szukaj
Dzieje Polski według Bractwa
Mało kto widział w oryginale i w całości siedem obrazów z historii Polski namalowanych blisko 70 lat temu przez słynnych łukaszowców. Znajdują się one obecnie w Syracuse w USA i wiszą w college`u imienia ojca jezuity Simona LeMoyne.

Bractwo świętego Łukasza powstało w 1925 r. pod patronatemTadeusza Pruszkowskiego, profesora Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.Jemu właśnie Kazimierz Dolny zawdzięcza, że stał się koloniąartystyczną. Tu za jego sprawą odbywały się pierwsze plenery malarskie.Pruszkowski wybudował swoją willę-pracownię na zboczu Góry Krzyżowejponad zamkiem, a jego najzdolniejszy z uczniów Antoni Michalakzamieszkał u stóp baszty zamkowej. W 1938 r., dzięki talentomorganizacyjnym Pruszkowskiego, Bractwo otrzymało lukratywne zamówienieod Urzędu Rady Ministrów RP na obrazy, które miały być jednymiz ważniejszych eksponatów polskiego pawilonu na Wystawie Światowejw Nowym Jorku. Inspiratorem ich powstania był krąg osób bliskowspółpracujących z ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem.

Komisja Artystyczna przy Komisariacie Wystawy zatwierdziła tematyobrazów. Nie bez znaczenia na ich wybór była Wystawa Paryska w 1937 r.,w szczególności prezentacja Niemiec i Związku Radzieckiego. Dzieło,którego podjęli się łukaszowcy, w pewnym sensie było polemiką wobectych ekspozycji. Sceny z historii Polski miały dokumentowaćkształtowanie się państwa polskiego, chrześcijaństwa na jego terenach,rozwoju tolerancji religijnej, demokracji szlacheckiej, ofiarnościpolskiego oręża i podstaw konstytucjonalizmu.

Sam prof. Pruszkowski w katalogu wystawy napisał: „Obrazy te mają nacelu uprzytomnienie Amerykanom, że Polska jest wielkim państwemo starej kulturze, nie zaś tworem nowym, powstałym po I wojnieeuropejskiej”. Mistrz Tadeusz zaprosił do współpracy dziesięciu malarzyz grona łukaszowców, każdy z nich z kasy URM otrzymał 2,5 tys. zł. Bylito, poza samym Pruszkowskim, Bolesław Cybis, Bernard Frydrysiak, JanGotard, Aleksander Jędrzejewski, Eliasz Kanarek, Jeremi Kubicki, AntoniMichalak, Stefan Płużański, Janusz Podoski i Jan Zamoyski.

Ich dzieło jest przykładem fenomenu zbiorowego malowania. Każdyz siedmiu obrazów (120x200 cm, tempera na desce) wykonywało jedenastumalarzy. Dwóch artystów z grona robiło szkice: Antoni Michalak cztery,a Jeremi Kubicki trzy. Jeden z artystów odpowiadał za architekturę,drugi za postaci drugiego planu, inny za konie i psy, jeszcze inny zamilitaria. Postacie centralne malował Antoni Michalak, drugiego planuJan Gotard, groteskowe Jan Zamoyski, a pejzaże Aleksander Jędrzejewski.Każdy obraz posiada sygnatury jedenastu autorów.

Prace zaczęły się w maju 1938 r., postępowały bardzo szybko. Twórcówi ich menedżera goniły terminy. Pierwszy publiczny pokaz cyklu odbyłsię w Instytucie Propagandy Sztuki 7 grudnia i trwał do 1 stycznia1939 r. Obrazy wzbudziły sensację artystyczną w Warszawie; byłyprzejawem malarstwa tematycznego, osadzonego w historii, niemniejprezentującego się poprzez współczesną formę. Pod pędzlami łukaszowców,którzy głosili hasło „Malować jak najlepiej” i chcieli powiązać sztukęz życiem, czuje się wpływy art déco i modernizmu. Prof. AndrzejRottermund, dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, wyjaśnia, żesztuka Bractwa św. Łukasza była w dwudziestoleciu międzywojennym ważnymnurtem obok nurtów awangardowych. Cykl 7 obrazów należy donajciekawszych i najbardziej charakterystycznych dzieł łukaszowcówi jest syntezą ich sztuki zarówno w warstwie ikonograficznej (tematykazaczerpnięta z dziejów Polski), jak i artystycznej (kompozycja,technika malarska, forma).

Jednak nie wszystkie z siedmiu płócien prezentują jednakowo wysokipoziom. Anna Prugar, starszy kustosz zbiorów współczesnych MuzeumNarodowego w Warszawie, wyróżnia dwa pierwsze (Chrobry witający Ottonai chrzest Litwy). Być może na pozostałych zaważył pośpiech, alezachowują one wartość symboliczną i historyczną.

Obrazy powstały i na pokładzie „Batorego”, pod opieką Bolesława Cybisai Eliasza Kanarka, dotarły na Wystawę Światową w Nowym Jorku. 30kwietnia 1939 r. została ona otwarta przez Franklina D. Roosevelta(który jako pierwszy amerykański prezydent właśnie wtedy pokazał sięw telewizji) i Alberta Einsteina (który symbolicznie uruchomił wymyślnąiluminację terenu wystawy).

Pawilon polski, jeden z 60 na Flushing Medow, otworzył swoje podwoje 3 maja. Nauroczystości było wielu oficjeli, hejnał mariacki, „Harnasie” KarolaSzymanowskiego, „Bajki” Stanisława Moniuszki i Jan Kiepura. W salihonorowej zawisły obrazy łukaszowców. Jednym słowem all the best made in Poland A.D. 1939. Naczele kierownictwa polskiej ekspozycji stał baron Stefan Kyburg deRopp. Obywatel świata, człowiek gruntownie wykształcony, właścicielkilku paszportów, od 1926 r. dyrektor Targów Poznańskich, z pewnościąwybitny fachowiec i człowiek niezwykle przedsiębiorczy.

Wystawa z przerwami trwała do 27 października 1940 r. Po 1 września1939 r. zmienił się jej charakter w polskim pawilonie. Pojawiła sięm.in. dokumentacja napaści Niemiec i Rosji na Polskę. I to właśniewojna, a zwłaszcza nowy podział świata po jej zakończeniu spowodowałyproblemy związane z likwidacją wystawy. Oprócz wspomnianych siedmiuobrazów i pomnika króla Jagiełły autorstwa Stanisława K. Ostrowskiegoskładały się na nią wyroby rzemiosła artystycznego, rzeźby, gobeliny,zbroje, meble, grafiki. Część ekspozycji została sprzedana na aukcjiprzez firmę Croydon Galleries, w tym pozłacane tarcze zdobiące wieżępawilonu (280 tys. dol.). Inne przedmioty trafiły do Muzeum Polskiegow Chicago. Pomnik Jagiełły do dziś zdobi jeden z pagórków CentralParku. Dwa okazałe stoły-gabloty po renowacji znajdują się w AmbasadzieRP w Waszyngtonie. Cztery niezwykłej próby artystycznej gobelinyautorstwa Mieczysława Szymańskiego oraz obrazy łukaszowców znalazły sięw Le Moyne College w Syracuse. Najpóźniej baron de Ropp rozstał sięwłaśnie z nimi. Z pewnością nie chciał ich rozdzielać, szukał dla nichjednego właściciela czy miejsca depozytu.

Ostatecznie kolekcja pozostała w całości. Najpierw Ropp miał ją w NowymJorku, później zawędrowała z nim do Syracuse. Jednak choćby z racjirozmiarów i kosztów właściwego przechowywania musiał on uzyskać prawnerozstrzygnięcie co do jej dalszych losów. Kolejnym krokiem byłoodzyskanie zaległej pensji komisarza wystawy od rządu emigracyjnegow Londynie. Nie uzyskał ani jednego, ani drugiego. W 1958 r. Ropprozpoczął przekazywanie płócien i gobelinów, wycenianych wówczas na100 tys. dol., do Le Moyne College, odpisując co roku ich wartość, jakodarowizny, od podatku. Dwuznaczności tej sprawie dodaje fakt, że w tymczasie uczelnia zatrudniła go jako wykładowcę. Jak to mówiąprzedstawiciele Polonii – uzyskał intratne dożywocie u jezuitów.

Jakkolwiek potoczyły się losy obrazów i gobelinów, należy powstrzymaćsię z nadmierną krytyką rozstrzygnięć Stefana Roppa. Starzejący się,osamotniony komisarz polskiej ekspozycji skonstruował rozwiązaniezapewniające przekazanie najcenniejszej pozostałości po wystawienowojorskiej. W PRL nikt też specjalnie nie zabiegał o zwrot tego, coRopp darował szkole Le Moyne. Brak zainteresowania wynikał z„sanacyjnego pochodzenia” obrazów i z tego, że część członków Bractwa,która przeżyła wojnę, prosperowała dzięki zamówieniom kościelnym.Tadeusz Pruszkowski zginął w czasie okupacji. Obrazy straciły swojegoojca duchowego, niezwykle silną osobowość, która mogłaby upominać sięo nie z pozycji autora i zarazem, jak to dziś byśmy powiedzieli,producenta czy szefa projektu.

Od kilku lat trwają próby odzyskania obrazów. StaraniaTowarzystwa Przyjaciół Kazimierza wspiera Senat RP, minister kultury,MSZ, Ambasada RP w Waszyngtonie, Forum Polonii Amerykańskiej, osobyprywatne. Prezydent Le Moyne College, ojciec Charles J. Beirne SJ jestjednak nieprzejednany. Twierdzi, że posiada wszystkie dokumenty mówiąceo prawnym przekazaniu obrazów uczelni przez Roppa. Ale komisarz takiegoprawa nie miał, tak jak nie miał prawa zająć ich za długi państwapolskiego wobec siebie. Ojciec Beirne odmawia także wypożyczeniaobrazów do Polski – boi się, że nie wrócą. Odrzuca też propozycję np.zatrzymania gobelinów, a zwrotu obrazów.

Obraża się ponadto na fakt, że obrazy znalazły się na liście tzw.kolekcji Ardelii Hall, która tuż po wojnie, z ramienia rządu USA,zajmowała się zwrotem europejskich dzieł sztuki (głównie żydowskich),które znalazły się w depozytach amerykańskich. Właśnie ta lista i kwityz warunkowej odprawy celnej podpisane w marcu 1939 r. przezupełnomocnionego przez rząd RP Antoniego Witkowskiego (de Ropp takichpełnomocnictw nie posiadał), są jednym z najważniejszych dowodów nanależny Polsce zwrot depozytu dzieła łukaszowców.


Autor jest dziennikarzem, producentem filmowym i telewizyjnym.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj