Kalwin Reformator
Zdaniem niektórych był zaślepionym fanatykiem i dyktatorem. gdy zaczął władać Genewą – przekształcił ją w teokratyczne więzienie. Zafiksowany na punkcie ludzkiego seksu i rozwiązłości. Swoich przeciwników, gdy było trzeba, posyłał na stos. Czy Jan Kalwin, który urodził się 500 lat temu, może uchodzić za prekursora nowoczesności?
Był 1521 r. Młody student teologii przyjechał do Paryża, miasta, któremu towarzyszyła aura jednego z najbardziej zepsutych w szesnastowiecznej Europie – rywalizować z nim mógł tylko Rzym. Prowincjusz widzi, jak religia i seks spotykają się w samym sercu metropolii. Szkocki pisarz Harry Reid, autor książki o narodzinach protestantyzmu, notuje, że prostytutki wysiadywały w jednej z bocznych naw katedry Notre Dame.

Studentem był Jan Kalwin. Wielu osobom kojarzy się jako reformator, który w pierwszej kolejności chciał poskramiać ludzkie żądze. Tymczasem, jak dodaje Reid, sam Kalwin niewiele mówił i pisał o seksie. W polu jego głównych zainteresowań był Bóg, którego – jak z kolei przekonuje Michael Horton, teolog z Westminster Seminary w Kalifornii – Kalwin traktował bardziej serio niż samego siebie. Oraz obowiązek, jaki spoczywa na każdym wiernym, by szerzyć sprawiedliwość społeczną. „Kalwin w pierwszej kolejności był duszpasterzem – mówi Horton. – Pierwszych misjonarzy protestanckich posyłał do młodzieży, a sam, mimo sprzeciwu rady miasta Genewa, chodził do szpitali, gdzie panowały plagi”.

Nowy nurt myślenia

Kalwin był człowiekiem skomplikowanym tak samo jak czasy, w których żył. Urodził się w 1509 r. w Noyon – małym miasteczku we francuskiej Pikardii. Jego matka umarła, gdy miał pięć lat. Ojciec Girard pracował jako sekretarz biskupa i – by zwiększyć dochody – został prawnikiem kapituły. Dla syna wybrał teologię. Planował mu ścieżkę kariery kościelnej, choć zdawał sobie sprawę, że instytucje kościelne przeżarte są korupcją, nepotyzmem i wrogie jakimkolwiek reformom.

Pod koniec życia Girard pokłócił się z biskupem. Ten nałożył na niego ekskomunikę, której nie zdjęto aż do śmierci Kalwina seniora. Trzeba było nie lada starań, aby mógł spocząć w poświęconej ziemi. Przed śmiercią zdążył jednak poprosić syna o przerwanie studiów teologicznych i przeniesienie się na prawo. To dokładnie przeciwny kierunek drogi niż ten, którym kroczył kilka lat wcześniej pewien młody Niemiec. Marcin Luter (1483–1546) przeniósł się z prawa na teologię, chcąc zostać księdzem – i to pomimo gwałtownego sprzeciwu swego ojca. Podczas gdy Luter sprzeciwił się swemu rodzicowi, Kalwin karnie przestrzegał poleceń ojca. Był zawsze bardzo sumienny.


Źródło Wikipedia na licencji GNU FDL

Postać Lutra niewątpliwie góruje nad całą Reformacją. Kiedy w 1517 r. augustiański mnich przybił swoje 95 tez na bramie katedry w Wittenberdze, zarzucając Rzymowi korupcję i handel odpustami, całe chrześcijaństwo zachodnie zadrżało w posadach. Aż do rozłamu. Nie tylko Luter, ale także choćby Erazm z Rotterdamu (1469–1536), kolejny wielki humanista Odrodzenia, nie mieli dobrego mniemania o kondycji szesnastowiecznego duchowieństwa i papiestwa: „Stan mnisi nie jest pobożnością” (Monachatus non est pietas). Choć Lutra i Erazma łączył krytyczny stosunek do Kościoła, to jednak kiedy niemiecki reformator czytał dzieła Holendra, co chwila krzyczał: „Ty nie jesteś pobożny, Erazmie!”. A wołanie to w kuluarach historii rozbrzmiewa po dziś dzień. Ponadto być zwolennikiem Erazma oznaczało popierać reformy Kościoła od wewnątrz. Ani Luter, ani później Kalwin nie wierzyli, że jest to możliwe.

Jedna z trafniejszych definicji protestantyzmu mówi, że „narodził się on bez oficjalnego zawiadomienia”. I mógł istnieć, zdaniem Kalwina, tylko w swej zmienności. Różnorodność Kościołów protestanckich jest warunkiem ich sukcesów. Kalwin stanął więc na czele drugiej, decydującej fazy Reformacji, gdyż uważano, że reformy Lutra nie były wystarczająco radykalne. Dlatego, szczególnie w dużych miastach, dalej starano się upraszczać liturgię i demokratyzować system władzy kościelnej. Reformatorzy drugiej fali nie wahali się też kwestionować prymatu władzy świeckiej nad duchowną (za czym opowiadał się Luter). Co radykalniejsi odrzucali chrzest dzieci (anabaptyści) albo dogmat o Trójcy Świętej (unitarianie). Do tego stopnia, że narastające napięcia wśród ewangelików groziły ruchowi samozagładą.

Reformator radykał

Początek publicznego wystąpienia Kalwina przypada na jego pobyt w Szwajcarii, wyjątkowo podzielonej religijnie. To wtedy Kalwin zjednoczył stronnictwo ewangelików, jak ich nazywano, rozbitych na poszczególne miasta i poróżnionych po śmierci Ulrycha Zwinglego (radykalnego szwajcarskiego reformatora religijno-społecznego). Cichy i skromny Francuz nadał ruchowi strukturę i dyscyplinę. Niektórzy dodadzą – żelazną. Radykalizm i energia, z jaką wprowadzał zmiany, były tak niepopularne, że w 1537 r. genewczycy doprowadzili do wygnania Kalwina z miasta. Chaos, jaki zapanował po jego odejściu, był jednak tak wielki, że w 1541 r. wezwano go ponownie; pozostał w mieście aż do śmierci. Był tu reformatorem, kaznodzieją i duszpasterzem, ale nigdy nie pełnił żadnej funkcji administracyjnej. Miał wpływ na decyzje polityczne, o ile przedstawiciele władz świeckich byli jego wiernymi. A byli, i Kalwin miał u nich autorytet.

Gdzie tkwi źródło sukcesu Reformacji? Jej credo sprowadza się do trzech sola: sola scriptura, sola fide, sola gratia (tylko Pismo, tylko wiara, tylko łaska). Najważniejsza z nich zdaje się być sola scriptura. Reformacja przywłaszcza sobie sukces druku. Książka, a szczególnie masowe czytanie Biblii, staje się nowym pośrednikiem między człowiekiem i Bogiem oraz człowiekiem i człowiekiem. Książka jest zaczynem laickości, książka jest pluralistyczna, książka zachęca do formułowania opinii – w tym także opinii publicznej. Stwarza ona nowe pragnienia, nowe potrzeby, nowe żądze. „Rozmiary »rewolucji medialnej« piętnastego i szesnastego stulecia bez wątpienia górują nad przewrotem, jaki wywołało kino, telewizja, satelity wprowadzone pięć wieków później ...” – zauważy francuski biograf Kalwina Bernard Cottret.

Kalwin to humanista z krwi i kości. Znał grekę i łacinę – jego pierwszym dziełem był komentarz do dzieła Seneki „De Clementia”. Namiętnie studiował też hebrajski. Wygłaszał prawie 250 kazań rocznie. Podobno, gdy mówił swoje homilie, słychać było muchę – wierni tak bardzo byli skupieni. Spał tylko po 4–5 godzin na dobę. Osobiście odpowiadał na wszystkie listy – a korespondował z całą ówczesną Europą: królowi Zygmuntowi II Augustowi zadedykował swój komentarz do „Listu do Hebrajczyków”. Korespondował także z polskimi możnowładcami, z różnym skutkiem: Mikołaj Czarny Radziwiłł, poirytowany tonem reformatora, przejdzie na arianizm, Jan Tarnowski pozostanie katolikiem, przy kalwinizmie pozostanie tylko Mikołaj Radziwiłł Rudy. Być może dlatego podejrzewał polskich współwyznawców o małą gorliwość w wierze? Mnóstwo czytał. A wszystko to w towarzystwie wielu chorób, które nękały go przez całe życie: astma, kolki, kamień nerkowy, artretyzm i okropne migreny.

Żywiołem Kalwina był Bóg. Nie abstrakcyjny zegarmistrz albo niezainteresowany światem Twórca, ale Bóg, który objawia się człowiekowi, by móc go dla siebie pozyskać. „Cała nasza mądrość składa się jakby z dwóch części; ze znajomości Boga i nas samych” – notował. Dlatego Bóg nie jest dla niego aktorem drugoplanowym w filmie zwanym ludzkim życiem, ale głównym bohaterem. Gdy więc szło o kwestie wiary, Kalwin nie znał kompromisów: jego pisma najeżone są złośliwościami, polemikami i inwektywami pod adresem przeciwników. Cieniem na jego postawie kładzie się udział w egzekucji Michała Servetusa (1511–1553), radykalnego teologa, który odrzucał dogmat o Trójcy Świętej. Choć zwykle Kalwin litościwie poprzestawał na wygnaniu dysydentów z miasta, a trzeba pamiętać, że ówczesną europejską praktyką był stos, to w tym jednym przypadku z mściwością doprowadził do spalenia adwersarza. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że bezskutecznie prosił radę miejską o zamianę tej kary na ścięcie. Być może czynnikiem była osobista niechęć do Servetusa, który złośliwie wykazał pewne niekonsekwencje w teologii samego Kalwina. O nienawiści między nimi dwoma może świadczyć to, że w doprowadzeniu do zguby Servetusa Kalwin współpracował dyskretnie z katolicką inkwizycją. Tej skazy z jego życiorysu nie da się ani wymazać, ani usprawiedliwić, choć za ten krok chwalili go współcześni mu katolicy i protestanci.

Innym przykładem bezkompromisowości, gdy chodzi o istotę wiary, było podejście do sakramentów. Podobnie jak Luter i Zwingli, Kalwin uznawał tylko dwa: Chrzest i Komunię, ale tę ostatnią rozumiał zupełnie inaczej niż Kościół rzymski, jak i inni reformatorzy. Odrzucał tezę o tym, że Chrystus jest fizycznie obecny w chlebie i winie w tej czy w innej postaci, którą uznają katolicy i luteranie. „Chrystus wszędzie oznacza Chrystus nigdzie!” – grzmiał Kalwin w swoich kazaniach. Ale tak samo odrzucał tezę Zwinglego, że Wieczerza Pańska to tylko symboliczny posiłek i nic więcej. Dla Kalwina komunia to wielka tajemnica. Obietnica Królestwa Bożego na ziemi. Gdy ją spożywamy, jesteśmy unoszeni „jak w drabinie Jakubowej do Nieba”, by zakosztować niebiańskiej rzeczywistości, by móc pracować nad jej realizacją hic et nunc. Dlatego chciał, by sakrament Wieczerzy Pańskiej sprawować co tydzień i by był on dostępny dla wszystkich zainteresowanych członków Kościoła.

Przeciwko Kalwinowi ma świadczyć doktryna o predestynacji, według której Bóg z góry przeznaczył jednych do zbawienia, a innych do potępienia. To nie tylko radykalne uproszczenie drażliwej wciąż kwestii, ale też ignorowanie faktu, że przed Kalwinem podobne idee głosili ojcowie Kościoła – np. św. Augustyn. Kalwin, owszem, rozwinął tę doktrynę, ale uważał ją za coś, co paradoksalnie miało przynieść ludziom ukojenie w targanej wojnami, epidemiami, konfliktami religijnymi XVI-wiecznej Europie, gdzie nikt nie mógł być pewny swego jutra. Kalwin nauczał więc, że Bóg przeznaczył ludzi do zbawienia i w związku z tym wszyscy powinniśmy się zachowywać tak, jakbyśmy byli właśnie tym, którzy są do niego predestynowani.

Kalwin - teolog i prawnik

Jako jeden z niewielu reformatorów nie uważał słowa reforma za coś złego. Ecclesia semper reformanda – Kościół musi się zawsze reformować, głosił. Busolą w tym reformowaniu jest Słowo Boże. Ta chrześcijańska zasada prowokuje zarówno kościelnych liberałów i konserwatystów. Jak odczytywać Ewangelię Jezusa Chrystusa dzisiaj? Jak sprawić, by nie była ona skansenem idei religijnych z XVI albo XII w., ale także, by nie była ona zupełnie wyprana ze swej istoty przez nieustanne unowocześnianie?

Sam Kalwin nie dawał prostej odpowiedzi, ale – inaczej niż wielu reformatorów – nie bał się zmian. Zachęcał kobiety do uczenia się czytania i pisania, by mogły studiować Pismo albo śpiewać Psalmy do „codziennych melodii”. Wbrew wyraźnej literze nauczania Jana Kalwina, ale zgodnie z jego duchem, doprowadziło to do tego, iż na początku 2004 r. na czele dwóch największych Kościołów ewangelicko-reformowanych na świecie – Kościoła Szkocji (Kirk of Scotland) oraz Prezbiteriańskiego Kościoła USA, stanęły dwie kobiety: pastorka i świecka. Pierwsze kobiety reformowani zaczęli święcić już w 1853 r.! Zasada ta też będzie prowadzić do dalszego rozwoju Kościoła. Mówi o tym wybitny teolog prezbiteriański Shirley Guthrie, gdy nazywa ją „cudownym relatywizmem tradycji reformowanej”. I dodaje, że każde kolejne pokolenie ma prawo i obowiązek na nowo odczytywać Pismo i je interpretować. Musi jednak pamiętając, że jest tak samo omylne jak pokolenia, które go poprzedziły. Nikt, nawet Jan Kalwin, nie miał monopolu na prawdę.

Z obawy o bałwochwalstwo Kalwin postulował usunięcie z kościołów obrazów i figur – wyraźnie zakazanych przez Drugie Przykazanie. To stąd bierze się staropolskie powiedzenie: „pusto jak w kalwińskim zborze”. O tym, że kalwinizm nie musiał prowadzić do artystycznej zapaści, przekonuje jednak malarstwo i architektura XVII i XVIII-wiecznych kalwińskich Niderlandów. Brak sztuki kościelnej kalwiniści powetowali sobie na innych polach – np. słynne koncerty brandenburskie Jana Sebastiana Bacha powstały, gdy przebywał on na dworze kalwińskiego księcia Anhalt, gdy nie mógł komponować muzyki kościelnej.

Fundamentalne dzieło Kalwina nosi tytuł: „Institutio Religionis Christiane”. Pracował nad nim do końca życia – nanosząc poprawki, poszerzając, dopieszczając każde zdanie. Kalwin-teolog będzie jednak zawsze Kalwinem-prawnikiem. Dlatego jego myśl naznaczona jest rygorem, geometrią, fascynacją i nostalgią za prawem. „Institutio” jest skonstruowane na podobieństwo gotyckiej katedry, gdzie każdy detal jest doniosły, ma swoje miejsce i znaczenie. Język jest perfekcyjny także pod względem stylistycznym – Kalwin uchodzi za ojca nowożytnego języka francuskiego. A niektórzy porównują jego pisarstwo nawet z „Próbami” Montaigna.

Nie dziw zatem, że edukacja była oczkiem w głowie Kalwina. Dzięki jego staraniom utworzono w Genewie system szkolnictwa. Co prawda jeszcze nie obowiązkowy, ale dostępny dla dziewcząt i chłopców bez różnicy stanowej i majątkowej. Ściągali tu uczniowie z całej Europy – w tym i z Polski. Kalwin nie dostrzegał żadnych napięć między nauką a religią. Jego uczniowie zasłynęli z tworzenia nowych uczelni. Gdy w 1575 r. mieszkańcom holenderskiej Lejdy dano do wyboru: 10-letnie zwolnienie z podatków albo założenie uniwersytetu w ich mieście, kalwińska rada miejska wybrała uniwersytet.

W późniejszych wiekach to kalwiniści zakładali jedne z najlepszych uczelni na świecie: Heidelberg, Harvard, Yale, Princeton. W XVII-wiecznej Polsce jedną z dwóch tylko szkół, które osiągnęły europejski poziom, było oprócz ariańskiego Rakowa (bardzo szybko zamkniętego), kalwińskie gimnazjum w Lesznie. To nie przypadek, że od XVII w. w postępach nauki prym wiodły kraje albo zdominowane przez kalwinizm, albo pozostające pod jego silnym wpływem: Holandia, Szkocja, Anglia, USA.

Podczas jednej z podróży do Strasburga Kalwin poznał swoją żonę Idette, z którą miał trójkę dzieci – wszystkie umarły w niemowlęctwie. Było to powodem bezlitosnych szyderstw ze strony przeciwników, że Bóg pokarał heretyka poprzez śmierć dzieci i żony. Do końca życia pozostał wdowcem. Gdy umierał w 1564 r. w wieku 54 lat, nie mógł powstrzymać się od wyrzutu i przypomniał, że niektórzy mieszkańcy szczuli na niego swoje psy i do niego strzelali. Krążyły też niewybredne dowcipy na jego temat: „W piekle są tylko dwa diabły, a Kalwin jest jednym z nich”.

Prosił, by pochowano go w bezimiennym grobie na cmentarzu dla ubogich. Tak też się stało. Miejsce jego pochówku nie jest znane do dziś. Obawiał się nie tylko profanacji swojego grobu, ale też i kultu swojej osoby (bałwochwalstwo!). Zawsze był dość skryty. Nawet o swojej konwersji na protestantyzm niewiele pisał, uważając ją za sprawę zbyt osobistą, by nią epatować.

Niechęć Kalwina do Rzymu i papiestwa to jego znak firmowy. To owoc czwartej zasady: soli Deo gloria (Tylko Bogu chwała; jest jeszcze piąta: solus Christus, tylko Chrystus), którą Kalwin dodał do trzech sformułowanych wcześniej przez Lutra. Stąd przez całe życie zwalczał wszelkie przejawy bałwochwalstwa, do których, jak sądził, ludzkość ma szczególną słabość. Urząd papiestwa, ze swoim splendorem i władzą, postrzegał jako przypadek szczególnie na tego typu pokusy podatny. Niechęć do nadmiernej władzy jednej z grup w Kościele doprowadziła do tego, że kościół w Genewie pod panowaniem Kalwina uzyskał formę nieznaną wcześniej w Europie.

Na czym polegała specyfika genewskiej wspólnoty? Po pierwsze, Kalwin uznał za Lutrem, że wszyscy wierni są kapłanami, a zatem odrzucił istnienie stanu duchownego. Ustanowił cztery urzędy, które – jak podkreślał do znudzenia – nie były sakramentami ani święceniami. Choć sam nie miał żadnych święceń, chrzcił, udzielał komunii, wygłaszał kazania. Pastorzy głosili słowo Boże i sprawowali sakramenty; doktorzy – nauczali i czuwali nad właściwą wykładnią Pisma; starsi – wykonywali obowiązki wynikające z karności kościelnej; wreszcie diakoni sprawowali nadzór nad ubogimi, chorymi, sierotami i uchodźcami.

Po drugie, Kalwin stwierdził, że państwo i Kościół mają inne, autonomiczne sfery działania. Oznaczało to przekazanie pewnych funkcji, jak np. oświata, obrona i handel, w gestię państwa. Sprawy zaś takie, jak opieka nad ubogimi, działalność duszpasterska leżała w gestii Kościoła, gdzie państwo raczej nie powinno ingerować. Kościołem w Genewie rządziła rotacyjna, wybierana przez wiernych grupa duchownych i świeckich – konsystorz, absolutne novum. Dziś byśmy powiedzieli: przejaw radykalnej demokratyzacji kościelnych struktur. Ten demokratyczny element spowodował, że kalwinizm był entuzjastycznie przyjmowany przez mieszczaństwo w Anglii, Niderlandach oraz (początkowo) szlachtę w Polsce, Francji i na Węgrzech. Konsystorz sprawujący nadzór nad Kościołem i materiami duchownymi – sprawy świeckie pozostawiono władzy świeckiej – to początek rozdziału Kościoła od państwa.

Życie jako służba Bogu i bliźnim

Słynny jest także ewangelicki etos pracy. Dziś, gdy powoli ustępuje on miejsca kultowi sukcesu i pieniądza, nauka Jana Kalwina wydaje się nawet bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej: chrześcijaństwo przejawia się nie tylko w naszym cotygodniowym uczestnictwie w niedzielnym nabożeństwie, ale także w codziennej pracy, wykonywanej najlepiej i najuczciwiej, jak potrafimy. Nasza religia nie jest tylko sprawą niedzielnego poranka, ale sprawą całej życiowej postawy.

Pięćsetna rocznica urodzin Kalwina zbiega się w czasie z pierwszym w XXI w. kryzysem gospodarczym i ekonomicznym. Pojawiają się nawet głosy, że dziki kapitalizm ma swoje korzenie właśnie w doktrynie społecznej Kalwina. To zarzut poważny. Tyle że nietrafiony. Kalwin uważał, że ciężka praca i bogacenie się są godne pochwały, ale nigdy nie postrzegał ich jako cele same w sobie. W Genewie stworzył (albo wskrzesił wczesnochrześcijańską) opiekę społeczną, by pomagać chorym, zmarginalizowanym, sierotom i wykluczonym. System ten rozwinęły potem inne Kościoły reformowane, wspierające idee państwa opiekuńczego. Każde nabożeństwo komunijne rozpoczynało się od kolekty pieniędzy i jedzenia na rzecz ubogich i głodnych. Sytym i zamożnym Europejczykom, którzy z przerażeniem patrzą, jak do ich bram pukają dziś biedni emigranci, warto przypomnieć, że Genewa Jana Kalwina podwoiła liczbę mieszkańców, przyjmując ubogich uchodźców z całej Europy.

Prosty i skromny ubiór oraz styl życia kalwinistów to nie przykład ich ponuractwa, ale realizowania zasady, że życie jest służbą Bogu i bliźnim. Głoszone przez wielu polityków (także w Polsce) tezy, że „Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”, i ślepe przekonanie, że to rynek sam wszystko za nas załatwi, Kalwin uznałby za herezję i perwersyjne odczytanie Ewangelii Jezusa Chrystusa. Byłby też przerażony naszym stosunkiem do spraw środowiska naturalnego, wynikającym z pychy, że jest ono nam dane bez żadnych ograniczeń. Byłby również zszokowany bestialstwem wobec zwierząt: „Wół nie będzie mógł wszcząć procesu – notował – jeśli po swej pracy niezadowolony będzie z karmy, jaką mu dają; ale Bóg patrzy na niego z litością, tym bardziej że jest jego stworzeniem”.

Jan Kalwin jest dzisiaj nieustannie poniewierany – pisze z wyrzutem Harry Reid. Przymiotnik „kalwiński” jest używany zazwyczaj w kontekście, który sugeruje represję pełną hipokryzji. Jest w tym ziarno prawdy. Ale można też spojrzeć na Kalwina jako nieustannie zaangażowanego w ochronę najuboższych, który chciał nie pięknych słów, ale systemu, który by efektywnie i sprawnie pomagał wykluczonym i zmarginalizowanym. W sercu jego systemu było miłosierdzie.

Ostatnie pytanie quizu, jakie znajduje się na holenderskiej stronie internetowej, poświęconej obchodom rocznicy urodzin Kalwina, brzmi: „Czy mogłeś ten czas, który poświęciłeś na rozwiązywanie tego quizu, wykorzystać z większym pożytkiem dla innych i Boga?”. Kalwin, gdyby je przeczytał, z pewnością by się uśmiechnął i rzekł: „Nie tylko możesz, ale powinieneś!”.


Kalwinizm
    
Duchowych potomków Jana Kalwina nazywa się kalwinistami, choć oni wolą mówić o sobie: ewangelicy reformowani. Dają tym samym do zrozumienia, że to nie sam Kalwin definiuje ich rozumienie Kościoła i chrześcijaństwa. Kalwinizm narodził się w Szwajcarii. Szybko podbijał inne kraje Europy. W XVI w. zyskał status religii państwowej w Anglii, Szkocji, Niderlandach, Siedmiogrodzie, Palatynacie Reńskim i Królestwie Nawarry. Na początku XVII w. na kalwinizm przeszło wielu luterańskich władców: Hohenzollernowie w Brandenburgii i Prusach Książęcych, Piastowie panujący w Brzegu i Legnicy, książęta Hesji. Znaczące mniejszości ewangelików reformowanych zamieszkiwały także Czechy, Północne Włochy (Waldensi), Francję (Hugenoci), a nawet Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

W XIX w. amerykańscy i angielscy reformowani utworzyli prężne agencje misyjne, które do końca wieku schrystianizowały takie obszary jak Polinezja, Hawaje, Malawi, oraz utworzyli silne i liczne Kościoły reformowane w Korei, Indiach, Indonezji. W Prusach ewangelik reformowany król Fryderyk Wilhelm III narzucił swoim poddanym administracyjną unię z luteranami, tworząc w 1817 r. Ewangelicki Kościół Unijny. Zasadniczo, ze względu na organizację Kościoła, a czasami pochodzenie etniczne, kalwiniści dzielą się na:

Kongregacjonistów - wywodzących się z XVII-wiecznej angielskiej emigracji, która przybyła do Ameryki. Uważają, że jedyną formą władzy w Kościele jest parafia (kongregacja) i odrzucają wszelką hierarchię kościelną. Niegdyś bardzo konserwatywni, dziś zwykle liberalni. Ich największe skupiska to USA (Nowa Anglia), Walia, Oceania.

Prezbiterianów - wywodzących się przeważnie ze szkockiego nurtu kalwinizmu, kładących nacisk na władzę kościelną sprawowaną razem przez duchownych i świeckich zwanych starszymi (presbyteros). Ich główne skupiska to USA, Kanada, Korea, Afryka, Brazylia i oczywiście Szkocja, gdzie Kościół Szkocji (Kirk of Scotland) ma do dziś status kościoła narodowego. Ustrój prezbiteriański mają także Kościoły wywodzące się z tradycji holenderskiej (Holandia, RPA) i szwajcarskiej.

Kościoły unijne - założone na początku XIX w. w Niemczech, Polinezji, Indiach, Kanadzie, Australii i ostatni w 2004 r. w Holandii. Skupiają zazwyczaj nie tylko reformowanych, ale i metodystów (Kanada, Australia), anglikanów (Indie) oraz luteranów (Niemcy). Obecnie na świecie żyje ponad 80 mln wiernych należących do Kościołów tradycji ewangelicko-reformowanej. Do 2008 r. były one członkami albo Światowego Aliansu Kościołów Reformowanych z siedzibą w Genewie, albo Reformowanej Rady Ekumenicznej z siedzibą w Grand Rapids w USA. Jednak obie organizacje ogłosiły, że się łączą. W czerwcu 2010 r. utworzą Światową Wspólnotę Reformowaną. Jej pierwsze spotkanie odbędzie się w Grand Rapids w USA.

Największe Kościoły reformowane na świecie pod względem liczby wiernych:

Kościół Południowych Indii - 3,8 mln (unijny); Zjednoczony Kościół Kanady - 2,8 mln (unijny); Prezbiteriański Kościół USA - 2,5 mln; Kościół Jezusa Chrystusa na Madagaskarze - 2,5 mln; Węgierski Kościół Reformowany - 2,4 mln; Protestancki Kościół Niderlandów - 2,3 mln (unijny); Szwajcarska Federacja Kościołów Protestanckich - 2,3 mln; Kościół Szkocji - 2,1 mln; Zjednoczony Kościół Chrystusa (USA) - 1,3 mln; Kościół Północnych Indii 1,3 mln (unijny).
W Polsce, od czasów Reformacji, działa Kościół Ewangelicko-Reformowany RP, liczący obecnie ok. 2 tys. wiernych.


 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj