Kto zaprojektował i wybudował obozy śmierci
Budowniczowie piekła
Przez półtora roku funkcjonowania krematoriów i komór gazowych w Auschwitz uśmiercono ponad milion osób. Masowa zagłada wymagała szczegółowego planu. Fabryki zagłady miały swoich majstrów i architektów śmierci.
Victor Espigares/Flickr CC by 2.0

Sobota, 1 marca 1941 r. Rozkład zajęć reichsführera SS Heinricha Himmlera wyglądał następująco: 11:00 – odlot z lotniska Tempelhof (Berlin), około 13:00 przyjazd do Gliwic, od 13:00 do 14:00 obiad w Gliwicach, około 14:00 wyjazd samochodem do Auschwitz, 16:00 przyjazd do Auschwitz i wizyta w obozie, 17:00 wyjazd samochodem do Wrocławia na urodzinowe przyjęcie generała SS von dem Bacha, nocleg w hotelu Monopol. Podczas tej pierwszej inspekcji obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w ciągu półtorej godziny Himmler zadecydował: rozbudować obóz macierzysty, aby mógł pomieścić 30 tys. więźniów, wybudować w Birkenau obóz dla ponad 100 tys. jeńców wojennych.

Do wykonania projektów i prac budowlanych na terenie obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau powołano samodzielną instytucję: Centralny Zarząd Budowlany Waffen SS i Policji w Oświęcimiu (Zentralbauleitung der Waffen SS und Polizei in Auschwitz O/S). Podlegał on grupie urzędowej C Głównego Urzędu Administracyjno-Gospodarczego (WVHA) w Berlinie i był de facto niezależny od komendantury obozu. Pełnił funkcję głównego inwestora i biura projektów, a także wykonawcy wszelkich urządzeń obozowych i ich remontów. W tym wielkim biurze architektonicznym pracowali niemieccy i austriaccy inżynierowie, architekci, ponad stu więźniów z Kommanda Bauleitung, a także polscy pracownicy cywilni. Tutaj powstawała nieludzka infrastruktura obozu, także krematoria. Starszy kapral SS Walter Dejaco, austriacki architekt, za namową Karla Bischoffa, kierownika Zentralbauleitung, zachęcony obietnicą szybkiego awansu stanął na czele sekcji projektowej. Począwszy od 24 października 1941 r. na podstawie szkiców Karla Prüfera, głównego inżyniera firmy Topf und Söhne z Erfurtu, wykonał dwa plany przyszłego krematorium. Dejaco określił wymiary kostnicy: B Keller (piwnica z nawiewem powietrza) 7x30 m i L Keller (piwnica z przeznaczeniem na zwłoki) 8x60 m.

Werkmann poprawił symetrię budynku i rozmieszczenie umywalni, sali składania zwłok, sali sekcyjnej oraz wymyślił zainstalowanie rynny do transportowania zwłok z parteru do podziemi. Komin umieścił z boku. Rysunki wykonane przez Werkmanna były dokładniejsze niż Dejaco. Właśnie jego plany, przyjęte i podpisane przez Kammlera, zostały wysłane do Bauleitung w Auschwitz.

Szybko ustalono kosztorys nowego krematorium, a 22 października złożono zamówienie w firmie Topf und Söhne w Erfurcie, podkreślając pilność przedsięwzięcia. Faktycznym inicjatorem tego przedsięwzięcia był zapewne sam komendant obozu Rudolf Höss, który odpowiadał za urządzenia niezbędne do realizacji masowej zagłady. Odwiedzał ślusarnię, w której wykonywano m.in. słupy siatkowe służące do wsypywania cyklonu B do komory gazowej, a także sita służące do przesiewania ludzkich prochów. Najbardziej interesowały go drzwi. „Wykonywaliśmy – wyjaśnia pracownik ślusarni – wszelkie części metalowe do drzwi wiodących do komory (okucia, zawiasy, drucianą ochronę na mieszczący się w drzwiach okrągły otwór – wziernik o średnicy ok. 5 cm). Drzwi były bardzo grube, a ich futryny uszczelnione filcem. Jedne z nich robione z wizjerami, żeby komendant mógł patrzeć na swoje ofiary. Höss przyszedł do ślusarni i próbował, czy szkło jest pancerne, czy jest możliwość zbicia tego szkła, przekonał się, że nie ma możliwości zbicia, więc wszystko było w porządku”.

Budowę krematoriów w Brzezince rozpoczęto na jesieni 1942 r. (krematoria nr II, III, IV i V). Spośród licznej korespondencji zachował się telegram wysłany do firmy Topf und Söhne: „Potwierdzamy otrzymanie Waszej oferty na 5 sztuk potrójnych pieców, włączając w to dwa elektryczne dźwigi dla podnoszenia trupów i jeden tymczasowy dźwig dla trupów. Obstalowano również praktyczne urządzenie do podawania węgla i urządzenie dla transportu popiołu. Winniście dostarczyć pełne urządzenie krematorium nr III. Oczekujemy, że zarządzicie niezwłocznie wysłanie wszystkich maszyn z instalacją. Urządzenie powinno być bezwzględnie zakończone do dnia 10 kwietnia 1943 r.”.

Wiosną i latem 1943 r. oddano cztery krematoria władzom obozowym. W piśmie Zentralbauleitungu do grupy urzędowej C w SS-WVHA z 28 czerwca 1943 r. dobową „wydajność” poszczególnych krematoriów określono na: krematorium I (znajdujące się w obozie macierzystym Auschwitz I) – 340 zwłok, krematorium II – 1440 zwłok, krematorium III – 1440 zwłok, krematorium IV – 768 zwłok, krematorium V – 768 zwłok. Zatem łącznie wszystkie krematoria mogły spalić w ciągu doby 4756 zwłok (niektórzy szacują, że ich wydajność była znacznie wyższa). W ten sposób powstał największy kompleks krematoryjny w ówczesnej Europie. Liczba pieców w KL Auschwitz-Birkenau dorównała sumie wszystkich istniejących w pozostałych obozach koncentracyjnych, a instalacje były niezaprzeczalnie najnowocześniejsze. Jednak i one nie wystarczały w szczytowych momentach masowej zagłady (w 1944 r. w czasie transportów Żydów z Węgier). Planowano budowę szóstego krematorium o znacznie większej przepustowości.

Przez półtora roku funkcjonowania krematoriów esesmani zdołali zagazować ponad milion osób (historycy do dziś nie potrafią ustalić dokładnej liczby ofiar). Masowa zagłada była szczegółowo zaplanowana i systematycznie realizowana. Rozpoczynała się na rampie, gdzie lekarze SS dokonywali selekcji nowo przybyłych więźniów. Do krematoriów II i III wprowadzano ofiary schodami do podziemi. Tu znajdowały się rozbieralnie. Wzdłuż ścian ustawione były drewniane ławki, a nad nimi znajdowały się ponumerowane wieszaki. W tym pomieszczeniu esesmani i członkowie Sonderkommando zapewniali ofiary, że idą do kąpieli i odwszenia, po czym polecali się rozebrać. Dla uwiarygodnienia swoich słów radzili, aby każdy zapamiętał numer wieszaka, na którym zostawia swoje rzeczy, aby po kąpieli nie miał problemów z ich odnalezieniem. Ofiarom radzono również zawiązać buty sznurówkami. Rozbieralnię łączył z komorą gazową wąski korytarz długości około 5 m, a za korytarzem znajdował się obszerny przedsionek. Tędy prowadzono ofiary do komory gazowej, nad drzwiami widniał napis „łaźnia i dezynfekcja”. Niektórzy więźniowie otrzymywali w drodze do komory kawałek mydła i ręcznik. Wewnątrz komora była otynkowana i pomalowana na biało. Pod sufitem na drewnianych klockach zamontowano sitka imitujące prysznice. Cyklon B rozprowadzano przez cztery wrzutnie o kształcie filarów, które były umieszczone w sposób zapewniający równomierne rozprzestrzenianie się trucizny. Do komory zwykle najpierw wprowadzano kobiety z dziećmi, później mężczyzn. Gdy ofiary nie chciały wejść, przeczuwając, co je czeka – szczuto je psami. Opornych wpędzano też przy użyciu mocnych strumieni wody.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj