Kat nie dotarł
Żydzi z Palestyny mieli paść ofiarą Holocaustu. Sprawcą miał być Walther Rauff, który po wojnie w spokoju dożył swoich dni w Chile.
15 grudnia 1962 r. aresztowanie Rauffa w Chile (pierwszy z lewej). Fot. BEW

15 grudnia 1962 r. aresztowanie Rauffa w Chile (pierwszy z lewej). Fot. BEW

Gdy Erwin Rommel zdobył 21 czerwca 1942 r. Tobruk, w Berlinie wybuchła euforia. Europa, poza Wielką Brytanią, była podbita, na wschodzie armie Hitlera zbliżały się do Wołgi, powodzenie Rommla w Afryce Północnej działało pobudzająco na wyobraźnię triumfujących nazistów. Wydawało się, że świat staje przed nimi otworem.

Nic dziwnego, że zawrzało i w sztabie Heinricha Himmlera. Przewidując dalsze sukcesy Rommla przy uderzeniu w kierunku wschodnim, ludzie reichsführera SS dostrzegli szansę i dla siebie: dotrzeć za czołgami Afrika Korps do Palestyny i ogarnąć kilkusettysięczną już wtedy społeczność żydowską programem eksterminacji.

Dopiero niedawno historycy niemieccy odkryli w archiwach RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) dokumenty świadczące, że powołane zostało w przyspieszonym tempie Sonderkommando SS z zadaniem wymordowania Żydów palestyńskich. Na czele grupy, która miała składać się z 24 starannie dobranych esesmanów (7 oficerów i 17 podoficerów – wszyscy ze stażem w osławionych Einsatzgruppen na zapleczu frontu wschodniego), Himmler postawił jednego z najbardziej zaangażowanych w akcje eksterminacyjne oficera swego sztabu, kolegę Adolfa Eichmanna, SS-obersturmbannführera Walthera Rauffa. Tego samego, który wsławił się wynalezieniem i masowym zastosowaniem samochodowych komór gazowych, wykorzystujących spaliny silnikowe.

Plan zagłady 

Ledwie Rommel wkroczył do Tobruku, gdy Rauff z esesmanami stawił się w sztabie Afrika Korps. Brak jest potwierdzenia, czy Lis Pustyni (jak nazywano Rommla, awansowanego tymczasem w nagrodę do stopnia feldmarszałka) przyjął Rauffa osobiście, ale można zakładać, że nie mógł być pozbawiony wiedzy o przybyłej grupie. Rauff z pewnością został powiadomiony o celach dalszej kampanii, tak dobrze zapoczątkowanej zdobyciem Tobruku. Uznano, że Sonderkommando SS wygodniej i owocniej poczeka na jej finał w Atenach, prowadząc przygotowania wywiadowcze i organizacyjne do zagłady Żydów palestyńskich.

Rauff był dobrze przygotowany do swojej misji. Z jednej strony dysponował, jak chyba nikt inny, doświadczeniem w izolowaniu ludności żydowskiej (getta), a następnie w jej eksterminacji; zawsze przy tym jego ludziom przypadała rola reżyserów, a różnym lokalnym kolaborantom – wykonawców brudnej roboty. To dlatego cel w Palestynie miał być osiągnięty przez tak nieliczną grupę esesmanów. Gorliwych wykonawców dostarczyć miał wielki mufti Jerozolimy Hadsch Emin al Husseini, uciekinier z mandatowego obszaru brytyjskiego, ścigany przez Anglików listem gończym, terrorysta, nacjonalista arabski, który dysponował w Palestynie siatką współwyznawców oczekujących na rozkazy swego przywódcy. Na razie wyczekiwał na swój wielki dzień w komfortowej willi w Berlinie przy Goethestrasse, służąc nazistom jako doradca w operacjach na Bliskim Wschodzie i w kręgu świata arabskiego. Pomagał w werbowaniu europejskich muzułmanów (Bałkany) do tworzonych kolaboranckich dywizji Waffen SS. I to on zablokował u Joachima Ribbentropa przesiedlenie 4 tys. dzieci żydowskich z Bułgarii do Palestyny.

Husseini cierpliwie czekał na spełnienie się wypowiedzianej wobec niego osobiście przez Hitlera obietnicy sprzed roku: Powróci pan do Jerozolimy i stanie na czele lojalnych sobie oddziałów!

Bitwa o Bir Hakeim 

Ale czas oczekiwania tak muftiego w Berlinie, jak i Rauffa w Atenach wydłużał się. Esesmani pracowicie wypełniali dni przestoju, ślęcząc nad mapami Palestyny, analizując terytorialny układ skupisk Żydów, ich liczebność oraz siłę ich podziemnych organizacji zbrojnych, wyliczając, ile jednostek kolaborantów arabskich trzeba będzie uaktywnić, by zapewnić sprawne, tak jak to było na tyłach frontu wschodniego, przeprowadzenie zagłady Żydów. Wszystko zależało już tylko od Rommla.

Jednakże feldmarszałek, pełen pogardy dla dowódców brytyjskich (zresztą nie bez racji, bo ci, dopóki nie pojawił się gen. Bernard Montgomery, wyraźnie ustępowali Niemcowi), skutecznie podsłuchiwany (o czym nie wiedział, a kłopoty tłumaczył sobie nielojalnością Włochów) przez deszyfrantów alianckich korzystających z Enigmy – powoli tracił swoje atuty. Wiele wskazuje na to, że początkiem katastrofy armii pancernej Rommla była bitwa o Bir Hakeim, stary fort na południe od Tobruku, zagubiony wśród morza piasku.

Bir Hakeim stawił tak heroiczny opór, że cały impet rozpędzonych dywizji niemieckich i włoskich nagle zastygł – na pełne dwa tygodnie! Poważnie wyczerpał siły atakujących, doprowadzając do ogromnych, trudnych do odtworzenia strat ludzkich i materiałowych i – co najważniejsze – ratując 8 Armię Brytyjską, dając jej czas na zbawienne przegrupowanie.

Kim byli obrońcy Bir Hakeim? Główną siłę stanowiła 1 Brygada Wolnych Francuzów generała de Gaulle’a pod dowództwem generała Koeniga oraz – uwaga! – półtysięczna brygada Żydów z Palestyny pod komendą majora Liebmanna (ogółem ok. 30 tys. ich ziomków walczyło ochotniczo w szeregach brytyjskich na frontach Afryki Północnej i na Bliskim Wschodzie).

Odwót Lisa Pustyni

Już w pierwszym dniu ataku okazało się, że Niemcy fałszywie ocenili wartość bojową fortu. Rommel się wściekł. Uderzając na Bir Hakeim, ujawnił przecież Anglikom swoje zamiary; czynnik zaskoczenia przestał działać. Zwykle opanowany feldmarszałek tym razem szalał, przeklinał jak szewc. Nic nie dało użycie ciężkiej artylerii włoskiej ani dosłanych przez Luftwaffe stukasów. Z dokumentów sztabowych Wehrmachtu wynika, że na broniony przez Francuzów i Żydów obszar, wielkości kilkunastu kilometrów kwadratowych, lotnictwo dokonało niemalże 1300 nalotów.

Karl Heilig, weteran Afrika Korps, uczestnik tamtej bitwy, przyrównał ją po latach w swoich wspomnieniach („Juden stoppen Rommel”, Żydzi zatrzymują Rommla) do „piekła, w którym uwijali się Żydzi jak diabły”. Rozpoznani zostali przez Niemców po wywieszonej ostentacyjnie na pozycjach brygady biało-niebieskiej fladze z gwiazdą Dawida. O szaleńczej determinacji Żydów świadczyły ich straty, sięgające w poszczególnych kompaniach do 90 proc. poległych i rannych.

Czy Żydzi walczący przeciwko Rommlowi wiedzieli o Sonderkommando SS Walthera Rauffa? Chyba nie, choć podziemie żydowskie w Palestynie miało swego agenta na berlińskim dworze wielkiego muftiego. W Bir Hakeim walczyli po prostu jako – wymuszona na Anglikach, postrzeganych przez nich dotychczas jako okupant Palestyny – zwarta żydowska brygada. Od początku wojny domagali się tego coraz natarczywiej, zawieszając w Palestynie akcje antyangielskie, by móc stanąć twarzą w twarz z o wiele groźniejszym nazistowskim wrogiem.

Tymczasem armia brytyjska okrzepła po wcześniejszych porażkach; teraz sprawnie dowodzona przez generała Montgomery’ego i wyposażona hojniej w sprzęt bojowy (nowe amerykańskie czołgi), szykowała się do ofensywy. 23 października Brytyjczycy uderzyli spod El Alamejn. 13 listopada Rommel oddał Tobruk, potem wycofał się z Libii do Tunezji.

Wyspa skarbów 

A co z Rauffem i jego Kommando? Ten, rozczarowany i rozwścieczony upadkiem planów eksterminacji Żydów palestyńskich, przeniósł się do kontrolowanej przez Wehrmacht Tunezji jako szef tamtejszej policji i SS, tropiąc, prześladując, mordując i grabiąc miejscowych Żydów. Pozostawił po sobie legendę o ukrytym gdzieś na wyspie Dżerba skarbie w postaci kilkudziesięciu kilogramów złota i kosztowności.

Awansowany na SS-standartenführera, nigdy nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Po eskapadzie afrykańskiej działał na terenie okupowanych Włoch, wchodząc podobno w ostatniej fazie wojny w kontakty ze służbami wywiadowczymi Amerykanów. Potem w dziwnych, nigdy niewyjaśnionych okolicznościach, wydostał się z obozu dla internowanych esesmanów, by przez Rzym przedostać się na Bliski Wschód, gdzie jako fachowiec od brudnej roboty służył różnym nacjonalistycznym reżimom arabskim. Ostatecznie na stałe osiadł, jak wielu jego kamratów z SS, w Ameryce Południowej; w Chile został doradcą do spraw walki z komunizmem tamtejszych służb specjalnych.

Żył, mówiąc językiem bajek, długo i szczęśliwie, jak również dostatnio. Na nic się zdały różne próby, zwłaszcza podejmowane przez Szymona Wiesenthala, aresztowania i postawienia przed sądem masowego mordercy (osobiście był odpowiedzialny za śmierć co najmniej 100 tys. Żydów). Zmarł w 1984 r. w wieku 78 lat, a jego pogrzeb zgromadził tłum takich jak on – zbiegłych do Ameryki Południowej ludzi Himmlera. Nad otwartą mogiłą niedoszłego kata Żydów palestyńskich, jak podała prasa chilijska, wznoszono ramiona w nazistowskim geście, wykrzykując chóralnie: „Heil Rauff”, a największy wieniec był ozdobiony swastyką.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj