Aleksandra Lipczak, współpraca Tomasz Czech
30 sierpnia 2010

Zapateryzm z bliska

Mniej religii, więcej wuefu

Debata o stanie państwa to w Hiszpanii wydarzenie polityczne roku. Przez dwa dni cały kraj śledzi, jak szef rządu broni swojej polityki, a lider opozycji usiłuje go pogrążyć. W tym roku, po raz pierwszy odkąd władzę objął José Luís Rodríguez Zapatero, pojedynek wygrał szef opozycyjnej Partii Ludowej Mariano Rajoy. Co prawda miał według sondaży tylko trzy punkty przewagi, ale w poprzednich latach różnica wynosiła ok. 30 proc. na korzyść premiera.

Dziś o zapateryzmie mówi się głównie w kontekście porażki ekonomicznej kraju, a spory ideowe zeszły na drugi plan, ale straszenie postępową rewolucją obecnego premiera ma w Hiszpanii bogatą tradycję. Czy Zapatero jest istotnie tak radykalny, jak chcą go widzieć hiszpańscy biskupi i polska prawica? Oto trzy demoniczne wcielenia hiszpańskiego przywódcy.

Gorszyciel obyczajów

Gdy w 2004 r. nieoczekiwanie wygrał wybory, był nową twarzą, zagadką, obietnicą, ale nie nowicjuszem. Wcześniej przez 20 lat zdobywał partyjne szlify w Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) w prowincji León. Chciał być przeciwwagą dla ponurego i egocentrycznego José Marii Aznara, który przez osiem lat przestawił Hiszpanię na prawo. Z luzu i buen talante, czyli pozytywnego nastawienia, uczynił swoje motto. Uwiódł tym młodych, którzy w wyborczy wieczór skandowali pod oknami jego pałacu: „Nie zawiedź nas!”. Liberalni wyborcy przekonali się wkrótce, że oddali głos na właściwego kandydata. Korzystając z dobrobytu, napędzanego przez boom budowlany, rząd mógł sobie pozwolić na luksus majstrowania przy obyczajach, lekceważąc ciemne chmury powoli zbierające się nad gospodarką.

Tempo i zasięg zmian były imponujące. Kobietom zagwarantowano 40 proc. miejsc na wszystkich listach wyborczych i w zarządach spółek z udziałem państwa, a cztery lata później Hiszpania doczekała się pierwszego rządu w Europie, w którym ministerki przeważały nad ministrami. Powstała ustawa o przeciwdziałaniu przemocy na tle płciowym, uznawanej przez Zapatero za „hańbę narodową”. Nowe prawo rozwodowe, zwane ekspresowym, skróciło procedurę z dwóch lat do 10 dni.

Jednak projektem, który przyniósł rządowi najwięcej rozgłosu, było uznanie małżeństw osób jednej płci. Katolicka Hiszpania stała się trzecim krajem Europy – po Holandii i Belgii – który nie tylko zrównał związki homoseksualne z heteroseksualnymi, ale także przyznał im prawo do adopcji. Pojawiło się chwytliwe hasło: „druga transformacja”. Pierwsza, po śmierci Franco, uwieńczona konstytucją z 1978 r., miała się dopełnić dopiero teraz – dzięki uznaniu praw kobiet i mniejszości.

Dla niektórych zmiany były nie do zaakceptowania. „Radykalny laicyzm prowadzi do załamania demokracji” – grzmiał arcybiskup Walencji Agustín García-Gasco. Biskupi nawoływali urzędników do nieudzielania ślubów homoseksualnym parom nawet za cenę utraty pracy. „Stawianie prawa ponad sumieniem prowadzi do Auschwitz” – alarmowali duchowni. Hiszpanie przyjęli jednak postępowe prawodawstwo dość przychylnie: małżeństwa gejów i lesbijek poparło 60 proc. społeczeństwa. Połowa była przeciwna adopcji dzieci, ale, jak pokazują badania, powoli oswajają się z tą ideą – w 2007 r. przeciwników było już 42 proc.

Choć prawicowa Partia Ludowa (PP) zaskarżyła ustawę do trybunału konstytucyjnego, ludowcy tłumaczyli, że nie sprzeciwiają się samym związkom homoseksualnym, ale nazywaniu ich małżeństwem. W PP znaleźli się zresztą zwolennicy ustawy, a prawicowy burmistrz z Walencji wykorzystał debatę, aby ujawnić własny homoseksualizm.

 

 

Świecki fundamentalista

Odważne przemiany obyczajowe nie mogły nie zaalarmować kościelnych hierarchów w kraju, w którym 80 proc. ludności deklaruje katolicyzm. Premier zaczął buńczucznie: „Mniej religii, więcej wuefu” – deklarował podczas kampanii w 2004 r. Zgodnie z obietnicą zablokował później promowaną przez PP ustawę o obowiązkowych lekcjach religii i stopniu na szkolnym świadectwie. Z każdą postępową ustawą konflikt z Kościołem narastał. Jego apogeum nastąpiło na przełomie 2007 i 2008 r., trzy miesiące przed wyborami, kiedy przez Madryt przemaszerowała zwołana przez Kościół 150-tys. manifestacja w obronie tradycyjnego modelu rodziny.

Biskupi namawiali do niegłosowania na Zapatero, a on groził zrewidowaniem zasad finansowania Kościoła przez państwo. Kościół przygotował się na odparcie ataku: na czele episkopatu stanął znany z konserwatyzmu abp Antonio María Rouco Varela, wspierany przez posiłki z Watykanu, który uznał Hiszpanię za kluczowy front walki z sekularyzmem.

Mimo konfrontacji werbalnej, w praktyce symbioza państwa i Kościoła trwa w Hiszpanii nadal. Konstytucja z 1978 r. stwierdza jasno: Kościół katolicki zajmuje szczególną pozycję wśród innych religii, przysługuje mu specjalne traktowanie i rzeczywiście z niego korzysta, przynajmniej w kwestiach finansowych. Według nowych zasad finansowania z 2007 r. ograniczono wprawdzie bezpośrednie dotacje ze skarbu państwa, ale odsetek podatku, który wierni mogą przeznaczyć na Kościół, wzrósł z 0,5 do 0,7 proc. Nowy model finansowania jest efektem kompromisu mającego zadowolić obie strony. Oprócz tego państwo wspiera katolickie szkoły, do których ze względu na ich wysoki poziom uczęszczają często dzieci z niekoniecznie religijnych rodzin, opłaca nauczycieli religii, kapelanów, posługę księży w szpitalach, finansuje utrzymywanie zabytkowych świątyń.

Krytycy Zapatero z lewej strony zarzucają mu, że głosząc zasadę rozdziału Kościoła od państwa, boi się jednak na dobre zadrzeć z biskupami. Wbrew temu, co twierdzi Jarosław Kaczyński, to nie Zapatero zepchnął Kościół „do kruchty”, bo jego wpływy kurczą się w Hiszpanii od dawna. Tylko co piąty Hiszpan chodzi regularnie do kościoła, a większość społeczeństwa nie pochwala zaangażowania episkopatu w politykę – ataki Kościoła na Zapatero potępiało trzy lata temu aż 73 proc. obywateli.

W porównaniu z Polską Hiszpania jest mocno zsekularyzowanym krajem, o czym świadczą puste kościoły i swobodne obyczaje. „Jesteśmy katolikami, ale lubimy dobrą zabawę” – powiedział kiedyś sam Aznar, który za swoich rządów chętnie powoływał się na królów katolickich. Komentował w ten sposób niefrasobliwą wypowiedź swojej żony na temat afery z Moniką Lewinsky – Ana Botella twierdziła wówczas, że skandale seksualne z udziałem polityków to żadne halo.

Ekshumator wojen

Nie mniej kontrowersji niż reformy obyczajowe i ograniczanie wpływów Kościoła wywołał kolejny duży projekt socjalistycznego rządu, jakim była debata o dramatycznej historii Hiszpanii. „Zapatero udowadnia po raz kolejny, że w poszukiwaniu głosów nie waha się podważać podstaw transformacji” – pisał prawicowy dziennik „Abc”. Zarzuty o bezczeszczenie zasad narodowego porozumienia, które legło u podstaw demokratycznych przemian po śmierci Franco, wywoływanie upiorów przeszłości i dzielenie Hiszpanii na dwa wrogie obozy spowodowała uchwalona w 2007 r. ustawa o pamięci historycznej. Zakładała ona m.in. rehabilitację ofiar wojny domowej z lat 1936–39 oraz ofiar represji dyktatury Franco, usunięcie z miejsc publicznych frankistowskich symboli oraz identyfikację i ekshumację rozsianych po

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną