Cień Sedanu
Wojnę francusko-pruską w 1870 r. wywołano, aby przypodobać się opinii publicznej, rozgniewanej pewną sprytnie zmanipulowaną depeszą prasową.
Proklamowanie II Rzeszy, Wersal 18 stycznia 1871 r. Malował Anton von Werner
Wikipedia

Proklamowanie II Rzeszy, Wersal 18 stycznia 1871 r. Malował Anton von Werner

Bismarck i Napoleon III po bitwie pod Sedanem.
Wikipedia

Bismarck i Napoleon III po bitwie pod Sedanem.

Na obiedzie 13 lipca 1870 r. kanclerz Bismarck gościł u siebie ministra wojny von Roona i szefa sztabu generalnego von Moltkego. Trzej panowie byli w tak kiepskim humorze, że nie chciało im się nawet jeść. Właśnie dowiedzieli się, że poprzedniego dnia książę Leopold Hohenzollern zrezygnował z oferowanej mu przez hiszpański rząd tymczasowy korony tego kraju. Zmuszony do tego został przez głowę rodziny, króla Prus Wilhelma, który przeląkł się powszechnego oburzenia, jakie ta propozycja wywołała we Francji.

W trakcie obiadu posłaniec przyniósł Bismarckowi depeszę od króla, przebywającego w kurorcie w Ems. Stary Wilhelm donosił w niej, że tego dnia rano spotkał na spacerze ambasadora francuskiego, hrabiego Benedetti, który zażądał w imieniu swego rządu, aby król nie tylko potwierdził, że książę Leopold nie będzie ubiegał się o tron Hiszpanii, ale też zadeklarował, że żaden z członków jego dynastii nie uczyni tego w przyszłości. „Pozbyłem się go nieco surowo” – pisał monarcha, który uznał francuskie żądania za obraźliwe, i dodawał, że postanowił więcej nie rozmawiać z ambasadorem na ten temat, a kanclerzowi zostawia wybór, czy informować o tym zdarzeniu prasę.

Bismarck natychmiast zabrał się do redagowania depeszy, która ukazała się tego samego dnia w wieczornym wydaniu „Norddeutsche Allgemeine Zeitung” i przeszła do historii jako depesza emska. Kończyła się ona stwierdzeniem, że król „polecił przekazać przez pełniącego służbę adiutanta, że Jego Wysokość nie ma nic więcej do przekazania”. Adiutantem tym był, notabene, książę Radziwiłł – jednak w gazetach francuskich, gdzie depesza ukazała się następnego dnia, słowo adiutant przetłumaczono jako ajutant – czyli podoficer, a nie aide de camp, powiększając jeszcze oburzenie Francuzów. Kanclerz i jego goście na to właśnie liczyli i dlatego natychmiast po zredagowaniu depeszy wpadli w euforię; „Stary Pan Bóg żyje jeszcze i nie dopuści, abyśmy zmarnieli w hańbie” – oświadczył Roon, po czym wszyscy trzej zabrali się z ochotą za wystygłe dania.

Napoleon niechętny

Wojnę z Prusami rozpętały francuskie gazety przy aprobacie rządu, który obawiał się podejrzeń o brak odwagi i patriotyzmu. Cesarz Napoleon III był jednym z niewielu Francuzów, którzy nie mieli na nią ochoty, zwłaszcza że od miesięcy był ciężko chory na kamienie nerkowe i zażywał coraz większe ilości środków przeciwbólowych – co w tamtych czasach oznaczało opium. Lekarze odmówili operacji: ryzyko było spore, a następca tronu był jeszcze niepełnoletni. Ale Napoleon miał też ambicje, aby choć trochę przypominać swego wielkiego stryja i grać pierwsze skrzypce w polityce europejskiej; nie znosił więc Bismarcka za to, że kanclerz najwyraźniej ubiegł go na tym polu. Jeszcze w 1865 r., podczas spotkania w Biarritz, Bismarck zapewniał cesarza o swej wielkiej przyjaźni i wspólnocie politycznych interesów, jednak po zwycięskiej wojnie Prus przeciw Austrii w roku następnym przestał być taki uprzejmy. Potężna Francja stała na przeszkodzie jego wielkim zamierzeniom – zjednoczeniu Niemiec.

Francja była syta chwały i zadowolona z siebie. Jeszcze 30 czerwca premier Olliver oświadczył w parlamencie: „Gdziekolwiek spojrzymy dokoła poza granice Francji, nigdzie nie widzimy niepokojących problemów”. Propozycja tymczasowego rządu Hiszpanii, generała Prima, który półtora roku wcześniej zrzucił z tronu królową Izabelę, by oddać tron księciu niemieckiemu z katolickiej gałęzi Hohenzollernów, była ciosem we francuskie poczucie bezpieczeństwa. Prusacy panoszący się w całych Niemczech byli denerwujący, ale Prusacy po drugiej stronie Pirenejów – to byłoby dla Francuzów zbyt wiele. „Honor i bezpieczeństwo Francji nakazują wypowiedzieć królowi Wilhelmowi wojnę” – pisał „Le Soir”, a pozostałe gazety wtórowały mu w podobnym tonie.

Pięć dni po depeszy emskiej parlament spełnił życzenie patriotycznej prasy przy zaledwie dziesięciu głosach sprzeciwu. „Przyjmujemy tę wojnę z lekkim sercem” – oświadczył lekkomyślny premier. Po klęsce odpowiedzialność za tę decyzję przypisywano chętnie cesarzowej Eugenii, Hiszpance z pochodzenia, której wpływ na rząd, zwłaszcza odkąd jej mąż zachorował, był rzeczywiście duży. Jednak słynne zdanie: „To moja wojna!”, włożyła jej w usta francuska tradycja, która zwykła demonizować cudzoziemki na tronie.

Marzenia Bismarcka spełniły się w całej pełni: niemiecka opinia publiczna murem stanęła za nim. Nawet Karol Marks, którego nie można było posądzać o sympatię dla pruskiego rządu, stwierdził, że „ze strony Niemiec jest to wojna obronna”. Na południu Rzeszy, gdzie wobec imperialnych zakusów Bismarcka panowała powszechna nieufność, nastroje również się odwróciły. W Wirtembergii parlament podjął uchwałę o braterstwie broni i niemieckich sztandarów, „które w tym momencie są sztandarami Prus”. Z pewnymi oporami dołączyła Bawaria, gdzie podobną uchwałę podjęto 101 głosami przeciw 47. Spełniało się marzenie o niemieckiej jedności, zrodzone w czasie wojen przeciw poprzedniemu Napoleonowi.

Armia pruska była armią z powszechnego poboru, armia Francji była zawodowa (ponieważ cesarz, który sam doszedł do władzy w wyniku wojskowego przewrotu, bał się rewolucyjnych tradycji armii ludowej). W rezultacie armia francuska była o połowę mniej liczna od pruskiej. Dowodzili nią marszałkowie Bazaine i Mac-Mahon – znany z osobistej odwagi oraz głupoty. („Nie podpisuję awansu żadnego oficera, którego nazwisko figuruje na okładce książki”). Armia Bazaine’a, po kilku tygodniach krwawych utarczek, dała się zamknąć Moltkemu w twierdzy Metz. Na odsiecz wyruszył Mac-Mahon wraz ze słaniającym się z bólu Napoleonem, do czego miała go zmusić Eugenia, którą zresztą mianował regentką na czas swej nieobecności w stolicy.

Jeszcze 30 sierpnia dziennik „La Liberté” donosił buńczucznie, że plan Moltkego załamał się całkowicie. Pierwszego września Francuzi zostali otoczeni przez armie niemieckie pod Sedanem: wszystkie próby przebicia się przez okrążenie skończyły się niepowodzeniem i o godzinie piętnastej cesarz nakazał zaprzestać walki.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj