Śledztwo w sprawie arki, Noego i potopu...
...czyli między Biblią, nauką a popkulturą.
Starożytna literatura z dorzecza Eufratu i Tygrysu pełna jest postaci łudząco podobnych do Noego.
Philippe Lissac/Corbis

Starożytna literatura z dorzecza Eufratu i Tygrysu pełna jest postaci łudząco podobnych do Noego.

Ależ to szaleństwo! – żachnął się doktor. – Śledztwo w sprawie Noego? To jak szukanie igły w stogu siana!

– Mylisz się, drogi Watsonie. I zaraz ci udowodnię, że nie ma prostszego zadania niż to, o którym raczyłeś wspomnieć. – Holmes jedną ręką odłożył na stertę partytur skrzypce, a drugą sięgnął po fajkę. – Mógłbyś mi służyć ogniem?

– Rozumiem, że palenie ułatwia ci koncentrację?

– Mylisz się po raz drugi. Nie tyle prosiłem o ogień, ile zasugerowałem ci podpowiedź. Otóż wystarczy podpalić siano, przesiać kupkę popiołu i szybko znajdziesz swą zgubę. Co się zaś tyczy Noego... Nie przeczę, że sprawa nastręcza pewien problem. A mianowicie nie ma w tym przypadku pewności, czy igła… w ogóle istnieje. O istnieniu stogu już nie wspominając.

Zaginiona arka. Ale nie ta

Jeżeli sprawca nie dał się złapać in flagranti, oczywiście nie pozostaje nic innego, jak dokładnie przeszukać miejsce przestępstwa. Przy odrobinie szczęścia znajdziemy narzędzie zbrodni. Naturalnie, w przypadku Noego morderstwo nie wchodzi w grę, ale śledztwo też można zacząć od narzędzia – i to nie byle jakiego. Hebrajskie tewa, arka, pojawia się w Biblii zaledwie dwa razy. Oznacza gigantyczną łódź zbudowaną przez Noego i papirusowy kosz, w którym matka ukryła małego Mojżesza i puściła z leniwym nurtem Nilu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj