Na karłowatość i zołzowatość
Reklamy leków i gabinetów lekarskich budzą w Polsce wiele kontrowersji, ale nie zawładnęły wyobraźnią pacjentów za sprawą Goździkowej. Marketing w medycynie ma głębokie korzenie i jego pionierzy też mieli nieposkromioną inwencję.
Atophanyl, środek na gościec.
Dział zbiorów specjalnych Głównej Biblioteki Lekarskiej

Atophanyl, środek na gościec.

Modelka ma smukłą kibić, na twarzy uśmiech i z lekkością trzyma nad sobą czterozębną kotwicę. Żaden problem! Wystarczy Efisan. Nic lepiej nie doda siły, nie zwiększy apetytu i nie wyleczy anemii jak pobyt na świeżym powietrzu, uzupełniony regularnym przyjmowaniem dwóch łyżek syropu z żelazem.

Pierwsze reklamy leków umieszczano w czasopismach lekarskich już w XIX w. – mówi Grażyna Jermakowicz, kustosz Działu Zbiorów Specjalnych Głównej Biblioteki Lekarskiej w Warszawie, gdzie znajduje się najbogatsza w Polsce kolekcja przedwojennych reklam farmaceutycznych. – Z czasem zaczęto je drukować w kalendarzach, na plakatach ściennych, a nawet na receptach. W końcu upowszechniły się w aptekach i codziennej prasie.

Wiele z nich to kolorowe rysunki lub grafiki wykonane różną techniką, niemające nic wspólnego z oszczędnymi i fachowymi informacjami, adresowanymi do środowiska medycznego. Ich autorami była często spółka grafików i ilustratorów Jana Lewitta i Jerzego Hima (znanych m.in. z wykonanych w 1934 r. ilustracji do wiersza Juliana Tuwima „Lokomotywa”). Reklamy te odwoływały się głównie do skojarzeń: łyżwiarz z lekkością wykonujący piruety w przewodzie pokarmowym, siłacz rozszerzający od środka zwężone tętnice, murarze cementujący skruszałą ścianę o obrysach kości.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną