Mecenas i mecenat
Sianko dla Pegaza
Słowo mecenat łączy się z postacią zmarłego w 8 r. p.n.e. Cilniusa Gaiusa Mecenasa. Był opiekunem uczonych i artystów, protektorem tak sławnych rzymskich poetów jak Horacy i Wergiliusz.

Życie Mecenasa upłynęło nie tylko wśród ksiąg, dzieł sztuki i w otoczeniu artystów. Przez długie lata oddawał się służbie publicznej i aktywnie uczestniczył w życiu politycznym. Obok Agryppy (Marcusa Vipsaniusa Agrippy) należał do najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników i przyjaciół Oktawiana Augusta. Walczył u jego boku w bitwach pod Mutiną i Filippi, gdzie doszło do rozprawy z zabójcami Cezara, sprawował rządy w Rzymie, podczas gdy Oktawian wyruszał przeciwko Markowi Antoniuszowi i Kleopatrze.

Jednak największe usługi oddał przyszłemu władcy w inny sposób. „Zgromadził wokół siebie krąg pisarzy i uczonych, których wykorzystywał jako narzędzie wzmocnienia władzy Augusta. Jego aktywność wykraczała jednak poza zwykłe ramy promocji jednostki – dzięki wywyższeniu osoby Augusta mógł przydać chwały i godności całemu państwu” – napisał Pat Southern w biografii poświęconej Oktawianowi Augustowi. Po 23 r. p.n.e. Mecenas oddalił się od Oktawiana i oddał całkowicie swoim największym pasjom – promocji i wspomaganiu artystów oraz czerpaniu uciech z życia. W jego otoczeniu obok Horacego i Wergiliusza znaleźli się również Wariusz i Propercjusz. Horacy otrzymał od niego wiejską posiadłość Sabinum, gdzie miały powstać jego najpiękniejsze liryki.

Mecenas nie był pierwszym znanym protektorem sztuki, literatury i nauki. O całe cztery stulecia wyprzedził go na tym polu słynny ateńczyk Perykles, a i wielu wschodnich władców, pławiących się w trudnym do wyobrażenia przepychu, część krociowych dochodów przeznaczało na utrzymanie artystów i wynalazców. Średniowiecze ze swoją ascezą i anonimowością twórców dzieł czasami nadzwyczajnych nie było okresem sprzyjającym mecenatowi. Jego bujny rozwój przyniosła dopiero epoka renesansu. Odkrywając na nowo poniechaną przez tysiąc lat wielką kulturę antyku, wydobyła także z mroków zapomnienia postać Mecenasa.

Książęta renesansu

W sposób najpełniejszy stało się to w kolebce imperium i w rodzinnym kraju Mecenasa – Italii. Wówczas to, jak pisze Joanna Olkiewicz, autorka książki „Polscy Medyceusze”, „instytucja mecenatu kulturalnego, oparta na starorzymskich wzorach organizacji familijnej (relacja: patron–klient), wkroczyła w nową, niespotykanie żywotną i pełną rozmachu fazę. Zapoczątkowały ją i nadały jej najbardziej idealny kształt Włochy – ojczyzna renesansu, kraj, który bezpośrednio przejął antyczną spuściznę”. Poszczególne miasta i książęce dwory zawzięcie ze sobą rywalizowały w swoistym wyścigu o prawo goszczenia najsłynniejszych ówczesnych artystów i naukowców oraz o miano ich największego opiekuna. Wielki rozgłos, nie tylko we Włoszech, zdobyło niewielkie Urbino, szczycące się wspaniałą biblioteką i przyciągające ludzi sztuki i nauki z całej Europy. Z księciem Urbino udanie rywalizował jego osobisty wróg, władca Rimini Zygmunt Malatesta.

W drugiej połowie XV w. palmę pierwszeństwa przejął dwór w Ferrarze, w której rządzili książęta d’Este. Wkrótce przybyli im potężni rywale w osobach mediolańskiego księcia Ludwika il Moro Sforzy, mantuańskich Gonzagów, a także rządzącej Florencją rodziny Medyceuszy (de’Medici), wśród których największy rozgłos i sławę zyskał Wawrzyniec Medyceusz (Lorenzo de’Medici) nazwany Wspaniałym. Francesco Guicciardini w „Historii Włoch” napisał o nim: „Przez swą dobrą sławę, ostrożność, niezwykłą inteligencję i zręczność przysporzył ojczyźnie bogactw, dobra i zaszczytów”.

Dwór Sforzy przez kilkanaście lat gościł największego geniusza renesansu Leonarda da Vinci. W kościele Santa Maria della Grazie pozostawił on słynne arcydzieło „Ostatnia wieczerza”. Leonardo znalazł się w Mediolanie dzięki... Wawrzyńcowi Wspaniałemu, który „miał wokół siebie tylu wybitnych ludzi, że wielkodusznie rozdzielał ich po całych Włoszech; Leonarda da Vinci wysłał Sforzom do Mediolanu, znakomitych architektów braci Sangallo, a następnie braci Maiano dał Neapolowi, Verrocchia – Wenecji, a wspaniałych malarzy Botticellego i Ghiralandaia – papieżowi Sykstusowi IV”.

Pod mecenasowskim okiem Medyceusza rozpoczynał wielką rzeźbiarską karierę uczeń Verrocchia Michał Anioł. Jak pisze Joanna Olkiewicz: „Wawrzyniec stworzył bowiem około roku 1490 w tym cudownym ogrodzie (przylegającym do książęcego pałacu Medici-Riccardi – red.) seminarium dla rzeźbiarzy i malarzy – pierwsze »muzeum« i pierwszą »akademię sztuk pięknych« w Europie”. Już po śmierci hojnego protektora spod dłuta Michała Anioła wyszedł posąg Dawida, powszechnie uznawany za jedną z najznakomitszych rzeźb w dziejach. Tradycje mecenatu odziedziczył Wawrzyniec po dziadku Kosmie Starszym oraz ojcu Piotrze Podagryku. Kosma był twórcą i zarazem opiekunem sławnej Akademii Platońskiej, założonej dla uczczenia pamięci neoplatońskiego filozofa greckiego Gemistosa o przydomku Plethon, skupiającej największych ówczesnych włoskich i zagranicznych uczonych. Przeznaczył także środki na wzniesienie gmachu pierwszej we Florencji publicznej biblioteki; tworzący ją księgozbiór przekazał miastu w testamencie Niccolo Niccoli.

Florentyńczycy stanowili mocne wsparcie dla swoich rozkochanych w sztuce i nauce książąt. „Wielu kupców i bankierów posługiwało się piórem nie tylko w księgach rachunkowych, lecz pisali również kroniki, biografie, opowiastki, wreszcie poezje. Niemal każdy dom wykształconego patrycjusza był małą »akademią«, a jej przedłużeniem były tak lubiane przez florentyńczyków place publiczne, gdzie pod osłoną marmurowych loggii artyści i uczeni, skupieni wokół swoich mecenasów, podawali sobie informacje o nieznanych dotąd dziełach Cycerona czy Liwiusza i wiedli długie dysputy”.

Poeci Jana Zamoyskiego

Moda na możnowładczy i monarszy mecenat w Polsce pojawiła się w drugiej połowie XV w., kiedy odrodzenie zaczęło do nas przenikać. W gronie polskich magnatów najbardziej znanym mecenasem był Jan Sariusz Zamoyski, kanclerz i hetman wielki koronny. Rozległość zainteresowań i skala podejmowanych inicjatyw czynią go jednym z najwszechstronniejszych Polaków w dziejach. Założyciel Zamościa, perły renesansowej architektury, twórca Akademii Zamoyskiej i sławnej ordynacji, szczególną opieką otaczał ludzi pióra. Powołajmy się znów na Joannę Olkiewicz: „Wszyscy literaci współcześni, Jan Kochanowski czy Szymon Szymonowic, przemijając czy trwale, zostawali z nim w związku. Jego dwór łączył prawników, historyków, filozofów, literatów nierówno liczniej i ściślej niż dwory Tomickiego czy Maciejowskiego (kasztelana gnieźnieńskiego oraz biskupa łuckiego – red.), a ze znakomitościami włoskimi czy belgijskimi utrzymywał kanclerz żywe stosunki”. Szymonowic został przez Zygmunta III zaszczycony tytułem poety królewskiego, zaś pozycja Kochanowskiego w polskiej poezji jest powszechnie znana. Doskonałym podsumowaniem roli Zamoyskiego jest sąd wydany przez Czesława Lechickiego, autora książki „Mecenat Zygmunta III”: „Mecenasi literaccy typu Zamoyskiego należeli u nas do rzadkości, wprost do zjawisk fenomenalnych”.

Sam kanclerz żył „okazale i nie tylko po pańsku, lecz prawie po królewsku”, otoczony największymi znakomitościami świata kultury i nauki. Wielu z nich przez długie lata dotował, innym ułatwiał debiuty i współfinansował publikacje. Wielką chlubą Zamoyskiego był kompletowany przez lata z niezwykłą pieczołowitością księgozbiór. Biblioteka zamojska wprawiła w zachwyt m.in. papieskiego legata Bonifacego Venozziego, który w 1596 r. napisał z podziwem, że była „bardzo dobrze rozporządzoną, znaczną, ksiąg zwłaszcza w językach greckim i ormiańskim; znajdują się przy tym rzadkie i ciekawe manuskrypta. Te księgi nie były ułożone; widziałem je w skrzyniach, jest ich liczba niemała i w pięknej oprawie”. Zamoyski rozsyłał po całej Europie specjalnych emisariuszy wyszukujących dla niego cenne druki. Na połów rękopisów greckich udał się do Turcji Piotr Ciekliński, książkowe rarytasy nieodmiennie zajmowały część dyplomatycznych bagaży kanclerskich posłów powracających z misji w księstwach naddunajskich, Turcji, Grecji czy na Krymie.

Wśród polskich władców na miano największych mecenasów zasłużyli Zygmunt III Waza i Stanisław August Poniatowski. Tak się składa, że nie wyróżnili się oni na polu militarnym czy udanych projektów politycznych. Przetransferowany nad Wisłę pół Szwed, pół Litwin, który do dzisiaj spogląda na Warszawę z wysokości kolumny na placu Zamkowym, uwikłał Rzeczpospolitą w wyniszczającą, całkowicie niepotrzebną wojnę ze skandynawskim sąsiadem. Ponury, kierowany w życiu osobistym i politycznym przez jezuitów sługa doktryn – jak celnie nazwał Zygmunta III Paweł Jasienica – okazał się jednak znanym i cenionym w całej Europie mecenasem.

Obiady czwartkowe

Stanisław August Poniatowski kojarzy się głównie z obiadami czwartkowymi. Mniej znane są dokonania władcy na polu architektury i reformy szkolnictwa. Dzięki jego zainteresowaniu i mecenatowi powstał zespół pałacowy Łazienek, dzieło Merliniego, stanowiąc wspaniałą wizytówkę stolicy, a także dokonano przebudowy pałacu królewskiego. W wielkiej mierze dzięki władcy doszło do powstania w 1773 r. Komisji Edukacji Narodowej, spełniającej zadania ministerstwa oświaty. Dodajmy – pierwszego na kontynencie w tej dziedzinie. Trudne do przecenienia są również zasługi Stanisława Augusta dla rozwoju rodzimego teatru.

Epoka stanisławowska wydźwignęła polską kulturę z marazmu, w jakim pozostawała ona w czasach saskich, i stanowiła wielki kapitał narodu. Dobitnie wyraził to profesor Stanisław Estreicher zadając pytanie: „Czym byśmy się stali po katastrofie drugiego i trzeciego rozbioru, gdyby nie trzydziestoletnia działalność mądrego i kulturalnego monarchy?”. Należałoby je sparafrazować dociekając, w jakim miejscu swojego rozwoju byłaby ludzkość pozbawiona wielkich artystów i naukowców przez stulecia korzystających z pomocy indywidualnych i instytucjonalnych mecenasów?

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj