Poznań 1956: spontaniczny bunt
Długa minuta ciszy
Wroga prowokacja lub klasowa mądrość – władze PRL interpretowały poznański bunt sprzed 60 lat w zależności od politycznej koniunktury. Ostateczna wersja: nieszczęście w robotniczej rodzinie, o którym trzeba zapomnieć.
Czołg przy ul. Dąbrowskiego, wysłany przeciw poznańskim demonstrantom, 1956 r.
AP/EAST NEWS

Czołg przy ul. Dąbrowskiego, wysłany przeciw poznańskim demonstrantom, 1956 r.

Strajk ogłoszony 28 czerwca 1956 r. w Zakładach Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina (wcześniej i później Zakłady H. Cegielskiego, HCP, popularnie zwane Ceglorzem) uruchomił sekwencję wydarzeń, które przeszły do historii jako Poznański Czerwiec 1956. Jej najważniejszymi elementami były: robotniczy pochód ulicami śródmieścia, ponadstutysięczna demonstracja na placu (dziś) Adama Mickiewicza (wówczas, choć nieformalnie, Stalina), dramatyczne walki uliczne, wreszcie wojskowa pacyfikacja miasta. Skutkiem tej ostatniej było kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych oraz co najmniej kilkuset rannych. Niezdolność do samokrytycznej oceny przyczyn tych wydarzeń skłoniła władze do natychmiastowego uznania ich za efekt „wrogiej prowokacji”.

Największy wygrany: Gomułka

Kilka miesięcy później październikowe VIII Plenum KC PZPR na powrót wyniosło do władzy tkwiącego od kilku lat na politycznym marginesie Władysława Gomułkę. Przygotowując się do politycznej reaktywacji, bacznie obserwował rozwój sytuacji w kraju. Potwierdzenie jego doskonałej orientacji w nastrojach społecznych znajdziemy w przemówieniu wygłoszonym przezeń w trakcie plenum. Krytycznie odniósł się m.in. do problemów gospodarczych trawiących PRL i do stosunków na linii Warszawa–Moskwa. Wreszcie kluczowy fragment swojego referatu wyodrębnił i opatrzył wymownym podtytułem: „Nauki Poznania”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj