szukaj
Kop mnie, pieść mnie
Współczesną piłkę nożną wymyślono po to, by opanować popęd seksualny młodych angielskich chłopców i stworzyć zdyscyplinowane kadry urzędników Imperium Brytyjskiego. Jednak potem futbol trafił do Brazylii i cały pomysł wziął w łeb.

We wrześniu 1894 r. 20-letni CharlesMiller, urodzony w Sao Paulo syn szkockiego inżyniera kolejowego,zszedł ze statku w porcie Santos trzymając w ręku dwie piłki futbolowe.– Co to jest? – spytał ojciec, który czekał w porcie na syna.

– Mój dyplom. – Co takiego? – Tak, tato, twój syn jest dyplomowanym piłkarzem.

Dziesięć lat wcześniej Miller senior, który połączył linią kolejowąSantos z plantacjami kawy w stanie S?o Paulo, wysłał syna do szkołypublicznej w Southampton, gdzie Charles zasłynął jako lewoskrzydłowyhrabstwa Hampshire, a następnie drużyny St. Mary’s, poprzednika znanegodziś klubu Southampton FC. Rok powrotu Charlesa Millera do Brazyliiuznawany jest za początek futbolu w tym kraju, to on był gwiazdą S?oPaulo Atletic Club (SPAC) i głównym organizatorem pierwszych rozgrywekligowych w Brazylii, tzw. Liga Paulista de Futebol w 1902 r. Dziś jestbohaterem narodowym Brazylii, a jego imię nosi jedna z centralnych ulicS?o Paulo. Od imienia Charlesa pochodzi również nazwa zwodufutbolowego, który wymyślił i z powodzeniem stosował: uderzenie piłkiwewnętrzną częścią stopy w ten sposób, by przeszła z tyłu za drugąnogą, znane jest w Brazylii jako chaleira.

Nieco wcześniej w Anglii największą gwiazdą boisk piłkarskich byłrównież Szkot, urodzony w Londynie w arystokratycznej rodzinie ArthurKinnaird. Późniejszy 11 lord Kannaird nauczył się grać w piłkę w szkolepublicznej w Eton, następnie w latach 1873–83 wystąpił z drużynamiWanderers i Old Etonians w dziewięciu finałach Pucharu Anglii,zwyciężając pięć razy. Był ogromnej postury, nosił długą rudą brodę,a podczas gry wstępował w niego morderca. Jego matka martwiła się, żesynowi może stać się krzywda: – Boję się, że pewnego dnia Arthur wrócido domu ze złamaną nogą – zwierzyła się koledze Arthura.

– Możliwe – odparł przyjaciel. – Ale niech się pani nie martwi. To nie będzie jego noga.

Nawet jeśli jest to historia zmyślona, trafnie pokazuje, na czympolegała istota angielskiego futbolu u jego narodzin. Chodziło o to, bypowalić przeciwnika siłą, skrzywdzić go, upokorzyć i zmusić douległości. Gdyby Miller i kilku innych Brytyjczyków nie przywieźli podkoniec XIX w. futbolówek do Ameryki Południowej, piłka nożna do dziśwyglądałaby jak wyśnione marzenie lorda Kinnairda.

Futbol narodził w się Edenie, gdy Adam zorientował się, że posłuchawszy Ewy popełnił błąd i kopnął w złości ogryzek. Anegdotętę wymyślił angielski komik Eric Morecambe, który jednak się mylił, bona początku w piłce nożnej nie chodziło o kopanie, a przynajmniej nietylko o kopanie. Równie ważne było łapanie piłki i bieganie z nią podpachą. Egipcjanie, Asyryjczycy, Persowie, Chińczycy, Japończycy,Meksykanie, Grecy i Rzymianie w różnych okresach historii uznawani byliza autorów gry, która w XX w. miała zawojować świat.

Większość wczesnych odmian najpiękniejszej z gier to wariacje na tematkopania, biegania i fizycznej agresji wobec przeciwnika. Ich korzeninależy szukać w pogańskich rytuałach oraz u Rzymian, którzy w 43 r.n.e. wprowadzili na Wyspy Brytyjskie grę o nazwie harpastum, zaadaptowaną z greckiej episkyros. Brytyjskie folk games(gry ludowe) były jednak znacznie bardziej agresywne i znacznie mniejskodyfikowane niż u Rzymian. Do dziś przetrwało kilka tradycyjnych, np.rozgrywane co roku w ostatki zawody w Ashbourne w hrabstwie Derbyshire.W meczu uczestniczą 2 tys. podzielonych na dwie drużyny wypasionychwieśniaków, a toczy się ona na polu o długości trzech mil, na ulicachwsi i w płynącej nieopodal rzece Henmore. Mieszkańcy części północnejwalczą z południowcami. Większość z nich nie ma szans nie tylkodotknąć, ale nawet zobaczyć piłki, to jednak nie przeszkadza imw próbach powalenia najbliższej grupy przeciwników. Jedna z zaledwiekilku reguł gry, której korzenie sięgają 217 r., mówi, że zakazane jestzabijanie rywala.

Na miano gry o najdziwniejszej nazwie na świecie zasługuje hallatońskiekopanie butelki i walka o pasztet z zająca. Doroczny mecz rozgrywanymiędzy wsiami Hallaton i Medbourne w hrabstwie Leicestershire jest takosobliwym widowiskiem, że skecze Latającego Cyrku Monty Pythonawyglądają przy nich jak realistyczne dramaty Ibsena. Na początekzawodów sędzia rzuca kawałki pasztetu z pobliskiego wzgórza, a zadaniemzawodników jest złapanie i spożycie ich. Następnie w tłum wpadazakorkowana butelka wypełniona piwem rodzaju ale. Zwyciężają zawodnicywsi, którzy wyniosą, przekopią albo przerzucą butelkę poza graniceswojej parafii. Zawsze wygrywa Hallaton, co nie jest dziwne, zważywszyże granica tej parafii przebiega na dole pasztetowego wzgórza niecałykilometr od miejsca rozpoczęcia gry, a parafia Medbourne kończy siękilka mil po drugiej stronie wzgórza, za lasami, za górami, zadolinami. Nikt jednak nie narzeka na jawnie niesprawiedliwe przepisy.W czasie meczu rozszalali zawodnicy tratują się nawzajem i – jeślibutelka wpadnie w tłum – atakują kibiców. Większość graczy jest pijanajeszcze przed rozpoczęciem meczu, zdarzają się przypadki złamania rąki nóg, żeber, kręgów szyjnych, utraty przytomności.

Gry ludowe to tylko jedna odnoga korzeni współczesnego futbolu. Piłkanożna w znacznie bardziej zdyscyplinowanej formie narodziła sięw angielskich szkołach publicznych, najbardziej okrutnychi perwersyjnych instytucjach XIX w., w których brytyjskie klasy wyższekształciły swoich synów. Również i tutaj do dziś przetrwały grytradycyjne, np. Field Game i Wall Game, rozgrywane regularnie w szkolepublicznej w Eton. Słowa George’a Orwella o Wall Game („To popołudniebłota, krwi i deszczu”) nie wyjaśniają może reguł – te są niezwykleskomplikowane – ale oddają istotę rzeczy. Generalnie chodzi o to, byprzenieść piłkę z jednej strony boiska (5 m szerokości, 110 długości)na drugą. Bramkę na jednym końcu stanowią zielone drzwi umieszczonew ścianie, która kończy boisko. Po drugiej stronie celem jest wybielonawapnem część pnia drzewa. Gra polega na przesuwaniu się w 10-osobowychgrupach z jednej strony na drugą, paplaniu w błocie i powalaniuprzeciwnika, który zdoła nadrobić jakikolwiek dystans. Zawodnikprzygnieciony ciężarem innych ma prawo wzywać pomocy, ale uznawane jestto za zachowanie niemęskie i raczej unikane. W takim wypadku sędziawsadza w kłębiące się ciała długi kij i wyszczekuje komendy, którychżadna postronna osoba nie jest w stanie zrozumieć. Warto dodać, że od1909 r. w spotkaniach Wall Game odbywanych w Eton co roku w dzień św.Andrzeja nie zdobyto bramki.

Gdyby zarówno angielska biedota, jak i klasy wyższe nie posiadałytradycji gier zespołowych, których istotą jest agresja, kopaniei bieganie z piłką, nie byłoby współczesnego futbolu. Na korzyści,które można by odnieść wracając do tej tradycji i twórczo jąrozwijając, zwrócili uwagę nauczyciele angielscy w połowie XIX w. Towówczas jednym z głównych elementów edukacji w szkołach publicznychstał się sport, szczególnie gry zespołowe; ich nauczanie miało stać sięczęścią nowej doktryny – tzw. atletyzmu.

W praktyce chodziło o zaszczepienie uczniom, którzy w przyszłości mieli stanowić elitę Imperium Brytyjskiego,fizycznej waleczności, a równocześnie myślowego konformizmu. Wszelkieprzejawy indywidualizmu, niezależnego myślenia lub oryginalności byłytępione. W cenie były oportunizm i tępe posłuszeństwo. John Chandos,autor książki o szkołach publicznych pt. „Boys Together” („Chłopcyrazem”), pisze o polityku Geoffreyu Drage’u, który po wizycie w szkolew Eton z dumą stwierdził, że przeciętnego absolwenta tej placówki„można określić mianem ignoranta”. Drage rozpływał się nad godnościąi opanowaniem etończyków, które stanowiły o ich wyższości nad ludźmiwykształconymi „z całą ich wiedzą zawartą w Encyclopaedia Britannica”.Dyrektorzy szkół publicznych, tacy jak Edward Thring z Uppingham czyEdmond Warre z Eton, określani są przez Chandosa jako „championi nowegobarbarzyństwa”. Byli zwolennikami tezy, że tradycyjne gry zespołowe,uprawiane na Wyspach od stuleci, przyczynią się do wzbogacenia nowejdoktryny edukacyjnej. Ideologia ta zawierała jeszcze jeden elementściśle związany z historią piłki nożnej w Anglii. Szkoły publicznetępiły z całą bezwzględnością wszelkie przejawy zmysłowościi zainteresowania seksem wśród uczniów.

Anglia była w owym czasie dziwnym krajem. Czterokrotny premier WilliamEwart Gladstone regularnie przemierzał nocami ulice Londynuw poszukiwaniu prostytutek. Jednak gdy jakąś znalazł, nie uprawiałz nią seksu, tylko pouczał o szkodliwości moralnej jej czynów.Następnie wracał pod 10 na Downing Street, rozbierał się do nagai biczował, usiłując w ten sposób odpokutować spotkania z grzesznicami.

Wiktoriańska Anglia była opętana na punkcie seksu. Prostytucja,syfilis, homoseksualizm – to ówczesne odpowiedniki dzisiejszej ptasiejgrypy i choroby wściekłych krów: nieogarnięte zjawiska metafizycznesiejące terror i przerażenie ludności. Jednak najbardziej diabelskimwymysłem, który prowadził człowieka do upadku, była dla wiktorianmasturbacja. Anglicy II połowy XIX w. powszechnie wierzyli, że onaniazabija. James Wookey, autor pamfletu „Human Wrecks” („Ludzkie wraki”),zaklinał się, że był świadkiem agonii wielu amatorów masturbacji,którzy dopiero na łożu śmierci rozumieli poniewczasie, jak wielkąkrzywdę sobie czynią. Według historyk Katy Mullin wielu ludzi byłoprzekonanych, że masturbacja jest chorobą zakaźną. „Nawethomoseksualizm nie wywoływał takiego przerażenia jak masturbacja.W pamfletach pisano: »To straszne, znaleźliśmy dwóch chłopców w łóżkui nie jest wykluczone, że starszy uczył młodszego masturbacji«. Nawetnie przychodziło im do głowy, że mogą mieć ze sobą związekhomoseksualny” – pisze Mullin w książce „James Joyce, Sexuality andSocial Purity” („James Joyce. Seksualność i społeczna czystość”).

Skutkiem paniki masturbacyjnej w erze wiktoriańskiej była powszechnapodejrzliwość wobec samotności, prywatności i indywidualizmu. Gryzespołowe, szczególnie futbol, miały stanowić antidotum na rozbuchanezapędy seksualne arystokratycznej młodzieży. Dyrektorzy w rodzajuThringa i Warre’a doskonale rozumieli represyjny potencjał tkwiącyw traktowaniu sportu jako elementu edukacji. A gwiazdy futbolu, takiejak Arthur Kinnaird, niosły kaganek czystości dalej, szczególnie klasierobotniczej, która od końca lat 70. XIX w. coraz bardziej lgnęła dopiłki nożnej. Kinnaird był m.in. wiceprezesem Narodowego StowarzyszeniaCzujności Obywatelskiej (NVA), najbardziej wpływowej organizacji tegotypu w kraju. NVA prowadziła kampanie przeciw „nieczystości” w życiuspołecznym i sztuce, m.in. rozbijając wystawę ilustracji do dziełRabelaisa w 1890 r., paląc 25 tys. egzemplarzy książek Balzaca orazwytaczając sprawę sądową wydawcy dzieł Zoli, Flauberta i deMaupassanta. Dziś brzmi to jak historyczne s.f., jednak motorem tychdziałań był pięciokrotny zdobywca Pucharu Anglii, pierwsza legendarnagwiazda angielskiego futbolu. Ciekawe, co sobie Kinnaird myśli, gdyz zaświatów ogląda pijackie orgie i gwałty zbiorowe dokonywane przezwspółczesnych reprezentantów Anglii.

Przełomowym rokiem dla przyszłości futbolu okazał się 1863 r. 26października grupa piłkarzy, nauczycieli i działaczy spotkała się napierwszym piętrze Tawerny Wolnomularzy w centrum Londynu, byprzedyskutować możliwość powołania organizacji zrzeszającej klubypiłkarskie. Dwie sprawy dręczyły organizatorów. Po pierwsze, niektóreszkoły publiczne nie godziły się na jakąkolwiek ingerencję w reguły,przede wszystkim na wprowadzenie zakazu grania rękami. Dlatego Eton,Harrow, Winchester, Rugby i Westminster w ogóle nie przysłałyprzedstawicieli. Druga zapalna kwestia sprowadzała się do pytania:kopać czy nie kopać? Chodziło o nogi rywala. Część delegatów dążyła dowprowadzenia zakazu tego typu zagrań. Jednak pozostali, na czele z F.W.Campbellem z Blackheath, uznawali to za zamach na istotę futbolu.„Jeśli usuniemy z przepisów prawo do kopania przeciwnika, to tym samympozbawimy naszą grę elementu męstwa i odwagi, a ja sprowadzę grupkęFrancuzów, którzy pokonają was po tygodniowym treningu” – tłumaczyłCampbell.

1 grudnia podczas ostatecznej rozprawy przeciwnicy kopania wygrali zezwolennikami większością głosów 13 do 4. Przegrani odeszli tworzącRugby Union, które – paradoksalnie – wkrótce również zakazało kopaniaprzeciwnika. Zwycięzcy przyjęli 13 pierwszych reguł i utworzyliFootball Association. Nie The FA, nie English FA ani – Boże broń –British FA, na świecie istniał tylko jeden związek piłki nożnej, więcwszelkie dodatkowe określenia były niepotrzebne. Tak zresztą zostało dodziś.

Ciekawym przepisem wprowadzonym w 1863 r. w londyńskiej tawernie byłrównież zakaz podbijania butów gwoździami i metalowymi podkładkami, codla wielu Anglików było kolejnym przejawem niewieścienia ich ulubionejgry. Do lat 50. XX w. Anglicy grali jednak w butach, które bardziejprzypominały specjalistyczne obuwie murarzy niż piłkarzy – były tozrobione z twardej skóry trepy zakrywające kostki, podbite skórzanymialbo drewnianymi kołkami.

W latach 70. XIX w. różne szkoły przyłączały się do FA rezygnującz własnych reguł. W 1871 r. wprowadzono kornery i rzuty wolne,w 1875 r. poprzeczka zastąpiła taśmę, którą wcześniej wieszano międzysłupkami, w 1883 r. jednoręczny wrzut z autu zastąpiono dwuręcznym,w 1878 r. sędzia po raz pierwszy przerwał mecz za pomocą gwizdka(wcześniej machał chusteczką), w 1890 r. w bramkach założono siatki(wcześniej upływały czasem minuty, zanim znaleziono piłkę).

W 1871 r. FA wystartowała z rozgrywkami Pucharu Anglii – pierwszyPuchar zdobyła drużyna Wanderers złożona z uczniów szkół publicznychi studentów – jednak dopiero w 1877 r. oficjalnie wprowadzono przepiszakazujący wszystkim zawodnikom poza bramkarzem gry rękami i zdobywaniarzutu wolnego za pomocą tzw. przyłożenia, czyli złapania piłkii postawienia jej na ziemi. Wcześniej piłkarze mogli grać rękami, choćnie wolno było z piłką biec. To także w 1877 r. składy drużynograniczono do 11 zawodników i określono obwód piłki na 27–28 cali(68–70 cm), a jej wagę na 14–16 uncji (410–450 g). Wszyscy dojrzaliczytelnicy, którzy pamiętają biedronki, węgierki, a może jeszczestarsze typy futbolówek łatwo nasiąkających wodą, będą pewniezdziwieni, ale rozmiary piłki Teamgeist, którą rozegrane zostanąnajbliższe finały MŚ (Niemcy, 9 czerwca – 9 lipca), mieszczą sięw górnych strefach normy ustalonej w 1863 r. (Teamgeist: 69,5 cm – 444g).

Przepisy przepisami, ale duch angielskiego futbolu pozostawałniezmienny. W dalszym ciągu w największej cenie pozostawali zawodnicy,którzy swoją agresją zastraszali przeciwnika, kreatywność na boisku,spryt, indywidualizm były traktowane z podejrzliwością. Futbol, którywyrastał z potrzeby hamowania żądzy seksualnych graczy, nie mógł byćfinezyjny. Artyści musieli szukać innych możliwości.

Była wśród nich drużyna Corinthian Casuals, która do dziś pozostajesymbolem szlachetnego amatorstwa i fair play w angielskiej piłce. Gdyw 1891 r. wprowadzono przepis o rzucie karnym, Casuals uznali go zawulgarny i sprzeczny z duchem futbolu. Przez wiele lat celowo strzelaliz jedenastki obok bramki, a bramkarze nie bronili karnych wykonywanychprzez przeciwnika. Zwyczajowo zdejmowali również z boiska zawodnika,jeśli gracz drużyny przeciwnej został wyrzucony z boiska za grę faul.Corinthians grali wyłącznie mecze towarzyskie, w stylu, który odróżniałich od większości drużyn angielskich lat 90. XIX w. Preferowalispokojną grę podaniami, a w ich składzie mogli występować wyłącznieuczniowie i absolwenci szkół publicznych i uniwersytetów. Jak łatwo siędomyślić, w Anglii nie było im łatwo, więc podróżowali po świeciegrając mecze pokazowe. To ich imieniem nazwała się drużyna z S?o Paulo,która do dziś pozostaje jedną z potęg brazylijskiego futbolu.

Brazylia przechodziła wówczas wielkie zmiany społeczne.W 1888 r. zniesiono niewolnictwo – wcześniej do kraju sprowadzonoogółem ponad 3,5 mln niewolników, 6 razy więcej niż do USA. Wieluświeżo wyemancypowanych Murzynów przeniosło się do miast, tworzącpodklasę społeczną. Zaczęli zaludniać przedmieścia.

Wspomniany na wstępie Charles Miller i inni Brytyjczycy (np. AnglikOscar Cox i jego przyjaciele założyli w Rio klub Fluminese) przywieźlido Brazylii futbol, który miał w sobie wiele z ducha Corinthians.Drużyny składały się ze studentów i innych Brytyjczyków z dobrycharystokratycznych rodzin. Na trybuny przychodziły kobiety ubrane wedługnajnowszej mody, a mężczyźni przypinali kolorowe wstążki do swoichsłomkowych kapeluszy. Czarni mieli zakaz nie tylko gry, ale równieżwstępu na trybuny.

Co nie oznacza, że nowa gra nie budziła ich ciekawości. Futbol byłznacznie bardziej atrakcyjny i prostszy niż inny wynalazek angielskichimigrantów – krykiet. Wystarczała piłka, a nawet pomarańcza, zmiętypapier owinięty szmatą albo kłębek zrobiony z kilku par skarpetek. Gra,za sprawą brazylijskiej biedoty, do 1910 r. stała sięnajpopularniejszym sportem w Brazylii. Pierwszym klubem w Rio, któryprzygarnął czarnych, był Bangu Athletic Club, założony w 1904 r. przezbrytyjskich menedżerów fabryki tekstyliów. Powoli Murzyni i Mulacizaczęli pojawiać się w innych klubach. Najsłynniejszym w tamtym okresiebył Carlos Alberto, pierwszy Mulat we Fluminese, który, aby ukryć swojąrasę – wybielał twarz talkiem.

Jednak tworzone przez Brytyjczyków reguły zapewniały, że piłka nożnapozostawała generalnie sportem dla białych. Szczególnie przyczyniał siędo tego nałożony na kluby obowiązek pełnego amatorstwa, co powodowało,że każdy zawodnik musiał posiadać pozapiłkarskie źródła dochodu.Brytyjczycy walczyli w Brazylii o amatorstwo, ale zapewne wiedzieli, żewcześniej czy później poniosą klęskę – podobny konflikt toczył sięw latach 70. i 80. w Anglii. W ojczyźnie futbolu podział przebiegałjednak nie na tle rasowym, ale klasowym i geograficznym. Dlarobotniczej północy futbol był sportem ludowym, a kluby finansowalinajczęściej bogaci biznesmeni. Na południu królowały szkoły publicznei idea szlachetnego amatorstwa. Właściciele i sponsorzy klubówz północy płacili swoim zawodnikom nielegalne pensje i podkupywalinajlepszych graczy przeciwników, a prawdziwą kopalnią znakomitychpiłkarzy, zwykle znacznie lepiej wyszkolonych technicznie niż Anglicy,okazała się Szkocja. W 1885 r. FA ostatecznie poddała się naciskomi zamiast kontynuować obłudę zaakceptowała stan rzeczy, dając zieloneświatło profesjonalnemu futbolowi. Niektóre kluby z południa (np.Corinthians) nie zaakceptowały tego rozwiązania i pozostały wierne ideiamatorstwa, jednak od końca lat 80. występowały już w roli piłkarskichosobliwości.

Profesjonalizm zwiększał zobowiązania finansowe klubów wobec graczyi zmuszał do szukania nowych źródeł dochodu. Na prosty, choć wówczasprzełomowy pomysł wpadł kolejny Szkot, dyrektor klubu Aston Villi –William McGregor. Zaprosił on kluby do stworzenia ligi piłkarskiej,w której mecze rozgrywano by regularnie przez cały sezon, co mogłoprzynieść dodatkowe pieniądze. 12 klubów podjęło inicjatywę i w tensposób powstała Football League – pierwsza na świecie profesjonalnaliga piłkarska.

Prawie dwie dekady później w Brazylii Brytyjczycy bronili jednak futbolprzed Murzynami, posiłkując się argumentami, w które sami nie wierzyli.Na pomoc Murzynom przyszła inna lekceważona wówczas społecznośćBrazylii – Portugalczycy. Portugalskim klubem Rio był Vasco da Gama.Aby przełamać hegemonię wielkich klubów, postanowił przyjmowaćnajlepszych graczy z lokalnych lig nie zważając na ich status ani kolorskóry. Dyrektorzy klubu przy wsparciu portugalskiej wspólnotyzałatwiali im zatrudnienie w sklepach. W 1923 r. po awansie do I ligiRio de Janeiro Vasco zdobyło z miejsca tytuł mistrza kraju mającw składzie trzech Murzynów, Mulata i siedmiu białych robotników.Wszyscy byli zatrudnieni jako sprzedawcy w portugalskich sklepach.

Za ten podstęp Vasco zostało wyrzucone z ligi, a następnie przyjęte podwarunkiem, że będzie wystawiało wyłącznie graczy, którzy umieli siępodpisać. I ten warunek dało się obejść: analfabetom klub załatwiałlekcje czytania i pisania, a najbardziej oporni zmieniali imiona nakrótsze. Na przykład gracz ze skomplikowanym cztero- czypięcioczłonowym nazwiskiem stawał się Silvą. Gdy wielkie kluby zgłosiłykolejny warunek – każda drużyna musiała dysponować własnym stadionem –Portugalczycy wybudowali San Januario, największy stadion w Rio. Wojnao profesjonalny futbol w Brazylii skończyła się dopiero w latach 30.XX w., gdy Europa zaczęła interesować się piłkarzami z Brazylii i chcącutrzymać ich w kraju, miejscowe kluby musiały zacząć im płacić dużepieniądze. W 1933 r. Rio i S?o Paulo utworzyły profesjonalne ligi,a jeden z klubów stołecznych Bonssucesso wystawił drużynę złożonąz jedenastu czarnych graczy.

50 lat po Anglii futbol w Brazylii stał się prawdziwie sportem dla mas. I Brazylijczycyod początku grali inaczej. W cenie zawsze były tu indywidualizm, popisytechniczne i pokazywanie radości w grze. Archie McLean, Szkot, pisał wewspomnieniach ze zgrozą; „Są tu znakomici piłkarze, ale brak imdyscypliny. Podczas jednego z meczów dwóch graczy chciało wykazać,który z nich kopnie piłkę wyżej. Musiałem interweniować, żebyprzestali”.

Historycy wskazują na fascynujące różnice między podejściem dodryblingu w Anglii i Brazylii. Brazylijczycy twierdzą, że dryblingzostał wymyślony po to, by Murzyni, którzy byli nieustannie celemataków białych obrońców, potrafili się przed nimi bronić. Nieoczekiwanezwody, uniki, znakomite opanowanie piłki były bronią w walcez brutalnością. David Winner, autor książki „Those Feet” („Te stopy”),twierdzi, że w Anglii dryblowanie miało zupełnie inny cel. Chodziłoo to, by wykazać swoją nieustępliwość i męstwo. Podawanie piłki byłodomeną słabiaków. Prawdziwi mężczyźni nigdy nie oddawali piłki, tylkokiwali się, dopóki przeciwnik nie zwalił ich z nóg. I wtedy powalonypiłkarz osiągał uznanie tłumu. To, że można po prostu kiwać się dlaprzyjemności, jakoś Anglikom nie przychodziło do głowy.

A przecież istotą piłki nożnej jest sprawianie przyjemności sobiei kibicom. W 1933 r. brazylijski socjolog Gilberto Freyre opublikowałksiążkę „Casa Grande e Senzala”, w której wychwalał brazylijskąwielokulturowość uosobioną w postaci malandro, miejskiego cwaniaka i drobnego oszusta, który jednak zachwycał swoją sztuką i zwinnością. Freyre dowodził, że malandroprzejął od Anglików ideę futbolu, ale zmienił go w taniec szalonychniespodzianek. Pisał: „Nasz styl gry różni się od europejskiego,ponieważ jest kombinacją zaskoczenia, złośliwości, przebiegłościi zręczności, które łączą się z błyskotliwością i indywidualnąspontanicznością. Nasze podania, nasze zwody, nasza zmysłowość, tanieci bunt – to wszystko składa się na brazylijski styl. To wszystko jestafirmacją Brazylii i bycia Brazylijczykiem”.

Zapewne żaden Brazylijczyk nie ukończyłby angielskiej szkoły publicznejw czasach wiktoriańskich. Wylecieliby za nieuzasadnione skłonności dopieszczot z piłką.

Korzystałem m.in. z książek: Alex Bellos „Futebol, The Brazilian Way ofLife”, Bloomsbury; David Winner „Those Feet, A Sensual History ofEnglish Football”, Bloomsbury; Hunter Davies „Boots, Balls &Haircuts”, Cassell Illustrated.


Autor jest publicystą „Rzeczpospolitej”, m.in. autorem książki „Oblicza Wielkiej Brytanii”, Prószynski i S-ka, 2001.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj