Grunwald: Zaginione nagie miecze
Gdzie są miecze?
Słynne miecze wręczone Władysławowi Jagielle na pewno były w Polsce do drugiej połowy XIX wieku. Potem ślad po nich zaginął. Gdzie są teraz?
Polfilm/EAST NEWS

Dwa miecze wręczone Jagielle przez posłów krzyżackich (jeden z nich był rycerzem króla węgierskiego, drugi zaś księcia szczecińskiego) prawdopodobnie były własnością komtura tucholskiego Heinricha von Schwelborn. Miał on bowiem we zwyczaju noszenie przed sobą dwóch nagich mieczy na znak swoich umiejętności rycerskich.

Odebrane jako symbol buty i zadufania zakonu, od końca XV w. stały się grunwaldzkie miecze insygniami władzy – podniesione do rangi mieczów ceremonialnych, niesione przed królem podczas koronacji, symbolizowały Koronę i Litwę. Jak były cenne, świadczy fakt, że w skarbcu koronnym długo były przechowywane wraz ze Szczerbcem Bolesława Chrobrego (czwartym mieczem koronacyjnym był Sigismuntus Iustus, miecz Zygmunta Starego, używany do pasowania rycerzy).

Kolejne rewizje krakowskiego skarbca wykazywały w inwentarzu te miecze aż do 1795 r. Z krótkimi przerwami (choćby podczas potopu szwedzkiego) pozostawały tam do nocy z 3 na 4 października owego roku. Prusacy okupujący wtedy Kraków włamali się do skarbca koronnego i zrabowali polskie insygnia koronacyjne. Trafiły wpierw do berlińskiego skarbca Hohenzollernów, by ostatecznie dekretem Fryderyka Wilhelma III ulec zniszczeniu w 1811 r.

Jednak Prusacy nie wszystko zrabowali – wśród pozostawionych przez nich przedmiotów były oba miecze grunwaldzkie. Za zgodą cesarza Franciszka II Habsburga udało się je pozyskać Tadeuszowi Czackiemu, który z kolei przekazał je do puławskich zbiorów Izabeli Czartoryskiej. Tam trafiły do zbioru „Szkatuły królewskiej” w świątyni Sybilli.

Po klęsce powstania listopadowego puławskie muzeum zostało zlikwidowane. Jak pisał niejaki Jaszuński (cytujemy za relacją opublikowaną przez prof. Zdzisława Żygulskiego juniora), przedstawiciel księcia Andrzeja Zamoyskiego, „niektóre przedmioty por. 1831 ponabywane” przez proboszcza Józefa Dobrzyńskiego trafiły do parafii we Włostowie. W 1848 r., na skutek denuncjacji, na plebanii pojawili się rosyjscy żandarmi, którzy zarekwirowali część przedmiotów (w tym „ośm chorągwi starych na Szwedach i Tatarach niegdyś zdobytych”). Zostały one później odesłane do Warszawy.

W maju 1853 r., po śmierci ks. Dobrzyńskiego, Andrzej Zamoyski, jako spadkobierca, wysłał do Włostowic wspomnianego Jaszuńskiego, by ten odebrał rzeczy pochodzące ze świątyni Sybilli. Obecny podczas inwentaryzacji zastępca wójta nie zezwolił jednak na zabranie książek („jakoby przez rząd zakazanych”) i „broni starożytnej”. Tą bronią starożytną były m.in. oba grunwaldzkie miecze. Wywieziono je do Zamościa i ślad po nich zaginął.

Dziś w zbiorach Fundacji Czartoryskich w Krakowie znajduje się XV-wieczny miecz pochodzący z pola grunwaldzkiej bitwy; jest on wystawiany na Wawelu. Przez pewien czas przypuszczano, iż może to być jeden z dwóch interesujących nas mieczy. Jednak z całą pewnością zostało to wykluczone.

Prawdopodobnie miecze te przepadły na zawsze, choć nie do końca wiadomo, co kryje się w przepastnych magazynach rosyjskich muzeów...

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj