Cokolwiek powiedzieli „Hupkoczaja” - dwugłowy postrach trzech pokoleń polskich dzieci – zawsze mogli być pewni oburzenia naszych mediów i działaczy. Nawet jeśli rządzący zagrożenie niemieckim rewizjonizmem traktowali jako wygodny stabilizator „realnego socjalizmu”, to odmowa ostatecznego uznania granicy na Odrze i Nysie przez Republikę Federalną i roszczenia wobec Polski wysuwane przez Związek Wypędzonych sprawiały, że to polskie wyczulenie było w pewnej mierze zasadne.
Jednak po ostatecznym uznaniu granicy przez zjednoczone Niemcy w 1990 r. strach przed „wypędzonymi” przestał działać. Na ziemiach zachodnich władze lokalne razem z niemieckimi ziomkostwami odnawiały poniemieckie kościoły i odsłaniały tablice upamiętniające losy ludzi, którzy w wyniku II wojny światowej utracili swe strony ojczyste. A Herbert Hupka, przez dziesięciolecia symbol niemieckiego rewizjonizmu, za wsparcie z funduszów wypędzonych budowy oczyszczalni ścieków w Raciborzu - otrzymał nawet honorowe obywatelstwo swego rodzinnego miasta i stał się chętnie w Polsce widzianym rozmówcą.
Dziesięć lat później niemiecki straszak powrócił sporem o berlińskie Centrum przeciwko Wypędzeniom. A przewodnicząca BdV prowokacyjnymi wypowiedziami skutecznie odrodziła stary odruch warunkowy. Niepisany sojusz narodowców z obu krajów działał jak płachta. Polskie oburzenie wzmacniało pozycję szefowej BdV w CDU. Więc je podsycała ostrymi jak brzytwa sformułowaniami.
W końcu jednak przegrała. Projekt berlińskiego muzeum, który powołała do życia, będzie realizowany bez niej i pod międzynarodową kuratelą. A jej Związek w samych Niemczech staje coraz częściej na cenzurowanym – z powodu brunatnej przeszłości wielu jego założycieli i rozdętej liczby członków, wśród których jest więcej „martwych dusz” i nostalgicznych „kooptantów” niż autentycznych uciekinierów i wysiedleńców…
Tak naprawdę wizyta szefowej BdV na Pomorzu nie zasługuje ani na święte oburzenie mediów, ani na demonstracyjne zatrzaskiwanie drzwi przez notabli gminy, w której się urodziła, czy kościoła, w którym chce upamiętnić dziesiątki tysięcy niemieckich uciekinierów, którzy zginęli na pokładach statków storpedowanych przez Rosjan w 1945 r.