet z piotrosza w sosie z szyjek rakowych za 44 zł czy krewetki grillowane z dwoma sosami i ryżem aż za 48 zł – miały równie wygórowane ceny.

Na szczęście i krewetki, i ryby, które zjedliśmy, były przyrządzone bardzo smakowicie. Gdyby nie to, czulibyśmy się obdarci ze skóry przez korsarską brać. Zwłaszcza że bardzo nie podobało nam się, że jarzyny podane jako dodatki wyraźnie były kupione w sklepie z mrożonkami, co tak drogiemu lokalowi nie przystoi. Restauracja ma także niedrogie a smakowite zestawy na lunch. Za 15 złotych można zjeść bardzo przyzwoity obiad z trzech dań. W dniu naszej wizyty była to zupa szczawiowa, niemała porcja pierogów i na deser coś słodkiego.

Młoda obsługa kompetentna, sympatyczna i szybka.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałam milionerką. „Polityka” sprawdza coachów i kursy afirmacji. Rynek rozwija się jak złoto

Harmonia finansowa jest sakralna, sprzedaż – święta, a obdarowanie nas majątkiem to marzenie wszechświata. Tak mówi się na rynku afirmacji, manifestacji i medytacji, który w Polsce rozwija się jak złoto.

Joanna Cieśla
29.05.2026
Reklama