Tomasz Zalewski
18 listopada 2009

Obamy kłopot z mediami

Kręć i rządź

Przez 8 lat rządów Bush nie udzielił ani jednego wywiadu wiodącemu dziennikowi „New York Times”. Poprzednik Obamy nie znosił dziennikarzy prawie tam samo jak Nixon, a w ignorowaniu mediów pomogła mu też atmosfera zranionego patriotyzmu, panująca w USA przez większą cześć pierwszej kadencji po zamachach z 11 września 2001 r. Tym łatwiej było mu przedstawiać media jako niegodne zaufania i część oderwanych od mas elit. Bush bezceremonialnie używał telewizji Fox jako swej tuby propagandowej i stosował dość prymitywne metody, jak opłacanie prawicowych komentatorów (Armstrong Williams) i wysyłanie na briefingi urzędników rządowych, aby zadawali pytania, udając dziennikarzy. Obsesja tajności działań i blokowanie informacji przez „współprezydenta” Cheneya tylko podsycały niechęć prasy do rządu.

Genialnym pomysłem było natomiast wcielenie korespondentów do wojska przed wojną w Iraku, dzięki czemu widzowie telewizji mogli śledzić inwazję od środka, z pozycji walczących wojsk, i utożsamiać się z żołnierzami. Jednocześnie cały przekaz był po cichu, ale gruntownie cenzurowany. Także przed samą wojną ekipa Busha skutecznie poradziła sobie z mediami. W obawie przed oskarżeniami o brak patriotyzmu dziennikarze nie podnieśli alarmu w sprawie nieistniejącej broni masowego rażenia i fikcyjnych powiązań Saddama Husajna z Al-Kaidą, a niektóre, jak „New York Times”, wręcz publikowały „dowody” podsunięte przez rząd. Media zrehabilitowały się dopiero później, kiedy Bushowi wszystko zaczęło się sypać.

Potyczki z mediami

Pierwsze, miodowe miesiące rządów Obamy upłynęły bez konfliktów z mediami, jeśli nie liczyć epizodu z samego początku, gdy wbrew tradycjom ograniczono fotoreporterom dostęp do prezydenta i jego rodziny. Jak się okazało, był to sygnał tego, co miało nastąpić później. We wrześniu, gdy poparcie dla polityki Obamy spadło, Biały Dom wydał wojnę telewizji Fox, której czołowi publicyści nie kryją wrogości do niego i atakują go od inauguracji. Rząd nie tylko odmówił Foxowi wywiadu z Obamą, ale zarzucił prawicowej sieci, że nie jest „prawowitym medium”, tylko ideologiczną platformą do walki z prezydentem, a nawet wezwał inne media, by nie traktowały jej informacji poważnie.

Wywołało to efekt przeciwny do zamierzonego. W warstwie informacyjnej Fox stara się być bowiem obiektywny, a ataki płyną ze strony komentatorów – problemem jest raczej amerykański widz, który nie oddziela faktów od opinii. Dlatego kiedy Biały Dom zaproponował wywiad z jednym ze swoich wysokich rangą urzędników wszystkim sieciom telewizyjnym z wyjątkiem Foxa, te odmówiły, popierając konkurenta w odruchu branżowej solidarności. Mimo prób izolowania Foxa jego oglądalność rośnie i jest największa ze wszystkich informacyjnych stacji kablowych. Konserwatyści piętnują akcję przeciw Foxowi jako sygnał, że nowa ekipa sporządza „listę wrogów”, jak kiedyś Nixon.

Najbliżsi doradcy Obamy uchodzą za polityków doskonale czujących media. Jego główny strateg David Axelrod był w przeszłości dziennikarzem, a szef kancelarii Rahm Emanuel zręcznie podsuwa materiały na pierwszą stronę „New York Timesowi”, który niezmiennie wspiera prezydenta, chociaż w prawyborach obstawiał Hillary Clinton. Jeszcze w kampanii wyborczej szefowa biura komunikacji Obamy Anita Dunn chwaliła się, że sprawuje „stuprocentową kontrolę” nad tym, jakie przesłanie otrzyma opinia publiczna. W Białym Domu o taką kontrolę jest już znacznie trudniej, ale ekipa Obamy robi wszystko, by ją utrzymać, sięgając także po metody poprzednika.

Odpowiednikiem konserwatywnego Foxa jest lewicująca MSNBC. Jej gwiazdy, jak Keith Olberman czy Rachel Maddows, nie ustępują Seanowi Hannity i Glenowi Beckowi z Foxa w ideologicznym zacietrzewieniu i histerii, tyle że w obronie Obamy. Tylko mdła w swej politycznej poprawności CNN stara się zachować równowagę i bezstronność. Jej spadająca oglądalność odzwierciedla rosnącą polaryzację polityczną w USA – w zalewie informacji odbiorcy wolą słuchać poglądów, z którymi się identyfikują, niż samemu oceniać fakty. Jest też drugi problem: aby współpraca mediów z władzą nie przekształcała się w jednostronną manipulację, potrzebna jest równowaga sił między obiema stronami. A tu ostatnie lata przyniosły niepokojące zmiany.

Tradycyjne media, zwłaszcza drukowane, tracą odbiorców i dochody. Następuje erozja związanych z nimi autorytetów, takich, jakim był kiedyś zmarły w tym roku guru dziennikarstwa telewizyjnego Walter Cronkite. Nowe media – Internet, jego portale i narzędzia komunikacji – działają na innych zasadach. Niektóre zdają się funkcjonować jako wentyle frustracji, sieciowy odpowiednik tabloidów, a nie pośrednicy w racjonalnej refleksji nad polityką i nadzorcy władzy. Inne stają się politycznym narzędziem w rękach skrajnych orientacji i ugrupowań.Kryzys mediów głównego nurtu może zachwiać delikatną równowagą między władzą a jej recenzentami i komentatorami.

 

Grecja 5
Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»