Surowy luty
W lutym 1948 r. partia komunistyczna przejęła władzę w Czechosłowacji. Można uznać tę datę za symboliczne zakończenie budowania sowieckiego imperium we wschodniej Europie. Od tego momentu było jasne, że będzie tylko jedna droga wyznaczana na Kremlu.

 

Na przełomie 1947 i 1948 r. walka o wyznaczenie granicy imperium sowieckiego praktycznie zakończyła się. Wpływy komunistów we Francji i we Włoszech zostały ograniczone. Próba pozyskania Grecji przez ZSRR zakończyła się przegraną (choć wojna domowa miała jeszcze trwać jakiś czas). Podobnie fiaskiem zakończyła się próba aneksji wschodnich granicznych prowincji Turcji. Niewyjaśniony był jeszcze zakres obecności i wpływów sowieckich na terenach byłej III Rzeszy: w sowieckich strefach okupacyjnych w Niemczech i w Austrii, ale coraz wyraźniejsze było tworzenie się dwóch rozdzielnych struktur administracyjnych – sowieckiej i państw zachodnich.

W sowieckiej strefie imperialnej znalazły się więc Polska i Czechosłowacja oraz państwa, które w latach II wojny światowej były sojusznikami III Rzeszy (Węgry, Rumunia, Bułgaria) i ich status – krajów okupowanych – był powszechnie akceptowany. Dawało to Moskwie swobodę manewru, usprawiedliwiało bezpośrednią kontrolę i obecność, a elity i społeczeństwa paraliżowało strachem. Zachód milcząco zgodził się, by „Polska została zdradzona” – jak głosił tytuł książki z 1948 r. byłego ambasadora USA w Warszawie. Zachodnią opinię publiczną neutralizowało rozgrywanie przez Związek Sowiecki karty czechosłowackiej. Moskwa robiła wszystko, żeby pokazać, jak dobre ma stosunki z czechosłowackim rządem emigracyjnym i jego przywódcą Edwardem Beneszem. (W składzie rządu w Londynie podczas II wojny byli również przedstawiciele partii komunistycznej, a w ostatnich dniach wojny rząd demonstracyjnie powrócił do Pragi przez Moskwę).

Benesz dumny był ze swego kunsztu dyplomatycznego, który pozwolił mu – w przeciwieństwie do polskiego rządu emigracyjnego – powrócić do ojczyzny i pozostać u władzy mimo obecności Armii Czerwonej. Zapłacić za to musiał jednak sporą cenę: jeszcze w Moskwie zgodził się i zobowiązał, że nie dojdzie do odtworzenia w Czechosłowacji „reakcyjnych, prawicowych” partii politycznych, w tym największej przedwojennej partii Agrarystów. Komunistom oddano resort spraw wewnętrznych, wojsko i policję. Ponadto, o czym Benesz mógł nie wiedzieć, do rozmaitych partii politycznych została oddelegowana duża grupa utajnionych członków partii komunistycznej.

Sytuacja Czechosłowacji była szczególna. Na tradycyjne sympatie panslawistyczne i filorosyjskie nakładała się tu silna tradycja ruchu robotniczego i komunistycznego. Komunistyczna Partia Czechosłowacji była przed wojną stosunkowo dużą, legalną partią, działającą w parlamencie i w samorządach. Wśród inteligencji i artystów widoczna była fascynacja rewolucją rosyjską. Żywe były dyskusje o czeskiej drodze do socjalizmu i wzajemne przepływy między socjaldemokratami a komunistami. W ruchu komunistycznym działali często ludzie znani, o silnych osobowościach, którzy zaczynali swoją drogę polityczną czasem jeszcze jako posłowie w parlamencie austriackim przed 1914 r. W latach 1928–1929 partia komunistyczna przeszła wewnętrzne (ale jawne) przeobrażenia, znane pod nazwą bolszewizacji partii, kiedy za podstawowy dogmat przyjęto wierność Związkowi Sowieckiemu i WKP(b). Szef komunistów Klement Gottwald mówił w praskim parlamencie 21 września 1929 r.: „Jesteśmy partią czechosłowackiego proletariatu, a nasze kierownictwo rzeczywiście jest w Moskwie. Jeździmy do Moskwy się uczyć. A wiecie czego? Uczymy się od rosyjskich bolszewików, jak wam skręcić kark. Wiecie, że rosyjscy bolszewicy są w tym mistrzami. Jeszcze przejdzie wam śmiech...”.

Sympatia do Rosji i komunizmu wzrosła jeszcze w latach wojny, kiedy front wschodni przez kilka lat jawił się jako jedyna szansa na zmianę losu. W maju 1945 r. witano entuzjastycznie armię sowiecką wkraczającą do ustanowionego przez Hitlera w Czechach Protektoratu. Tysiące Czechów wstępowały do partii komunistycznej.

Odrodzone po maju 1945 r. czeskie życie publiczne (sytuacja na Słowacji była nieco inna, bo dochodził tam dodatkowy element rozliczenia z „klerofaszystowskim” państwem słowackim z lat 1939–1945) wydawało się normalne. Wielu Czechów odległych od komunizmu sądziło, że Czechosłowacja wygrała los na loterii, będąc jedynym w Europie Środkowej krajem, który pozostał demokracją. Na dodatek był niezniszczony i miał przyzwoity standard życia. Panowała pogodna, spokojna atmosfera. Dodatkowo w listopadzie 1945 r. wszystkie obce wojska opuściły terytorium kraju: co prawda zachodnie Czechy wyzwoliła armia USA, ale po to, by uzyskać ich wycofanie się z Czechosłowacji, Związek Sowiecki zgodził się na opuszczenie kraju przez oddziały Armii Czerwonej.

Komunistyczna Partia Czechosłowacji w latach 1945–1947 funkcjonowała w ramach wielopartyjnego systemu i w państwie z apolityczną administracją, działającą wedle demokratycznych zasad. Była to unikatowa sytuacja, do której ruch komunistyczny nie był przyzwyczajony. Nie można sytuacji czechosłowackiej porównać do ówczesnej francuskiej czy włoskiej, gdzie komuniści, choć mieli duże wpływy, nie mieli pozycji dominującej. W Czechosłowacji dysponowali de facto wojskiem, służbą bezpieczeństwa, głównymi mediami i sprawowali rząd dusz.

W KPCz toczyła się w latach 1945–1947 dyskusja, do pewnego stopnia autentyczna, o czeskiej drodze do socjalizmu. Zakładano, że Czechosłowacja może być pierwszym przypadkiem w historii, że kraj dojdzie do ustroju socjalistycznego nie na drodze rewolucji, ale na drodze demokratycznych przemian, np. w efekcie wyborów. Możliwość takiego biegu wydarzeń potwierdzały wyniki wyborów w 1946 r. Komuniści na ziemiach czeskich osiągnęli 40-procentowe poparcie (na Słowacji wyniki były gorsze). Był to najlepszy wynik, jaki kiedykolwiek i gdziekolwiek w dziejach uzyskali komuniści w wolnych, niesfałszowanych wyborach!

Wśród komunistycznych ideologów panowała dezorientacja. Ludzie, ukształtowani jeszcze przed wojną przez bolszewicką ideologię, traktowali rewolucję i terror rewolucyjny jako niezbędny element procesu historycznego, swego rodzaju oczyszczenie społeczeństwa i przygotowanie do nowego ustroju. Jeśli nie będzie rewolucji, to co zrobić z burżuazją i jak wyeliminować ją z życia społecznego? – zastanawiali się komunistyczni intelektualiści.

Wielkim spoiwem narodowym była nienawiść do Niemców. Z Czechosłowacji w latach 1945–1947 wysiedlono ich ok. 3 mln. Z punktu widzenia organizacyjnego było to wielkie przedsięwzięcie. Dla przeprowadzenia tej akcji, jak również zabezpieczania później majątku, w opustoszałych miastach i wsiach pod patronatem partii komunistycznej utworzono specjalne oddziały paramilitarne zwane batalionami bezpieczeństwa ludowego. Ich bazą wyjściową była tzw. partyzantka lub czerwona gwardia, której oddziały powstawały zaraz po wyzwoleniu z inspiracji czerwonoarmistów albo komunistów. Trzeba pamiętać, że w 1945 r. ponad jedną czwartą ludności Czech stanowili Niemcy. Do ich pilnowania i wysiedlania potrzeba było tysięcy osób. Do oddziałów bezpieczeństwa ludowego poszli przeważnie młodzi, słabo wykształceni ludzie bez zawodu, perspektyw, często awanturnicy lub tacy, którzy chcieli się po prostu obłowić na porzuconym majątku poniemieckim.

W trakcie służby w batalionach ich członkowie poddawani byli indoktrynacji komunistycznej. Przyzwyczajali się też do łatwego stosowania siły. Czuli się związani z partią komunistyczną, która usprawiedliwiała ich działania i dawała poczucie bezkarności. Oddziały podporządkowane były nie wojsku ani policji, ale partyjnym komitetom. Komuniści stworzyli sobie w ten sposób prawdziwą armię, uzbrojoną i zideologizowaną, na którą mogli liczyć, także gdyby trzeba było wystąpić przeciwko legalnym władzom – wystarczyło tylko oznaczyć wroga jako reakcyjnych popleczników burżuazji lub niemieckich sługusów. Także przy zakładach pracy utworzono oddziały tzw. milicji robotniczej.

Na początku 1948 r. KPCz otrzymała od Stalina dyrektywę, by sprowokowała konflikt polityczny i kryzys rządowy oraz przejęła całkowicie władzę. Komuniści przystąpili do akcji. Formułowali coraz to nowe żądania. Z policji usuwano przedwojennych funkcjonariuszy, którzy nie mogli być w pełni dyspozycyjni i lojalni wobec komunistów. Właśnie jedna z takich decyzji – odwołanie przez ministra spraw wewnętrznych ośmiu komisarzy dzielnicowych policji w Pradze – spowodowała kryzys rządowy. Z dużym prawdopodobieństwem można dzisiaj stwierdzić, że te dymisje były zamierzoną prowokacją. Niekomunistyczni politycy czuli, jak władza przechodzi stopniowo w ręce wyłącznie komunistyczne, jak ich funkcje, partie, gazety i cały parlament stają się powoli jedynie atrapą.

Próbowali temu przeciwdziałać, ale wedle standardów państwa demokratycznego, co było zupełnie nieracjonalne. W 25-osobowym rządzie (premiera Gottwalda), 13 ministrów było niekomunistycznych, 12 komunistycznych. Pomysł oporu polegał na jednoczasowym podaniu się do dymisji ministrów niekomunistycznych. Zakładano, że rezultatem będzie upadek rządu, co stwarzało szansę na powołanie nowego, gdzie komuniści nie mieliby tak silnej pozycji. Było jednak złudzeniem, że realia są jeszcze nadal demokratyczne. Po pierwsze, okazało się, że dymisję złożyło jedynie 12 ministrów, co dało pretekst do uznania tych dymisji za mniejszościowe i nie mające wpływu na dalsze funkcjonowanie rządu.

Tym, który nie złożył dymisji, chociaż tego od niego oczekiwano, był minister spraw zagranicznych Jan Masaryk, syn twórcy Czechosłowacji, wielki autorytet ze względu na pamięć o ojcu. Kilka tygodni wcześniej powiedział do jednego ze swoich współpracowników, że ma poczucie, że zbliża się czas dramatycznego wyboru między Wschodem a Zachodem i że kierując się rozumem, będzie musiał wybrać Wschód. Po czym dodał: choć wiem, że to mnie zabije. Te słowa brzmią dramatycznie proroczo, ponieważ w trzy tygodnie później znaleziono go martwego na bruku pod oknami mieszkania służbowego w MSZ. Do dzisiaj toczy się w Czechach dyskusja, czy było to samobójstwo (możliwe, bo miał poczucie winy i wstydu za swoje zachowanie), czy też morderstwo (też możliwe, bo owo poczucie winy mogło go skłonić do jakiegoś dramatycznego wystąpienia przeciwko komunistom, czego się obawiano).

Ministrowie niekomunistyczni złożyli dymisje 20 lutego 1948 r. Oczekiwali, jak wspomniano, że rząd upadnie, a prezydent Benesz rozpisze nowe wybory. Pomylili się. Komuniści zaczęli mobilizować swoich zwolenników do publicznych demonstracji poparcia dla swojej partii i premiera Gottwalda. 22 lutego po ich stronie opowiedziały się związki zawodowe, które były w Czechosłowacji potężną siłą. Ludowa milicja i powstające liczne komitety rewolucyjne rozpoczęły zastraszanie. Przeprowadzano rewizje w lokalach partii niekomunistycznych, sympatyzujących z nimi organizacji, w redakcjach pism, w mieszkaniach działaczy partyjnych i parlamentarzystów. Komuniści wezwali do strajku generalnego. I strajk się udał.

Dużą rolę odegrali przywiezieni do Pragi przez komunistów (niektórzy uzbrojeni) członkowie milicji robotniczej, zmobilizowani w zakładach pracy, oraz ludzie z batalionów bezpieczeństwa ludowego. Zapełnili oni Rynek Starego Miasta i okoliczne ulice. To do nich przemawiał Klement Gottwald z balkonu pałacu Kinskych, co zostało uchwycone na słynnych fotografiach, wykorzystanych do budowania mitu założycielskiego komunistycznej Czechosłowacji.

Społeczeństwo znalazło się w pułapce własnych lewicowych poglądów i języka deklaracji politycznych. Komuniści wykorzystali to, przejmując hasła, sformułowania i zwroty (postęp, demokracja, sprawiedliwość społeczna, mobilizacja do obrony przed reakcją itp.). Jak napisał kiedyś Pavel Tigrid (wybitny emigrant polityczny, postać porównywana z polskim Jerzym Giedroyciem) – w lutym jedynie komuniści działali; politycy innych partii politycznych siedzieli przy radioodbiornikach i nasłuchiwali, co się dzieje. Nie próbowano oporu. Nie odwołano się np. do praskich studentów, którzy chcieli demonstrować w obronie demokracji (niektórzy twierdzą, że mogłoby się to zakończyć jedynie ich masakrą, ponieważ nie mieli szans wobec uzbrojonych oddziałów milicji).

Prezydent Benesz wydawał się zagubiony, przestraszony i bezwolny; obawiał się wojny domowej. Zwalniając z funkcji ministrów, którzy podali się do dymisji, a zostawiając rząd z triumfującym Gottwaldem, zdobył się jedynie na komentarz: „Nie mogłem zrobić kłopotów koledze Gottwaldowi”. Jego obrońcy zwracają uwagę, że był już wówczas ciężko chory, a fizyczne cierpienia osłabiły jego wolę psychiczną (zmarł kilka miesięcy później).

25 lutego ogłoszono rekonstrukcję rządu. Jednocześnie w partiach niekomunistycznych nastąpiła wymiana ludzi na kierowniczych stanowiskach – do władzy doszli kryptokomuniści lub kolaboranci. W zakładach pracy, na uczelniach i w biurach rozpoczęły się czystki. Nad Czechosłowacją zapadła stalinowska noc. Przez pierwsze miesiące, wykorzystując otwarte granice (komuniści potrzebowali kilku miesięcy, żeby pobudować zasieki, samopały, zaorać strefę graniczną), tysiące ludzi uciekły do Bawarii.

Stalinizm czeski był surowy i represyjny, o tyle bardziej odrażający i szkodliwy od np. jego polskiego odpowiednika, że mając poparcie społeczne, był bardziej intelektualny i świadomy celu, jakim była przebudowa społeczeństwa i jego mentalności. Wysiłek indoktrynacyjny czeskich komunistów był nieporównywalnie większy od tego, co musiało przeżyć społeczeństwo polskie. Nic dziwnego, że próby powrotu do demokracji, które mogły się ujawnić dopiero w latach 60., wychodziły ze środowiska działaczy partyjnych i szukały inspiracji wewnątrz ideologii komunistycznej. Swój program ci reformatorzy nazwali też charakterystycznie: socjalizm z ludzką twarzą.
 

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj