Rzeź niewiniątek
Dlaczego, w różnych czasach i w różnych ludzkich wspólnotach, decydowano się na najbardziej przerażającą z ofiar – zabicie własnego dziecka?
Anioł powstrzymujący rękę Abrahama, na obrazie Caravaggia
Wikipedia

Anioł powstrzymujący rękę Abrahama, na obrazie Caravaggia

Rzeź niewiniątek na obrazie Giotta
Wikipedia

Rzeź niewiniątek na obrazie Giotta

Artykuł opublikowany w Polityce nr 22/2009

Abraham uniósł nóż, by poderżnąć gardło swego jedynego, długo oczekiwanego syna Izaaka. W ostatnim momencie anioł powstrzymał go, podsuwając na ofiarę baranka. Abraham zdał egzamin z wierności i oddania Bogu, decydując się na ten akt największego poświęcenia, dlatego miłosierny Pan pozwolił mu złożyć ofiarę zastępczą. Podobny motyw pojawia się w tradycji greckiej. Tam swoją córkę Ifigenię miał złożyć na ołtarzu Agamemnon, ponieważ Artemida uwięziła statki Achajów w drodze do Troi i jedynie ta ofiara mogła zapewnić im pomyślne wiatry. Ale i tym razem bogini zlitowała się, porywając dziewczynę tuż przed dopełnieniem aktu i podstawiając jako ofiarę młodą łanię.

To dwa najbardziej znane literackie przykłady z motywem ofiary z dziecka. Ale przekazów jest więcej – wzmianki w Biblii o dzieciobójstwach Kanaanejczyków, donosy Rzymian na Kartagińczyków, którzy dzieci palili, nie mówiąc o opisach krwawych obyczajów Azteków. Już rytualne zabijanie ludzi jest czynem okrutnym, ale składanie na ołtarzach dzieci wydaje się po prostu niezgodne z biologicznymi regułami, kierującymi naszym życiem – przetrwaniem gatunku i wspólnoty. Czy w przeszłości ludzie decydowali się na ten straszliwy czyn tak często, jak mówią źródła, czy jest to tylko wymysł uprzedzonych kronikarzy?

Pod podłogą

W zasadzie nie chodzi o pytanie, czy dzieci składano w ofierze, bo to jest pewne, ale czy był to zwyczaj powszechny? W większości kultur małe dziecko, jako dziedzic i potomek uważane było za największą wartość, a rodzice i społeczność obdarzali je miłością. Mało które ze społeczeństw traktowało oseski jak zwierzęta ofiarne, które można zabić w imię różnych racji. Ofiara z dziecka należącego do wspólnoty była największym poświęceniem i aktem desperacji. Ale się zdarzała. – Niektórzy twierdzą, że na ofiary przeznaczano dzieci chore i słabowite, ale to nieprawda. Wybierano dzieci zdrowe i dorodne, nie mogły to być też niemowlęta, gdyż wierzono, że nie mają duszy. Ponieważ dzieci najczęściej duszono – znalezienie materialnych dowodów w kościach na to, że złożono je w ofierze, jest niełatwe – mówi antropolog prof. Karol Piasecki z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Badacze przypuszczali, że dzieci wykorzystywano jako ofiary zakładzinowe, czyli składane w fundamentach pod budowlami. Takie ofiary pojawiają się już w neolicie. Znajdowane są na całym świecie we wszystkich kulturach. Od złożenia ofiary rozpoczynano budowę i miała ona zapewnić domowi trwałość, szczęście i przychylność bogów.

– Na terenie Polski od neolitu aż do XIX w. w fundamentach budowli, wałów grodzisk czy ulic miast zakopywano pokarmy, zwierzęta, naczynia i inne dobra, ale szczątki dzieci zdarzają się rzadko. W neolicie często składano je, co prawda, pod domostwami i na terenie osad, ale raczej interpretuje się to jako próbę pochowania szczątków zmarłych dzieci blisko rodziny, a nie jako ofiarę zakładzinową – mówi archeolog dr Justyna Baron z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Szczątki dzieci w fundamentach budowli w Polsce i Europie były rzadkością, ale w Nowym Świecie zdarzały się częściej, np. w andyjskiej kulturze Moche (IV–VIII w.). Rok temu archeolodzy, kierowani przez stypendystę „Polityki” dr. Miłosza Giersza i Patrycję Prządkę z Ośrodka Badań Prekolumbijskich Uniwersytetu Warszawskiego, znaleźli na peruwiańskim stanowisku Quillapampa, w dolinie Culebras, ofiary zakładzinowe z dzieci. – W fundamentach rezydencji lokalnego władcy odkryliśmy szczątki czterech dorosłych, dwójki kilkuletnich dzieci oraz kilku noworodków – mówi dr Giersz. – Noworodki umarły w sposób naturalny, ale dorośli zostali zamordowani przez ukamienowanie lub rozłupanie czaszki, podobnie jedno z dzieci, które złamano na pół tak, że jego głowa leży na stopach, a kręgosłup jest zgruchotany.

W grobie

Nie przez przypadek badacze dopatrują się początków kultowego dzieciobójstwa w czasach, gdy zmiany pogody decydowały o plonach, a tym samym o życiu i śmierci ludzi. Ofiara najcenniejsza – z dziecka – miała zapobiec wyginięciu wspólnoty. Czymś innym było natomiast zabieranie przez władców do grobów ludzi jako towarzyszy podróży w zaświaty. Ten zwyczaj, dowodzący wysokiego statusu zmarłego, praktykowali chińscy królowie, pierwsi egipscy władcy, scytyjscy i traccy wodzowie, sumeryjskie kapłanki, w Polsce – być może – przedstawiciele neolitycznej kultury amfor kulistych.

Najczęściej zabijano dorosłych, czasami jednak i dzieci. W trakcie tegorocznych wykopalisk w Tell el-Farcha w Egipcie polscy archeolodzy z Ekspedycji Archeologicznej do Wschodniej Delty Nilu natrafili na taki pochówek. W południowym murze liczącego ok. 5150 lat niewielkiego grobowca, w którym pochowano 30-letniego mężczyznę, znaleziono szczątki 4 dzieci w wieku 4–8 lat. Ciała dzieci umieszczono pomiędzy warstwami cegieł już w trakcie budowy muru grobowca. – Choć może to wyglądać jak ofiara zakładzinowa, to mamy raczej do czynienia z pochówkiem towarzyszącym, co potwierdzają znajdujące się obok groby trzech dorosłych – mówi szef prac, prof. Krzysztof Ciałowicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Takie pochówki pojawiały się przy grobach faraonów i niektórych możnowładców do końca panowania I dynastii, czyli do ok. 2900–2800 r. p.n.e., ale początków tych praktyk należy szukać wcześniej. Nie wiadomo, czy ludzie ci decydowali się na śmierć dobrowolnie ani jak ich zabijano. Przypuszcza się, że najczęściej podawano im truciznę, choć w Hierakonpolis na kościach zachowały się ślady dekapitacji i skalpowania. W świcie pogrzebowej znajdowały się zazwyczaj młode kobiety – zaświatowe konkubiny oraz mężczyźni, towarzysze zmarłego, rzadko zdarzały się karły i, jak u nas, dzieci.

W ogniu

Ale to nie Egipcjanie, lecz Kanaanejczycy, a właściwie Fenicjanie, uchodzą za największych dzieciobójców. Wraz z kolonizacją punicką zwyczaj ofiarowania dzieci bogom dotarł do Kartaginy, gdzie przybrał ponoć ekstremalną formę. W Starym Testamencie wspomina się, że również Izraelici na wyżynie Tofet w Dolinie Synów Hinnoma (po grecku Gehenna) palili swoje dzieci na cześć Molocha. Dopiero król Jozjasz zakazał tych praktyk, a Gehenna stała się synonimem mąk i cierpienia. Jednak wbrew temu, co podaje Biblia, bóg Moloch nie istniał, nazwa pochodzi od słowa mlk oznaczającego „ofiarę ludzką”. Mlk najczęściej składano kartagińskiemu bogu solarnemu i dawcy życia Baal Hammonowi oraz jego żonie Tanit – opiekunce kobiet i rodziny. Szczególnie miłe były im, jak wierzono, ofiary z pierworodnych.

Według źródeł, na śmierć przeznaczano synów z rodzin dostojników. Gdy raz zabito małych niewolników, by tamtych oszczędzić, bogowie zesłali na Kartaginę inwazję tyrana Syrakuz Agatoklesa (310 r. p.n.e.). Diodor napisał, że aby ukoić ich gniew, zabito wówczas 500 kartagińskich osesków. Według antycznych pisarzy dzieci zabijano przy wyjątkowych okazjach, ale pochodzący z Kartaginy Tertulian (II/III w.) twierdził, że mordowano je jeszcze za jego życia. Malcy na miejscu kaźni nie mogli płakać, bo to się nie podobało bogom, dlatego zadaniem rodziców było ich uspokajanie. Gdy matka lub ojciec zaczynali rozpaczać – płacili karę. Przed wrzuceniem dziecka do ognia uśmiercano je. Historyk Kleitarchos (IV/III w. p.n.e.) napisał, że śmiech sardoniczny, czyli sycylijski, wziął się od grymasu, jaki pojawiał się na ustach wrzucanych w płomienie dzieci.

Zdawać by się mogło, że praktyki te potwierdzają pozostałości pełnych urn z popiołami dzieci i zwierząt oraz stel ofiarnych z cmentarzysk (zwanych tofetami) z Kartaginy, wyspy Mozia, Sulkoi i Tharros na Sardynii czy Susy w Tunezji. Jeśli rzeczywiście wszystkie leżące w tych miejscach dzieci uśmiercono, to statystyki są przerażające – w VII w. p.n.e. w kartagińskim Tofecie złożono w ofierze dwa razy więcej dzieci niż zwierząt, a 300 lat później było ich aż dziewięć razy więcej. W IV i III w. p.n.e. zakopano tam 20 tys. urn, czyli co kilka dni mordowano jedno dziecko. Ponieważ badania przepalonych kości nie wyjaśniają przyczyny śmierci, naukowcy podzieli się na tych, którzy wierzą w kartagińskie dzieciobójstwo, i tych, którzy uważają, że donosy antycznych pisarzy to tylko czarny PR grecko-rzymskiego świata, mający podkreślić różnicę między barbarzyńcami i cywilizacją.

Rewizjoniści twierdzą, że do zabijania dzieci dochodziło sporadycznie, a tofety były cmentarzyskami, na których chowano dzieci zmarłe w naturalny sposób. Fakt, że grzebano je oddzielnie i pośmiertnie poświęcano bogom, świadczy o ich wyjątkowym statusie. Zwolennicy hipotezy dzieciobójstwa (niektórzy nawet widzieli w tej praktyce kartagiński sposób regulacji urodzeń) zastanawiają się, co tam robią szczątki zwierząt ofiarnych i stele mówiące o ofierze dla Baala Hammona i Tanit. Liczą też na badania DNA kości, które potwierdzą, że są to pochówki chłopców. Tak czy inaczej zagadka tofetów i kartagińskich ofiar nadal nie jest wyjaśniona. Być może w końcu uda się ją rozwikłać w laboratorium.

Na szczycie

Okrucieństwo, wyrywanie serc, upuszczanie krwi i rytualne zjadanie ofiar to w większym stopniu domena Nowego Świata. I rzeczywiście, mało która kultura europejska dorównuje w tej materii cywilizacji prekolumbijskiej. W Andach informacje o ofiarach z ludzi pojawiają się w II tys. p.n.e., co związane było z etosem wojownika. Najczęściej ofiarowano młodzieńców. Zabijanie dzieci pojawiło się później i nigdy nie stało się aż tak powszechne. Najlepiej poznane i najczęściej spotykane są ofiary składane przez inkaskich władców w ramach qhapaq hucha, czyli Królewskiego Kontraktu.

– Była to zinstytucjonalizowana ofiara państwowa składana lokalnym bóstwom-wyroczniom (waka), która miała zapewnić nowemu Ince pomyślność – mówi prof. Mariusz Ziółkowski, dyrektor Ośrodka Badań Prekolumbijskich Uniwersytetu Warszawskiego. – Po ogłoszeniu qhapaq hucha do Cusco przysyłano z wszystkich prowincji kobiety oraz dziewczęta i chłopców z dobrych rodów w wieku od 9 do 13 lat. Najpiękniejsze z dzieci kapłani zabierali wysoko w góry, do sanktuariów waka w różnych częściach kraju (reszta pozostawała na dworze władcy). Tam usypiano lub zabijano uderzeniem w głowę i zakopywano w grobie. Na ich zamarznięte ciała trafiają archeolodzy – najbardziej znana jest Juanita z Ampato czy dzieci z Llullaillaco, my również znaleźliśmy dwie ofiary z dzieci (ok. 2 i ok. 6 lat) przy inkaskiej budowli ceremonialnej w La Joya koło Arequipy w Peru.

Nie jest do końca pewne, czy qhapaq hucha odbywał się tylko z okazji wstąpienia na tron, czy częściej, dlatego trudno określić ilość uśmierconych dzieci i nastolatków. Ponieważ na ofiary wybierano dzieci z dobrych rodzin, niektórzy arystokraci wykorzystywali Królewski Kontrakt, by zrobić karierę. – Za panowania Tupaq Inki Yupankiego (w drugiej połowie XV w.) jeden z prowincjonalnych zarządców wysłał do Cusco w kontyngencie kandydatek na ofiary własną córkę. Inka znalazł się w trudnej sytuacji – przysłali mu dziewczynkę, chociaż nie prosił o córkę wielmoży tak wysokiej rangi. Aby wyjść z tej sytuacji z honorem, odesłał ją z powrotem z poleceniem złożenia w ofierze lokalnej wyroczni, a jej ojca awansował – mówi prof. Ziółkowski.

W wodzie

Ofiary inkaskie nie były ani specjalnie krwawe, ani okrutne i nie miały też takiego wymiaru jak ofiary w Mezoameryce, gdzie kultowe mordowanie stanowiło rodzaj spektaklu. Opisy kronikarzy świadczą o skali tego zjawiska – stosy trupów, wyrywane serca, rytualny kanibalizm. Okrucieństwo, krew, cierpienie i śmierć wpisane były w życie Majów i Azteków, ale paradoksalnie doniesienia o ofiarach z dzieci są stosunkowo rzadkie. – Dzieci zaczęto składać w ofierze od momentu pojawienia się rolnictwa, gdyż wiązano je z bogami deszczu. Nawet jednak Aztekowie posuwali się do tego tylko w szczególnych okolicznościach. Uroczyste zabicie dziecka było nawet dla nich tak smutną uroczystością, że wszyscy płakali – liczyli zatem, że deszcz łez popłynie też z oczu bogów. Nie były to ofiary krwawe, gdyż dzieci zazwyczaj topiono w specjalnych miejscach lub usypiano i zostawiano wysoko w górach, gdzie – jak wierzono – mieszkają bogowie. Na ofiarę wybierano dzieci z dobrych rodzin, chociaż w Tlatelolco znaleziono pochówek 15 dziecięcych ofiar, z których wszystkie mają jakieś wady widoczne w kościach – tłumaczy prof. Elżbieta Siarkiewicz, mezoamerykanistka z Instytutu Iberystyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Rytualny mord dzieci uzupełniał krwawy obraz religii Azteków przekazany nam w europejskich relacjach, dlatego pojawiły się nieprawdziwe plotki o tym, że ofiarowanym dzieciom wyrywano paznokcie i zjadano ich mięso. – Chrześcijanie dopisali tę czarną legendę, chcąc podkreślić okropieństwa, jakich dopuszczali się indiańscy barbarzyńcy przed ich przybyciem – mówi prof. Siarkiewicz. – Jeśli dzieci zabijano inaczej niż przez utopienie, zaraz składano je do grobów – najczęściej na polach uprawnych. Nigdy ich nie zjadano ani nie upuszczano krwi. Wierzono, że w zaświatach bogowie czekają na nie, by je nakarmić, i że wracają na ziemię jako Tlalokes – pomocnicy boga deszczu.

Topienie dzieci w czasie suszy i nieurodzaju podkreślało ich związki z wodą. Majowie wrzucali je do płynących pod powierzchnią ziemi rzek, a właściwie do swego rodzaju naturalnych studni zwanych cenotes, a Aztekowie z Tenochtitlan do pobliskiego jeziora. – U Majów i Azteków ofiara z dziecka była ofiarą maksymalną, większą niż pozbycie się drogich przedmiotów czy pozbawienie życia dorosłego człowieka. Było to też największe poświęcenie zarówno dla rodziców, jak i całej społeczności – mówi prof. Siarkiewicz.

W obozie

Najtrudniejszą decyzją dla rodziców był wybór – które dziecko złożyć w ofierze. Abraham wiedział, że ma zabić swego jedynego syna, Agamemnonowi Ifigenię wskazał wieszczek, Kartagińczycy na ofiarę przeznaczali pierworodnych, ale wielu rodziców musiało wybrać. Taką hipotetyczną sytuację opisał William Styron w „Wyborze Zofii” (zekranizowanym przez Alana Pakulę z Meryl Streep w roli głównej). Gdy bohaterka trafia do obozu koncentracyjnego, zmuszona jest zadecydować, które z jej dzieci od razu będzie zagazowane, a które przeżyje. Matka wskazuje na córkę, ocalając syna. Ten tytułowy wybór wpływa na całe życie Zofii, prowadząc ją w końcu do samobójstwa.

Czy rodzice, którzy przeznaczali jedno z dzieci na ofiarę, też tak cierpieli? Źródła wiele nie mówią na ten temat, choć kary za płacz czy odwracanie oczu od składanej ofiary, świadczą o rozpaczy. Niezależnie od cierpień rodziców, ofiary z dzieci nie pomogły zachować niezależności ani władcom inkaskim, ani Aztekom czy Kartagińczykom, nie zawsze też sprowadzały upragniony deszcz. Może bogowie nie lubili patrzeć na śmierć niewiniątek?

 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj