Podzielił ich terror
Podzielił ich terror
Zebranie osiemnastu osób, które dało początek Polskiej Partii Socjalistycznej, historycy nazwali zjazdem paryskim. Niewiele brakowało, by wziął w nim udział Roman Dmowski.

Byli oficerami bez armii. Porozumienia, spory i konflikty odbywały się w wąskim gronie politycznych emigrantów. To środowisko liczyło kilkadziesiąt, a jeśli wziąć pod uwagę wszystkie ośrodki, może kilkaset osób. Wiele w nim było w tym czasie, a zresztą i później, osobistych animozji, intryg, zawiści.

Pierwsze posiedzenie odbyło się 110 lat temu, 17 listopada 1892 r. w mieszkaniu Bolesława Antoniego Jędrzejowskiego w Montrouge na obrzeżu Paryża. Miało być 18 osób, ale z różnych powodów tego pierwszego dnia dotarło zaledwie 10. Całe szczęście, bo mieszkanie składało się z jednego tylko pokoju i niewielkiej kuchni. W dodatku żona gospodarza zajmować się musiała dzieckiem w kolebce.

Przeniesiono więc obrady do większego mieszkania w centrum Paryża. Naradzano się przez tydzień i w rezultacie podjęto decyzję o utworzeniu Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich (ZZSP), co stało się początkiem Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). W zjeździe paryskim, jak nazwali to zgromadzenie historycy, wzięli udział członkowie II Proletariatu (Aleksander Dębski, wspomniany już Jędrzejowski, Witold Jodko-Narkiewicz, Stanisław i Maria Mendelsonowie, Feliks Perl, Aleksander Sulkiewicz, Wacław Skiba), Zjednoczenia Robotniczego (Edward Abramowski, Jan Strożecki, Stanisław Tylicki, Stanisław Wojciechowski), Związku Robotników Polskich (Stanisław Grabski, którego mandat zakwestionował Jodko-Narkiewicz i w rezultacie Grabski występował jako luzak), Gminy Narodowo-Socjalistycznej (Jan Lorentowicz, Władysław Ratuld i Maria Szeliga) oraz nienależący wówczas do żadnej grupy ani partii Wacław Podwiński i Bolesław Limanowski.

Socjaliści-narodowcy

Niewiele brakowało, by w zjeździe wziął udział Roman Dmowski związany wówczas z wydawanym w Paryżu „Przeglądem Socjalistycznym", ale to środowisko było tak skłócone z „Pobudką", wydawaną przez Gminę Narodowo-Socjalistyczną, że niemożliwe było zebranie przy wspólnym stole.

Z dzisiejszej perspektywy może być myląca nazwa Gminy Narodowo-Socjalistycznej, niesłusznie kojarząc się z hitlerowskim faszyzmem. Ta nazwa oddawać miała poszukiwanie połączenia dwóch, wówczas oddzielnych, pierwiastków ideowych: klasowego (socjalizmu) i narodowego. Wielu uważało wówczas, że domeną działalności socjalistów są z natury rzeczy miasta, zaś narodowcy powinni budzić z uśpienia lud odwołując się do jego przyrodzonego patriotyzmu. Przy tym założeniu można było być równocześnie i socjalistą, i narodowcem. I tak bywało, by przywołać przykład Zygmunta Balickiego, który w tym samym czasie był działaczem ruchu socjalistycznego i jednym z twórców obozu narodowego.

W 1886 r. Balicki, który miał wówczas 28 lat, utworzył Związek Młodzieży Polskiej zwany w skrócie Zet. Była to głęboko zakonspirowana organizacja o trzech stopniach wtajemniczenia, dążąca do niepodległości Polski „na gruncie sprawiedliwości politycznej, narodowej i społecznej".

W rok później, w 1887 r., mieszkający w Szwajcarii Zygmunt Miłkowski, uczestnik walk 1848 r. i 1863 r., znany jako pisarz Teodor Tomasz Jeż, ogłosił broszurę „Rzecz o obronie czynnej i skarbie narodowym", potępiając ugodowców i pozytywistów za rezygnację z dążenia do niepodległości Polski. Postulował utworzenie ogólnopolskiej tajnej organizacji, przygotowującej społeczeństwo do walki o niepodległość, oraz skarbu narodowego, który ze składek i darowizn finansowałby tę działalność. Za słowami poszły czyny. Miłkowski założył Ligę Polską, której natychmiast podporządkował się Zet. Powstał też Skarb Narodowy, który rychło miał już bardzo znaczne fundusze.

Kilka lat później, w 1893 r., młodzi działacze krajowi z Romanem Dmowskim na czele dokonali swoistego zamachu stanu przekształcając Ligę Polską w Ligę Narodową i przenosząc jej ośrodek kierowniczy do Warszawy. Rozpoczął się powolny, ale widoczny proces rezygnowania z czynnej walki o niepodległość i programu powstańczego.

Limanowski był najstarszy

Wszędzie te zmiany miały wyraźny charakter pokoleniowy. Poza Limanowskim i Miłkowskim, którzy należeli do pokolenia powstańczego, pozostali tworzący obóz socjalistyczny i obóz narodowy byli rówieśnikami. Należeli do - jak określa to Bohdan Cywiński w znakomitej książce „Rodowody niepokornych" z 1971 r. - „pokolenia urodzonego w pobliżu Powstania Styczniowego i wychowanego w okresie najciemniejszej nocy politycznej, jaka kiedykolwiek zapadła nad Polską. Pokolenia, które potrafiło odrodzić polskie życie polityczne, stworzyć potężne stronnictwa o wyraźnych programach, wnieść swój istotny wkład w odzyskanie niepodległości w 1918 r., wreszcie - w wieku zdecydowanie już bliskim emerytalnego - podjąć trud budowy odrodzonego państwa".

Tylko pięcioro uczestników zjazdu paryskiego miało powyżej trzydziestki. Najstarszy był Limanowski i jemu powierzono przewodnictwo obrad. Również i dlatego, że nie należał do żadnej z grup. W spisanych po latach pamiętnikach imprezie paryskiej niewiele poświęcił miejsca. „Co do osób to najwięcej u mnie wspomnień zachowało się o Dębskim, Jędrzejowskim, Jodce, Mendelsonie i Mendelsonowej, Perlu, Abramowskim, Grabskim, Lorentowiczu i Szelidze". Ale wcześniej stwierdza, że Maria Szeliga „wcale prawie w obradach nie uczestniczyła". Była jednak nie tylko przystojną kobietą, na co Limanowski zawsze był czuły, ale i ciekawą osobowością. Pisarka, zaangażowana w walkę o prawo kobiet, prowadziła salon popularny wśród paryskich Polaków.

Bywano też u Mendelsonów. Maria, urodzona w 1850 r., z domu Zaleska, pochodziła z bogatej rodziny ziemiańskiej, wcześnie wyszła za Władysława Jankowskiego, również świetnie sytuowanego. Miała temperament i źle się czuła w roli kury domowej. Związała się z socjalistami, m.in. z Ludwikiem Waryńskim, i sam gubernator kijowski ostrzegł męża, że grozi jej aresztowanie. Wyjechała za granicę i tam związała się z młodszym o siedem lat Stanisławem Mendelsonem. Menio, jak zwali go bliscy, również pochodził z zamożnej rodziny. Był jednym z organizatorów pierwszych kółek socjalistycznych w zaborze rosyjskim, a gdy zaczął palić mu się grunt pod nogami, zbiegł do Lwowa, a następnie przeniósł się do Szwajcarii. Był twórcą i redaktorem pierwszych pism socjalistycznych („Równość", „Przedświt", „Walka klas"), których koszty w znacznej mierze pokrywał z własnej kieszeni. Utrzymywał kontakty z Fryderykiem Engelsem i uczestniczył w kongresie założycielskim II Międzynarodówki.

Ludwik Krzywicki, socjalista i wybitny socjolog, pisał o Mendelsonie z przekąsem, że cechowała go zadziwiająca zmienność poglądów. „Nieprzejednany wyznawca owej »międzynarodówki« pierwotnej, która nie chciała dostrzegać, że istnieją bądź co bądź sprawy miejscowe - kiedyś będzie paradował w czamarze i będzie uważał, iż sprawa wywalczenia niepodległości dla kraju jest rzeczą najważniejszą - aż w końcu jako redaktor »Przeglądu Codziennego« stanie na gruncie państwowym rosyjskim, jak to w stosunku do Austrii zrobili stańczycy".

Mendelson był jednym z inicjatorów zjazdu paryskiego i bardzo aktywnym jego uczestnikiem. On też napisał opublikowany w 1893 r. w „Przedświcie" „Szkic programu Polskiej Partii Socjalistycznej". Był emisariuszem, który zawiózł do zaboru rosyjskiego informację o zjeździe paryskim i tworzył - nie bez sporych trudności, bo część działaczy socjalistycznych nie aprobowała programu niepodległościowego - pierwsze ogniwa PPS.

To właśnie Mendelson nawiązał w Wilnie kontakt z Józefem Piłsudskim, który po powrocie z syberyjskiego zesłania poszukiwał środowiska politycznego. Program przyjęty na zjeździe paryskim zaakceptował z entuzjazmem i rychło stał się jednym z przywódców rodzącej się PPS. Wraz ze Stanisławem Wojciechowskim, który uczestniczył w zjeździe paryskim, redagowali tajnego „Robotnika" i kierowali działalnością partii. W najśmielszych marzeniach nie mogło żadnemu z nich przyjść na myśl, że trzy dziesięciolecia później prezydent RP Stanisław Wojciechowski w dramatycznej rozmowie na moście Poniatowskiego w Warszawie z marszałkiem Polski Józefem Piłsudskim wezwie go, by podporządkował się prawu, a ten odmówi.

Mendelsonowie rozstali się z ruchem socjalistycznym w lecie 1893 r. Powodem był konflikt na kongresie II Międzynarodówki w Zurychu wywołany zakwestionowaniem przez Mendelsona i delegację polską ważności mandatów delegatów właśnie powstałej Socjaldemokracji Królestwa Polskiego (SDKP) Róży Luksemburg i Juliana Marchlewskiego. Na wieść o tym Jan Strożecki, również uczestnik zjazdu paryskiego, wysłał do ZZSP pismo w imieniu warszawskiej organizacji PPS, w którym zakwestionował ważność mandatu Mendelsona i zagroził, że jeśli Mendelson pozostanie członkiem ZZSP, to PPS zerwie stosunki z ZZSP. Wielomiesięczne mediacje nie dały rezultatu i Mendelsonowie utrzymali decyzję zerwania z ruchem socjalistycznym. Wrócili do kraju i Stanisław zajął się pracą redaktorską.

Nie byli jedyni. W marcu 1895 r. odszedł Stanisław Grabski, który wkrótce stanie się jednym z przywódców obozu narodowego. Wcześniej jeszcze odmówił wejścia do władz ZZSP Jan Lorentowicz. Od socjalizmu odszedł też w kilka lat po zjeździe paryskim Edward Abramowski, postać ważna w ówczesnym polskim życiu umysłowym.

Pozostali w PPS, odgrywając w niej ważne role, Bolesław Antoni Jędrzejowski, Aleksander Dębski, który w 1899 r. wyemigrował do Ameryki, Witold Jodko-Narkiewicz, Feliks Perl, Jan Strożecki i znakomity organizator granicznych przerzutów Aleksander Sulkiewicz. Kibicowały tej socjalistycznej młodzieży kobiety, z których wymienić można młodziutką Marię Skłodowską, późniejszą Curie, i starszą o kilka lat, związaną wówczas z Janem Lorentowiczem, aktorkę i pisarkę Gabrielę Zapolską.

Terror - czy dopuszczalny?

Uczestnicy zjazdu paryskiego wspominali, że w sprawach programowych panowała pełna zgodność, a jedyną kwestią, która wywołała gwałtowną dyskusję, był stosunek do terroru. Czy dopuszczalna jest likwidacja zdemaskowanych konfidentów, czy mają sens zamachy terrorystyczne na wysokich funkcjonariuszy aparatu carskiego? To były pytania wywołujące kontrowersyjne odpowiedzi.
 



W świeżej pamięci był udany zamach na wysokiego funkcjonariusza rosyjskiego policji gen. Seliwestrowa w czasie jego paryskiej wizyty i nieudany zamach na gen. gub. Hurkę w warszawskiej cerkwi na Długiej. Zamach się nie udał, bo obłożony dynamitem zamachowiec, który miał się wysadzić w powietrze, został poparzony wyciekającym z detonatora kwasem.

Zwolennikami terroru byli przede wszystkim członkowie II Proletariatu. Pisał o nich w „Dziejach ruchu socjalistycznego w zaborze rosyjskim" uczestnik zjazdu paryskiego Feliks Perl: „Przypisując tak wielkie znaczenie terrorowi, niektórzy »proletariatczycy« ówcześni pragnęli niezwłocznie przystąpić do tego rodzaju akcji. Były różne plany, projekty. Zamierzano wysadzić w powietrze cerkiew podczas nabożeństwa; zamierzano zgładzić ministra oświaty, osławionego Deljanowa, który ukazem z 1887 r. zamknął wrota szkoły średniej przed dziećmi »stangretów, lokai, kucharzy, sklepikarzy i praczek«. Skończyło się jednak na gawędach i projektach, które miały ten tylko skutek, że wywoływały ostre starcia w kierowniczych kołach organizacji".

Spór w sprawie stosowania terroru zakończył się kompromisem dopuszczającym wprawdzie tego rodzaju akcje, ale jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Protokół zjazdu paryskiego nie zachował się i wiedza nasza opiera się na późniejszych relacjach. Jest to źródło bardzo wątpliwe. W każdym razie przez najbliższe 10 lat nie podjęto żadnej próby aktu terrorystycznego.

Za cel działania partii uznano powstanie „samodzielnej rzeczpospolitej demokratycznej". Na tym etapie nie zakładano rewolucji społecznej, co wśród części działaczy uznane zostało za odejście od programu socjalistycznego.

Bolesław Limanowski wspominał, że po ukończeniu obrad wyprawiono składkową ucztę, w której nie wziął jednak udziału z powodu bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. Był oczywiście zbyt dumny, aby to powiedzieć.
 


Niepodległość 1918 - wydanie specjalne Polityki 2/2008

Publikacja  do nabycia w cenie 14,99


 

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj