Marek Safjan
26 grudnia 2011

Po co nam Europejski Trybunał Sprawiedliwości

Europejski sąd ostateczny

Unia Europejska to 27 odrębnych tradycji prawnych. Jak w tych warunkach rozsądzać wspólne dla Europejczyków sprawy?

Wspaniały, przeszklony budynek z wielką amfiteatralną salą w środku i wysokimi schodami prowadzącymi z foyer do części sądowej wywiera stosowne wrażenie na odwiedzających i „klientach” tego najważniejszego w Unii Europejskiej sądu. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (potocznie: Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ETS) nie jest kameralnym sądem zatrudniającym 27 sędziów (z każdego państwa członkowskiego) i kilkadziesiąt osób personelu pomocniczego, lecz wielką instytucją europejską zatrudniającą ponad dwa tysiące ludzi, w tym ponad tysiąc tłumaczy gotowych przetworzyć każdy dokument na jeden z 23 oficjalnych języków UE. Jedynym językiem roboczym sądu jest francuski (od samego początku jego istnienia, a więc od blisko 60 lat), co oznacza, że bez względu na język oficjalny postępowania (np. polski, jeżeli RP jest stroną postępowania) wszystkie dokumenty trafiające do sędziów są zawsze po francusku i wszystkie narady sędziowskie, a więc dyskusje merytoryczne nad sprawami, odbywają się w języku francuskim (rzecz jasna, już bez tłumaczy, bo to naruszałoby tajemnicę narad).

To jedyny taki sąd w Europie, dla ponad 500 mln obywateli Unii, upoważniony do odpowiedzi na pytanie, jak należy rozumieć przepisy prawa europejskiego. Co roku wpływa do ETS ponad 600 nowych spraw (w tym blisko 400 tzw. pytań prejudycjalnych od sądów krajowych), a każda z nich zawiera najczęściej ogromny ładunek intelektualny w postaci skomplikowanych zagadnień prawnych, których rozwiązanie przenosi się automatycznie na 27 różnych systemów prawnych Unii Europejskiej.

Żadna inna instancja sądowa w Europie nie jest uprawniona do tego typu wiążących interpretacji, których celem jest zapewnienie spójności orzecznictwa, pewności prawa i funkcjonowania systemu europejskiego. Ten mechanizm pozwala na funkcjonowanie autonomicznego porządku prawnego w ramach struktury, która zakłada jednocześnie odrębność tradycji i systemów prawnych państw członkowskich, a więc jedność w różnorodności. Jedność to korpus prawa unijnego – wszystkie jego zasady i regulacje, które powinny być przestrzegane i stosowane w każdym kraju członkowskim. Jego różnorodność to nie tylko sprawy znajdujące się poza sferą kompetencji unijnych (należące do poszczególnych krajów członkowskich), ale sposób, w jaki prawo unijne jest wcielane w życie w tych krajach, a więc przy użyciu ich własnego instrumentarium legislacyjnego, orzecznictwa sądowego, praktyk i zwyczaju. Jedna norma unijna może przybrać postać 27 różnych norm krajowych, ale musi być osiągnięty ten sam ostateczny rezultat w postaci respektowania normy europejskiej we wszystkich krajach członkowskich.

Takie skomplikowanie procedur sprawia, że to właśnie w Sądzie na Kirchbergu (jak się często określa ETS ze względu na jego położenie w Luksemburgu) najlepiej widzi się (jak nigdzie w UE), czym jest zjednoczona, ale i tak zróżnicowana Europa. Okazuje się, że także w warunkach tak wielkiej różnorodności jest możliwa rzetelna i pogłębiona dyskusja o zagadnieniach będących przedmiotem sporu, ponieważ myślenie i podstawowe idee prawne określające stanowiska poszczególnych uczestników są w istocie takie same. Przy całym zróżnicowaniu tradycji wyrastają one ze wspólnego korzenia kultury prawnej, którą stworzyła cywilizacja europejska w swym wielowiekowym historycznym rozwoju.

Można się więc np. spierać o zakres tajemnicy adwokackiej czy ochronę życia prywatnego jednostki, o skuteczność i zakres ochrony sądowej albo o sposób rozumienia równości podmiotów gospodarczych, ale jednocześnie nikt nie będzie kwestionował, co do zasady, potrzeby ochrony tych wartości, na których dyskutowane rozwiązania są oparte.

 

 

Pola potencjalnego konfliktu są rozległe, bo wspólna przestrzeń prawna Europy wymaga likwidacji barier blokujących podstawowe wolności (swobodny przepływ ludzi, kapitału, towarów i usług), na których wspiera się Unia, a które często wynikają ze swoistości i różnic systemów prawnych. Jest to więc nieustający proces ścierania się racji wynikających z potrzeb wspólnego rynku z racjami, które nakazują poszanowanie odrębnych systemów krajowych.

To, co wydaje się dzisiaj oczywiste dla wielu – np. zasada bezpośredniego skutku regulacji europejskich, nakazująca bezpośrednie i natychmiastowe stosowanie w systemach krajowych rozwiązań przyjmowanych na szczeblu europejskim – było dziełem ETS. Narzucała jednocześnie obowiązek takiej interpretacji i stosowania prawa krajowego, który zapewniał przestrzeganie norm europejskich nawet wtedy, kiedy nie nastąpiła jeszcze ich formalna implementacja (a więc wprowadzenie odpowiednich zmian dostosowawczych w prawie krajowym).

Beneficjentem podejścia promowanego przez ETS jest obywatel Unii (notabene zasadnicza koncepcja i treść obywatelstwa unijnego została ukształtowana przez ETS). To z tego właśnie orzecznictwa wynika wyraźna zasada, że podmiotami adresatami regulacji prawnych nie są wyłącznie państwa, ale także jednostki, które dzięki takiemu stanowisku mogą się powoływać na prawa wynikające z systemu unijnego i to prawa, które powinny być respektowane nawet wbrew wyraźnym regulacjom krajowym.

To ETS już ponad 50 lat temu ukształtował w swym orzecznictwie zasadę pierwszeństwa prawa unijnego nad prawem krajowym – jedną z tych, które wywołują najwięcej polemik i eurosceptycznej kontestacji. Nie ma jednak wątpliwości, że bez takiej zasady nie funkcjonowałby w ogóle prawny porządek europejski, a ochrona wspólnych interesów zjednoczonej Europy stawałaby się czystą fikcją.

W orzecznictwie ETS pojawiają się wszelkie ważne problemy współczesnego prawa, wynikające np. z rozwoju nowych technologii informacyjnych, współczesnych form kooperacji gospodarczej, marketingu handlowego czy też mające związek z zagrożeniem praw jednostki. W ciągu zaledwie dwóch lat, które spędziłem w Luksemburgu, mógłbym wskazać na wiele takich wyroków ETS, które wywierają już dzisiaj istotny wpływ na cały system prawny UE. Należą tu np. najnowsze rozstrzygnięcia odnoszące się do kwestii obywatelstwa europejskiego, które przekształcają je stopniowo w ważną autonomiczną kategorię prawną wzmacniającą pozycję jednostki wobec systemów krajowych.

W sprawie Ruiz Zabrano (2011 r.) obywatel kolumbijski, którego dzieci miały obywatelstwo belgijskie, a zatem i europejskie, ubiegał się o pozwolenie na pracę w Belgii. Odmowa jego wydania doprowadziłaby do konieczności opuszczenia przez jego rodzinę tego kraju, co mogłoby uniemożliwić jego dzieciom korzystanie z prerogatyw obywateli UE. ETS opowiedział się na rzecz respektowania praw małoletnich obywateli UE w kontekście, zdawać by się mogło, czysto wewnętrznym (belgijskim), a więc w sytuacji, w której

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną