Smutny los chrześcijan w arabskiej rewolucji
Kopt zrobił swoje
Papież Szenuda III, patriarcha Kościoła koptyjskiego w Egipcie, zapewne z niepokojem patrzy w kalendarz. Pod koniec listopada ruszają wybory parlamentarne; ostateczny wynik ma być znany w styczniu. Potem los 8 mln jego owieczek może się drastycznie pogorszyć. O ile może być jeszcze gorzej niż dotąd. W tegorocznym sprawozdaniu amerykańskiej komisji ds. wolności religijnej Egipt znalazł się na pierwszym miejscu w rankingu krajów prześladujących mniejszości wyznaniowe.
Z okien kairskiej rezydencji Szenudy III nie widać placu Tahrir, ale głosy demonstrujących całą noc zakłócały mu sen. Także strzały. Po trzecim dniu starć ogłoszono wyniki strzelaniny: 33 zabitych, ponad tysiąc rannych. W styczniu tysiące Egipcjan domagało się ustąpienia prezydenta Mubaraka, teraz islamiści żądali ustąpienia Naczelnej Rady Wojskowej. Nie chcą zamiany dyktatury cywilnej na dyktaturę wojskową. Nie chcą, aby marszałek Tantawi dyktował narodowi tekst nowej konstytucji, nie chcą stanu wyjątkowego ani ingerencji wojska w sprawy życia publicznego.
Armia utraciła swój wieloletni status siły stojącej ponad wszelkimi społecznymi barierami; stając się stroną w walce o władzę, przestała być gwarantem wewnętrznego bezpieczeństwa kraju. Na razie trudno ocenić, czy zniknie z mapy politycznej kraju nad Nilem. A jeśli tak, to czy zostawi za sobą chaos, czy stabilizację. Dla egipskich Koptów będzie to – w każdym przypadku – jeszcze jeden tragiczny akt w niekończącym się dramacie prześladowań.
Patriarcha z pustelni
Szenuda III, czyli Nazid Gajed, absolwent historii Uniwersytetu Kairskiego, obchodził niedawno 89 urodziny. Wiele już widział w życiu. Sześć lat spędził jako pustelnik w grocie, którą własnymi rękami wykuł w skale. Dlatego też nie przeraziły go represje prezydenta Anwara Sadata, który zesłał go na przymusowe odosobnienie w klasztorze świętego Biszoi na Pustyni Zachodniej. Gdyby nie zamach fundamentalistów na życie dyktatora, przypuszczalnie przebywałby tam do dzisiaj. Ale ogłoszony wówczas zakaz wydawania koptyjskiego dziennika „Watani” pozostał w mocy do dziś, a kolejny prezydent – Hosni Mubarak – podtrzymał drastyczne ograniczenia dotyczące remontu i budowy świątyń. Jego niedawna przymusowa abdykacja nie poprawiła sytuacji Koptów ani na jotę. Po rewolucji wrogość ludności muzułmańskiej do chrześcijan wydaje się mocniejsza niż kiedykolwiek przedtem.
Patriarcha ma prawo obawiać się, że przewidywane zwycięstwo wyborcze Bractwa Muzułmańskiego zapowiada dalsze represje. Swoim niepokojom dał wyraz podczas spotkania z generałami Naczelnej Rady Wojskowej, gwarantem bezpieczeństwa w kraju. Obiecano mu ochronę życia i mienia Koptów. Ale po ostatnich wydarzeniach przed budynkiem telewizji Maspero w Kairze nie może już liczyć na zapewnienia tego rodzaju: 14 października setki Koptów protestowały tam przeciw potęgującym się prześladowaniom; po piątkowych modłach wyszedł im naprzeciw tłum muzułmanów. Krwawe starcie było nie do uniknięcia. Żołnierze usiłowali rozdzielić demonstrantów. Padły strzały. Byli ranni i zabici, wśród nich 23 żołnierzy. Tego przewodniczący Rady Wojskowej marszałek Tantawi nigdy nie wybaczy winnym.
W przeszłości, nawet podczas najbardziej burzliwych rozruchów, tłum nigdy nie odważył się strzelać do żołnierzy. Armia, duma narodu, stała ponad wszelkimi podziałami wewnętrznymi. Teraz wszystkie niemal media oskarżają Koptów o naruszenie tabu. Władze zapowiedziały skrupulatne śledztwo, ale jak dotychczas nikt nie zidentyfikował winnych. Tyle tylko, że większość Egipcjan nie potrzebuje żadnych dowodów. Palec oskarżających skierowany jest w jedną tylko stronę: tych, którzy nie wierzą w Allaha.
Szenudzie III podlega 37 biskupów oraz setki księży, ale żaden z nich nie uczestniczył w przygotowaniach do tamtej feralnej manifestacji. Złotą dewizą koptyjskiego kleru jest unikanie frontalnego konfliktu z muzułmańskim społeczeństwem. Wiedzą, że w bezpośrednim starciu nie mają szans. Wprawdzie chrześcijanie byli na tej ziemi niemal siedem wieków przed narodzeniem proroka Mahometa – święty Marek głosił słowo chrystusowe w Aleksandrii już w latach 40. pierwszego wieku naszej ery – ale świadectwa historyczne nie stanowią argumentu w naładowanym emocjami dyskursie religijnym XXI w.
Kopt ofiarny
Od zarania współczesnej państwowości egipskiej Koptowie zawsze byli kozłem ofiarnym na ołtarzu aktualnych potrzeb politycznych. Kontrolowane przez państwo media oskarżały ich o sympatie do Izraela, który po podpisaniu umowy pokojowej z Egiptem przydzielił im miejsce na dachu jerozolimskiej Bazyliki św. Grobu. Oskarżenia, powodujące liczne pogromy, zmusiły Szenudę III do ogłoszenia listu pasterskiego zakazującego pielgrzymek do świętego miasta, „dopóki znajduje się w rękach żydowskich okupantów”. Wiernopoddańcze deklaracje w niczym nie złagodziły stosunku władz do innowierców, ale spowodowały ferment wśród młodej koptyjskiej inteligencji.
W styczniu 2010 r., w święto koptyjskiego Nowego Roku, zdetonowano samochód pułapkę przed aleksandryjskim kościołem Al Kidisin. Zginęło 21 osób, dziesiątki zostało rannych. Bezpośrednią przyczyną zamachu stała się wieść o żonie koptyjskiego księdza, która dobrowolnie przeszła na islam, ale rzekomo porwana przez Koptów zmuszona została do powrotu na łono chrześcijaństwa. Niemal wszystkie zamachy i pogromy podbudowywane są plotkami uruchamiającymi najniższe ludzkie instynkty. Bywają także poważniejsze oskarżenia: sekretarz generalny Międzynarodowej Unii Muzułmańskich Uczonych Muhammad Salim Al-Awa twierdził w wywiadzie udzielonym telewizji Al-Dżazira, że Koptowie gromadzą w kościołach broń, którą mają zamiar atakować wyznawców islamu.
31 września w Edfu na południu kraju, znów po zakończeniu piątkowych modłów w meczecie, trzy tysiące rozeźlonych mieszkańców miasta zdemolowało stuletni kościół św. Grzegorza wymagający remontu. W drodze wyjątku gubernator Asuanu zatwierdził plan renowacji, ale miejscowi wyznawcy islamu żądali odbudowy świątyni bez krzyża i bez dzwonów, „które irytują ich dzieci”. Koptom przestano sprzedawać żywność w sklepach, a następnie – grożąc przekształceniem kościoła w meczet – zabroniono im wychodzić na ulicę. Po kilku dniach budynek kościelny zrównany został z ziemią.
Podatny grunt
Kościół koptyjski wyrósł z nauki św. Marka, który przyniósł chrześcijaństwo do Egiptu już w pierwszym stuleciu naszej ery. Nowa religia trafiła na podatny grunt, ponieważ zawierała elementy bliskie wierzeniom starożytnych Egipcjan. Według Izy E. Smolińskiej, doktorantki Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, staroegipskie triady bóstw znalazły odbicie w Trójcy Świętej, a wizerunek Izydy z Horusem – kultowej matki z dzieckiem – przeistoczył się w obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, zaś nauka o zmartwychwstaniu Jezusa przypominała legendę o wskrzeszonym do życia Ozyrysie. Niemałe znaczenie miał także fakt, że Aleksandria była w owym czasie siedzibą diaspory żydowskiej wyznającej zasadę monoteizmu.
W krótkim czasie piaszczyste obszary Egiptu wypełniły się dziesiątkami klasztorów i setkami pustelni koptyjskich, a wiara tzw. Kościoła wschodniego stała się niemal powszechnym kultem religijnym – aż do czasów islamizacji kraju w VII stuleciu, kiedy to liczni chrześcijanie ratowali się
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

