600. rocznica bitwy pod Grunwaldem
Pamięć i mity
Wiktoria grunwaldzka bardzo szybko stała się symbolem, mitem, punktem odniesienia dla następnych pokoleń, dla myśli politycznej i polityki historycznej. Nie tylko w Polsce.
Wikipedia

Niewiele wydarzeń zajmuje w historii Polski tak poczesne miejsce jak zwycięstwo grunwaldzkie odniesione 15 lipca 1410 r. Nie ulega wątpliwości, że przekraczało ono rozmiarami i znaczeniem wiele innych – i zwycięskich, i przegranych – polskich batalii, na ogół z biegiem lat ginących w niepamięci, a przypominanych jedynie przez podręczniki szkolne. O wiktorii grunwaldzkiej wiedzą niemal wszyscy Polacy, Litwini, jest obecna w świadomości naszych wschodnio-słowiańskich sąsiadów z Białorusi, Ukrainy, Rosji, jako bitwa pod Tannenbergiem wspominana jest w krajach niemieckich. W Polsce stanowi odwołanie do cenionych wartości: dzielności rycerskiej, walki o słuszną sprawę, męstwa, jej nazwa wiąże się z chwałą polskiego oręża.

Nie ulega wątpliwości, że bitwa stanowiła wydarzenie sprzyjające powstawaniu legendy, kształtowaniu opinii o naszej dzielności, o wielkiej, chwalebnej przeszłości. Oto rycerstwo krajów leżących na peryferiach wielkich wydarzeń, z opóźnieniem włączanych do wspólnoty cywilizacyjnej kontynentu, odnosi zwycięstwo nad doborowymi hufcami przybyszów ze „starej Europy”. Jeśliby szukać daty wyznaczającej początki awansu Polski i Litwy, tworzenia przez te państwa modelu wielonarodowej wspólnoty politycznej, do której szczególnie dziś może odwoływać się Unia Europejska, to na pewno 1410 r. może stanowić jej dobre uzasadnienie. Może mniej istotne niż data związku zawartego w Krewie w 1386 r., ale bardziej spektakularne. W wielkiej bitwie wojska „nowej Europy” odniosły zwycięstwo, jak pisał Jan Hus, „w słusznej sprawie... upokorzenia pychy waszych nieprzyjaciół, waszej czci wrogich i zawistnych”. Po wielu dziesiątkach lat doznawania upokorzeń, ponoszenia klęsk w starciach z silniejszym, lepiej zorganizowanym nieprzyjacielem, nadeszła chwila rekompensaty psychicznej, potwierdzenia przez Polaków i Litwinów swojej wartości i swego znaczenia.

Rejestr krzywd

Nasi przodkowie mieli długi rejestr krzywd poniesionych z rąk krzyżackich. Zawłaszczenie przez zakon spornych ziem Prusów, utrata Pomorza Gdańskiego i przy okazji ośmieszenie hufców broniących Tczewa (podczas uczty wydanej jakoby dla uczczenia wodza polskiego nastąpiło opanowanie przez krzyżaków grodu tczewskiego), zniszczenia dokonane przez najazdy wojsk zakonu dochodzące aż do Kalisza, procesy, które wobec znacznie lepszych kontaktów międzynarodowych krzyżaków nie przynosiły Polsce nadmiernych sukcesów – wszystkim tym wydarzeniom towarzyszyło przedstawianie strony polskiej jako barbarzyńskiej, sprzyjającej pogaństwu, godnej potępienia.

Skutkowały one także nienawiścią do „brodatych braci” i powstawaniem kompleksu niższości. Zakon zbudował w Prusach państwo bogatsze, lepiej zorganizowane, posiadające szersze koneksje międzynarodowe. Jeszcze większe powody do wrogości wobec państwa pruskiego mieli Litwini, narażani na nieustanne najazdy, grabieże, na utratę części swych ziem. Dobrze wyraził uczucia znakomity dziejopisarz Jan Długosz, pisząc w swym dziele o świetnym zwycięstwie „miłym Bogu”: „Słynne miecze przysłane królowi Władysławowi zachowują do dziś w Krakowie, odświeżając wiecznie pamięć wyniosłości i klęski krzyżaków, a pokory i triumfu króla”. Ponoć, według Długosza, miał Władysław powiedzieć komentując śmierć wielkiego mistrza: „Patrzcie rycerze moi, jak zgubna jest pycha i wyniosłość wobec Boga. Oto ten, który wczoraj tyle królestw i państw swojemu przeznaczył panowaniu, któremu wydawało się, że potędze nie ma nikogo sobie równego, leży pozbawiony wszelkiej swoich pomocy, nędznie zabity, okazując swoim upadkiem, o ile duma niższa jest od pokory”.

Krzyżak Niemcem

Rozładowywano kompleksy przez wiele następnych lat po bitwie. Anonimowy utwór z XV w., ponoć wypisany na ścianie jednej z sal zamku wawelskiego, podawał informacje powszechnie przyjmowane przez polskie elity polityczne, a wspólne zapewne dla szerszego społecznie grona odbiorców: „Nadęta, strojna zgraja fałszywych (?) krzyżaków ...jawnie chlubiąc się triumfem, przysyła dwa miecze niby zasiłek aby przerazić potężnie... Król miecze przyjął wołając – oto naród okrutny, nasz wróg największy, szaleje za wojną, gardzi przymierzem pokoju. W imię więc Pańskie... orężem sprawiedliwości pokrzepieni – wystąpmy! ...Dobroć boska... w wojnie zesłała triumf koronie Królestwa tudzież hufcom polskim”.

Wiersz, w języku polskim, według prof. Ludwiki Szczerbickiej-Ślęk napisany ok. 1427 r., głosił chwałę międzynarodową: „Król Włodzysław... Wythold ksandz... posiekli brodacze ysz leżeli jako kołacze na polu grunwaldzkim. Słyszano tho w królestwie franszkem, czeskem, wangerskem, angliskem, y tako dunskem”.

W 1610 r. król Zygmunt III postanowił wydać „księgę pamiątkową” w dwustulecie zwycięstwa grunwaldzkiego. Nieukończona, zachowała się w nielicznych fragmentach, wśród których znalazły się strofy pieśni jakoby opiewającej bitwę. Sądzić jednak można, że powstała ona znacznie wcześniej, w czasach walk prowadzonych przez Władysława Łokietka z zakonem. Zawiera ona tak wielki ładunek nienawiści we frazach „bito Niemce jako cielce, i Niemkinie jako świnie i Niemczęta jako psięta”, że pomijając już fragment o „Niemczętach” (których, jak wiadomo, pod Grunwaldem nie było), raczej odnosić się może do realiów z pierwszej połowy XIV w., zapomnianych już w 300 lat później.

Natomiast już w XV stuleciu upowszechnia się pogląd, który miał zrobić wielką karierę w przyszłości. Następowało podkreślanie „niemieckości” krzyżaków i „polskości” wojsk Jagiełłowych. Oba te desygnaty stanowiły daleko idące uproszczenie. Wśród wojsk krzyżackich znajdowali się przedstawiciele wszystkich niemal nacji europejskich (wraz ze Słowianami z Pomorza i Czechami), wojska króla Władysława stanowiły zbiór polsko-litewsko-ruskich oddziałów, wzmocnionych jeszcze wojownikami mongolskimi, przybyszami z Czech, z Mołdawii.

Legitymacja Jagiellonów

Jak niewiele innych naszych wydarzeń dziejowych, pamięć o Grunwaldzie miała podwójne znaczenie. Stanowiła ona legitymację uprawniającą dynastię jagiellońską do posiadania Korony, podkreślającą jej znaczenie i wyróżniającą wśród innych rodów panujących. Jednocześnie pamięć o bitwie stanowiła ważny zwornik mieszkańców Polski i Litwy, stały, wspólny składnik ich pamięci zbiorowej. Dzień 15 lipca już przynajmniej od lat 20. XV w. stanowił pierwsze znane polskie narodowe święto. Król Kazimierz Jagiellończyk kazał iluminować ulice, ozdabiać je kobiercami i dywanami, rozrzucać drobne monety dla mieszkańców Krakowa i przybyszów do miasta. Arcybiskup Mikołaj Trąba wydawał polecenia do proboszczów, by uroczyście obchodzili dzień zwycięstwa. Był on bowiem ważnym wspomnieniem także przyjęcia Litwy do katolicyzmu i tym samym istotnym powodem do chwały polskiego Kościoła.

Dla Jagiellonów Grunwald stanowił rzeczywiście znakomite przesłanie propagandowe. Nie tylko dlatego, że przysparzał chwały zwycięskim wodzom – Jagielle, Witoldowi, lecz także z powodu jego przydatności w polityce wieloetnicznego i wielokulturowego państwa. Każdy jego pełnoprawny obywatel, niezależnie, czy był języka polskiego, litewskiego, ruskiego czy nawet niemieckiego, mógł czuć się uhonorowany obchodami sukcesu, znanego, wspominanego w wielu krajach Europy. Uczestnictwo w bitwie przodków, niezależnie od tego, czy byli oni wyznania katolickiego (Polacy, Litwini), czy prawosławnego (mieszkańcy Rusi), a nawet muzułmańskiego (Tatarzy litewscy), dawało poczucie satysfakcji, niejako legitymację zapewniającą miejsce w wielkiej polityce.

Mars groźny na polach Prusaków

Trzeba jednak stwierdzić, że wraz z rosnącym znaczeniem państwa Gedyminowiczów zmieniał się też, szczególnie w środowiskach uczonych intelektualistów, stosunek do bitwy grunwaldzkiej. W czasach, gdy dynastia polsko-litewska zasiadała na czterech tronach Europy (w Polsce, na Litwie, w Czechach i na Węgrzech), należąc do najmożniejszych rodów panujących, nie było już powodu, by wspominanie zwycięstwa służyć miało rozładowywaniu kompleksów. Warto było natomiast ukazać wielkość dokonań sprzymierzonych wojsk, które starły się w bitwie gigantów. Tak jak ukazywali podobne wydarzenia starożytni, poczynając od Homera.

W 1515 r. ukazała się epopeja pióra profesora Uniwersytetu Krakowskiego Jana z Wiślicy „O wojnie pruskiej trzy księgi”. Dedykowana była, zgodnie z tradycją przypisującą sukces rodzinie panującej, Zygmuntowi Staremu i jego dziadowi Władysławowi Jagielle. Utwór pisany był w czasie przygotowywania się Polski do ostatecznej rozprawy z pruskim państwem krzyżaków, w latach, gdy państwa jagiellońskie sięgały od Adriatyku po Bałtyk, od Smoleńska do granicy austriackiej. W czasie, gdy kwitła nauka w krakowskiej Akademii, budownictwo przeżywało swój złoty okres, a szlachta, mieszczanie i chłopi bogacili się na eksporcie zboża.

Aby należycie uwypuklić odniesiony sukces, należało odpowiednio przedstawić wartość przeciwnika. Dlatego też bitwa grunwaldzka została przedstawiona jako starcie dwóch wielkich, godnych siebie potęg, przypominające rozmiarami, dramaturgią wydarzeń i znaczeniem największe bitwy czczonego wówczas antyku. „Mars groźny stanął na polach Prusaków” – pisał Jan z Wiślicy apelując do Muz: „Odświeżcie czyny dawne, których pamięć słynie, opiewajcie mi ogrom klęski i zwycięstwa... triumf taki blask wzniecił, iż w podniebne strony wdarł się w Teba pałace, a zaszczyt wspaniały nową sławę przyłączył do dawniejszej chwały”. Na pole bitwy poeta wprowadził – jak Homer bogów pod Troję – postacie takie jak Gniew, Śmierć, Gwałt, Bezprawie, każąc im walczyć ze śmiertelnikami i przenosząc opisywane wydarzenia w sfery ponadziemskie czy ponadludzkie. Wplótł przy okazji aluzje polityczne pisząc: „Germania zbyt dobrze pamięta okrutne czasy i chociaż dawniej knuła plany butne przeciw Polsce, po klęsce jakby oniemiała z bojaźni”. Nawiązał też do spadkobiercy chwały Jagiełłowej, adresując do panującego króla Zygmunta Starego pochwały, także w stylu antycznych poetów: „Będzie pokój najlepszy i rządy Saturna ni wiatr zadmie gorący, ni zamieć pochmurna wstrząśnie ziemią, ustanie mróz i groźne deszcze z twej władzy, a słońce błyśnie piękniej jeszcze i wiew zefiru spłynie ku ojczystej niwie”. Innymi słowy, Grunwald nie stanowił jedynie, czy nawet przede wszystkim, odwołania do triumfu militarnego, lecz stanowić miał jedno ze znamion czasów pomyślności Polski rządzonej przez wspaniałą dynastię.

Rozpowszechnione były jednak w XV w. wątki bardziej dostępne mniej wyrafinowanym słuchaczom. Nie korzystali oni ze słowa pisanego, ale zdumiewać może wielość przekazów mówionych i śpiewanych w rodzimym języku. Mieściły się w nich – co warto podkreślić – liczne wzmianki o Litwinach, których udział w bitwie grunwaldzkiej chyba zmienił stosunek naszych rodaków do unijnych sojuszników. Tekst „Witold idzie po ulicy, za nim niosą dwie szablicy” – może sugerować, że to wielki książę miał być odbiorcą daru krzyżackiego. Pieśń „Hej Polanie z Bogiem na nie, już nam Litwy nie dostanie” nie jest zbyt jasna, wyraża jednak powszechne przekonanie, że walka z krzyżakami prowadzona była w słusznej sprawie i, tym samym, miała boskie wsparcie. „We wtorków dzień apostolski rzekł marszałek: królu polski, wielki tu jest lud nad nami, trzeba by był Pan Bóg z nami”. Jak zawsze w podobnych przypadkach pojawiały się fragmenty świadczące o trwającej niechęci do Niemców – „nacz się Niemcy hardo brali, niż polskiej mocy doznali” lub „owa wszyscy [Niemcy] tył podali co pierwej hardzie kazali i w obozie się nie skryli jako psy Polacy bili, 50 tysięcy na placu co tam zostało bez płaczu, a 40 poimano jako bydło trzodą gnano”.

Te przykłady germanofobii nie odgrywały jednak, nawet w popularnych przekazach, tak znaczącej roli, jak miało to miejsce wcześniej. Niezależnie bowiem od niechęci polskiej szlachty do absolutyzmu, utożsamianego w jej oczach przez władzę Habsburgów od czasów ostatniej wojny pruskiej i – w jej efekcie – hołdu pruskiego, nie nacja niemiecka stanowiła główną siłę zagrażającą Rzeczpospolitej. Niechętny stosunek do bogatego mieszczaństwa, na ogół także pochodzenia niemieckiego, a od czasów reformacji w znacznym stopniu różniącego się wyznaniem, szedł w parze z coraz silniejszymi kontaktami gospodarczymi. Ponadto tak w wojnach XV w., jak w czasach „Potopu”, stanowiło ono lojalnych sprzymierzeńców strony polskiej.

Tarcza chrześcijaństwa

W następnych stuleciach Grunwald mimo częściowej utraty swej popularności pozostawał, także w czasach upadającej Polski, stałym składnikiem zbiorowej pamięci. We wspaniałej kolegiacie opatowskiej znajdują się freski pochodzące z I połowy XVIII w., które ukazują chwałę oręża polskiego w przeszłości. Przedstawione są bitwy na Psim Polu, pod Grunwaldem i pod Wiedniem. Ówczesnym Polakom potrzebne były przykłady pokrzepiające serca. W czasach klęsk ponoszonych w wojnach szwedzkich, kozackich, rosyjskich, tureckich, odwoływanie się do sukcesów militarnych dobrze mieściło się w potrzebie poszukiwania świadectw potwierdzających wartość naszej ojczyzny. Pamięć Grunwaldu mieściła się w zespole wiadomości o innych dokonaniach Polaków. Ich roli jako „przedmurza” czy „tarczy chrześcijaństwa”, ich genealogii sięgającej potomków Noego i starożytnych Sarmatów. Nie miało znaczenia, że wrogie wojska na owych wizerunkach we wszystkich trzech przypadkach przedstawione były podobnie i z ubioru raczej przypominają dobrze znanych Turków (podobnie jak nie ma znaczenia fakt, że bitwa na Psim Polu raczej mieści się w historii legendarnej).

Ważne było podawanie przykładów powszechnie znanych i przypominających o naszym triumfie.

Wówczas bowiem – podobnie jak wcześniej i później, aż do dziś – znamionami sukcesów były zwycięskie bitwy. Nie dokonania na polu gospodarki (przecież żywiliśmy wiele krajów), kultury czy ustawodawstwa. Przecież twórczość Kochanowskiego, Modrzewskiego, ustawy Konstytucji Warszawskiej z 1573 r.– stanowiły znacznie ważniejszy wkład w cywilizację powszechną niż sukcesy militarne. Do tych pierwszych jednak trzeba by było dodawać obszerniejszy komentarz, chwalebna bitwa była zaś najlepszym dowodem męstwa rodaków i skutecznej walki, krzepiła serca w czasach klęsk i niepowodzeń.

Treści zawarte w naszej pamięci zbiorowej trwały w ciągu kolejnych wieków, ulegając jednak przekształceniom spowodowanym bieżącymi potrzebami kraju. W latach saskich gdańszczanin Gotfryd Lengnich, redagujący „Polnische Bibliothek”, jako miejsce wydania kolejnego numeru tej serii podawał nie swe miasto rodzinne, lecz „Tannenberg, ...gdzie Władysław Jagiełło pobił krzyżaków” – jak brzmiał napisany po niemiecku tekst objaśniający. Do tradycji bitwy nawiązywano w Szkole Rycerskiej za czasów Stanisława Augusta, przypominali o zwycięstwie Franciszek Salezy Jezierski, Kazimierz Niesiołowski, Kajetan Sierakowski. Ci dwaj ostatni należeli do licznych – i zasłużonych – zbieraczy podań, mitów i wydarzeń historycznych odnoszących się do chwalebnej przeszłości Polski. Można by, przenosząc niedawne hasła w XVIII w., uznać, że już wtedy starali się przekonać rodaków, że „Polak potrafi”, jest zdolny stawić czoło największym zagrożeniom.

 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj