Pod i nad berlińskim murem
Podwójny cień muru
„Stempel do wolności” Rüdigera von Fritsch oraz nominowany do Oscara film Christiana Petzolda „Barbara” przypominają ludzkie dramaty związane z podziałem Niemiec.
Amerykańskie czołgi przy przejściu granicznym Checkpoint Charlie, Berlin, 1961 r.
CSU Archives/Everett Collection/Everett

Amerykańskie czołgi przy przejściu granicznym Checkpoint Charlie, Berlin, 1961 r.

Żelazna kurtyna, przecinająca po drugiej wojnie światowej Europę, nie była dla wszystkich mieszkańców tzw. demoludów równie nieprzenikalna. Dla przeciętnego Polaka w czasach stalinowskich była niemal nie do sforsowania już u granic PRL. Natomiast dla Niemców z NRD stanowiła jedynie kłopot, łatwy do obejścia przez wyjazd kolejką miejską z Berlina wschodniego do zachodniego.

W latach 70. było odwrotnie. Dla obywateli PRL w czasach Gierka paszport na Zachód nie był wprawdzie oczywistością, ale był możliwy. Natomiast dla enerdowców, po budowie muru berlińskiego w 1961 r., legalny wyjazd na Zachód długo w ogóle nie był możliwy. A w czasach Honeckera jedynie kosztem represji, więzienia i utraty majątku.

Z Polski się emigrowało. Z NRD – uciekało. Polskie kino fabularne utrwaliło wprawdzie porwanie samolotu Lot do Berlina Zachodniego i ucieczkę dwóch chłopców do Danii w podwoziu tira, ale legendą tamtych lat nie jest zamknięcie w strzeżonym kojcu z telewizyjnym oknem na wymarzoną Polskę zachodnią, lecz otwarty bunt przeciwko skostniałej władzy i wytrwały opór w stanie wojennym. Dla enerdowców natomiast traumą był kompleks zamknięcia i podział kraju na wolne i bogate Niemcy zachodnie i zatęchłe „pierwsze państwo robotników i chłopów na ziemi niemieckiej”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj