Car w Paryżu
Rosja pojawiła się w świadomości Francuzów w imponującej osobie cara Piotra Wielkiego, który w 1717 r. wprosił się z wizytą do Paryża. Do owego czasu północna kraina nie budziła nad Sekwaną zainteresowania.
Fot. Wiki
Wikipedia

Fot. Wiki

Do początków XVIII w. Francuzi niewiele wiedzieli o Rosji, choć w 1656 r. wydano we Francji bestseller uczonego Adama Oleariusa, który jako dyplomata podróżował po „Moskowii” czasów Iwana Groźnego. Wraz z wydanym w 1683 r. „Opisaniem świata”, którego autorem był geograf Alain Manesson Mallet, dzieło Oleariusa sprawiło, iż wśród francuskich elit rozpowszechnił się wizerunek Rosji jako państwa nie tylko odległego, ale przede wszystkim barbarzyńskiego. Francuzów epoki Króla Słońce takie kraje nie pociągały.

Erudyci pamiętali, że w 1051 r. król Francji Henryk I poślubił Annę, córkę władcy kijowskiego Jarosława Mądrego. Ale pomiędzy Burbonami, władającymi Francją od końca XVI w., i dynastią Romanowów, rządzącą Rosją od 1613 r., nie było żadnych więzów krwi. Nie była też Rosja postrzegana jako atrakcyjny rynek zbytu dla francuskich towarów. Ani jako ewentualny partner w rozgrywkach politycznych. To ostatnie zamierzał Piotr I zmienić, tak jak zmienić próbował w Rosji w zasadzie wszystko.

W 1717 r. car pojawił się we Francji jako władca państwa coraz bardziej liczącego się na arenie międzynarodowej, skuteczny reformator, dysponujący armią zdolną pokonać wojska szwedzkie, dowodzone przez charyzmatycznego Karola XII. Jakie zrobił na Francuzach wrażenie, dowiedzieć możemy się z dwóch relacji, spisanych przez ludzi dworu, bacznie obserwujących życie elit Wersalu i Paryża. Pierwszym z nich był Jean Buvat (1660–1729), zatrudniony jako kopista w królewskiej bibliotece, który od 1715 r. prowadził dziennik, umieszczając w nim informacje o wszelkich bieżących wydarzeniach, przemieszane z utyskiwaniami na marną płacę i warunki pracy. Drugim – Louis de Rouvroy, diuk de Saint-Simon (1675–1755), autor monumentalnych „Pamiętników”, spisanych u kresu długiego życia, stanowiących dziś lekturę obowiązkową dla każdego zainteresowanego czasami Ludwika XIV i XV Saint-Simon był osobistym przyjacielem i doradcą księcia Filipa Orleańskiego, bratanka Ludwika XIV, który po śmierci starego króla we wrześniu 1715 r. przejął władzę jako regent nieletniego Ludwika XV. Był więc wtajemniczony niemal we wszystko, co działo się we francuskiej polityce owego okresu, i chyba należy mu wierzyć, gdy pisze, że regent nie wykazał entuzjazmu na przekazaną przez posła rosyjskiego Kurakina wiadomość, że do Francji przybędzie sam car.

Regent, według Saint-Simona, obawiał się wydatków i kłopotów, jakie mogły wyniknąć z wizyty Rosjan, których uważano za drażliwych na punkcie tego, co im się we własnym mniemaniu należało. Oprócz kwestii finansowych rolę odgrywały też względy polityczne: Piotr I był w konflikcie z dwoma państwami, z którymi Francja miała tradycyjnie dobre stosunki: Szwecją i imperium osmańskim. Co gorsza, ostatnio źle się układały rosyjskie kontakty z Anglią, którą regent, wbrew francuskiej tradycji, uczynił swym strategicznym sojusznikiem. Skoro jednak car zapowiedział się z wizytą, regent postanowił przyjąć go z honorami należnymi głowie liczącego się w Europie państwa.

Za radą Saint-Simona na spotkanie carowi wysłano bywałego w świecie marszałka de Tessé, ponieważ – jak przyznał z prostotą diuk – i tak nie miał on wówczas nic lepszego do roboty. Powitał Piotra na francuskiej ziemi w Beaumont 7 maja. Car zjadł z nim obiad, po czym zażyczył sobie jechać do stolicy karetą marszałka, wyprosiwszy go najpierw z pojazdu. W Paryżu uznał przygotowane dlań apartamenty pałacu Lesdiguičres za zbyt wystawne i postanowił spać na wojskowym łóżku w garderobie. Dotarłszy do stolicy eleganckiego świata, na każdym kroku demonstrował przywiązanie do żołnierskiej prostoty życia i pogardę dla konwenansów. „Ten szlachcic musi być niezadowolony ze swego krawca” – powiedział, zauważywszy, że jeden z dworzan codziennie pojawia się w innym stroju. On sam chadzał w rozchełstanym okryciu i kapelusz kładł wszędzie, byle nie na głowę – co skrupulatnie odnotowali czuli na punkcie elegancji Francuzi.

„Car był człowiekiem bardzo wysokiego wzrostu; doskonale zbudowany, dość szczupły, o twarzy dość okrągłej, nos miał raczej krótki (...); wysokie czoło, piękne brwi, wargi dość grube, twarz smagłą i czerwoną; piękne czarne oczy, duże, przenikliwe, o ładnym wykroju; spojrzenie – majestatyczne i urocze, gdy uważał na siebie, inaczej surowe i dzikie (...). Cały jego wygląd zdradzał rozum, rozwagę, wielkość i pewien wdzięk” – pisał Saint-Simon, wyraźnie zafascynowany postacią rosyjskiego władcy. Dostrzegał jednak i to, że car „zjadał i wypijał nieprawdopodobne ilości w czasie dwu regularnych posiłków dziennych, nie mówiąc już o niezliczonej ilości piwa, lemoniady i innych napojów między posiłkami, a cała jego świta piła jeszcze więcej”. Zanotował, że car wódkę pijał często i szklanką, a przy tym bawił się setnie, gdy jego kapelan się wstawił. „Jego biesiady, często niezbyt przystojne, a jeszcze mniej to, co po nich następowało, często były wprost wyzywające i znać po nich było, że król ten uważa się wszędzie u siebie i robi zawsze to, na co ma ochotę, zupełnie nie licząc się ze środkami, które musiały być dostosowane do jego zachcianki”. To zauważył arystokrata. A co zapisał bibliotekarz?

„Był w Fontainebleau, gdzie wino tak mu zasmakowało, że się upił, tak jak to uczynił był w Petit-Bourg. Odszedłszy od stołu, kazał sobie przynieść do pokoju cztery butelki szampana, którego wypił ze swym wicekanclerzem i księciem Kurakinem, zanim się położył. Nazajutrz, obejrzawszy zamek Fontainebleau, zasiadł do stołu i znowu się upił, tak, że trzeba było czterech, aby go zanieśli do karety, która miała go zawieźć do Petit-Bourg. (...) W czasie przejazdu car (...) zasnął i opróżnił swe kiszki w spodnie. Trzeba było go z karety wynieść (...). Sprowadzono dwie kobiety ze wsi, aby go umyły” – pisze Buvat 1 czerwca pomiędzy jedną kąśliwą uwagą na temat nędznych napiwków wręczanych przez cara a drugą. „Kiedy car był w Wersalu – notuje 13 czerwca – nie omieszkał zadać się z paniami czy panienkami zwykłymi, obdarzać swymi wdziękami wszelkich chętnych; tak że władca i panowie z jego świty odczuli rychło to, co zwykle jest skutkiem rozkoszy miłosnych. Trzeba było więc skonsultować się z uczniami Hipokratesa”.

Rosyjska delegacja, jak widać, bawiła się we Francji doskonale. Dodajmy jednak, że obaj cytowani autorzy zanotowali, iż car dał wyraz szczeremu zainteresowaniu osiągnięciami francuskiej kultury, zwiedzając pałace i gabinety uczonych, manufaktury i ogrody, obserwatorium astronomiczne i mosty na Sekwanie, warsztaty rzemieślników i królewską galerię obrazów; że wszędzie zadawał masę pytań, wszystkiemu bacznie się przyglądał, podczas każdej wizyty w nowym miejscu usiłował jak najwięcej się nauczyć.

Oficjalnym powodem przyjazdu cara była chęć złożenia wizyty Ludwikowi XV. Ponieważ król miał siedem lat, spotkanie obu monarchów trwało raptem kwadrans i zapamiętano z niego przede wszystkim to, że car chwycił chłopca, podniósł i serdecznie ucałował, a mały Ludwik się nie przestraszył. „Dziecko wygląda pięknie i jest dość rozumne jak na swój wiek” – napisał potem car do żony. Faktyczna władza spoczywała jednak wówczas w ręku regenta i to z nim rozmawiał car o polityce.

Książę Orleanu – hulaka nie gorszy od cara, ale wychowany na dworze Króla Słońce – okazywał gościowi pełen szacunek. To on pofatygował się do apartamentu, gdzie zamieszkał car, który „postąpił parę kroków na jego spotkanie, uściskał go z dumną miną, pełną wyższości, wskazał mu drzwi swego gabinetu i, bez zachowania żadnych względów uprzejmości, obrócił się na pięcie i sam wszedł do niego”. W gabinecie regent usiadł na niżej stojącym krześle. Gdy car w operze zażyczył sobie piwa – dostarczony natychmiast kielich wręczył mu osobiście regent. Ku zdumieniu obecnych, car oddał opróżniony kielich księciu, jakby miał do czynienia z kelnerem. Gdy zgłodniał, opuścił lożę i poszedł na kolację, zaznaczając, że nie życzy sobie towarzystwa regenta.

Między obu panami nie wytworzyła się więc tzw. chemia – a mogła. Wiele ich łączyło. Obaj byli ludźmi nieprzeciętnie inteligentnymi i pracowitymi, żywo zainteresowanymi osiągnięciami współczesnej nauki. Obaj promowali ludzi niskiego stanu, jeśli zauważali w nich talent i energię; w przypadku regenta najlepszym przykładem był jego minister spraw zagranicznych, szczwany abbé Dubois – syn aptekarza, który zaczął karierę jako nauczyciel chemii księcia. Obaj potrafili podejmować decyzje kontrowersyjne i sprzeczne z tradycją, jeśli wierzyli, że rozwiążą w ten sposób problemy państwa. I obaj po ciężkiej pracy rzucali się w wir szaleńczych uczt i w ramiona kobiet ze wszystkich warstw społecznych, nie dbając o zgorszenie wśród poddanych.

Regent zainteresowany był zbliżeniem do rosnącej potęgi, jaką stawała się Rosja, ale Piotr chciał w zamian gwarancji dla swoich zdobyczy z wojny północnej i współdziałania Francji przeciwko Szwecji, z którą wiązał Francję sojusz. Ich rozmowy były wstępem do żmudnych pertraktacji dyplomatów, które zaowocowały w sierpniu 1717 r. podpisanym w Amsterdamie porozumieniem. Francja zobowiązywała się w nim nie odnawiać traktatu sojuszniczego ze Szwecją, który wygasnąć miał w kwietniu 1718 r. Wydawało się więc, że car był na dobrej drodze do zacieśnienia stosunków z Francją. Do tego jednak nie doszło. Już w 1726 r. zawarła Rosja wyjątkowo trwały sojusz z Austrią – uważaną przez ówczesnych Francuzów za naturalnego wroga, zaś Francja do końca XVIII w. pielęgnowała przyjacielskie – przynajmniej z pozoru – stosunki zarówno ze Szwecją, jak i z imperium osmańskim, toczącym z Rosją jedną wojnę po drugiej.

Umiarkowany sukces polityczny nie był jednak jedynym efektem pobytu Piotra I w Paryżu. Saint-Simon napisał, że Francuzi byli jednomyślni w swym zachwycie nad rosyjskim władcą – i nawet jeśli przesadził, to bez wątpienia car na Francuzach wywarł wrażenie. Jego ostentacyjna pogarda dla luksusów i obojętność wobec kwestii religijnych bardzo się podobały Francuzom, świadomym kosztów bigoterii i hedonizmu Ludwika XIV, ale nie to było najważniejsze. Ludzie oświecenia marzyli w większości o rozwiązaniu problemów społecznych i politycznych poprzez radykalne reformy, jakich w systemie takim jak ówczesny francuski – czyli w monarchii absolutnej – mógł dokonać jedynie monarcha. Pojawienie się w Paryżu cara wyraźnie ceniącego wyżej zdobycze nauki i techniki niż tradycję dało początek francuskiej fascynacji Rosją jako państwem, gdzie wszystko jest możliwe; obszarem rzeczywistości plastycznej wobec woli jedynowładcy, gdzie wydawało się realne zbudowanie od postaw nowego, rozumnego ładu. Ten obraz – le mirage russe – wydawał się kuszący poddanym Ludwika XV, zwłaszcza pod koniec jego panowania, gdy król zawiódł już wszystkie pokładane w nim nadzieje, zaś Rosją władała Katarzyna II, korespondentka m.in. Woltera i Diderota, umiejętnie zabiegająca na Zachodzie o swój wizerunek władczyni oświeconej.

Owszem, ukazywały się w ciągu XVIII w. we Francji relacje z pobytów w Rosji zachodnich podróżników i dyplomatów, opisujące tyranię i bezprawie rządzące w imperium carów. Należały do nich wydane w 1736 r. (anonimowo) „Listy moskiewskie” Francesca Locatellego, wspomnienia księdza Jeana Chappe’a d’Auteroche (1769) czy dyplomaty Claude’a Carlomana de Rulhičre (1797). Książki te zyskały popularność, lecz najbardziej wpływowym pisarzem epoki był przecież Wolter, autor „Historii Rosji”, który w czasie, gdy francuski rząd wysyłał walczącemu z Katarzyną II sułtanowi wojskowych instruktorów, głośno marzył o chwili, gdy w podbitym przez rosyjską armię Stambule stanie pomnik carycy. Rosji jednak nigdy na własne oczy nie zobaczył.

Piotra zresztą też nie. Gdy car bawił w Paryżu, jego utalentowany wielbiciel siedział w Bastylii jako autor jadowitych pism atakujących osobę regenta. Ten mściwy nie był i Wolter wyszedł z więzienia po niespełna roku, w maju 1718 r. W czerwcu nieposłuszny wobec ojca carewicz Aleksy, po przesłuchaniach i torturach, zmarł tajemniczą śmiercią w więziennej celi. O podobnych sprawach jednak Wolter ani inni oświeceni wielbiciele caratu, na co dzień surowi krytycy wszelkich przejawów francuskiego despotyzmu, jakoś się nie rozpisywali.

Aleksandra Porada
 
 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj