Powstanie styczniowe po 147 latach
Biel, czerwień, czerń
Żadne inne polskie powstanie – może oprócz warszawskiego – nie wywoływało i nie wywołuje tak gorących sporów wśród historyków i publicystów jak styczniowe. Streszcza się to w pytaniu: Bić się, czy nie bić?
Bitwa. Grafika Artura Grottgera z cyklu Polonia 1863
Wikipedia

Bitwa. Grafika Artura Grottgera z cyklu Polonia 1863

Kosynierzy z 1863 roku
Wikipedia

Kosynierzy z 1863 roku

Czytaj także

Powstanie styczniowe, uznane za wydarzenie przełomowe w porozbiorowych dziejach politycznych, społecznych i gospodarczych, ze wszystkich zrywów niepodległościowych przyciągało największą uwagę historyków. Nawet w gronie historyków nietrudno odróżnić insurekcjonistów od organiczników, sympatyków Margrabiego (Wielopolskiego) lub Pana Andrzeja (Zamoyskiego). Półtorawiekowy dystans nie przerwał dyskusji o 1863 r., rozpoczętych nazajutrz po klęsce.

Prolog

Klęska Rosji w wojnie krymskiej (1854–1856, między Rosją a Turcją i jej sprzymierzeńcami: Anglią, Francją i Sardynią) ukazała bankructwo imperialnej polityki, a objęcie tronu przez Aleksandra II, uchodzącego za zwolennika liberalizmu, zapowiadało, że odchodzi w przeszłość dotychczasowy system rządów. Nastały lata zmian, poetycko zwanych wiosną posewastopolską. Zelżała cenzura, czekano na reformy, przede wszystkim na likwidację kriepostniczestwa – niewolniczego poddaństwa chłopów. Polacy w Królestwie Polskim i na tzw. ziemiach zabranych, tj. obejmujących dawne Wielkie Księstwo Litewskie (Litwę i Białoruś) oraz ziemie ruskie (Kijowszczyznę, Wołyń i Podole), spodziewali się zmian korzystnych politycznie, gospodarczo i kulturalnie. Mówiono, że car zobowiązał się do tego w tajnych artykułach paryskiego traktatu pokojowego, choć w rzeczywistości dyplomacja rosyjska złożyła tylko ogólnikowe obietnice.

Kiedy więc Aleksander II w maju 1856 r. przyjechał do Warszawy, został entuzjastycznie przyjęty. Tymczasem imperator pochwalił system rządów swego poprzednika Mikołaja I, a przedstawicieli ziemiaństwa polskiego ostrzegał: „Trzymajcie się panowie rzeczywistości, pozostawajcie w jedności z Rosją i porzućcie wszelkie marzenia o niepodległości”. Owe znane: „Żadnych marzeń, panowie”, car powtórzył jeszcze kilkakrotnie, obiegło ono też europejskie salony polityczne. Przecięło to możliwość wyrażenia potrzeb kraju nawet przez ugodowców. Wprowadzane zmiany w systemie rządów były wyłącznie aktem łaski imperatora: w 1856 r. namiestnikiem po Paskiewiczu został zwolennik łagodnego kursu generał-gubernator Michał Gorczakow, zniesiono stan wojenny (trwający od 1831 r., po upadku powstania listopadowego), ogłoszono amnestię dla emigrantów.

Na dalszy bieg wydarzeń wpłynęły zwłaszcza: akt łaski dla zesłańców, otwarcie Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie w 1857 r. oraz utworzenie Towarzystwa Rolniczego w styczniu 1858 r. Do kraju wróciło kilka tysięcy sybiraków, którzy odegrali dużą rolę w ruchu konspiracyjnym przed powstaniem, powstał silny ośrodek akademicki grupujący radykalnych działaczy młodego pokolenia, a ziemiańskie Towarzystwo Rolnicze z Andrzejem Zamoyskim na czele (Panem Andrzejem), skupiające ok. 3,5 tys. członków, z wybieranymi władzami i organizacją terenową, stało się z natury rzeczy rodzajem przedstawicielstwa, w odczuciu ogółu, uprawnionego do przemawiania w imieniu kraju. Z tego też względu jego działanie było uważnie (i podejrzliwie) obserwowane przez władze rosyjskie.

Jak to bywa w okresie zmian politycznych, poszerzających swobodę wypowiedzi i działania, ustępstwa władz zwykle uważane są za niewystarczające. Podobnie było i teraz. Ponadto ożywienie polityczne spowodowało naturalne różnicowanie się opinii i stanowisk w łonie społeczeństwa polskiego. Obok konserwatywno-liberalnych kół ziemiańskich skupionych przy Panu Andrzeju, które marzyły o autonomii Królestwa Polskiego (z konstytucją 1815 r.), oraz na ziemiach zabranych, stało warszawskie środowisko mieszczańsko-inteligenckie, nieodcinające się od idei niepodległości, ale ewentualną czynną walkę odkładające na dalszą przyszłość (tzw. millenerzy). Autorytetem moralno-politycznym byli sybiracy. Lewe skrzydło tworzyli działacze kółek młodzieży studenckiej Warszawy i Kijowa, reprezentujący demokratyczny nurt ruchu niepodległościowego. Walkę z Rosją o odbudowanie Polski wiązali z programem bezwarunkowego uwłaszczenia chłopów.

Wkrótce ziemiańskie ugrupowanie zwoleników autonomii zyskało nazwę Białych, zaś demokratyczny ruch – Czerwonych, co weszło do politycznej i historycznej terminologii. Rodził się spór między nurtem insurekcyjnym a organicznikowskim i ugodowym. Na kształtowanie się postaw, aspiracji i działalności patriotycznych kręgów społeczeństwa polskiego, zwłaszcza na młodzież, poważny wpływ wywarła wojna Francji i Piemontu z Austrią (1859) oraz ruch narodowy we Włoszech, zainicjowany wyprawą Garibaldiego, co doprowadziło w 1861 r. do powstania Królestwa Włoch. Rosły nadzieje na rozwiązanie kolejnego wielkiego problemu narodowego w Europie: kwestii polskiej.

Rewolucja moralna

Od połowy 1860 r. młodzież akademicka organizowała manifestacje patriotyczne: na pogrzebie gen. Józefa Sowińskiego i na Woli, gdzie padł generał, w rocznicę 29 listopada 1930 r. (wybuch powstania listopadowego). Brały w nich udział tysiące mieszkańców. Władze reagowały niezdecydowanie, w czym widziano ich słabość. Dopiero manifestacja w rocznicę bitwy grochowskiej, 25 lutego 1861 r., została zaatakowana na Starym Mieście, w dwa dni później wielki pochód dotarł na plac Zamkowy, gdzie natknął się na kozaków i piechotę rosyjską, która oddała salwę do tłumu, zabijając pięciu manifestantów. Ten dramatyczny epizod zapoczątkował rozwój wydarzeń politycznych trwających blisko dwa lata, które zadecydowały o dramacie 1863 r. W nich trzeba szukać odpowiedzi na pytanie stawiane przez historyków, a częściej jeszcze przez publicystów, mianowicie, czy powstanie styczniowe było do uniknięcia?

Część historyków uważa, że wzburzenie wywołane krwawą rozprawą na placu Zamkowym oraz rodzaj paniki, jaka zapanowała w otoczeniu namiestnika Gorczakowa, dawały dobrą sposobność do zbrojnego powstania w Warszawie. Jest to mało przekonujące, bo oparte na przecenianiu siły ruchu. Zapewne u niektórych organizatorów manifestacji była powstańcza ochota. Za to żadnego planu, a zwłaszcza organizacji i broni. Ruch był silny manifestacjami, które pokazały aspiracje niepodległościowe i miały moralnie oddziaływać na ziemiańskie Towarzystwo Rolnicze. Od tego do walki zbrojnej droga była jeszcze daleka.

W Warszawie nastały jednak polskie czasy: z ulic znikły rosyjskie patrole, utworzona Delegacja Miejska od razu zyskała autorytet władzy obywatelskiej. Zorganizowano uroczysty pogrzeb pięciu poległych, który stał się wielką manifestacją z akcentami braterstwa stanów i wyznań. Wszystko w atmosferze rewolucji moralnej, tj. poczucia, iż władze carskie ustąpiły wobec jedności i siły dążeń narodowych. Największe znaczenie polityczne miało przygotowanie przez Delegację Miejską i Towarzystwo Rolnicze adresu do Aleksandra II, w którym w sposób oględny, ale czytelny, sformułowano konieczność zmian w systemie rządów rosyjskich, oświacie, prawodawstwie oraz utworzenia organu przedstawicielskiego. Car adresu nie przyjął, bo żądania uznał za zuchwalstwo „nieprzyzwoite i nie na czasie”. Gotów był dla poskromienia Polaków nawet na bombardowanie Warszawy z Cytadeli. Przeważyła opinia Aleksandra Gorczakowa, kierującego rosyjską dyplomacją, że z małych spraw nie należy robić problemu międzynarodowego i narażać Rosji na pogorszenie stosunków z Francją. Pozostawało szukanie rozwiązania politycznego, pozwalającego na opanowanie nastrojów bez współpracy z autorami adresu.

Margrabia Wielopolski

Otwarło to w marcu 1861 r. drogę Aleksandrowi Wielopolskiemu. Adresu do cara nie podpisał, o niepodległości nie myślał, ugodę z Rosją uważał za swą misję, stawiał też warunki: autonomia administracyjna w Królestwie, symbole polskie, Rada Senatorska, oświata w polskich rękach. Aleksander II, choć z oporami, poszedł na ustępstwa, ale je okroił: Wielopolski został tylko dyrektorem Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, zapowiedziano wybory samorządowe i utworzenie Rady Stanu. Miało to być ostatnie słowo cara, który żądał jednocześnie twardego kursu wobec ruchu polskiego. Do zapanowania nad społeczeństwem, a zarazem osłabienia pozycji konkurenta politycznego, jakim był Pan Andrzej, zmierzał także Margrabia. Doprowadził więc do rozwiązania Towarzystwa Rolniczego, co wzburzyło Warszawę, przeciw której przygotował prawo o zbiegowiskach, pozwalające wojsku na użycie broni. Wszystko z myślą o pokazaniu siły władzy, która daje koncesje, ale wymaga posłuchu i nie dopuści, by manifestacje zakłócały porządek. Tę siłę pokazano 8 kwietnia 1861 r. na placu Zamkowym, kiedy od kul rosyjskich zginęło 200, a zostało rannych ok. 500 osób.

To był polityczny i moralny błąd Wielopolskiego. Przez kilkanaście następnych miesięcy nie zdołał tego rachunku wyrównać, bo nie mógł położyć na szali bodaj Statutu Organicznego z 1832 r., jakiejś formy narodowej reprezentacji, jeśli nie sejmu. Takie minimum mogło przyciągnąć Białych, otworzyć drogę porozumieniu polsko-rosyjskiemu, na czas jakiś uspokoić nastroje, a może powstrzymać powstanie. Wszystko zależało od trwałości ustępstw Aleksandra II, cara samodzierżcy w Imperium.

Biali współpracy nie podejmowali i działali w myśl zasady: brać i nie kwitować. Rachowano, że opozycja społeczeństwa oraz mocarstwowe interesy Rosji skłonią Petersburg do ustępliwości. Te nadzieje wzmacniała sprzyjająca Polsce koniunktura międzynarodowa: po krwawych kwietniowych represjach w Warszawie opinia publiczna w Anglii i Francji zgodnie stanęła po stronie Polaków, prasa i parlamenty piętnowały Rosję, żądano reform. Liczyła się jednak nie sympatia społeczeństw, ale polityka rządów wobec Rosji. A tu podstaw do optymizmu było mniej. Gabinet brytyjski odrzucał polskie prośby o dyplomatyczną presję na Petersburg, ale przypominał autonomię Królestwa i traktat 1815 r., co nie wspierało programu niepodległości, ale oznaczało więcej, niż dawał Aleksander II. Również Napoleon III nie zamierzał interweniować i oficjalnie zachęcał Polaków do przyjęcia ustępstw rosyjskich. Ale Cesarz Francuzów nie byłby sobą, gdyby poufnie nie sugerował Polakom „z obranej drogi nie zstępować”, bo „Rosja osłabia się i jest w rozbiciu (...) czekając macie niemałe szanse, gotujcie się na przyszłość, organizujcie się (...) jak przyjdą okoliczności, będziecie mogli z nich korzystać”. Kosztowało to niewiele, a brzmiało jak instrukcja.

Tymczasem w Królestwie Polskim rozwój wydarzeń prowadził do otwartej konfrontacji polsko-rosyjskiej. Rządy po zmarłym namiestniku Gorczakowie obejmowali generałowie wyznający zasadę ruki po szwam. Wielopolski widząc, iż zamiast postulowanych reform wprowadzono stan wojenny, złożył dymisję, którą Aleksander II przyjął, bo uznał, że „teraz nie czas na jakiekolwiek reformy”. Nie trwało to długo, bo zimą 1862 r. w Petersburgu powrócono do koncepcji zmiany systemu rządów w Królestwie. I tym razem istotną rolę odegrały interesy międzynarodowe Rosji. Politycznie bowiem lepsza była ugoda z Polakami niż tłumienie niepokojów siłą zbrojną.

W maju 1862 r. Margrabia mógł legitymować się sukcesem: został naczelnikiem rządu cywilnego, a namiestnikiem Królestwa brat cara, wielki książę Konstanty. Do poprzednich koncesji dodano reformę systemu oświaty z uniwersytetem (Szkołą Główną w Warszawie), prawa czynszowania (zamiast pańszczyzny) na wsi, równouprawnienie Żydów. Nie było to mało, zwłaszcza jeśli chodzi o szkolnictwo polskie. I tym razem Wielopolski uzyskał mniej, niż oczekiwano w kraju. Nie było mowy o konstytucji i sejmie, które Biali uważali za gwarancję trwałości zmian. Ich granice Aleksander II wyraźnie określał: „ani konstytucji, ani armii polskiej; żadnej autonomii politycznej; duża autonomia administracyjna; nominacje Polaków na urzędy bez wykluczania Rosjan”. Instruując Konstantego dodawał: „Królestwo Polskie w jego obecnych granicach powinno na zawsze pozostać własnością Rosji”. Polska „nie powinna być ciężarem dla Rosji, lecz przynosić jej pożytek, (...) służąc jej jako więź z resztą Europy”. Dotychczasowe ustępstwa są ostateczne, zgody na konstytucję i armię nie będzie, bo „to oznaczałoby wyrzeczenie się Polski i uznanie jej niepodległości ze wszystkimi jej zgubnymi konsekwencjami dla Rosji, tj. oderwanie się od niej tego wszystkiego, co kiedyś było podbite przez Polskę i co dziś polscy patrioci uważają za swą własność”. Nakazał utrzymanie stanu wojennego „w całej jego surowości”. I, co szczególnie charakterystyczne, ostrzegał brata, by Wielopolskiemu nie ustępował w niczym, „co nie będzie w zgodzie z ogólnym interesem rządu i monarchii”, bo jest jego zwierzchnikiem, „a on w sprawach cywilnych Twoim pierwszym doradcą i wykonawcą rozkazów i rozporządzeń, a nie opiekunem”.

Komitet Centralny Narodowy

Naprzeciw Margrabiego i Pana Andrzeja stał Ruch. Po masakrze 8 kwietnia 1861 r. żałoba narodowa i manifestacje patriotyczno-religijne stały się codziennością Warszawy i całego Królestwa, a rychło objęły Litwę i Ruś, gdzie szlachta polska żądała koncesji narodowych: szkolnictwa polskiego, praw politycznych, połączenia z Królestwem. Władze odpowiadały represjami policyjnymi i zsyłką w głąb Rosji co bardziej opornych. W Królestwie i na ziemiach zabranych, w środowiskach polskich Petersburga i Moskwy, a także w Galicji i Poznańskiem umacniała się niepodległościowa konspiracja. Czerwoni popychali Białych do radykalniejszej taktyki. Natomiast w postępowaniu Pana Andrzeja widać było wahania i rozterki, niedowierzanie władzom rosyjskim, niechęć do Wielopolskiego, obawę przed powstaniem i lęk przed widmem Targowicy, a wszystko dodatkowo przepojone poczuciem fatalizmu, wynikającego z lawirowania między ugodą a rewolucją. Biali nie chcieli, akceptując program Wielopolskiego, przyjąć roli pacyfikatora niepodległościowych aspiracji polskich, wyrażanych przecież nie tylko przez Czerwonych.

Represje władz rosyjskich nie powstrzymywały manifestacji. Rosło zniecierpliwienie w Petersburgu i gotowość do silniejszej reakcji w Warszawie, zwłaszcza po manifestacyjnym pogrzebie arcybiskupa Antoniego Fijałkowskiego 10 października 1861 r. Kiedy na 15 października zapowiedziano obchody rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki, Rosjanie odpowiedzieli wprowadzeniem stanu wojennego (14 października); wojsko wtargnęło do kościołów, aresztując blisko 1700 mężczyzn. Duchowieństwo, protestując przeciw profanacji, zarządziło zamknięcie kościołów.

Na stan wojenny Ruch odpowiedział 17 października 1861 r. utworzeniem kierownictwa konspiracji: Komitetu Ruchu (Miejskiego), który wiosną 1862 r., wchłaniając inne kółka spiskowe, został przekształcony w Komitet Centralny Narodowy. Powstało jednolite kierownictwo Organizacji Narodowej o insurekcyjnym charakterze, stawiające za cel „przygotowanie Kraju do powszechnego, a na dobry skutek obrachowanego powstania, które ma wywalczyć niepodległość Polski w granicach 1771 r., a dla wszystkich jej mieszkańców bez różnicy religii zupełną wolność i równość w obliczu prawa z poszanowaniem praw narodowości z nią złączonych”.

Koncesje uzyskane przez Wielopolskiego i rysująca się możliwość przejścia części Białych na stronę Margrabiego popychały radykalniejszych przywódców Komitetu do forsowania planu wywołania powstania już latem 1862 r. Przewidywano opanowanie Warszawy i zajęcie Cytadeli oraz twierdz w Modlinie i Dęblinie przy współdziałaniu ze sprzysiężonymi oficerami, Polakami i Rosjanami. Umiarkowani członkowie KCN powstrzymali te zapędy uznając, że ani organizacyjnie, ani politycznie kraj nie jest przygotowany, a rachuby na współdziałanie z wojskiem rosyjskim za mało realne. Czerwoni przeceniali także siłę rosyjskich ugrupowań demokratycznych, z którymi zawarto porozumienie o współpracy licząc, że wykorzystując wrzenie na wsi po reformie 1861 r. zdołają wywołać bunt chłopski w Imperium. W czasie powstania 1863 r. tylko nieliczni i zdeterminowani, jak Andrzej Potiebnia na polu walki, a Aleksander Hercen w publicystyce politycznej, stanęli przy boku Polaków.

Plan wywołania powstania latem 1862 r. upadł, nowego terminu nie określono. Nadal mobilizowano społeczeństwo polskie obchodami patriotycznymi, które największe rozmiary przybrały w sierpniu 1862 r. z okazji rocznicy Unii Lubelskiej. Radykałowie chwycili się terroru: strzelano do namiestników – Aleksandra Lüdersa i wielkiego księcia Konstantego, dwukrotnie zaatakowano Wielopolskiego. Sprawie to nie służyło, a świadczyło o przesileniach i podrywało autorytet KCN. W początkach września 1862 r. Konstanty i Wielopolski, zachęceni przejściem na ich stronę kilku przedstawicieli ziemiaństwa, podjęli próbę przeciągnięcia do obozu ugody również Zamoyskiego. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, bo Pan Andrzej stawiał sprawę ziem zabranych i konstytucji, a po kilku dniach to żądanie znalazło się w memoriale Białych: „My zaś jako Polacy tylko wtedy rząd zaufaniem popierać będziemy, gdy ustawą zasadniczą przy wolnych instytucjach złączone będą wszystkie prowincje Ojczyznę naszą składające”. Wielopolski miał wtedy powiedzieć: „Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, z Polakami nigdy!”.

Początkowo Panu Andrzejowi groziło więzienie, ostatecznie został wydalony z Cesarstwa. W Warszawie na placu pozostały dwie wrogie siły: Wielopolski i KCN. Teraz Margrabia postanowił zrealizować przygotowywany od jakiegoś czasu plan rozprawy z Ruchem. Za narzędzie posłużył pobór do wojska rosyjskiego, pierwszy od 1856 r., potocznie zwany branką, tym razem przeprowadzony w sposób proskrypcyjny i wymierzony w członków organizacji narodowej. Celem było „usunięcie z kraju elementów burzliwych”, oczyszczenie „z niespokojnej czerni”, jak mówił latem 1862 r. Odrzucenie współpracy przez Białych przyspieszyło decyzje: 13 września 1862 r. przesłano Aleksandrowi II projekt, 6 października brankę zapowiedziano bez wyznaczania terminu.

Branka zmuszała KCN do reakcji, a ta mieściła się w wyborze: hasło do powstania bez należytego przygotowania lub bierność. Jedno i drugie niosło niebezpieczeństwo klęski ruchu narodowego. Komitetowi naprawdę pozostawała tylko ucieczka do przodu. Zapowiedziano, że na brankę Ruch odpowie wezwaniem do walki zbrojnej. Tego właśnie chciał Wielopolski: „Wrzód zebrał i rozciąć go należy. Powstanie stłumię w ciągu tygodnia i wtedy będę mógł rządzić”. Tak więc banicja Zamoyskiego i branka to jedna operacja polityczna. Henryk Wereszycki ujął to zwięźle: Margrabia prowokując wybuch „popełnił błąd tragiczny, a można powiedzieć – i zbrodniczy ze stanowiska narodowego”.

x

Co tak naprawdę wydarzyło się przed 70 laty?
Jak wyglądało życie i śmierć miasta?

Fascynujący Pomocnik Historyczny POLITYKI o Powstaniu Warszawskim

  • Kalendarium
  • Mapy powstania, frontu i zrzutów
  • Szlaki cichociemnych
  • Relacje i zdjęcia

Najnowsze wydanie Pomocnika Historycznego jest już dostępne online w ramach prenumeraty Polityki Cyfrowej.

Kup teraz

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij