Życie codzienne w stanie wojennym
W stanie codziennym
Najpierw niedowierzanie, potem przerażenie, w końcu kombinowanie. Tak wyglądało życie Polaka szaraka po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.
Szczecin w pierwszych dniach stanu wojennego.
Marek Czasnojc/Forum

Szczecin w pierwszych dniach stanu wojennego.

Wprowadzono kontrolę korespondencji.
Krzysztof Wojciechowski/Forum

Wprowadzono kontrolę korespondencji.

W telewizji pojawili się dziennikarze w mundurach.
Bogdan Sarwiński/EAST NEWS

W telewizji pojawili się dziennikarze w mundurach.

Półki w sklepach często świeciły pustkami.
Wojtek Łaski/EAST NEWS

Półki w sklepach często świeciły pustkami.

Po wszystko godzinami stało się w kolejkach.
W. Pniewski/Reporter

Po wszystko godzinami stało się w kolejkach.

Jest 12 grudnia 1981 r., godz. 23.40. Niepokój obywatela wywołują nieoczekiwanie Bożena Walter i Tomasz Hopfer, prowadzący popularne Studio 2 w programie II TVP. Informują oni nagle, że program będzie przerwany z przyczyn technicznych i znikają z wizji. W tym czasie żołnierze 10 Batalionu 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, zwani czerwonymi beretami, rozbiegają się po budynku przy ul. Woronicza. Symultanicznie odbywa się desant na siedzibę Polskiego Radia i Pałac Kultury i Nauki, w którym znajdują się urządzenia emisyjne. Wojsko zajmuje częstotliwość Programu I radia i telewizji, wyłączając pozostałe.

Następnego ranka wyznaczeni dziennikarze w mundurach zapowiadają wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego (wówczas premiera rządu PRL i szefa powołanej w nocy Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego), który ogłasza stan wojenny. Reakcją większości obywateli jest niedowierzanie, a następnie próba dostosowania codziennej egzystencji do nowych warunków.

Zaskoczenie

Od dnia 13 grudnia obywatele nie mogą: bez specjalnej przepustki opuszczać województwa, w którym są zameldowani; spacerować po ulicy między godz. 23 a 5 rano; strajkować ani gromadzić się w miejscach publicznych; kupować benzyny; wypłacać wyższych sum z kont oszczędnościowych oraz wyjeżdżać za granicę. Zawiesza się wolne soboty; zapowiada kontrolę korespondencji i rozmów telefonicznych do odwołania.

Anna J. z Warszawy (przed stanem wojennym kierownik produkcji filmowej, podobnie jak 55 tys. innych osób zwolniona z pracy) udaje się w poniedziałek do ginekologa dla skontrolowania trzymiesięcznej ciąży. Podobnie jak generał dobę wcześniej, lekarz zaleca spokój, a dodatkowo spacery i dobre odżywianie się. Śmieje się sam z tego żartu.

Józef Stańczyk, aktywista partyjny ze Śląska, zostaje zmobilizowany, co przynosi mu pewną ulgę. Do tej pory członkowie Solidarności szykanowali go i wyśmiewali, dziś zostaje dowódcą kompanii i będzie kładł kres anarchii. Przez dwie doby zgłaszają się towarzysze, z których kompletowany jest pododdział. Tydzień później, pilotowany przez milicję, udaje się on pod bramę Huty Katowice. Czeka tam już sprzęt wojskowy jednostki pancernej. Szykują się wspólnie do odblokowania zakładu.

Czesława Wawrzyniak, która mieszka daleko od Warszawy i Gdańska, nie jest zorientowana, kto z kim i o co się w Polsce wadzi, więc jak co dzień zakłada ciepły strój do pracy. Jej obowiązkiem jako brygadzisty owczarza jest o godz. 5 rano być w pracy i przebywać tak długo na owczarni, jak życie tego wymaga. Myśli jednak gorzko: czy w Polsce żadne pokolenie nie może wychować się bez wojny?

O poranku 14 grudnia młode małżeństwo Joanny i Artura G. z Sosnowca dopija ostatnią z sześciu butelek radzieckiego szampana sowietskoje igristoje, który kupowali systematycznie w ramach przydziałów kartkowych i gromadzili na hucznego sylwestra 1981 r. – pierwszego po wyprowadzce od rodziców. Naruszyli zapas już poprzedniego ranka z powodu frustracji i braku innych alkoholi, które mogłyby ją złagodzić. Do 22 lipca 1983 r. (data oficjalnego zniesienia stanu wojennego) uosabiają opisywany przez publicystów stan apatii i zniechęcenia.

Zakupy I

Do życia, nawet apatycznego, niezbędne są produkty spożywcze. System kartkowy obejmuje sprzedaż mięsa, mąki, ryżu, masła, czekolady, cukru, papierosów, alkoholu, benzyny. (Pod koniec grudnia władza zapowiada, że zmniejszy przydział mięsa). W 1982 r. obywatele dostają dodatkowo kartki na buty, jak również kartki na kartki, czyli karty zaopatrzeniowe, których odbiór odnotowuje się w dowodzie osobistym. Zgubienie karty zaopatrzeniowej oznacza przepadek prawa do korzystania z kartki właściwej. Obowiązują trzyletnie przedpłaty na pralki automatyczne, telewizory, lodówki i meble. Zajęcie opłacanego stacza kolejkowego zyskuje na znaczeniu.

Ciąża Anny już w lutym staje się widoczna, ma więc prawo do zakupów poza kolejnością. Boi się z tego prawa korzystać. Najgorsze są, mówi, starsze panie. Na oko kulturalne, comme il faut, a w kolejce potwory. Mówi więc jedna, że teraz wszystkie zachodzą, bo to wygodne. One w obozach rodziły, a ta ledwo wczoraj zaszła, dziś pcha się bez kolejki. Nie tak dawno, zaraz po otwarciu sklepu, tłum wtargnął do środka, kobiety w ciąży i inwalidzi jak zwykle na końcu, choć powinni być przy ladzie po każdym piątym zdrowym kliencie. Drobna inwalidka odliczyła do pięciu i chciała wejść przed rosłym mężczyzną. A ten ryknął: nie wpuszczę i walnął inwalidkę w głowę. Anna mówi, że widok mięsa i wędlin wyzwala najgorsze instynkty.

Jolanta Szutkiewicz ze Szczecina, żona internowanego działacza Solidarności, cieszy się wczesną wiosną, bo udało się kupić kilka jajek, a w sklepie przy Zalewskiego dwie kostki margaryny. Obiecuje, że jutro upiecze drożdżówkę. Mąkę mają w domu, dostali worek z kościoła. Młodszy syn chce zrobić mamie przyjemność i zapowiada, że zaraz po szkole pójdzie w kolejkę za mięsem. Weźmie własną kartę cukrzyka, to wpuszczą go poza kolejnością.

Gotowanie

„Kobieta i Życie” (pierwszy numer w 1982 r. ukazuje się dopiero na Wielkanoc; wydawanie większości pism po 13 grudnia zostało zawieszone – odwieszano je po tzw. weryfikacji kadr dziennikarskich) przypomina czytelniczkom, że podstawą wyżywienia są ziemniaki. „Nie da rady gospodarzyć bez ziemniaka w Polsce. Należy pamiętać o tym, że wyrabiamy z nich nie tylko kluski, pyzy, krokiety i zapiekanki. Najważniejsze, że pozwalają zagospodarować wszelkie resztki, można je łączyć z mięsem, rybą, jarzyną, grzybami, serem, a w rezultacie można wyczarować pyszną zapiekankę, babkę oraz budyń”.

Czesława Wawrzyniak przekręca przez maszynkę 25 dkg kiełbasy z margaryną Palma. Otrzymuje w ten sposób bardzo dobre smarowanie do chleba, którego syn może zjeść pół (reglamentowanego) bochenka, jak dobrze przysiądzie. A jeśli Czesława zakupi szynkę w granulatach (tak zabawnie nazywa kaszankę), to dodaje do 1 kg tej kaszanki 0,20 kg kiełbasy zwyczajnej, 0,20 kg pasztetowej, 2 jaja i trochę tłuszczu. I to się da jeść. Czesława kupuje też dużo salcesonu: najpierw jest na kolację do chleba, resztę przysmaża się z cebulą i papryką i nazywa gulaszem, można zamiast mięsa skręcić do gołąbków lub dodać do bigosu.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj