Jak to było z Konstytucją 3 Maja
Testament konającej republiki
Konstytucja 3 Maja, obraz Jana Matejki.
Wikipedia

Konstytucja 3 Maja, obraz Jana Matejki.

Oryginał strony tytułowej Ustawy Rządowej.
Wikipedia

Oryginał strony tytułowej Ustawy Rządowej.

Alegoryczna rycina ukazująca króla otaczającego opieką wszytkie stany (aut. Daniel Chodowiecki).
Kamil Kajko/Forum

Alegoryczna rycina ukazująca króla otaczającego opieką wszytkie stany (aut. Daniel Chodowiecki).

Zaprzysiężenie konstytucji 3 maja. Rysunek Jana Piotra Norblina.
Wikipedia

Zaprzysiężenie konstytucji 3 maja. Rysunek Jana Piotra Norblina.

Czytaj także

Konstytucja (wraz z poprzedzającymi ją ustawami) wprowadzała w Rzeczpospolitej ustrój podobny do funkcjonującego w ówczesnej Anglii. Likwidowała zmory polskiego parlamentaryzmu, wprowadzając głosowanie większością, niezależnie od instrukcji sejmików wojewódzkich (co znamienne, w sprawie podatków wprowadzono większość kwalifikowaną aż trzech czwartych głosów). Ustanawiała rząd, powoływany przez króla, ale odpowiedzialny przed parlamentem, którego rozporządzenia miały być opatrzone podpisem monarchy oraz odpowiedniego ministra.

Przyznawała wiele praw mieszczanom (ale tylko z miast królewskich), w tym prawo do nabywania ziemi, i otwierała dość szeroką furtkę do nobilitacji mieszczan, czyli przyznania im także praw politycznych. Wspominała nawet dość ciepło o chłopach, obiecując otoczyć ich opieką, a tym, którzy przybywali z zagranicy, dawała całkowitą wolność osobistą – ten ostatni punkt odczytano w Petersburgu jako akt perfidnej dywersji, zmierzającej do wyludnienia zachodniej Rosji.

Niestety, zawierała też sporo ewidentnie chybionych pomysłów. Po pierwsze, odbierała prawa polityczne szlachcie nieposiadającej ziemi, zwanej dosadnie gołotą, znanej z awanturnictwa i przekupności. Był to co najmniej niezręczny krok wobec znacznej części aktywnych politycznie obywateli, którzy co prawda nie płacili podatków, nie mówili po francusku i nie myli się, ale czuli się patriotami i tworzyli trzon polskiego wojska wówczas i długo potem.

Po drugie, znosząc wolną elekcję monarchy, przyczynę tylu kłopotów w przeszłości, powołano na tron saskich Wettinów. Było to pozornie bardzo sprytne: odbierając szlachcie prawo wyboru króla, dawano jej najpopularniejszą dotychczasową dynastię (w odróżnieniu od późniejszych historyków, szlachta Sasów bardzo lubiła, zwłaszcza August III wydawał się jej królem idealnym: do niczego się nie wtrącał, urządzał za to wspaniałe bale i polowania). Nikt jednak nie poinformował o tym fakcie elektora saskiego, a tym bardziej jego córki, mianowanej na wyrost infantką polską; a poza tym każde stronnictwo miało przecież sekretny pomysł, za kogo by tę infantkę w przyszłości wydać za mąż.

Po trzecie, konstytucja ustanawiała „świętą wiarę rzymską” religią panującą, zabraniając porzucać wyznanie katolickie, co brzmiało bardzo patriotycznie, ale jak na koniec XVIII w. już także archaicznie.

Po czwarte wreszcie, w ferworze prac jakby mimochodem zlikwidowano Wielkie Księstwo Litewskie, co nie mogło się podobać licznym litewskim urzędnikom (dotychczas w głównych urzędach panował ścisły polsko-litewski parytet) ani tym bardziej nie podoba się dzisiejszym Litwinom. Można by uznać to za znak, że w tym czasie oba kraje (a więc i narody?) scaliły się już ze sobą, gdyby nie to, że tę ewidentną niezręczność próbowano naprawić pół roku później w specjalnym Zaręczeniu Obojga Narodów, które potwierdzało, że urzędy będą wspólne, ale parytet ocaleje.

Rok i dwa tygodnie później wojska rosyjskie wkroczyły z interwencją. Warto podkreślić, że ci, którzy zawiązali konfederację targowicką i prosili o tę interwencję, nie byli rosyjskimi agentami. Wprost przeciwnie, byli pośród nich niezmiernie bogaci i wpływowi ludzie (z polskim ministrem wojny hrabią Branickim włącznie), którzy sami wyłożyli masę pieniędzy na łapówki dla dworaków Katarzyny, byle tylko ci przedstawili jej Trzeci Maja jako dzieło „awanturników, ateistów i demokratów”. W tym czasie we Francji szalała Wielka Rewolucja i te pojęcia w umysłach arystokratów i monarchów zlewały się w odrażającą całość.

Trzeba też pamiętać, że w XVIII w. o pomoc wojskową prosili Rosję wielokrotnie polscy monarchowie i wszystkie właściwie główne stronnictwa, z reformatorami włącznie. Tragowiczanie pojmowali patriotyzm w sposób uświęcony długą tradycją: woleli władzę obcą niż podeptanie wolności przez tyrana Poniatowskiego herbu Ciołek i jego konstytucję.

Przez ów rok, kiedy konstytucja funkcjonowała, Polacy wykonali mnóstwo pracy legislacyjnej, uzupełniającej i precyzującej jej postanowienia. Nie zadbali natomiast zupełnie o armię: z planowanych 100 tys. żołnierzy udało się wystawić w polu ok. 40 tys., pozbawionych doświadczonych dowódców, a także amunicji. Ignacy Potocki udał się z beznadziejną misją do Berlina, gdzie rozgniewał pruskiego monarchę, powołując się na postanowienia prusko-polskiego sojuszu z 1790 r. Okoliczności się zmieniły – usłyszał.

Po dwóch miesiącach Rosjanie, mimo kilku drobnych porażek, zbliżali się już do Warszawy. Na słynnej naradzie polskich przywódców 23 lipca 1792 r. za przystąpieniem do konfederacji targowickiej głosował król i siedmiu innych współtwórców konstytucji, przeciw było pięciu. Katarzyna nie pozwoliła im nawet skapitulować – o formalnej wojnie między Rosją a Polską nie było przecież mowy. Nieugięci musieli szybko udać się na emigrację: caryca miała już uzgodnioną z targowiczanami listę „spiskowców” do ujęcia.

Historycy kilkakrotnie spierali się, czy większość szlachty była za Trzecim Maja, czy za targowicą. Brak jednoznacznych dowodów pozwala przypuszczać, że większość wolała zanadto się nie wychylać i poczekać, co z tego wszystkiego wyniknie.

Trzeba oddać twórcom konstytucji, że choć zupełnie nie docenili swych przeciwników, zaniedbali armię i fałszywie oceniali intencje wszystkich właściwie państw ościennych, mieli jednak dobre pomysły z dziedziny public relations. Trzeci Maja ogłoszono świętem narodowym natychmiast, a nawet wyproszono u papieża przeniesienie dnia patrona Polski św. Stanisława z 8 na 3 maja, dzięki czemu święto miało zbiegać się z imieninami króla i marszałka Małachowskiego. Powołano Towarzystwo Przyjaciół Konstytucji, którego członkowie rozjechali się po kraju apostołować za ustawą wśród szlachty; utworzono też oddziały zagraniczne. W pierwszą rocznicę, z inicjatywy Kołłątaja, wmurowano kamień węgielny pod budowę Świątyni Opatrzności (ponad dwieście lat potem dzieło podjął prymasa Glemp). Kiedy wojska rosyjskie przekraczały granicę, Warszawa „śród uroczystości i zabaw tchnęła ogniem marsowym...”.

Co znamienne jednak, do trzeciomajowych rozwiązań nie powrócono z różnych przyczyn, ani w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej, ani w Księstwie Warszawskim, ani w Królestwie Polskim. Dopiero też w tym ostatnim, od 1820 r., odżyła tradycja świętowania Trzeciego Maja; obchody organizowali studenci (początkowo w Lasku Bielańskim), a blasku przysporzyło im to, że zwalczały je prorosyjskie władze. W czasie powstańczych obchodów w 1831 r. twierdzono już, że „nasza rewolucja [jest] uzupełnieniem spokojnej rewolucji Trzeciego Maja”.

Przywrócenie konstytucji stało się później oficjalnym programem emigracyjnego Hotelu Lambert. „Nasz naród – głosiła odezwa stronnictwa – wzniósł się nagle na poziom ducha do potęgi moralnej, jakiej dotąd żaden inny naród nie osiągnął, a nawet do niej nie dążył”. Ten pogląd, który miał się w polskiej tradycji zadomowić i w rozwodnionej wersji nadal nadaje jej ton, sformułował jeszcze dobitniej czołowy romantyczny publicysta Maurycy Mochnacki, stwierdzając, że w 1791 r. naród polski „wzmógł się na kształt atlety, dobiegającego kresu... Odmłodniał i energiczniej wyraził swego ducha konając, niż inne narody w początkach swoich, albo we wzroście”. Warto jednak pamiętać, że zarówno radykalni demokraci, jak i galicyjscy konserwatyści mieli o konstytucji, z różnych powodów, złe zdanie.

Dopiero pod koniec XIX w., wraz z pojawieniem się partii masowych, Trzeci Maja stał się symbolem, do którego odwoływały się wszystkie stronnictwa, i jako taki ustanowiony został w 1919 r. „uroczystym świętem po wieczne czasy”. Każda partia znajdowała tu coś dla siebie; piłsudczykom np. bardzo podobało się, że konstytucję uchwalono drogą zamachu stanu i na dodatek w maju. Tylko komuniści ignorowali święto; jeszcze pod zaborami zabiegali o to, żeby Pierwszego Maja nie łączyć z Trzecim, a po objęciu władzy całkiem Trzeci skasowali, dzięki czemu stał się on głównym świętem demokratycznej opozycji w późnym PRL.

Jak się wydaje, niechęć komunistów do Trzeciego Maja była tylko częściowo ideologiczna: dużą rolę grała tu po prostu pechowa bliskość Pierwszego, która automatycznie spowodowała rywalizację obu majowych świąt. Przecież sam Karol Marks stwierdził: „Przy wszystkich swych brakach konstytucja ta widnieje na tle rosyjsko-prusko-austriackiej barbarii jako jedyne dzieło wolnościowe, jakie Europa Wschodnia kiedykolwiek samodzielnie stworzyła”.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij