Grunwald: Jak doszło do wielkiej bitwy?
Pełzający konflikt
Do tzw. wielkiej wojny (1409–10) i bitwy grunwaldzkiej doprowadził cały splot okoliczności i krzyżujących się interesów, nie tylko w trójkącie Polska–Litwa–Zakon Krzyżacki.
Plądrowanie Kowna przez krzyżaków, 16 kwietnia 1362 r
AKG/EAST NEWS

Plądrowanie Kowna przez krzyżaków, 16 kwietnia 1362 r

Władysław Łokietek na polu bitwy pod Płowcami, obraz Władysława Sypniewskiego z XIX w
AN

Władysław Łokietek na polu bitwy pod Płowcami, obraz Władysława Sypniewskiego z XIX w

Proroctwo Andegawenki

Jadwiga Andegaweńska traktowała Zakon Krzyżacki wyrozumiale. Wychowana na węgierskim dworze w atmosferze kultury rycerskiej, a także przepojona religijnym zapałem, widziała w krzyżakach spełnienie rycerskich i krucjatowych idei. Wszak powołaniem zakonników było głoszenie słowa Bożego i rozprawa z poganami. Na dodatek Pomorze Gdańskie było dla niej dalekie i obce, nie przedstawiało zbyt dużej wartości. Nie czuła więc Jadwiga żadnej wrodzonej niechęci do krzyżaków.

Coś jednak pękło w 1398 r., kiedy w Inowrocławiu spotkała się z wielkim mistrzem. Omawiać mieli zagarnięcie ziemi dobrzyńskiej przez zakon. Kiedy rozmowy nie przynosiły żadnego rozwiązania, dotknięta Jadwiga złajała krzyżaków, później zaś – jak informuje średniowieczny kronikarz – „pod wpływem jakiegoś natchnienia z nieba dodała jeszcze i to, że jak długo ona żyje, powstrzyma srogą wojnę (...) ale niech wiedzą, że po jej śmierci spotkają ich z najsłuszniejszego wyroku Bożego bardzo ciężkie klęski za to, że knują spiski przeciw swoim panom, opiekunom i fundatorom (...) i że za otrzymane dobrodziejstwa, za nadane ziemie i posiadłości odwdzięczają się bezprawiem”. Zanim jednak wybuchła Jadwiga, a w 1409 r. wielka wojna, minęło wiele dziesięcioleci w miarę pokojowego współistnienia Polski i Zakonu Krzyżackiego.

Gdańsk, czyli początek konfliktu

Aż do początku XIV w. stosunki między polskimi władcami a krzyżakami układały się poprawnie. Zostali oni przecież sprowadzeni, aby bronić polskich ziem przed najazdami pogańskich Prusów i Litwinów. Z zadania tego wywiązywali się dobrze, a niekiedy piastowscy książęta nawet wspierali zbrojnie działania zakonników na ziemiach pruskich. Jak duże było zaufanie do krzyżaków, pokazuje obrona Gdańska przed najazdem Brandenburgii w latach 1307–08. Załoga grodu, nie mogąc doczekać się posiłków od swego władcy Władysława Łokietka, poprosiła o pomoc właśnie zakonnych rycerzy. Przybyli oni do Gdańska i bez większych kłopotów wyrzucili Brandenburczyków z miasta.

Później jednak zaczęły się problemy. Krzyżacy nie chcieli opuścić Gdańska, zanim Łokietek nie ureguluje zapłaty za udzielenie pomocy. Nie mogąc się jej doczekać, w październiku 1308 r. krwawo rozprawili się z gdańszczanami i zajęli miasto. Kolejne miesiące krzyżacy poświęcili na zbrojny podbój całego Pomorza Gdańskiego. Do połowy 1309 r. cała dzielnica znalazła się w ich rękach. Na niewiele zdały się protesty Pomorzan oraz samego Łokietka. Pokojowa współpraca między krzyżakami i polskimi władcami odeszła do przeszłości. Rozpoczął się czas konfliktów, które wiek później doprowadziły do wielkiej wojny i bitwy pod Grunwaldem.

Płowce, czyli konflikt za Władysława Łokietka

Władysław Łokietek nazywany jest niekiedy małym wielkim księciem. Wzrostu był bowiem niewielkiego (stąd jego przydomek), za to wśród jego osiągnięć wymienia się zjednoczenie Polski i koronację na króla. Z całą pewnością dokonania te należy podkreślić i podziwiać. Jeśli jednak chodzi o relacje z krzyżakami, trudno nazwać panowanie Łokietka szczęśliwym. Co tu dużo mówić, władca poniósł klęskę na całej linii. Nie tylko nie udało mu się odzyskać Pomorza Gdańskiego, ale jeszcze na dodatek stracił kolejne tereny. W 1329 r. krzyżacy podbili ziemię dobrzyńską, a w 1332 r. Kujawy. Próby odzyskania tych dzielnic nie powiodły się.

Nawet bitwa pod Płowcami (27 września 1331 r.), przedstawiana niekiedy jako polski sukces, nie jest jednoznaczna. Miała ona dwie fazy. Najpierw nad ranem polskie wojska natknęły się na krzyżaków pod Radziejowem, niedaleko miejscowości Płowce. Bitwa zakończyła się sukcesem Polaków i bezładną ucieczką zakonników. Łokietek nie wiedział jednak, że zaatakował jedynie tylną straż wojsk krzyżackich. Kiedy wieści o klęsce dotarły do głównych oddziałów, zawróciły one i tego samego dnia pod Płowcami natarły na zaskoczonych Polaków. Tym razem to polscy rycerze uciekali z pola bitwy, a krzyżacy tryumfowali. Można by powiedzieć, że bitwa (a raczej – bitwy) pod Płowcami symbolicznie pokazują panowanie Władysława Łokietka. Nawet jeśli zaczynał dobrze, efekt końcowy był nie najlepszy.

Coś za coś, czyli koncept Kazimierza Wielkiego

Zupełnie odwrotną prawidłowość widzimy przy Kazimierzu Wielkim. Swoje relacje z krzyżakami zaczął niezbyt chwalebnie. Następca tronu był jednym z tych, którzy opuścili pole bitwy pod Płowcami. Być może Kazimierz wzbraniał się przed tym. Być może z żalem wysłuchał rozkazu ojca, który kazał mu się chronić. Chyba jednak opierał się niezbyt silnie, skoro wraz z oddziałem rycerzy, którzy mieli go ochraniać, zatrzymał się dopiero w Krakowie. Trzeba jednak zrozumieć Władysława i rozgrzeszyć Kazimierza.

Leciwy król obawiał się o zdrowie, a być może i życie syna, jedynego następcy tronu. Gdyby mu się coś stało, sukcesja w królestwie byłaby skomplikowana. Na szczęście więc Kazimierz okazał się posłusznym synem. Przeżył i przez całe panowanie pracował na przydomek, którym, jak najbardziej słusznie, obdarzyli go już współcześni – Wielki. W przypadku tego króla sprawdza się powiedzenie, że nie jest ważne, jak się zaczyna panowanie, ważne jest – jak się kończy.

W relacjach z krzyżakami Kazimierz był zupełnym przeciwieństwem ojca. Nowy władca zdawał sobie sprawę ze słabości polskiego państwa. Ledwo co zjednoczone, stanowiło raczej zlepek kilku dzielnic niż jednolity organizm. Należało najpierw rzeczywiście zjednoczyć kraj, zreformować administrację i gospodarkę. Polski nie stać było na prowadzenie drogiej wojny. Kazimierz postanowił sprawę z zakonem uregulować na drodze dyplomatycznej. Najpierw próbował odzyskać utracone ziemie, pozywając krzyżaków przed papieski sąd. Rozprawa odbyła się w Warszawie leżącej na terenach samodzielnego Księstwa Mazowieckiego (1339 r.). Po wysłuchaniu świadków sędziowie uznali pretensje króla do Pomorza. Było to jednak tylko moralne zwycięstwo. Krzyżacy, powołując się na stronniczość sędziów, odwołali się bezpośrednio do papieża. Tam sprawa utknęła na wiele lat.

Nie widząc innego wyjścia, Kazimierz chciał stosunki z krzyżakami uregulować na drodze pokojowej. W Kaliszu w 1343 r. został podpisany pokój (jak wszystkie nazywany wieczystym). Kazimierz zrezygnował ze swoich praw do Pomorza Gdańskiego oraz ziemi chełmińskiej i michałowskiej. W zamian za to krzyżacy zwracali Polsce Kujawy i ziemię dobrzyńską. Na pewno pokój ten nie był tak dobry, jak by oczekiwano. Jednak, mimo wszystko, w ręce króla bez wojny wracały dwie ziemie. Był to dobry punkt wyjścia, aby sprawę odgrzać w sprzyjających okolicznościach.

Chyba nie wszyscy pochwalali krzyżacką politykę króla. Dowodzi tego pieśń śpiewana w jego czasach: „królu Kazimirze, nie żyj nigdy z krzyżakami w mirze”. Dla króla jednak ważniejsze okazały się ziemie ruskie i ekspansja na wschód. Zresztą nie tylko dla niego. Coraz większe znaczenie w państwie zaczęli mieć możni małopolscy. Nie myśleli oni o leżącym daleko (z ich punktu widzenia) Pomorzu Gdańskim. Dla nich ważniejszy był podbój Rusi. Na tych ziemiach spodziewali się uzyskać bogactwo i hojne nadania władcy. I, dodać można – nie rozczarowali się.

Kalisz, czyli 80 lat pokoju

Pokój kaliski rozpoczął niemal osiemdziesięcioletni okres pokoju między Polską a krzyżakami. Raz na jakiś czas ktoś wspomniał o potrzebie odzyskania Pomorza Gdańskiego, były to jednak głosy niezbyt donośne, a polityka krzyżacka Kazimierza Wielkiego niezbyt aktywna. Nie zmieniło tego także panowanie Ludwika Andegaweńskiego. W krzyżakach widział on nie wroga, lecz zakon religijny, szerzący na Wschodzie chrześcijaństwo.

Również sami Polacy często patrzyli na krzyżaków przychylnie. W latach siedemdziesiątych uczestniczyli nawet w wyprawach zakonu na pogan, czyli na ziemie litewskie (tzw. rejzy). Uczestniczono w nich „dla chwały Bożej i dla honoru rycerskiego”. Były one traktowane jako krucjata i sprawiedliwa wojna z niewiernymi, a także jako rozrywka i rycerska przygoda. Brali w niej udział nie tylko zakonnicy, lecz także liczni goście z zachodniej Europy (wśród nich np. Henryk hrabia Derby, późniejszy król Anglii – Henryk IV). Na rejzy z krzyżakami wyprawiali się też Polacy: zarówno Mazowszanie, jak i Wielkopolanie, a nawet rycerze z Małopolski. Polacy przybywali również na dwór wielkiego mistrza do Malborka, a wielu z nich prowadziło z krzyżakami interesy handlowe.

Unia polsko-litewska, czyli zmiana układu

Sytuacja zmieniła się wraz z zawarciem unii Polski z Litwą. Powstało państwo, które zmieniło sytuację polityczną i układ sił w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nowe państwo obejmowało obszar ok. 800 tys. km kw. i rozciągało się od Bałtyku po stepy czarnomorskie, od Śląska po górną Okę. Jednym z warunków objęcia tronu w Polsce przez Jagiełłę była chrystianizacja Litwy. Władysław przystąpił do tego z dużą determinacją. Niszczył pogańskie świątynie, chrzcił Litwinów, sprowadzał duchownych, budował kościoły (z biskupstwem w Wilnie na czele).

Zabiegi króla skomplikowały sytuację Zakonu Krzyżackiego. Został on wszak sprowadzony nad Bałtyk, aby szerzyć chrześcijaństwo. Ziemie pruskie zostały podbite i schrystianizowane już w XIII w. W następnym stuleciu uzasadnieniem obecności krzyżaków na tych terenach była chrystianizacja Litwy. Ta jednak w 1386 r. się dokonała, i to pokojowo! Nic więc dziwnego, że rycerze zakonni podważali szczerość intencji Jagiełły, nazywając go fałszywym chrześcijaninem. Zarzucali mu pogańskie praktyki i kwestionowali prawdziwość chrztu Litwinów. Krzyżacy walczyli o swoje „być albo nie być” nad Bałtykiem. Nadal urządzali wyprawy, które – jak przekonywali – doprowadzą do prawdziwej chrystianizacji Litwy. Dyplomacja polska próbowała przekonać Europę, że oskarżenia zakonu są nieprawdziwe. Choć nie udało się to w stosunku do zachodniego rycerstwa, które nadal tłumnie przybywało na rejzy, to powiodło się na dworze papieskim. W 1403 r. Bonifacy IX zabronił krzyżakom najazdów na świeżo nawróconą Litwę.

 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj