Katarzyna Kwiatkowska
22 grudnia 2011

Rosjanie oburzeni po wyborach

Powstanie Lajków

Takiej mobilizacji przeciwników władzy w Rosji jeszcze nie było. Młodzi inteligenci protestują przeciwko fałszowaniu wyborów do Dumy Państwowej. To jeszcze nie rewolucja, ale dla Władimira Putina idą ciężkie czasy.

Symbolem protestów w Moskwie są umorusane buty. „Padał deszcz, było błoto. Dobrze ubrani ludzie, którzy przyszli na mityng, poświęcili obuwie, by oczyścić swoje sumienie” – wspomina w prasie jeden z uczestników wiecu na Czystych Prudach, gdzie 5 grudnia zgromadziło się kilka tysięcy osób. W tłumie dominowali młodzi ludzie, większość nie przekroczyła trzydziestki, protestowali przeciwko fałszowaniu wyborów do Dumy.

Była to największa od lat antykremlowska manifestacja. Mityng Zniszczonych Butów, Rewolucja Hipsterów, Powstanie Lajków – nazywają ten bunt rosyjscy komentatorzy. Lajki to neologizm od przycisku Like (lubię to) na Facebooku, który umożliwia wyrażenie aprobaty dla czyjegoś wpisu, zdjęcia lub filmu.

Lajki słusznie kojarzą się z Internetem, bo ich protest toczy się przede wszystkim w sieci. Od tygodni internauci nawoływali się nawzajem do głosowania na jakąkolwiek partię, byle nie putinowską Jedną Rosję. W dzień wyborów parlamentarnych 4 grudnia rosyjski Internet wrzał: użytkownicy wrzucali na Facebooka nagrania oszustw w lokalach wyborczych, zdjęcia podmienionych protokołów głosowania, wymieniali się informacjami o atakach hakerów na opozycyjne strony internetowe i wynikami niezależnych exit polls.

„Polowanie na fałszerstwa wyborcze stało się swego rodzaju sportem” – mówił na antenie telewizji internetowej „Dożd”, politolog Dmitrij Oreszkin. „Podczas poprzednich wyborów w 2007 r. modnie było być apolitycznym. Teraz fajnie jest angażować się w politykę”.

No i zaangażowali się. Zbierali się na moskiewskich Czystych Prudach i placu Triumfalnym. Siły porządkowe zareagowały brutalnie. Zatrzymano setki osób. Do Moskwy ściągnięto oddziały wojsk wewnętrznych. Mimo to demonstracje wciąż trwają, także w Sankt Petersburgu.

Jesteśmy obywatelami

Na wiece przychodzą dwie grupy – wyjaśnia socjolog Aleksiej Lewinson z Centrum Lewady. – Pierwsza to przedstawiciele tak zwanej niesystemowej opozycji, weterani tego rodzaju protestów. Druga, liczniejsza, to członkowie internetowych społeczności. Ludzie, którzy dotąd rzadko przejawiali społeczną aktywność w realnym świecie, a już na pewno nie z powodu polityki. Tym razem zdecydowali się otwarcie zaprotestować przeciwko władzy.

Do ruchu dołączają celebryci. Sensację wywołało zatrzymanie przez policję Bożeny Rynskiej – lwica salonów przyszła na demonstrację w futrze. „Nieprawidłowo ubrałam się na mityng” – tłumaczyła zdziwionym dziennikarzom. Takie postaci zawsze wiedzą, skąd wieje wiatr – mówią między sobą demonstranci, dla których obecność Rynskiej stała się kolejnym dowodem na to, że ruch niezadowolonych rośnie w siłę.

Ale to, co się dzieje w Rosji, nie jest słowiańską odmianą arabskich rewolucji. Nie ma tu hierarchii, wyszkolonych przywódców ani zdyscyplinowanych mas. Bunt jak na razie nie ma liderów, nie ma też sprecyzowanych żądań. To pospolite ruszenie internautów o różnych poglądach politycznych, którzy demonstrują swe niezadowolenie z rządzących.

Władze zmobilizowały specjalną dywizję MSW, bo wystraszyły się powtórki choasu, który przed rokiem wstrząsnął Moskwą. Wtedy protestowali nacjonaliści, a powodem była śmierć kibica stołecznego klubu Spartak, który zginął w przepychance z grupą przybyszy z Kaukazu. Kilka tysięcy młodych mężczyzn, wykrzykując antykaukaskie hasła, toczyło regularne bitwy uliczne z milicją.

Jednak uczestnicy tegorocznych demonstracji nie wybijają szyb, nie podpalają samochodów. Na Czystych Prudach głośniej niż „rewolucja” skandowano „konstytucja”, a demonstranci to w znakomitej większości ludzie wykształceni, z niezłymi pensjami i perspektywami na przyszłość. Mają dużo do stracenia i zachowują się spokojnie.

„Uśmiechajcie się do zwolenników Jednej Rosji” – apeluje na swoim blogu lady-spring. „Nie łamcie prawa, nie używajcie przemocy. Nie jesteśmy stadem, jesteśmy OBYWATELAMI”. Jej wpis „polubiło” 13 tys. osób. – Protestują wszyscy moi znajomi z Facebooka – mówi Siergiej, 30-latek z Moskwy. – Pochodzą z dobrych rodzin, mają wyższe wykształcenie. Siergiej jest ustatkowanym przedstawicielem klasy średniej: ma dobrze płatną pracę, dobry samochód, dom za miastem. – Trudno wskazać jedną przyczynę, dlaczego poszedłem na demonstrację – tłumaczy swoją decyzję. – Nazbierało się tego: korupcja urzędników, nieudolność i samowola milicji, niespełnione obietnice.

 

 

Putin obrzydł młodym

Jeszcze trzy lata temu masowe antykremlowskie protesty były trudne do wyobrażenia. W Rosji trwała prosperity oparta na wysokich cenach ropy i gazu. Aż w 2009 r. przyszedł kryzys ekonomiczny i pierwszy raz od dekady dochody ludności przestały rosnąć. Popularność tandemu Putin-Miedwiediew zaczęła powoli spadać.

Przeciwko panującemu porządkowi politycznemu zbuntowali się jego beneficjenci – wyjaśnia politolog Stanisław Biełkowski. – Ludzie, którzy skorzystali na rządach Putina, teraz uznali, że system jest już niewydajny.

Kryzys uwypuklił stałe bolączki Rosji, z którymi kremlowska ekipa nie chciała, bądź nie zdołała, się zmierzyć. Mimo obietnic tandem nie walczył z korupcją, która rozrosła się do niekontrolowanych rozmiarów. Klasa średnia, często prowadząca własny biznes, boleśnie odczuwa ten problem. Skorumpowanie urzędników i zbędna biurokracja nie pozwalają rozwinąć skrzydeł. Putin po 12 latach rządów obrzydł młodej i prężnej części społeczeństwa, która nie boi się zmian. Dla nich politycy to po prostu jeden z wielu towarów, a Putin już się zużył, przestał spełniać potrzeby. Chcą go wymienić na nowszy model, tak jak wymienili Nokię na iPhone’a.

Do przyczyn ekonomicznych dochodzą zmiany społeczne. – Dorośliśmy – tłumaczy Andriej, 31-letni mieszkaniec Moskwy. – Nie chcemy być już traktowani jak dzieci. A władze zachowują się jak apodyktyczny ojciec: to wolno, tego nie, tu nie wchodź, tego nie dotykaj. Te demonstracje to sygnał dla władz, że nie można już nas traktować jak bezwolne bydło. To nie jest żadna rewolucja, tylko chęć poczucia się społeczeństwem obywatelskim. – W okresie prezydentury Miedwiediewa zmniejszyła się tolerancja Rosjan na naruszanie ich praw i godności – potwierdza socjolog Lewinson. – Społeczeństwo zaczyna się oddolnie organizować, choć daleko mu jeszcze do masowego ruchu, jakim była polska Solidarność.

Na kogo tu zagłosować

Protesty wynikają wreszcie z rozczarowania Dmitrijem Miedwiediewem. Gdy objął urząd, pojawiły się nadzieje na modernizację polityki, dostosowanie go do nowych potrzeb klasy średniej, która w putinowskiej koszuli czuła się wyraźnie za ciasno. Oczekiwano poszerzenia wolności osobistych, ograniczenia roli służb państwowych i skutecznej walki z korupcją. Miedwiediew nie spełnił tych nadziei. Eksperyment z tandemem jako nową formułą sprawowania władzy nie wypalił. Gdy we wrześniu odtrąbiono wielki powrót Władimira Putina na Kreml, część społeczeństwa powiedziała sobie „dość”.

Młodzi wielkomiejscy Rosjanie, ku zdziwieniu wielu, okazali się aktywną grupą społeczną, zdolną do kreowania wydarzeń. Na swój znak rozpoznawczy wybrali białe

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną