Wrócić do Syjonu
29 sierpnia mija 110 rocznica pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei. Zorganizowany przez grupę entuzjastów, z Teodorem Herzlem na czele, uważany jest przez wielu za początek narodzin Izraela i nowoczesnego syjonizmu. Jak do niego doszło?
Nazwa syjonizm pochodzi od położonej w Jerozolimie góry Syjon, a jest to po prostu ruch narodowy, mający na celu utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Jest on wyrazem ponad 1800 lat dążeń Żydów do odzyskania własnej ojczyzny, którą utracili po nieudanym powstaniu przeciw Rzymowi w 70 r. naszej ery.

W wyniku tego powstania Żydzi zostali wygnani z Palestyny, a judaizm odrzucił możliwość jakiejkolwiek walki zbrojnej. Od tamtej pory uważano, że tylko Mesjasz mógłby poprowadzić naród wybrany ponownie do Ziemi Obiecanej. Jednakże marzenie o powrocie do Syjonu było stale obecne wśród rozproszonych po świecie Żydów. Objawiało się chociażby w modlitwach, które odmawiano trzy razy dziennie z twarzą zwróconą ku wschodowi, w pozdrowieniach, w składanych sobie życzeniach (Baszana habaa be-Jeruszalaim, hebr. przyszłego roku w Jerozolimie) i w obyczajach (np. niemalowana ściana wewnątrz domu miała symbolizować, że jest to przejściowe miejsce pobytu). Jednak zorganizowany ruch, działający na rzecz utworzenia państwa, pojawił się dopiero 1800 lat później.

W drugiej połowie XVIII w. Rewolucja Francuska wprowadziła pojęcie obywatelstwa. 27 września 1791 r. Zgromadzenie Narodowe wydało dekret o całkowitej emancypacji Żydów. Tym samym pierwszy raz w swojej historii stali się równoprawnymi obywatelami państwa, w którym żyli. Działające od drugiej połowy XVIII w. grupy zwolenników żydowskiego oświecenia – haskali – tylko tę wizję wzmacniały. „Bądź człowiekiem na ulicy, a Żydem w domu” – nawoływał Jehuda Lejb Gordon, jeden z czołowych przedstawicieli tego ruchu.

Odtąd Żydzi mieli być po prostu Niemcami czy też Francuzami wyznania mojżeszowego. Asymilacja stała się atrakcyjną perspektywą. O ile jednak zamożni Żydzi zachodnioeuropejscy dość łatwo jej ulegali, to masy biedoty z żydowskich miasteczek na wschodzie były jej praktycznie pozbawione. Z czasem entuzjazm wynikający z emancypacji znacznie osłabł. Nie wszędzie w Europie udało się wprowadzić republikańskie prawo, a zakorzenione w społeczeństwie przekonania i uprzedzenia trudniej było zmienić niż jakiekolwiek przepisy. Okazało się, że bardzo często warunkiem akceptacji obywateli wyznania mojżeszowego był ich chrzest. Niemiecki poeta żydowskiego pochodzenia Heinrich Heine nazwał go szyderczo „biletem wstępu do kultury europejskiej”. Dla wielu ludzi pokusa normalnego życia była jednak zbyt silna, więc konwersja na chrześcijaństwo stała się popularna. Był to, oczywiście, paradoks i całkowite zaprzeczenie idei oświecenia, co później wytykali asymilatorom syjoniści.

W połowie XIX w. pojawiły się koncepcje, które stały się zalążkami nowoczesnego syjonizmu. Autorem jednej z pierwszych był toruński rabin Cwi Hirsz Kaliszer (1795–1874), który w przeciwieństwie do większości ortodoksów uważał, że idea syjońska była zbawieniem dla żydowskiej religii, a nie jej zaprzeczeniem. W 1862 r. przedstawił swoje poglądy w książce „W poszukiwaniu Syjonu”. Kaliszer i jego zwolennicy szukali wyjścia z pułapki emancypacji, która doprowadzała Żydów do zapierania się własnego narodu i do masowej baptyzacji. Jedynym wyjściem wydała im się kolonizacja Palestyny i utworzenie tam żydowskiej siedziby narodowej. „W kwestii zbawienia Izraela, na które czekamy, nie myślcie, że Bóg nagle zejdzie z nieba i odezwie się do swego ludu: »Opuśćcie diasporę!«” – kpił z ortodoksów Kaliszer.

W roku publikacji dzieła Kaliszera pojawiła się książka niemieckiego socjalisty i filozofa Mojżesza Hessa (1812–1875), zatytułowana „Rzym i Jerozolima – ostatnia kwestia narodowościowa”. Uznawany dziś za pioniera syjonizmu Hess uważał, że w Palestynie powinien powstać ośrodek kultury żydowskiej, który będzie promieniował także na diasporę i który sprawi, że geniusz żydowski zmartwychwstanie. Hess twierdził, że to właśnie pozostawanie w diasporze sprawiło, że judaizm zatracił swoje prawdziwe oblicze. „Pobożni Żydzi potrzebują ziemi, by zrealizować historyczną ideę naszego ludu. Nie jest to żadna inna idea jak panowanie Boga na ziemi”.

W 1881 r. nastąpiło wydarzenie, które zintensyfikowało rozwój ruchu syjonistycznego. W wyniku zamachu terrorystycznego zginął car Aleksander II. Choć jego zabójcą był Polak Ignacy Hryniewiecki, o zamach oskarżono Żydów. Przez imperium przetoczyła się fala pogromów, z powodu których setki tysięcy Żydów opuściły Rosję. Pod wpływem tych wydarzeń rok później pojawiła się „Autoemancypacja”, książka doktora Leona Pinskera z Odessy (1821–1891). Jej autor uważał, że Żydzi powinni porzucić diasporę i utworzyć w Palestynie własną państwowość. Wnioski Pinskera są ważne, bo pokazują, że syjonizm podobny był do ruchów, które w owym czasie budziły świadomość narodową Polaków, Włochów czy Niemców.

Zadziwiający jest fakt, że uważany za twórcę syjonizmu Teodor Herzl przed napisaniem swojego „Państwa Żydowskiego” nie znał dzieł ani Hessa, ani Pinskera. Sam doszedł do wniosków, które autorzy wspomnianych prac już ogłosili. W swych pamiętnikach Herzl wyznał, że teoria Pinskera jest tak podobna do jego własnej, że gdyby znał wcześniej „Autoemancypację”, mógłby nie napisać swojej książki.

Początkowo Herzl nie tylko nie znał syjonistycznego piśmiennictwa, ale w ogóle złożonego spektrum spraw żydowskich. Tak jak większość Żydów Europy Zachodniej i on uległ prądom asymilacyjnym. Jednak urodzony w Budapeszcie Herzl od wczesnych lat obserwował społeczne zachowania wobec Żydów, przeczące idei asymilacji. W swoich pamiętnikach zapisał, że spotkało go wiele przykrych sytuacji, w których jego pochodzenie, a zapewne także bujna i gęsta broda, odegrały główną rolę. Nie jest chyba prawdziwa teza, że zainteresował się kwestią żydowską dopiero pod wpływem sądu nad Alfredem Dreyfusem w 1894 r. Jako korespondent wiedeńskiej gazety był naocznym świadkiem publicznej degradacji tego francuskiego oficera o żydowskim pochodzeniu. Faktem jest jednak, że sprawa Dreyfusa była przełomem w jego działalności i powodem do napisania książki „Państwo żydowskie”, uważanej potem za biblię syjonistów. Praca ukazała się drukiem 13 lutego 1896 r.

Herzl wyłożył w niej swoje polityczne credo, objaśniając sposób, w jaki zamierzał dążyć do utworzenia państwa. Uważał, że najważniejszy jest polityczny lobbing. Dlatego tłumaczył, że w celu uzyskania terytorium dla Żydów należy zdobyć przychylność możnych tego świata. Był przekonany, że korzyści z tej transakcji będą obopólne. Aby tego dokonać, planował powołać ponadpaństwową organizację, która reprezentowałaby europejskich syjonistów. Stąd właśnie wziął się pomysł zwołania kongresu.

29 sierpnia 1897 r., w sali koncertowej miejskiego kasyna w Bazylei, zebrało się 200 entuzjastów, sympatyków (m.in. Henri Dunant – twórca Międzynarodowego Czerwonego Krzyża) i członków organizacji syjonistycznych z całej Europy. Przemówienie otwierające kongres wygłosił współpracownik Herzla, fizyk z wykształcenia Max Nordau. Poświęcił w nim wiele miejsca emancypacji i asymilacji Żydów, wskazując, jak powierzchowne są to zjawiska: „Żyd jest skazany na największą nędzę, gdyż nie wolno mu użyć swoich mocy zgodnie ze swoją wolą. Ta nędza miażdży jego charakter i niszczy jego ciało”.

Na kongresie uchwalono program Organizacji Syjonistycznej (znany potem jako program bazylejski), który obejmował: celowe popieranie kolonizacji Palestyny, walkę o prawa Żydów w krajach ich dotychczasowego zamieszkania, wzmacnianie narodowej świadomości Żydów oraz wywieranie wpływu na rządy krajów europejskich w celu uzyskania siedziby narodowej.

Tylko tyle i aż tyle. W ówczesnej historii Europy sam fakt zorganizowania się Żydów w ruch polityczny, otwarcie domagający się równouprawnienia wśród innych europejskich narodów, był czymś niespotykanym. W Bazylei zebrali się bowiem Żydzi, którzy z dumą podkreślali swoją żydowskość; ci, którzy nie godzili się na poślednią rolę w jakimś europejskim państwie, w którym za swój patriotyzm nigdy nie otrzymaliby podziękowania, a także Żydzi pragnący istnienia swojego państwa i własnego języka. 50 lat później okazało się, że dla wielu z nich nie były to marzenia niemożliwe do zrealizowania.

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj