Zagadki upadku ZSRR
Kreml bez sierpa i młota
25 lat temu stało się coś, co jeszcze niedługo przedtem było niewyobrażalne – Związek Radziecki przestał istnieć.
Borys Jelcyn (pierwszy z lewej) przed budynkiem rosyjskiego parlamentu w Moskwie w dniu puczu Janajewa
AP/EAST NEWS

Borys Jelcyn (pierwszy z lewej) przed budynkiem rosyjskiego parlamentu w Moskwie w dniu puczu Janajewa

Wieczorem 25 grudnia 1991 r. na ekranach telewizji na całym świecie pojawiły się poruszające zdjęcia z Moskwy: na tle murów Kremla, w obecności warty honorowej, spuszczono z masztu flagę Związku Radzieckiego i na jej miejsce wciągnięto nową, niewielu znaną – rosyjską. W głównym programie telewizji moskiewskiej wystąpił Michaił Gorbaczow, od niedawna używający tytułu prezydenta ZSRR, który ogłosił swoją dymisję. Na oczach świata stało się coś, co jeszcze niedawno było niewyobrażalne – Związek Radziecki przestał istnieć! Jeszcze tego samego wieczoru w CNN prezydent USA George Bush tłumaczył Amerykanom, że koniec Związku Radzieckiego to upadek komunizmu w skali światowej i zakończenie zimnej wojny; zwycięstwo Zachodu w ponad 40-letniej walce ze złem. Kilkanaście lat później prezydent Rosji Władimir Putin nazwie upadek ZSRR największą tragedią XX w.

W głównym rosyjskim nurcie interpretacji ówczesnych wydarzeń za winowajcę i sprawcę upadku ZSRR uważa się Zachód, który zadusił moskiewskie imperium ekonomicznie. Stąd kultywowanie marzeń o Rosji, która powstanie z kolan i zemści się za doznane upokorzenia. Ale jest i drugi, nie mniej patriotyczny (a może nawet nacjonalistyczny) pogląd, wedle którego nie do zaakceptowania jest koncepcja, iż jakakolwiek siła z zewnątrz miałaby moc decydowania o losie Rosji. Winowajców jest dwóch – wewnętrznych: nieroztropność Michaiła Gorbaczowa i ukraiński separatyzm.

W marcu 1985 r. sowieckie kierownictwo wybrało na swojego szefa 54-letniego Michaiła Gorbaczowa.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj