Ruiny z widokiem
Polscy archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego, wspierani finansowo przez POLITYKĘ, dokonali ciekawych odkryć w Libii. Teraz szukają pieniędzy, by niektóre z wykopalisk sprowadzić do Muzeum Narodowego.
Świetnie zachowany amfiteatr w Leptis Magna, Libia
Artur Bergman/Flickr CC by SA

Świetnie zachowany amfiteatr w Leptis Magna, Libia

Polakom Libia kojarzy się przede wszystkim z Kadafim i ropą naftową, nielicznym z atrakcyjną pracą, przynoszącą w czasach PRL niewyobrażalne dochody. Mało kto wie, że Libia pod względem archeologicznym jest jednym z najzasobniejszych krajów na świecie. W tej części Afryki Północnej już w VII w. p.n.e. Grecy zakładali swoje pierwsze kolonie. Z czasem tereny te trafiły w ręce Rzymu i stały się, zaraz po Egipcie, najbogatszymi prowincjami afrykańskimi. Po rozpadzie Cesarstwa Rzymskiego przypadły w udziale Bizancjum, a później podbite zostały przez Arabów.

Chociaż od dawna wiadomo – dzięki zachowanym tekstom kronikarzy i historyków antycznych – że na archeologów czekają w Libii ruiny starożytnych miast, prace wykopaliskowe rozpoczęto tam stosunkowo późno. Włosi i Amerykanie zajęli się raczej badaniem ruin na powierzchni niż odkopywaniem tego, co przykrył piasek pustyni. W dodatku – po wprowadzeniu embarga i sankcji ekonomicznych – przez ostatnie 10 lat Libia była krajem całkowicie niedostępnym dla uczonych z zagranicy.

Raj dla archeologów

Ostatnio władze libijskie chcą ożywić turystykę, w czym archeologia mogłaby dopomóc. Archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego długo starali się o pozwolenie na prace wykopaliskowe w Libii, w lipcu zeszłego roku dopięli swego. Co ciekawe, nie udało się to innym, w większości dużo zamożniejszym krajom. Niewątpliwie pomogła tradycja dobrych stosunków polsko-libijskich: jeszcze kilkanaście lat temu około 20 tys. polskich inżynierów, lekarzy i pielęgniarek co roku wyjeżdżało tam na kontrakty, a spora grupa młodych Libijczyków studiowała w Polsce. Do dzisiaj spora część libijskiej inteligencji świetnie posługuje się naszym językiem i z rozrzewnieniem wspomina swój pobyt nad Wisłą.

Libijczycy przyznali polskim archeologom dwuletnią koncesję na wykopaliska i zaproponowali trzy stanowiska: Leptis Magna – najlepiej zachowane na świecie miasto antyczne, Kyrene – kolonię grecką z monumentalnymi świątyniami i architekturą mieszkalną oraz Ptolemais. Wydawałoby się, że ze względów prestiżowych najatrakcyjniejsze są dwa pierwsze, ale Polacy wybrali trzecie. – Ptolemais to marzenie, 250 ha niezamieszkanych ruin, podczas gdy Pompeje mają zaledwie 90 ha – tłumaczy swój wybór prof. Tomasz Mikocki, dyrektor Instytutu Archeologii UW. – Porównanie do Pompejów nie jest zresztą bezpodstawne – Ptolemais wyludniło się w znacznym stopniu po straszliwym trzęsieniu ziemi w 365 r. Jest to zresztą jedno z najważniejszych miast antycznych basenu Morza Śródziemnego i mimo przeprowadzonych tam prac wykopaliskowych nadal najgorzej poznana stolica Pentapolis – związku pięciu największych greckich miast tego regionu. W dodatku w Leptis Magna i w Kyrene pracują, co prawda raczej w symbolicznym wymiarze, misje z innych krajów. W Ptolemais natomiast, zgodnie z obietnicą władz libijskich, Polacy są jedyną ekipą. Na ten argument zwracał uwagę prof. Andrzej Garlicki z Wydziału Historycznego UW (i nasz redakcyjny kolega), uczestnik wstępnego rekonesansu, który miał zadecydować o wyborze miejsca wykopalisk.

Pierwszy sezon wykopaliskowy w Ptolemais zaplanowano na październik 2001 r., jednak 11 września przewrócił plany archeologów do góry nogami. W rezultacie dopiero w grudniu do Trypolisu poleciały cztery osoby (pierwotnie miało jechać 12). Zamiast zaplanowanego miesiąca pracowano tylko dwa tygodnie. – Libijczycy namawiali nas do podjęcia prac w miejscu domniemanej agory, czyli rynku. Niestety, w tak reprezentacyjnym miejscu leżą najprawdopodobniej pozostałości monumentalnych budowli i poprzewracane kolumny, a na ich powtórne ustawienie po prostu nas nie stać – mówi prof. Mikocki.

Władze udostępniły Polakom cały teren na wschód od Palazzo delle Colonne, najbardziej reprezentacyjnej rezydencji hellenistycznej Ptolemais. Archeolodzy wybrali miejsce z pięknym widokiem na morze – z nadzieją, że bogaci mieszkańcy miasta, budując swoje rezydencje, też brali to pod uwagę.

Zaledwie kilkadziesiąt centymetrów pod ziemią trafiono na zawalony portyk z kolumnami, kapitelami i bazami. Archeolodzy zeszli jedynie na głębokość 60 cm, szybko pojawiły się bowiem fragmenty fresków, mozaik i stiuków, których nie można było odsłaniać pod nieobecność konserwatora. Przeczucie nie zawiodło, zachowane elementy wskazywały, że trafiono na okazałą willę rzymską. Ze względu na piękne położenie została ona umownie nazwana Willą z widokiem. Pierwszy, niezmiernie krótki sezon był bardzo obiecujący, nikt jednak nie spodziewał się tego, co znaleziono w kwietniu tego roku.

Niespodzianka za niespodzianką

– Liczyłem, że znajdziemy jedną, może dwie mozaiki, ale aż osiem? – mówi prof. Mikocki. Właściwie już pierwszego dnia zaczęły pojawiać się pod łopatami robotników skarby. Odkopany w grudniu portyk okazał się czterokolumnowym wewnętrznym dziedzińcem domu. Kolumny powaliło jedno z trzęsień ziemi, najprawdopodobniej w 365 r. p.n.e. Na poziomie 1 m oczom archeologów ukazała się przepiękna, niemalże nieuszkodzona, mozaika geometryczna z medalionem pośrodku, na którym znajduje się otoczona wieńcem grecka inskrypcja. Według profesora napis jest prawdopodobnie błogosławieństwem lub formułą powitalną.

W dalszej części trafiono na duże, reprezentacyjne pomieszczenie, do którego wchodziło się przez zachowane częściowo odrzwia. W obszernej komnacie znajduje się kolejna geometryczna mozaika z dużym, tym razem figuralnym medalionem. – Już w stylu tych dwóch mozaik można zauważyć różnice warsztatowe: mozaika z perystylu wykonana została z grubszych tesser (czyli kamiennych kostek), natomiast ta z pomieszczenia bocznego jest zdecydowanie delikatniejsza, być może wykonana w samej Aleksandrii lub też przejęta z jakiejś starszej budowli – zauważa prof. Mikocki. Niektóre z tesser wykonane są z kamieni półszlachetnych, np. malachitu. W tym samym pomieszczeniu zachowały się, prawie do 2 m wysokości, ściany z malowidłami imitującymi wykładziny marmurowe. Tak wysoko zachowane freski rzymskie znaleziono dotychczas tylko w Pompejach.

W kilku innych mniejszych pomieszczeniach odkopano kolejne mozaiki geometryczne, jednak największe zaskoczenie czekało archeologów w komnacie przylegającej do ulicy. Znaleziono tam bowiem dwie mozaiki, jedną na drugiej. Najprawdopodobniej w czasie trzęsienia ziemi zawaliło się pierwsze piętro domu, dlatego na mozaice o geometrycznych brzegach na parterze leży dziś mozaika figuralna, która zdobiła podłogę w jednym z pomieszczeń na piętrze. Upadek sprawił, że mozaika figuralna potłukła się na małe fragmenty. Sceny na niej są wyjątkowe pod względem ikonograficznym. Podpisy wskazują, że przedstawiają one postacie znane z mitologii greckiej: Dejdameję obejmującego Achillesa, Bryzeidę, Odyseusza, a nawet fragment budynku podpisanego jako Partenon. Tematyka miłosna sugeruje, że mozaika zdobiła pomieszczenia prywatne.

Co dalej?

Kolejna kampania jesienią 2002 r. będzie miała nieco inny charakter. Archeolodzy nadal będą pracować w Willi z widokiem i rysować topograficzny plan miasta. W większym stopniu skupią się jednak na konserwacji malowideł i mozaik, a szczególnie tej jednej, którą należy z powrotem złożyć jak układankę. Niewykluczone, że trafi ona do Muzeum Narodowego w Warszawie. Wydawałoby się, że wywożenie zabytków z Libii jest marzeniem ściętej głowy. Tymczasem Libijczycy, którzy mają wiele tego rodzaju zabytków, i to w dużo lepszym stanie, byliby zapewne skłonni wypożyczyć nam mozaikę, jako depozyt muzealny, w zamian za jej renowację. To rzeczywiście rzadko spotykana gratka, ostatnie sprowadzone do Polski zabytki to malowidła z Faras. Zdaje sobie z tego sprawę prof. Mikocki, który zaraz po powrocie zaczął szukać funduszy na sprowadzenie rozbitych fragmentów mozaiki do Warszawy.

Następnym ważnym krokiem będzie zabezpieczenie odsłoniętych mozaik, które pozostają w Ptolemais. Polacy zasugerowali władzom libijskim zadaszenie obszaru wykopalisk, co byłoby też pierwszym etapem budowy parku archeologicznego. W przyszłości mógłby stać się on atrakcją turystyczną. Prof. Mikocki jest pewien, że polskim archeologom uda się przedłużyć licencję na wykopaliska w Ptolemais. 

***
 
 
Skarby Ptolemais

Ptolemais (dziś Tolmeita) leży we wschodniej, najżyźniejszej części Libii, tuż nad brzegiem morza, w krainie zwanej Cyrenajką. W starożytności znajdowało się w greckiej części basenu Morza Śródziemnego i weszło w skład Pentapolis, związku pięciu największych greckich miast tego regionu (Kyrene, Apollonii, Bengazi, Teuchira i Ptolemais). Cała prowincja w 331 r. p.n.e. dobrowolnie podporządkowała się Aleksandrowi Wielkiemu, a już w 96 r. p.n.e. drogą zapisu testamentowego przeszła we władanie rzymskie. Kraina ta przeżywała swój rozkwit za czasów cesarza Trajana (98–113 r.) i Hadriana (117–138 r.), a później Sewerów (193–217 r.). Jednakże dwa silne trzęsienia ziemi w 262 i 365 r. spowodowały kryzys prowincji, z którego nie udało się jej właściwie nigdy otrząsnąć. Mieszkańców Cyrenajki zaczęły nękać plemiona wojowniczych nomadów. Po raz ostatni miasta Pentapolis zademonstrowały swoją potęgę, gdy wojska z Cyrenajki zdobyły Aleksandrię i w 610 r. doszły do Konstantynopola. Kilkadziesiąt lat później zrujnowane już antyczne miasta padły łupem wojsk arabskich.

Pierwszymi archeologami, którzy w 1910 r. trafili do Cyrenajki, byli Włosi. Prace wykopaliskowe w Ptolemais rozpoczęto jednak dopiero w latach trzydziestych. Badania włoskie pozwoliły rozpoznać siatkę ulic i odnaleźć ruiny kilku budowli, m.in. jedną z najsłynniejszych rezydencji antycznych Palazzo delle Colonne – Pałac Kolumnowy. Zachowały się tam bogato dekorowane komnaty z okresu hellenistycznego (II–I w. p.n.e.), termy i zespół gospodarczy, który zamieszkiwano również w okresie rzymskim i bizantyjskim. Palazzo delle Colonne, najprawdopodobniej pałac gubernatora miasta, słynie z przepięknych mozaik, zarówno hellenistycznych jak i późnoantycznych, marmurowych okładzin, rzeźb, stiuków, a także kolekcji zabytków egipskich. W latach sześćdziesiątych pojawili się w Ptolemais Amerykanie, którzy wydali jedyne i niestety już nieaktualne opracowanie naukowe tego antycznego miasta. To zadziwiające, ale historia Ptolemais znana jest głównie ze źródeł archeologicznych, choć dotychczas przebadano jedynie 5–20 proc. miasta.

  

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj