Z życia cinkciarza PRL
Uliczne kasy walutowe
W pamięci zbiorowej cinkciarze stali się taką samą ikoną PRL jak mały fiat czy baba z cielęciną.
Mimo że środowisko waluciarzy było nieźle rozpoznane, zatrzymania, a tym bardziej procesy i wyroki, były stosunkowo rzadkie.
Krzysztof Wójcik/Forum

Mimo że środowisko waluciarzy było nieźle rozpoznane, zatrzymania, a tym bardziej procesy i wyroki, były stosunkowo rzadkie.

Słowo cinkciarz wzięło się od change money? (wymienić pieniądze?) – pytania zadawanego gościom z Zachodu. Kryła się za nim w PRL nielegalna, lecz korzystniejsza od oficjalnej, wymiana dolarów czy marek. Słowo pojawiło się w końcu lat 50. XX w., by po różnych językowych perypetiach (cinksiarz, cynkciarz) na przełomie lat 60. i 70. przybrać do dziś obowiązującą formę, wypierając czarnogiełdziarzy, waluciarzy czy koników.

Pierwowzorów cinkciarzy należałoby szukać w ZSRR, gdzie już w latach 20. wprowadzono system wdrożony później we wszystkich krajach socjalistycznych. Dysponowanie dewizami stało się monopolem państwa, kursy były ustalane arbitralnie, a związki lokalnego pieniądza z walutami krajów o gospodarce rynkowej zostały praktycznie zerwane. „Kasjer zmienia dolary po kursie urzędowym, ale dla pasażera bardzo bolesnym – opisywał wizytę w ZSRR w 1929 r. warszawski dziennikarz Mieczysław Wajnryb. – Płaci bowiem za jednego dolara zaledwie 1,90 rubla, gdy u nas otrzymuje się za dolara całych 5 rubli”.

Odwiedzający w 1933 r. Moskwę Zygmunt Nowakowski natknął się na ówczesnych cinkciarzy w Galerii Tretiakowskiej: „Zbliża się do mnie jakaś dama i dyskretnie pyta, czy umiem po angielsku. Odpowiadam, że jako tako. Ale o co idzie? Imość oświadcza, że może mi dostarczyć rubli w każdej ilości poniżej kosztów własnych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj