Jak Polska Ukrainę straciła
Podpisana 350 lat temu ugoda hadziacka była próbą ułożenia stosunków Korony z rodzącą się kozacką Ukrainą. Jej twórcom przyszła Rzeczpospolita marzyła się jako polsko-litewsko-ruska odmiana federacji. Jakie okoliczności historyczne sprawiły, że ta wizja się nie ziściła?
W tym samym 1648 r., w którym skończyła się wojna nazwana później trzydziestoletnią, wokół Rzeczpospolitej zaczął się zaciskać złowrogi pierścień śmierci, mogący doprowadzić do jej całkowitego zniknięcia z politycznej mapy Europy. Wybuch powstania Chmielnickiego zapoczątkował cykl zmagań z kolejnymi przeciwnikami, trwający aż do pokoju oliwskiego (1660 r.). Stąd też cały ten okres można śmiało nazwać polską wojną dwunastoletnią.

Osobiste krzywdy, jakich Chmielnicki doznał był od podstarościego czehryńskiego Daniela Czaplińskiego, stanowiły tylko iskrę, która podpaliła beczkę prochu, którą była Ukraina w przeddzień kolejnego buntu Kozaków. Spośród wielu czynników wymieńmy najpierw niezadowolenie starszyzny kozackiej, której nie dopuszczono do przywilejów szlacheckich. Towarzyszyło temu podwyższenie wymiaru pańszczyzny, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie. Magnaci częstokroć nie uznawali przywilejów stanowych drobnej szlachty, również i tę warstwę zmuszając do pracy w latyfundiach. Nastroje nienawiści podsycała Cerkiew, popadająca w częste konflikty ze zwolennikami unii.

Wojnę polsko-kozacką rozpoczęła klęska pod Piławcami (we wrześniu 1648 r.), gdzie armia regularna (a nie pospolite ruszenie, jak zwykło się pisać) i chorągwie magnackie po krótkim starciu uszły z pola bitwy wraz z całym dowództwem. Piławce otworzyły serię krwawych zmagań przerywanych krótko trwającymi rozejmami i ugodami, których żadna ze stron nie miała zamiaru dochowywać. Po każdym zwycięstwie brała górę partia domagająca się twardej polityki wobec Kozaczyzny, po każdej klęsce natomiast zyskiwało na popularności stronnictwo umiarkowane, z wojewodą bracławskim Adamem Kisielem i kanclerzem Jerzym Ossolińskim na czele, skłonne do pewnych ustępstw na rzecz Chmielnickiego. Ten zresztą przestał się podpisywać jako starszy wojska zaporoskiego, ale ogłosił hetmanem, pierwszym w dziejach Ukrainy.

Szali zwycięstwa nie przechyliła ani bohaterska obrona Zbaraża, którą swym piórem unieśmiertelnił był Henryk Sienkiewicz, ani też trzydniowa bitwa pod Beresteczkiem (28–30 czerwca 1651 r.). Dowodzonym przez Jana Kazimierza wojskom Rzeczpospolitej udało się tam odnieść zdecydowane zwycięstwo nad połączonymi siłami tatarsko-kozackimi. Dwulicowe i chwiejne stanowisko wyznających islam sojuszników nie pozwalało Chmielnickiemu na uzyskanie decydujących rozstrzygnięć.

Ugoda perejasławska

Obie strony szukały potężnych sprzymierzeńców. Stronie polskiej, oficjalnie przecież mieniącej się przedmurzem chrześcijaństwa, inna religia wyznawana przez Tatarów nie przeszkadzała we wchodzeniu z nimi w sojusze. Natomiast hetman kozacki od dłuższego czasu poszukiwał zbliżenia z Moskwą, do której słał liczne poselstwa. Ukoronował je układ rosyjsko-kozacki, zawarty w styczniu 1654 r. w Perejasławiu.

Car Aleksy Michajłowicz, żądny rewanżu za straty terytorialne poniesione w trakcie poprzednich wojen z Rzeczpospolitą, ujrzał w tym układzie sposobność do wyrównania rachunków. Już w październiku 1653 r. sobór ziemski powziął uchwałę o przyłączeniu Ukrainy do Rosji. Ludność ukraińska bowiem (z wyjątkiem części starszyzny kozackiej, niektórych przedstawicieli szlachty oraz grupy wyższego duchowieństwa) widziała w Rosji państwo bliskie jej wyznaniem i językiem; do polskiej strony stracono zaś zaufanie.

W czasach PRL jeden tylko Paweł Jasienica odważył się stwierdzić, iż w Perejasławiu wcale nie nastąpiło zjednoczenie Ukrainy z Moskwą. „W rzeczywistości zaczynała się praktyka dzielenia Ukrainy pomiędzy Polskę a Rosję”. Sto lat wcześniej Taras Szewczenko wręcz napisał, iż gdyby matka Chmielnickiego mogła przewidzieć ugodę w Perejasławiu, toby go zadusiła w kołysce.

Ugoda ta bowiem kładła kres marzeniom Chmielnickiego o budowie niezawisłej Ukrainy. Oznaczała ona zarazem umiędzynarodowienie konfliktu polsko-kozackiego. Z wojny domowej przekształcił się w kolejną wojnę z Rosją, której chwilowy kres przyniósł dopiero najazd szwedzki na Polskę. Choć na jesieni 1655 r. armia kozacka zajęła Lublin i osiągnęła linię Wisły, a wojska rosyjskie zajęły znaczną część Białorusi i Litwy (pustosząc m.in. Wilno), Moskwa wcale nie chciała wzmocnienia potęgi Karola Gustawa.

Równocześnie nastąpiło znaczne ochłodzenie stosunków pomiędzy nią a Chmielnickim, kiedy jego posłów nie dopuszczono do rozmów pokojowych, które 22 sierpnia 1656 r. rozpoczęły się w Wilnie pomiędzy Rzeczpospolitą a Moskwą. Powiadomiony o tym przywódca kozacki wpadł w szał i „krzyknął jak szalony, który stracił rozum”, iż gotów jest pójść pod władzę nie tylko innego chrześcijańskiego monarchy, „ale choćby i pod bisurmana”. Odnowił też demonstracyjnie rozmowy z Polską i Turcją. Po rychłej śmierci Chmielnickiego (6 sierpnia 1657 r.) starszyzna kozacka powierzyła, do czasu uzyskania pełnoletności przez jego syna Jurija, obowiązki hetmańskie generalnemu pisarzowi Iwanowi Wyhowskiemu. Był to szlachcic ruskiego pochodzenia, walczący początkowo po stronie polskiej. Wzięty w bitwie pod Korsuniem (1648 r.) do niewoli tatarskiej, został wykupiony przez Chmielnickiego, który uczynił z niego najbliższego współpracownika. Wyhowski, początkowo zwolennik ugody zawartej w Perejasławiu, dość szybko zaczął tracić zaufanie Rosji.

Wbrew Chmielnickiemu, który pragnął carskie zwierzchnictwo traktować raczej formalnie i niezobowiązująco, Moskwa otwarcie dążyła do faktycznego opanowania kozackiej Ukrainy, zarówno pod względem administracyjnym, jak skarbowym i cerkiewnym. Kijów i wiele pomniejszych grodów ukraińskich obsadziły rosyjskie załogi, obok nich pojawili się tam przysłani z Moskwy wojewodowie, brutalnie ingerujący w różne dziedziny życia. Działając w imieniu cara, usiłowali ściągać podatki, wielkie wzburzenie wywołały też nakładane przez nich opłaty za warzenie piwa, miodu i wódki. Towarzyszyło temu dążenie do zniesienia odrębności kijowskiej metropolii prawosławnej, którą patriarcha moskiewski Nikon pragnął sobie podporządkować.

Coraz częściej rozlegały się głosy, że mieszkańcy Ukrainy wolą umrzeć jako wolni Kozacy, aniżeli iść pod jarzmo Moskwy.

Wizjoner Niemirycz

Za przekreśleniem Perejasławia opowiedział się także Jerzy Niemirycz, który w latach najazdu szwedzkiego parokrotnie zmieniał orientację polityczną. Jedyny arianin wśród ówczesnej magnaterii, jeden z największych latyfundystów na Zadnieprzu, w 1655 r. opowiedział się po stronie Karola Gustawa, by później przejść pod sztandary księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego. W lecie 1657 r. znalazł się w obozie Bohdana Chmielnickiego. Podczas gdy jedni badacze widzą w podkomorzym kijowskim wyłącznie karierowicza i wielokrotnego zdrajcę, który powodował się chęcią odzyskania utraconych majątków, drudzy upatrują w nim człowieka, który miał zawsze na względzie przede wszystkim interesy swej ukraińskiej ojczyzny. Do tych ostatnich należał przebywający na emigracji Stanisław Kot, który w 1960 r. wydał był w Paryżu pracę „Jerzy Niemirycz. W 300-lecie ugody hadziackiej”.

Był bowiem Niemirycz niewątpliwie jednym z jej głównych architektów. Przyświecało mu zapewne z jednej strony udane dzieło unii lubelskiej, z drugiej zaś przykład federacji, jaką tworzyły znane mu dobrze Niderlandy i Szwajcaria. Przyszła Rzeczpospolita marzyła mu się jako polsko-litewsko-ruska odmiana federacji. Rozumieli to dobrze współcześni politycy: wojewoda poznański Jan Leszczyński w lutym 1658 r. pisał w jednym ze swoich listów, iż Niemirycz „Kozakom perswaduje być jako Holendrowie albo Szwajcarowie”.
 

Wstępne sondaże przeprowadzał Niemirycz w trakcie swoich częstych pobytów w obozie kozackim, gdzie zjawiał się wielokrotnie jako wysłannik szwedzki. Wówczas też przekonał się zapewne o rosnącej wśród części starszyzny niechęci do Moskwy. Wyhowskiego znał zaś dobrze już przedtem jako szlachcica z Ukrainy, którego dobra (Wyhów w powiecie owruckim) graniczyły z jego majątkami.

5 października 1657 r. Wyhowski wystawił Niemiryczowi plenipotencję upoważniającą do pertraktacji ze Szwedami. W następnym dniu został podpisany w Korsuniu sojusz wojskowy szwedzko-kozacki, wymierzony zarówno przeciwko Polsce, jak i – na dalszym planie – przeciwko Moskwie. Ta była szczerze zaniepokojona rosnącym znaczeniem Niemirycza w obozie kozackim. Stąd też w Moskwie raz po raz domagano się, aby tego „niemczynu, lutra, jewreja w wojsku nie trzymać”. Notabene, przyłączając się do Chmielnickiego, Niemirycz porzucił arianizm na rzecz prawosławia, gdyż inaczej nie mógłby zrobić kariery w obozie kozackim.

Znienawidzony przez Moskwę, nie cieszył się Niemirycz zbytnią popularnością również i w obozie polskim. Jako bete noire jawi się zwłaszcza w korespondencji nuncjusza (Piotra Vidoniego) z Rzymem; jego zdaniem to właśnie Tatarzy oraz Niemirycz czynią wszystko, aby skłócić Polskę z Kozakami (list z 1 listopada 1658 r.).

Wielkie Księstwo Ruskie

Niemiryczowi udało się pozyskać zarówno samego Wyhowskiego, jak i część starszyzny kozackiej dla koncepcji powołania Wielkiego Księstwa Ruskiego, które z Litwą i Koroną miała łączyć tylko osoba monarchy wspólnie obieranego. Wspólna miała też być izba poselska oraz senat, jak również polityka zagraniczna. Na mocy ugody zawartej w Hadziaczu, 16 września 1658 r., w skład Wielkiego Księstwa Ruskiego miały wchodzić trzy województwa wydzielone z dotychczasowego terytorium Rzeczpospolitej: kijowskie (po obu brzegach Dniepru, bardzo rozległe), bracławskie (na zachodnim, prawym brzegu Dniepru) i czernihowskie (na lewym, wschodnim brzegu tej rzeki). Pozostawałyby one pod władzą hetmana, zatwierdzanego przez króla spośród czterech kandydatów przedstawianych przez stany Księstwa Ruskiego. Miało ono mieć, na wzór Korony i Litwy, własnych ministrów (jak również osobne sądownictwo i odrębny trybunał).

Szlachta ruska zachowywała swoje dawne przywileje, przy czym ugoda otwierała Kozakom szeroką drogę do nobilitacji „jako ludziom rycerskim”. W pierwszej fazie na wniosek hetmana herb miało otrzymać po stu z każdego pułku, uszlachcanie obiecano wszakże powtarzać. Liczbę Kozaków rejestrowych określono na 30 tys., poddając ich wyłącznej jurysdykcji; obok nich miało być 10 tys. wojska zaciężnego, które również pozostałoby pod komendą hetmana. Kozacy ci mieli być zwolnieni od wszelkich podatków oraz innych ciężarów, zobowiązani zaś jedynie do służby wojskowej. Przyznawano im prawo bezpodatkowego pędzenia gorzałki i warzenia miodów oraz piwa, do czego przywiązywali duże znaczenie.

Ugoda przewidywała zakładanie w Księstwie Ruskim gimnazjów, kolegiów, szkół i drukarń, „ile ich potrzeba”; istnieć też miały dwie akademie. Wszystkim Kozakom, walczącym pod sztandarami Chmielnickiego, przyrzekano całkowitą amnestię, jak również zwrot skonfiskowanych za udział w nim posiadłości, ponieważ czynili to nie dobrowolnie, lecz z musu „dla swej obrony, przyciśnieni różnymi opresjami, a teraz oto do Ojczyzny powracają”. Z bardzo drażliwej kwestii powrotu do swoich posiadłości dawnych właścicieli, jak również zwrotu ziem kościelnych, kościołów i klasztorów, wybrnięto w ten sposób, iż czas realizacji tego punktu układu miał określić król w porozumieniu z hetmanem Księstwa Ruskiego.

Sprawy wyznaniowe potraktowano bardzo oględnie i w sumie niejasno. Ugoda przewidywała całkowite równouprawnienie prawosławia z katolicyzmem w porządku rzymskim. Dotyczyć to miało nie tylko terenu Wielkiego Księstwa, ale i pozostałych dwóch części Rzeczpospolitej. Na całym jej terytorium prawosławie miało uzyskać pełną swobodę dla wszelkich przejawów kultu, a więc „także na sejmach, wojskach, trybunałach, nie tylko w cerkwiach, ale i publicznie”. Jego zwolennicy uzyskali możliwość zakładania wszędzie (nie tylko w Księstwie Ruskim!) nowych cerkwi i klasztorów, a duchowni tego wyznania podlegać mieli wyłącznie własnym biskupom. To samo, na zasadach pełnej wzajemności, miało dotyczyć wyznawców katolicyzmu w obrządku rzymskim.

Prawosławny metropolita kijowski, jak również biskupi prawosławni, wchodziliby do senatu Rzeczpospolitej. Warto przypomnieć, iż podobnej obietnicy, uczynionej po unii brzeskiej z 1595 r. wyznawcom obrządku grekokatolickiego, ostatecznie nie dotrzymano. (Dopiero w 1791 r. wpuszczono do senatu metropolitę unickiego, ale nie biskupów tego obrządku). Aby uzyskać zgodę strony kozackiej na tekst zawartego w Hadziaczu układu, przyrzeczono w nim całkowite zniesienie, i to na terytorium całego państwa, zawartej w Brześciu unii kościelnej. Oburzenie biskupów katolickich było jednak tak duże, że w ostatecznym tekście ustawy, zatwierdzonym przez sejm 22 maja 1659 r., zakazano tylko fundowania nowych unickich cerkwi i klasztorów. Miało to dotyczyć całej Rzeczpospolitej, co oznaczało w praktyce powolne wymarcie całego obrządku grekokatolickiego.

Ratyfikacji ugody hadziackiej towarzyszyła zarówno w izbie poselskiej, jak i w senacie burzliwa debata. Jej twórcom zarzucano, iż tworząc z trzech województw Księstwo Ruskie naruszają postanowienia unii lubelskiej. Niedawnym wrogom Rzeczpospolitej nie tylko się zbyt pochopnie przebacza, ale proponuje szlachectwo, nie mając żadnych gwarancji, że nie podniosą nowego buntu. 30 tys. rejestrowych Kozaków uznano za potencjalne zagrożenie dla Rzeczpospolitej.

Faktyczne zniesienie unii brzeskiej określono jako naruszenie zasad tolerancji religijnej, choć rok wcześniej tenże sam sejm przegłosował banicję arian. Byli nawet i tacy, którzy domagali się uznania ugody za nieważną. Na jej miejsce kanclerz litewski Krzysztof Pac żądał zawarcia pokoju z Moskwą czy nawet sprzymierzenia się z nią przeciwko Kozakom. Ci z kolei nie ułatwiali sprawy, skoro delegacja kozacka ustami pułkownika Krzysztofa Lasko kwestionowała niemal wszystkie punkty zawartej ugody. Strona kozacka szła nawet tak daleko, że żądała powiększenia Księstwa Ruskiego o Wołyń, Podole i Ruś Czerwoną ze Lwowem. Ostatecznie zarówno izba poselska, jak i senat oraz sam Jan Kazimierz postanowili nie zwracać większej uwagi na te wszystkie protesty. Wyhowskiego większość rady kozackiej uprosiła zaś, aby nie składał buławy hetmańskiej, czym się odgrażał.

Budowla na piasku

W grudniu 1658 r. Wyhowski zwrócił się do kanclerza Mikołaja Prażmowskiego o powołanie Niemirycza na analogiczne stanowisko w nowo utworzonym Księstwie, co przy jego ustroju, skopiowanym z form politycznych Rzeczpospolitej, czyniłoby go niemal pierwszą osobą w tym państwie. Stojąc na czele wojsk zaciężnych (jedynych, na które mógł liczyć Wyhowski), Niemirycz skupiałby w swoich rękach również główną władzę wojskową. Stąd jego podpis figuruje jako drugi, po podpisie hetmana, na akcie zgody hadziackiej (23 kwietnia 1659 r.). Świeżo mianowany kanclerz wygłosił w sejmie wielką mowę, sławiącą historyczne znaczenie ugody dla przyszłych losów Ukrainy i Polski; propaganda dworska nadała jej międzynarodowy rozgłos (m.in. wyszły trzy wydania po niemiecku).

Zasypywany alarmistycznymi wieściami przez metropolitę unickiego Gabriela Kolendę oraz cały episkopat łaciński, nuncjusz raz po raz wspomina w swych listach, iż świeżo upieczony kanclerz Wielkiego Księstwa Ruskiego pragnie z jednej strony zniszczyć całkowicie dzieło unii brzeskiej, która – jak miał oświadczyć – zrodziła obecną wojnę polsko-kozacką (Vidoni powoływał się tu również na informacje uzyskane od wojewody poznańskiego Jana Leszczyńskiego). Z drugiej zaś strony Jerzy Niemirycz miał dążyć – pod przykrywką ugody – do zapewnienia swobody działania na Ukrainie dla wszystkich sekt heretyckich.

Zdaniem niektórych historyków, ugoda hadziacka stanowiła dla Niemirycza swego rodzaju kompromis: wybierając autonomię, poświęcił samodzielność Ukrainy. Sądził jednak, iż forma Wielkiego Księstwa zapewni jego ojczyźnie tak potrzebny po dziesięcioletniej wojnie pokój, a połączenie z Rzeczpospolitą jest mimo wszystko lepsze od podporządkowania się moskiewskiej tyranii.

A jednak ugoda hadziacka była budowlą na piasku. W lecie 1659 r. wybuchło powstanie wśród Kozaków (pod wodzą Ciuciury i Zołotarenki), którzy wezwali na pomoc wojska rosyjskie. Oddziały Wyhowskiego zostały rozbite, a jego zwolennicy po miasteczkach wymordowani. Dzieło ugody hadziackiej po niespełna roku legło w gruzach.

Wielu historyków, jak np. Stanisław Kościałkowski, wzdychało: czemuż to ugoda hadziacka „nie przyszła chociażby o lat 10 lub 20 wcześniej, jeszcze przed straszliwym przelaniem krwi (...) tak bardzo utrudniającym wszelkie związki braterstwa, ugody czy unii!”. Dziś należy stwierdzić, że zarówno w 1638 r., jak i w 1648 r. szlachta z jednej strony przeceniała potęgę własnego państwa, z drugiej zaś nie doceniała siły Kozaczyzny. Wspominana na początku polska wojna dwunastoletnia, poza stratami demograficznymi i ruiną gospodarczą państwa polsko-litewskiego, przyniosła głęboki wstrząs w opinii szlacheckiej. I to wstrząs o wiele głębszy od tego, jaki nastąpił po pierwszym rozbiorze (1772 r.), w którym ujrzano raczej kolejne okrojenie terytorium Rzeczpospolitej aniżeli pierwszy akt jej likwidacji.

Aż do 1648 r., jeśli nie do 1655 r., szlachta posiadała poczucie pełnego niemal bezpieczeństwa. Natomiast w latach potopu, po raz pierwszy w dziejach nowożytnych Polski, zwarte oddziały obcego wojska zajęły niemal całe jej terytorium. Musiało to w konsekwencji spowodować trwałe skrzywienie narodowej psychiki, w której odtąd zacznie brać zdecydowanie górę ksenofobia i nietolerancja wyznaniowa oraz brak poczucia stabilizacji.

Równocześnie jednak rodzi się zrozumienie dla potrzeby kompromisu. Pod tym względem przewlekłe debaty, towarzyszące ugodzie hadziackiej w trzech kolejnych fazach jej układania, przypominają chwilami dyskusje toczone w trakcie obrad Okrągłego Stołu. Nad Hadziaczem i kompromisem z 1989 r. ciążył też ten sam złowrogi cień Rosji, za pierwszym razem białej, za drugim czerwonej.

Odwołajmy się raz jeszcze do opinii Kościałkowskiego, który przed laty pisał, iż śmiertelnym grzechem, w jakim „zrodziła się ugoda hadziacka, była wzajemna nieufność jej twórców i niewiara w podjęte dzieło”. Trudno dziwić się nieufności czerni kozackiej, obawiającej się powrotu wraz z dawnymi właścicielami ongiś panujących na Ukrainie stosunków społecznych. Zrozumiała jest też obawa nowych posiadaczy ziemskich, owej starszyzny w postaci pułkowników, setników czy esaułów, którzy nie chcieli rozstawać się z dobrami otrzymanymi za walkę pod sztandarami Chmielnickiego. Jednych i drugich łączył brak zrozumienia dla potrzeby szerokiej autonomii politycznej, jaką obiecywała im ugoda hadziacka.

Posiekany i rozstrzelany

Tylko nieliczni politycy, do których należał Niemirycz i Wyhowski, dostrzegali w projektowanym Wielkim Księstwie zalążek samodzielnego państwa. Sam Niemirycz uratował się początkowo z garstką zaciężnych, ale na przełomie lipca i sierpnia  1659 r. został zabity przez zbuntowanych Kozaków. Dokładny opis jego śmierci znajdujemy w liście arianki Katarzyny Lubienieckiej do przebywającego na emigracji syna Stanisława: „Kozacy znowu nie dotrzymali słowa, od których ręki strasznie barzo zginął rebelizant Pana Jezusów: podkomorzy, z którego tak sobie Pan prętką sprawiedliwość uczynieł przez rękę chłopską, którzy mu ran siedemdziesiąt kilka zadali. I gdy go siekli wołał: »Panie Jezu, ratuj mię teraz« co powiedał ten, który to słyszał, bo beł z nim lecz uszedł z tego pogromu. Zabiwszy go tego i obrawszy ze wszystkiego w głonię prostą uwinąwszy w doł wrzucono. A stało się to pod wsią Wieprzykiem i tam w mogile leży. Choćby chciano ciała jego dostać, to niepodobna. Nie pomogło mu choć został beł Rusinem”.

W środowisku katolickim zdania były podzielone, jedni pisali o zgonie Niemirycza ze smutkiem, inni z mściwą satysfakcją. Opinię Vidoniego, odzwierciedlającą oficjalne stanowisko Rzymu, przytaczaliśmy już wyżej. Również w Moskwie zapanowała żywa radość z tego powodu, iż „największego złodzieja i heretyka Niemirycza pod Bykowem chłopi zamordowali”.

Z kolei Wyhowskiego za domniemaną zdradę stanu bez sądu i śledztwa rozstrzelano 26 marca 1664 r. Wykonawcami wyroku byli Polacy, ale prawdziwym sprawcą jego śmierci był sprzyjający Rzeczpospolitej hetman kozacki Paweł Tetera, który oskarżył Wyhowskiego o spiskowanie z Moskwą.

W rocznicę ugody hadziackiej mają się odbyć równolegle w Polsce i na Ukrainie poświęcone jej sesje naukowe. Trudno dziś orzec, jaki będzie osąd ugody ze strony ukraińskich historyków. I czy ich polscy koledzy powrócą do opinii Stanisława Kota, który w 1960 r. pisał, iż podpisany w Hadziaczu układ „śmiały i szeroki, sprawiedliwy i rozumny, mógł był stanowić podstawę uregulowania współżycia Polski z Ukrainą (...) gdyby po obu stronach istniały warunki i siły potrzebne do jego wykonania”. Niestety, pojawił się w chwili, kiedy nie zdołała się jeszcze rozładować nagromadzona latami wzajemna wrogość i nieufność. A poza tym: „Polska miała w kraju wciąż wojska szwedzkie, Ukraina wojska moskiewskie, a połowa Kozactwa ogarnięta buntem”. Dopiero w ubiegłym stuleciu, i to tylko na bardzo krótko, Ukraina pod rządami Symona Petlury zaczęła realizować postanowienia układu z 1658 r.
 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj