Chris McGreal, Guardian News & Media
29 stycznia 2012

Policja w szkole

Coraz więcej jest amerykańskich szkół, w których korytarze patroluje policja. Uczniów aresztuje się za puszczanie papierowych samolocików, lub niesprzątniecie okruchów jedzenia z podłogi w stołówce. Dlaczego kryminalizuje się normalne dziecięce zachowania?

Policyjny zarzut brzmiał: „przeszkadza w prowadzeniu lekcji”. Jednak 12-letnia Sarah Bustamantes inaczej przedstawia swoje aresztowanie za spryskanie się perfumami w klasie, gdy koledzy dokuczali jej, że brzydko pachnie. – Jestem dziwna. Inni mnie nie lubią – mówi cierpiąca na nadwagę Sarah, u której lekarz stwierdził ADHD i chorobę afektywną dwubiegunową. – Odzywali się do mnie po chamsku. Czepiali się. Więc się poperfumowałam. A oni na to: „Strasznie śmierdzą te perfumy”. No i nauczyciel wezwał policję.

Policjant był pod ręką. Patroluje korytarze szkoły Sarah, Fulmore Middle w teksańskim Austin. Podobnie jak setki szkół w tym stanie i w całej Ameryce Fulmore Middle ma własną policję, umundurowaną i uzbrojoną, by utrzymać porządek w stołówkach, na boiskach i w czasie lekcji. Sarah została wyprowadzona z zajęć, oskarżona o czyn zabroniony i ma się stawić w sądzie.

Każdego dnia setki dzieci stają przed sądem w Teksasie pod takimi zarzutami jak przeklinanie, złe zachowanie w szkolnym autobusie lub bójki na boisku. Na porządku dziennym są aresztowania za posiadanie papierosów, nieodpowiedni strój czy spóźnianie się do szkoły.

W 2010 r. policjanci wypisali 300 tys. mandatów za czyny zabronione, w szkole i poza jej murami, kategorii „C” (według amerykańskiego prawa to najmniej poważne wykroczenie – przyp. FORUM). Niektórzy przestępcy mieli po sześć lat. Kary za szkolne występki obejmują jednak nie tylko mandaty, ale i obowiązek prac społecznych, a nawet więzienie.

To, co dawniej pociągało za sobą reprymendę nauczyciela lub telefon do rodziców, dziś może oznaczać aresztowanie i „kryminalną przeszłość”, która dla młodego człowieka może wiele lat później oznaczać gorsze szanse w rywalizacji o miejsce w college’u czy w pracy.

– Kryminalizujemy dziecięce zachowania – mówi Kady Simpkins, prawniczka reprezentująca Sarah Bustamantes. – To przecież tylko dzieci. Przeszkadzają w zajęciach? Moj Boże, za każdym razem, gdy słyszę o tym przepisie, myślę sobie, że w życiu bym nie skończyła szkoły w Stanach. Dorastałam w Australii, a tam dzieci robią niezłą zadymę. Nie mam pojęcia, jak tutejsi uczniowie są w stanie chodzić do szkoły i nie łamać prawa na każdym kroku.

 

Wzór do naśladowania?

Po zamieszkach na Wyspach brytyjski rząd analizuje amerykańskie doświadczenia z młodzieżowymi gangami i wymiarem sprawiedliwości dla nieletnich. Minister sprawiedliwości Crispin Blunt nawet odwiedził Teksas we wrześniu, by bliżej przyjrzeć się tamtejszym sądom, więzieniom dla nieletnich i działaniom policji w szkołach. W Teksasie jednak zaczęto się zastanawiać, czy dobrym pomysłem było stworzenie młodzieży – jak mówia krytycy – szybkiej ścieżki ze szkoły wprost do więzienia. Prezes teksańskiego sądu najwyższego Wallace Jefferson ostrzega: Stawianie uczniom zarzutów kryminalnych za złe zachowanie w szkole może dla wielu z nich oznaczać wstęp do życia, spędzonego w więzieniu.

W Teksasie już w wieku 10 lat ponosi się odpowiedzialność karną za własne czyny. Tamtejsi prawodawcy zmienili w ubiegłym roku prawo tak, by uniemożliwić wystawianie mandatów 11- i 12-latkom za złe zachowanie w klasie. Jednak ustawa, która całkowicie znosiłaby te praktyki – popierana przez teksańskiego senatora Johna Whitmire’a, który nazywa obecny system „śmiesznym” – nie uzyskała poparcia i przez dwa lata nie będzie mogła ponownie wejść pod obrady legislatury.

Do sprawy włączyły się nawet władze federalne, a prokurator generalny Eric Holder powiedział, że „trzeba położyć kres” utrzymywaniu dyscypliny w szkołach za pomocą paragrafów kodeksu karnego.

Nacisk na przestrzeganie dyscypliny w klasach szkolnych to jeden z elementów trwającego od dwudziestu lat w Teksasie forsowania ładu i porządku przy pomocy policyjnych metod. To skutek przesadnych – jak się miało okazać - obaw powstałych na fali alarmistycznych prognoz i ostrzeżeń mediów w latach 80. na temat fali przestępczości, która miała przyjść w wyniku szerzącej się narkomanii.

– Wiąże się to z przesadzonymi doniesieniami o wzroście przestępczości młodocianych na początku lat 90. – mówi Deborah Fowler z teksańskiej organizacji praw obywatelskich Texas Appleseed, zajmująca się badaniem konsekwencji wprowadzenia policji do szkół. – Zainicjowano bezwzględną, represyjną politykę, która była konsekwencją przyjęcia twardej postawy wobec przestępczości.

W rezultacie USA są jedynym krajem rozwiniętym, gdzie zamyka się w więzieniach 13-letnie dzieci, bez możliwości warunkowego zwolnienia, np. jako współwinne morderstwa popełnionego przez osobę pełnoletnią.

Gdy karząca ręka sprawiedliwości i porządku w Teksasie stawała się coraz cięższa, sięgnęła także szkół. Liczba placówek objętych dozorem policyjnym wzrosła w tym stanie w ciągu ostatnich 20 lat ponad 20-krotnie. – „Zero tolerancji” było początkowo terminem dotyczącym walki z handlem narkotykami, a dziś jest powszechnie używane w kontekście represyjnej polityki dyscyplinarnej w szkołach. Te dwa światy zlały się ze sobą – mówi Fowler.

Gdy zaciskała się obręcz dyscypliny, w 1999 r. miała miejsce masakra w szkole średniej w Columbine w Kolorado, podczas której dwóch uczniów zamordowało 12 osób, a następnie popełniło samobójstwo. Rodzice rozpaczliwie pragnęli zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, dla wielu rozwiązaniem była obecność policji w szkole.

Większość szkół jednak nie jest zagrożona tego typu przemocą i patrole policyjne na korytarzach i w stołówkach napotykają jedynie wybryki niesfornych dzieci. – Często mamy do czynienia z przesadną reakcją na zachowanie, które normalnie byłoby traktowane jako nieszkodliwy brak dyscypliny, a nie łamanie prawa – tłumaczy Fowler.

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną