Piotr Pytlakowski
31 grudnia 2011

Czy Andrzej Lepper popełnił samobójstwo?

Szef zasługiwał na więcej

Jak to się stało, że Andrzej Lepper (podobno) odebrał sobie życie?

Ciało Andrzeja Leppera znalazł jego zięć 5 sierpnia 2011 r. w warszawskim lokalu Samoobrony przy Alejach Jerozolimskich, w oddzielonej od pomieszczeń biurowych części, którą prezes partii traktował jak prywatne mieszkanie. Lekarz stwierdził śmierć przez powieszenie, a policjanci od razu poinformowali, że było to samobójstwo. Ale w taki finał burzliwego życia wodza Samoobrony nie uwierzyli ci, którzy go dobrze znali. Andrzej Lepper miał liczne kłopoty – to niezbity fakt. Czy spiętrzenie złych wydarzeń to jednak wystarczający powód do ostatecznej ucieczki od życia? Być może dla osób o słabej psychice, ale Lepper przez całe życie specjalizował się w kłopotach. I zawsze sobie z nimi radził.

Puste biuro i matnia

Przez ostatnie miesiące życia lider wyjątkowo szarpał się ze światem. Samoobrona nie miała pieniędzy na kampanię przed zbliżającymi się wtedy wyborami, a jej notowania były kiepskie. Lepper prowadził więc rozmowy o wspólnym starcie z Polską Partią Pracy, bo z kalkulacji wychodziło mu, że z połączenia dwóch słabeuszy wyjdzie lista średniaków z szansami na parlament. Walczył też na froncie sądowym. Uważał, że seksafera (był oskarżony o „czerpanie korzyści o charakterze seksualnym od Anety K.” i nakłanianie do seksu innej działaczki Samoobrony) wcale nie jest przegrana, tym bardziej że w marcu 2011 r. Sąd Apelacyjny cofnął do ponownego rozpatrzenia poprzedni wyrok, skazujący wodza Samoobrony na dwa lata i trzy miesiące więzienia.

Cały czas szukał pieniędzy. Dla siebie i swojej rodziny – miał na głowie kredyty na sprzęt rolniczy i kosztowną kurację syna Tomasza, u którego lekarze stwierdzili niewydolność wątroby; mówiono nawet o koniecznym przeszczepie. Ale też dla partii – dużo jeździł po kraju, spotykał się z działaczami; każdy wyjazd poprzedzała zrzutka najbardziej ofiarnych członków Samoobrony na paliwo do auta (użyczanego przez życzliwych). Za lokal przy Alejach Jerozolimskich partia zalegała z czynszem. Brak pieniędzy był dla Leppera stanem chronicznym od lat, ale kiedyś radził sobie z tym lepiej, teraz coraz częściej bał się widma kompletnej plajty.

Na domiar złego ludzie z orszaku, dotychczas karnie stojący w drugim szeregu, wszczęli rokosz. – Wymyślili, że przejmą Samoobronę – mówi Janusz Maksymiuk, od kilku lat człowiek numer dwa w partii Leppera. – Chcieli go usunąć, dając mu na osłodę tytuł honorowego prezesa. Najbardziej go bolało, że na czele zdrajców stanęli ci najwierniejsi, którzy wjechali do polityki na jego plecach: Krzysztof Filipek i Danka Hojarska. Filipek zaczął się nawet z PiS układać.

Już po śmierci Andrzeja Leppera, w podwarszawskiej restauracji należącej do byłego działacza Zbigniewa Witaszka, odbył się nieformalny zjazd byłych członków Samoobrony. Jeden z uczestników, znany detektyw Krzysztof Rutkowski, mówi, że była to próba reaktywacji partii. – Nieudana – ocenia. – Pogadaliśmy i tyle. Do zgody nie doszło.

Andrzej Lepper do końca kontrolował sytuację w partii, a przynajmniej wierzył, że wciąż wszystko trzyma mocną ręką. Dostrzegał jednak, że znikają z jego otoczenia kolejni wierni druhowie, ci z marszów na Warszawę jeszcze z lat 90., a także ludzie od interesów politycznych, którzy przylgnęli do Samoobrony, kiedy ta w triumfalnym pochodzie wtargnęła w 2001 r. do Sejmu jako nowa siła polityczna. Biuro pustoszało, coraz rzadziej ktoś zachodził, by pogadać, a takich, którzy przyszliby z pomysłem na wyjście z problemów, a najlepiej z gotówką, nie było już wcale.

Do końca wytrwało przy szefie dwóch członków Samoobrony, emerytów, którzy pełnili funkcje dyżurnych kierowców i po trosze dozorców. No i Janusz Maksymiuk. Tak zapamiętał ostatnie godziny z szefem: – W czwartek o godz. 17 rozmawialiśmy z Piotrem Tymochowiczem o szansach wyborczych, potem zostaliśmy sami. Andrzej zapytał, czy przygotowałem pismo do prokuratury łódzkiej o prawo wglądu w akta podręczne w sprawie seksafery. Podpisał to pismo, powiedział, żebym wysłał. Miałem to zrobić nazajutrz, ale już nie wysłałem. Wyszedł z gabinetu, po półgodzinie spotkałem go przy wejściu do budynku – wracał ze sklepu z zakupami. Spytał, czy jutro będę. Tak, szefie, przyjdę około 11. Przyjdź, przyjdź, bo mam dzisiaj późnym wieczorem ciekawe spotkanie, to ci opowiem. Przyszedłem nazajutrz nawet wcześniej, ale go nie spotkałem, wyszedłem z biura o 14. Około 17 dostałem telefon, że Andrzej nie żyje.

Tajne spotkania przeciekowe

Tomasz Sakiewicz, naczelny „Gazety Polskiej”, zaraz po śmierci Leppera ujawnił, że kilka miesięcy wcześniej się z nim spotkał. Rozmowę (trwała zaledwie 6 minut) skrycie nagrał, a nagranie przekazał prokuraturze. Lepper miał mu powiedzieć, że zdeponował u zaufanych osób ważne dokumenty w sprawie tzw. afery przeciekowej (w wyniku prowokacji CBA Lepper, jako minister rolnictwa, miał za łapówkę odrolnić grunty w gminie Mrągowo; nie udało się go schwytać na gorącym uczynku, bo – według CBA – doszło do przecieku i ktoś go ostrzegł). „Gazeta Polska” opublikowała fragment stenogramu, dotyczący osoby, która – według Sakiewicza – była źródłem przecieku w aferze gruntowej. Rozmowa jest nieczytelna, głównie mówi Sakiewicz, Lepper odpowiada zdawkowo. Najważniejszy fragment – Andrzej Lepper mówi Sakiewiczowi: „To poszło od K.”. Sakiewicz mówi Lepperowi: „Ja to wiedziałem od początku, akurat”. Kim jest tajemniczy K.? Sakiewicz nazwiska nie zdradził, ale z kontekstu jasno wynikało, że mógł to być minister spraw wewnętrznych w rządzie PiS Janusz Kaczmarek – przecież to jego podejrzewano o przeciek.

Janusz Kaczmarek, jako źródło rzekomego przecieku, został już oczyszczony, prokuratura nie znalazła przeciwko niemu dowodów i umorzyła postępowanie. Rewelacje ujawnione przez red. Sakiewicza nie robią na Kaczmarku wrażenia, w końcu nie takie rzeczy już mu przypisywano, z oszczercami spotykał się w sądzie i wygrywał procesy. – Z Lepperem od 2007 r. widziałem się trzy razy, z czego dwa w studiu telewizyjnym – mówi. – Zamieniliśmy kilka zdawkowych uwag i tyle. Pamiętam, że jego głównie interesowało, czy ma szanse na odszkodowanie w prowadzonej przez prokuraturę

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną