Wawrzyniec Smoczyński
3 maja 2012

Polacy i Niemcy - coraz bardziej podobni

Ile Niemca w Polaku

Kryzys gospodarczy przyniósł niespodziewany skutek: Niemcom bliżej dziś do Polaków niż do Greków. Wielu wpływowych Niemców mówi, że Polska stała się krajem nordyckim, a Polacy upodobniają się do Niemców. Coś jest na rzeczy.

To był 20 gol Roberta Lewandowskiego w tym sezonie. 11 kwietnia polski napastnik strzelił piętą decydującą bramkę w meczu Borussii Dortmund z Bayernem Monachium – dzięki niej Borussia jest o krok od tytułu mistrza Bundesligi. Tym bardziej że trzy dni później Borussia w kolejnym ważnym meczu pokonała Schalke 2:1, a bramkę zdobył inny Polak Łukasz Piszczek. Niemieckie gazety piszą o polskich „królach Dortmundu”. Polscy fani piłki nożnej też się ucieszyli, a potem zasmucili, że trzeba niemieckiego trenera i niemieckiej ligi, by polscy piłkarze odnosili takie sukcesy.

Niejeden kibic z Dortmundu wrócił do pobliskiego Bochum i dużo poważniejszych zmartwień. Niemiecka gospodarka kwitnie, ale Zagłębie Ruhry, serce przemysłowych Niemiec, krwawi. Amerykańscy właściciele Opla właśnie zapowiedzieli, że fabryka w Bochum, druga po flagowym zakładzie w Rüsselsheim, ma zostać zamknięta, a produkcja przeniesiona przypuszczalnie do Gliwic. Billigstandort, tanie miejsce produkcji, tak nazywają Polskę robotnicy z Zagłębia Ruhry. Standort to w Niemczech rzecz święta, ale Polska od dawna nie jest już na tyle billig, by same koszty pracy przesądzały o przenoszeniu fabryk. Dziś liczy się raczej to, że kultura pracy jest u nas podobna, a kraj dobrze znany.

Związki gospodarcze z Niemcami widać w Polsce na każdym kroku. Zakupy robimy w sieciach Lidl i Real, po telewizory jeździmy do Media Marktów i Saturnów, kosmetyki kupujemy u Rossmanna, a narzędzia w Praktikerze. W Polsce działają niemieckie koncerny prasowe (Axel Springer i Bauer), chemiczne (BASF i Linde), żywnościowe (Oetker i Bahlsen) i telekomunikacyjne (DeTeMobil), producenci części samochodowych (Magna) i silników lotniczych (MTU), nie mówiąc już o setkach małych i średnich firm. 6 tys. polskich przedsiębiorstw ma udziałowców zza Odry, a skumulowana wartość niemieckich inwestycji przekroczyła 20 mld euro. W 2010 r. napłynęło kolejne 1,6 mld – więcej zainwestował w Polsce tylko Luksemburg, przez który przepływa kapitał z całego świata.

Polityka przez 20 lat nie nadążała za gospodarką. Ale to się właśnie zmienia: Joachim Gauck przyjechał do Polski z pierwszą wizytą po objęciu urzędu prezydenta, Donald Tusk pielęgnuje bliskie kontakty z kanclerz Niemiec, a Radosław Sikorski dał ważne przemówienie w Berlinie. Do Warszawy niemal co tydzień przyjeżdża delegacja niemieckich urzędników i parlamentarzystów, niemieckie elity polityczne przełamały się do Polski. Polacy zawsze domagali się więcej uwagi i szacunku, ale Niemcy mieli ważniejszych partnerów w Europie i w świecie. Wciąż ich mają, lecz Polska stała się nagle bliższa, ciekawsza i bardziej znajoma. – Niemcy nas zauważyli – mówi Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku, spółki-córki niemieckiego Commerzbanku.

Niech żyje Schuldenbremse

Jeszcze pięć lat temu byliśmy mentalnie na przeciwległych krańcach Europy. Jarosław Kaczyński skutecznie zdemolował stosunki dwustronne, pogorszyła je dodatkowo Erika Steinbach i widmo Gazociągu Północnego, a w 2007 r. nawet niemiecka chadecja nie wierzyła, że Tusk zdoła wygrać wybory. I tu przyszło pierwsze zaskoczenie: nie dość, że wygrał, to jeszcze po cichu wyciągnął rękę do Merkel. Po cichu, bo pamiętał przegrane wybory prezydenckie z powodu dziadka z Wehrmachtu, poza tym Lech Kaczyński chętnie sięgał po kartę antyniemiecką, by blokować europejską politykę rządu. – Niemcy zauważyli, że Tusk jest podobny do Merkel: nie ma wielkich wizji, ale rozwiązuje konkretne problemy – mówi Olaf Böhnke, szef biura Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych w Berlinie.

W 2008 r. wybuchł kryzys finansowy, a tuż po nim pierwsza globalna recesja. Tak nadeszło drugie niemieckie zaskoczenie: Polska w nią nie wpadła. Że rozwijała się nieprzerwanie przez 20 lat, na to nikt w Niemczech nie zwracał specjalnej uwagi. Ale że urosła również w 2009 r., gdy Czechy i Węgry się kurczyły – to zrobiło na Niemcach wrażenie. – Posypały się zaproszenia, by opowiedzieć o polskiej gospodarce – wspomina Marek Prawda, ambasador RP w Berlinie. W drugiej połowie 2009 r. same Niemcy z impetem wróciły na ścieżkę wzrostu, ale reszta Europy została daleko w tyle. W strefie euro ożywienie było rachityczne, w nowych krajach członkowskich Unii wolniejsze niż przed kryzysem. Z jednym wyjątkiem: Polską. – Staliśmy się obiektem zainteresowania, a raczej zadziwienia, że polska gospodarka działa – mówi Stypułkowski.

Trzecie zaskoczenie przyniosła Grecja. W 2010 r. wybuchł kryzys w strefie euro, a wraz z nim żądania pod adresem Niemiec, by łożyły na ratowanie bankrutów. Gdy Merkel odmówiła podpisania czeku in blanco, została nagle sama – pojawiły się zarzuty, że w dobrych czasach Niemcy zalewały południowców swoim eksportem, a teraz odmawiają im pomocy. Akurat Polska, po której można się było spodziewać, że dołączy do chóru roszczeń, wzięła stronę Niemiec – Tusk nie miał wstępu na spotkania strefy euro, ale na szczytach całej Unii wzywał raczej do cięć i reform niż do litowania się nad Grekami. Niemcom można było zarzucić, że skąpią i pouczają, ale gdy takie apele padały ze strony Polaków, nawet Francuzi tracili rezon.

Niemcy nagle odkryli, że Polska ma tak jak oni poukładaną politykę budżetową. Gdy przyszło do pisania paktu fiskalnego, zaordynowali reszcie krajów Unii to samo, co wprowadzili u siebie w 2009 r., czyli zakaz hodowania nadmiernego deficytu – aż zorientowali się, że mamy Schuldenbremse dłużej od nich. – Nie mogli się nadziwić, że ten kraj na dorobku ma hamulec długu zapisany w konstytucji od 1997 r. – mówi Prawda. Polska prezydencja przypadła na najostrzejszą fazę kryzysu euro i Tusk stał się naturalnym sojusznikiem Merkel przy blokowaniu nierozsądnych inicjatyw Południa, popieranych często przez Nicolasa Sarkozy’ego. Wsparcie było dla Niemiec o tyle ważne, że w samej strefie są coraz częściej przegłosowywane – polskiej prezydencji umożliwiło z kolei przeprowadzenie własnych inicjatyw. „Polska zmieniła się z żebrzącego biedaka czasów tuż po przełomie w coraz bardziej wpływowego członka Unii” – pisał niedawno „Der Spiegel”.

Wirtschaftswunder po polsku

20 lat

...

[pełna treść dostępna dla abonentów]

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną