Spisy i spiski
Słowo zapisane, wszelkiego rodzaju spisy od dawna budziły trwogę. Zapowiadały najgorsze: liczenie mieszkańców, by im coś zabrać, powołać do wojska, o coś oskarżyć. Listy podejrzanych, oskarżanych, podanych do osądu publicznego – to nadal groźna broń.
Średniowieczny skryba przy pracy
Wikipedia

Średniowieczny skryba przy pracy

Ranek po nocy św. Bartłomieja. W czerni Katarzyna Medycejska. Malował Édouard Debat-Ponsan
Wikipedia

Ranek po nocy św. Bartłomieja. W czerni Katarzyna Medycejska. Malował Édouard Debat-Ponsan

Artykuł ukazał się w Polityce nr 8/2006

Znienawidzone przez lud spisy stosowano już w starożytnym Egipcie, Rzymie, Grecji. Miały głównie usprawniać ściąganie podatków i pobór do wojska. Stosowano je również w Izraelu: Łukasz w Ewangelii podaje, że Józef musiał się udać do Betlejem w związku ze spisem ludności; tamże narodził się Jezus. O sile nienawiści do wszelkich spisów i list świadczył wybuch powstania w 6–7 lat po narodzeniu Chrystusa. Wedle niejasnych przekazów Józefa Flawiusza, Juda Galilejczyk zbuntował wtedy Żydów przeciw spisom rzymskim i podatkom.

Formą tworzenia list osób niewygodnych i zagrażających demokracji był grecki ostracyzm. Jeśli na kogoś podczas sądu skorupkowego padło co najmniej 6 tys. głosów wypisanych na skorupie glinianej, musiał opuścić Ateny. Nie tracił jednak ani majątku, ani praw obywatelskich.

Rzymski wynalazek

Prawdziwa kariera list i teczek zaczęła się w I wieku p.n.e. w Rzymie, podczas wojen domowych między popularami a optymatami. Konsul w latach 87–84 p.n.e. Lucjusz Korneliusz Cinna, były trybun ludowy, a potem konsul Mariusz Gajusz oraz konsul, a potem dyktator Lucjusz Korneliusz Sulla usiłowali zapewnić sobie poparcie i rzeczywistą władzę poprzez jakąś formę napiętnowania wrogów. Sulla po podboju Grecji wylądował na wiosnę 83 r. p.n.e. w Italii, pobił zwolenników Mariusza, po czym wkroczył do Rzymu. Tutaj jego żołnierze zaczęli mordować przeciwników Sulli, więc niepewni dnia ani godziny senatorowie poprosili wodza, aby ogłosił imiona ofiar skazanych na śmierć. Sulla nie oponował i kazał wywiesić specjalne listy, zwane proskrypcyjnymi. Wpisano na nie osoby, które Sulla podejrzewał o wrogość i współpracę ze zwolennikami Mariusza. Początkowo była to jedna tablica z 80 imionami, potem tabulae proscriptionis mnożyły się ponad miarę, obejmując niemal 5 tys. nazwisk!

Sporządzone listy miały podstępny charakter. W walce o władzę liczyli się wszak wielcy właściciele, senatorzy, wzbogaceni ekwici. Za głowę proskrybowanego, czyli zapisanego na liście przeciwnika, przewidywano nadanie wolności niewolnikom, a dla wolnych – przyznanie nagród pieniężnych, a potem majątków. Zamieszczenie na liście nazwisk obywateli uznanych za wrogów publicznych początkowo oznaczało karę banicji – wygnanie i konfiskatę majątku podejrzanego. Niebawem jednak ludzie na tabulae proscriptionis mogli zostać zabici za wynagrodzeniem przez każdego.

Sulla listami proskrypcyjnymi rozpętał piekło podejrzeń i odwetu, mimo że chciał jedynie swymi tabulami postraszyć przeciwników. Genialnie wykorzystał ludzką żądzę władzy i pieniędzy. Lawiny mordów nie zdołał i nie chciał zatrzymać: być może zamordowano 90 senatorów, 2600 ekwitów, a donosiciele, weterani Sulli – poprzez denuncjacje i mordy dorobili się majątków. Najbardziej jednak skorzystało 10 tys. niewolników wyzwolonych przez Sullę, którzy zadenuncjowali swych panów.

Sam Sulla odniósł jednak wielki i doraźny sukces: pozbył się domniemanych przeciwników, a zyskał wdzięcznych stronników, oddaną mu armię, wzbogaconą na przejęciu majątków proskrybowanych. Zwróćmy uwagę, że owe straszne listy pojawiały się w fazie zmierzchu Republiki Rzymskiej; niebawem Sulla wprowadził dyktaturę i otworzył drogę cesarstwu. Jednakże nawet cynicznym i zimnym światem rzymskim wstrząsnęło straszne doświadczenie z listami podejrzanych przeciwników. Jak pisze Swetoniusz – kolejny dyktator, Cezar, uznał takie działania za supremum auxilium – zupełną ostateczność. Ale po jego śmierci w idy marcowe 44 r. p.n.e., jak pisze Tacyt, Oktawian znów sięgnął po listy proskrypcyjne podczas sądzenia przeciwników. Donosiciele święcili jeszcze większe triumfy, gdyż na podstawie list zamordowano 3 tys. osobistości, w tym wielu senatorów.

Jak się wydaje, wynalazek list proskrypcyjnych przez Sullę można też uznać za prototyp czystek politycznych. Szczególnie dręczących nowożytny świat od czasów Fouchégo, Hitlera, Stalina i ich następców.

Chłop spisów nie lubi

Średniowieczne chłopstwo także nie znosiło list. Krwawe powstanie Wata Tylera w 1381 r. wybuchło w Anglii, gdy królewski komisarz skarbowy zaczął sprawdzać listy podatkowe. Ale średniowiecze nie korzystało raczej z wynalazku list. Nawet trybunały inkwizycji funkcjonowały bardziej na zasadzie donosu niż list i teczek. Chyba dobrze zrozumiano, czym to grozi; ponadto listy proskrypcyjne nie mieściły się w kanonie chrześcijańskiego miłosierdzia. Dominowały akcje doraźne. Bywało jednak inaczej w działaniach precyzyjnie zaplanowanych: agenci Filipa Pięknego byli dobrze przygotowani do kasacji zakonu templariuszy i przypuszczalnie wykonali stosowne spisy. 13 października 1307 r. o świcie seneszalowie, bajlifowie i prewoci zakonu zostali aresztowani wraz ze wszystkimi templariuszami w prawie 3 tys. komandorii jednocześnie! To był policyjny majstersztyk przygotowany zapewne przez kanclerza Wilhelma z Nogaret.

Angielski Henryk VIII Tudor rozpoczął akcje spisowe od powołania pod swym przewodem komisji uczonych z Oksfordu i Cambridge, która ogłosiła listy heretyckich ksiąg zakazanych. Niektóre, jak tłumaczenie Nowego Testamentu, spalono w Londynie, gdyż król w 1526 r. był jeszcze wiernym Rzymowi katolikiem. Potem wielkiego odszczepieńca angielskiego będzie naśladował mimowolnie papież Paweł IV i jego następcy, tworząc w 1559 r. Indeks liberum prohibitorum, listę dzieł zakazanych do czytania przez katolika, indeks obowiązujący do 1940 r.!

Listy proskrypcyjne lubią potworów u władzy. Henryk VIII, zrywając z papiestwem, uczynił z nich oręż planowego wyniszczenia i przejęcia majątków domniemanych i prawdziwych przeciwników. Każdy mnich i mniszka mieli złożyć przysięgę na posłuszeństwo królowi i nowej królowej Annie Boleyn, a wszelkie złoto, kosztowności, wartościowe rzeczy w klasztorach zostały spisane pod okiem komisarzy króla. W rezultacie tej przemyślanej akcji, zmierzającej do kasaty zakonów, jak pisał Jerzy Z. Kędzierski, król nie tylko przejmował majątki klasztorne, ale 30 tys. ludzi straciło życie, niekiedy w nieopisanych męczarniach.

Po drugiej stronie kontynentu car Iwan IV Groźny mordował jeszcze zacieklej wszelkich podejrzanych. Po czym modlił się w cerkwiach za duszę każdego zamordowanego z imiennymi wykazami w ręku. Już w XVI w. nieszczęśni Rosjanie byli spisani więc na listach opryczników. Fizyczna likwidacja mieszkańców Tweru, Nowogrodu Wielkiego w 1570 r. nie była ślepym terrorem szalonego władcy, jak się potocznie wydaje, ale zaplanowanym ludobójstwem. Listy mordowanych, za których car się modlił, są tego dowodem.

Listy zapewne stosowane były podczas rzezi hugenotów w noc św. Bartłomieja 24 sierpnia 1572 r. (choć główną wskazówką były białe krzyże wymalowane kredą na domach i gospodach, w których mieszkali kalwiniści). Proskrypcje zastosował też cesarz Ferdynand II po klęsce Czechów pod Białą Górą w 1620 r. 27 przywódców opozycji habsburskiej stracono w Pradze w okrutny sposób, a szlachtę i mieszczan czeskich, którzy brali udział w powstaniu, ukarano banicją, a nade wszystko konfiskatą majątków. W rezultacie tej akcji proskrypcyjnej szlachta czeska została zrujnowana, a jej majątki przechodziły najczęściej w ręce Niemców. Wtedy to rozpoczął się proces dramatycznego wynaradawiania Czech.

Listy ochrany i czarne teczki ministra Fouché

W szlacheckiej Polsce zdawano sobie sprawę z siły czarnych list i zabraniano ich sporządzania w jakiejkolwiek formie. Już cień podejrzeń uruchamiał lawinę społecznego sprzeciwu; przed rokoszem Jerzego Lubomirskiego 1666 r. szlachta domagała się na kolejnych sejmach ujawnienia tzw. skryptów elekcyjnych. Na listach tych byli wymienieni magnaci, którzy zobowiązywali się wspierać dwór Jana Kazimierza i Ludwiki Marii Gonzagi w ich poczynaniach wzmocnienia władzy królewskiej. Ceną były łakome kąski: godności, majątki, pieniądze dla wspomagających wielmożów. Podczas spodziewanego zamachu stanu hetmana Jana Sobieskiego w 1669 r. i później obawiano się, że któraś ze stron szykuje listy proskrypcyjne. Jawne, a tym bardziej tajne spisy kojarzyły się potem coraz bardziej szlachcie z listami jurgieltników, magnatów kupowanych i będących na utrzymaniu Ludwika XIV, cesarzy habsburskich i potem carycy Katarzyny II. Generalnie więc szlachta pilnowała, by sporządzanie, publikowanie, wykorzystywanie jakichkolwiek czarnych i białych list, spisów nie mieściło się w ogóle w normach prawnych Rzeczypospolitej.

Doczekała się za to Polska list i lustracji podczas zaborów. Jak przypomina prof. Andrzej Szwarc, co 10 lat przeprowadzano w Imperium Rosyjskim skazki, rewizje podatkowe i weryfikacje stanu szlacheckiego. Po powstaniu styczniowym Polakom politycznie podejrzanym konfiskowano majątki albo nakazywano je wyprzedać w ciągu dwóch lat wyłącznie Rosjanom. Pozostałe obłożono kontrybucją; władze carskie były przygotowane biurokratycznie do takiej akcji wynaradawiania. W buntowniczej Warszawie i dawnych miastach kresowych rosyjska Stała Komisja Śledcza sporządzała listy nieprawomyślnych, podobnie działał Korpus Żandarmerii, czyli tajnej policji politycznej. Na podstawie list III Oddziału podejrzani Polacy i inni wywrotowcy objęci byli niejawnym nadzorem, zakazem pracy itd. Potęga ochrany wzięła się nie tylko z armii szpiclów, ale i z kartotek.

Do czasów rewolucji świat nie znał tajnych, metodycznie sporządzanych kartotek na większą skalę. Przełomem w dziejach czarnych teczek stały się czasy napoleońskiego ministra policji Josepha Fouché. Ten niegdyś pobożny nauczyciel, wyrzekł się chrześcijańskich zasad na rzecz skrajnego rewolucyjnego cynizmu i w swej grze o kontrolę nad społeczeństwem polecił sporządzić logicznie uporządkowane kartoteki osób podejrzanych. Zapisani zostali przeciwnicy Napoleona, rojaliści, emigranci i wszyscy wzbudzający jakiekolwiek wątpliwości. Czarne teczki sporządzano na podstawie raportów informatorów, kontrolowano też listy przesyłane pocztą.

Napoleon orientował się w zagrożeniach ze strony Fouchégo i tworzył paralelne formacje policyjne, usiłując zneutralizować poczynania ministra. Wreszcie 3 czerwca 1810 r. odebrał mu władzę. Ale Fouché opuszczając urząd zdążył zniszczyć lub zabrać ze sobą znaczną część dokumentów dotyczących rodziny cesarskiej.

Volksdeutsche, komuniści i FBI

W nowszych czasach listy były atrybutem systemów totalitarnych. Teczki zalęgły się obficie w tajnych policjach III Rzeszy i czerwonej Rosji. Listy zaczęły przybierać odcienie: czarne, czerwone i różowe, jak np. w III Rzeszy w odniesieniu do homoseksualistów. Na różową listę dostało się tam 95 tys. gejów, z czego 45 tys. stracono. Na podstawie list proskrypcyjnych sporządzonych w SD, gestapo i Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) Niemcy dokonywali pierwszych rozstrzeliwań, m.in. na Pomorzu w 1939 r.

W oparciu o listy przygotowali likwidację inteligencji polskiej; były one uzupełniane przez agentów i konfidentów gestapo. Natomiast rozprawę z polską inteligencją we Lwowie dawni lwowscy studenci ukraińscy przygotowywali już wcześniej, bo w Generalnym Gubernatorstwie, u boku gubernatora Hansa Franka, sporządzając listy proskrypcyjne. „Według źródeł niemieckich aresztowania profesorów lwowskich dokonał ten sam oddział, który ujął profesorów krakowskich. Ekipa rozstrzeliwująca składała się z Ukraińców ubranych w mundury SS” – pisze prof. Maria Pawłowiczowa.

Kartoteki i teczki okazały się podstawowym fundamentem stalinowskich czystek; także wobec polskiej inteligencji i warstw kierowniczych. Aresztowania, deportacje po zajęciu polskich Kresów Wschodnich przez ZSRR, mordy oficerów odbywały się w oparciu o sporządzone spisy; musiała to być gigantyczna operacja, skoro w latach 1940–41 wywieziono na Syberię i do Kazachstanu 1,2 mln Polaków. Czarne listy tworzyli zarówno volksdeutsche, jak i komuniści w podziemiu: w przejętych papierach rozbitych oddziałów komunistycznych znajdowano listy proskrypcyjne wywiadów GL, AL z nazwiskami patriotów.

Tajne listy sporządzały Narodowe Siły Zbrojne już we wrześniu 1942 r. Krzysztof Komorowski w pracy „Polityka i walka. Konspiracja zbrojna ruchu narodowego 1939–1945” wskazuje, że w  Centralnej Służbie Wywiadowczej Dowództwa Narodowych Sił Zbrojnych referat IV C 2 „Żydowsko-Komunistyczny” zajmował się sporządzaniem list proskrypcyjnych i rozpracowaniem „żydokomuny”, a nawet jej domniemanych sympatyków. Jak podaje Tomasz Szarota („Polityka” 44/03), na liście pod datą 28 kwietnia 1944 r. znalazło się osiem nazwisk, w tym harcmistrza Aleksandra Kamińskiego, znanego autora „Kamieni na szaniec”, wspaniałego człowieka o nieposzlakowanej opinii, dalekiego przy tym nawet od kryptokomunizmu. Jak podaje T. Szarota, lista sporządzona najprawdopodobniej po 8 lutego 1944 r., na której znalazł się zamordowany 13 czerwca 1944 r. Ludwik Widerszal, liczyła 51 albo 52 nazwiska.

Tajne spisy pojawiały się też w państwach demokratycznych. Tak działo się np. w Stanach Zjednoczonych podczas II wojny światowej. Tomasz Gabiś za amerykańskim historykiem Tamesem Martinem podaje, że w 1941 r. FBI na podstawie wcześniej przygotowanych list proskrypcyjnych aresztowała ok. 70 tys. Niemców, Węgrów, Rumunów i Bułgarów, by uniemożliwić powstanie V kolumny.

Podczas rosnącego zagrożenia japońskim atakiem, w 1941 r., na 11 dni przed uderzeniem na Pearl Harbor prezydent Franklin Delano Roosevelt nakazał sporządzić kolejne listy proskrypcyjne. Na ich podstawie po zdradzieckim ataku japońskim rząd USA wtrącił do obozów ok. 120 tys. amerykańskich Japończyków.

PRL jak i cały obóz komunistyczny był dokładnie spowity w teczkach i tajnych listach. Od pierwszych strajków robotniczych i solidarnościowych, SB, aparat partyjny, konfidenci szykowali listy proskrypcyjne, które stały się podstawą do późniejszego wyrzucenia z pracy, internowania, uwięzienia, i innych prześladowań. Czy Solidarność z jej etosem non-violence sporządzała też jakieś spisy? Redaktor Marek Barański, po wprowadzeniu stanu wojennego, dowodził w telewizji, że Solidarność miała przygotowane listy proskrypcyjne z nazwiskami działaczy partyjnych (z rodzinami). Czy ta teza miała uzasadnić internowanie później proskrybowanych działaczy Solidarności? W 2002 r. Jerzy Urban stwierdził, że nie wie, czy taka proskrypcyjna lista działaczy partyjnych została sporządzona przez Solidarność. „Jedna przecież strona obciąża drugą, a ja własnego instrumentarium sprawdzania nie miałem. Może była to operacja esbowska, a może nie” – powiedział w wywiadzie Teresie Torańskiej.

W pierwszej kampanii prezydenckiej Stan Tymiński groził ujawnieniem zawartości swojej czarnej teczki. Co zawierała – może materiały, które dziś przechowuje IPN?

Lista liście nierówna.

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj