szukaj
Smuda trenerem reprezentacji
Inna para kaloszy
Franciszek Smuda chorował na reprezentację od dawna, ale gorszy moment na jej objęcie nie mógł mu się trafić.
Reprezentacja nie zagra na mundialu w RPA, potem wpada w pułapkę zastawioną na każdego gospodarza turnieju dużej rangi. Gwarancja startu w EURO 2012 to przywilej tylko pozorny, zwłaszcza gdy zespół, tak jak dziś Polska, przypomina kupę gruzu. O Smudzie mówi się, że ma nosa do piłkarzy, ale zespołu nie wyczaruje na zawołanie. Czekają nasz mecze towarzyskie, ale po pierwsze nie jesteśmy Brazylią, ani Hiszpanią, żeby stała do nas kolejka chętnych, a po drugie w meczu towarzyskim piłkarze traktują się na ogół towarzysko. Żaden z rywali Polaków nie będzie nadstawiał nogi, ani głowy, bo gdyby wrócił z kontuzją do klubu, to wypada z obiegu i cierpi na tym jego prestiż, a przede wszystkim konto.

Smuda to polski Bill Shankly, legendarny trener Liverpoolu, który powiedział, że futbol jest czymś znacznie poważniejszym niż sprawą życia lub śmierci. Zawodnik może sobie zaskarbić jego względy w jeden sposób - harując do upadłego. Kto narzekał po ostatnich meczach, że reprezentanci grają na pół gwizdka, teraz może być przynajmniej spokojny, bo u Smudy takie numery nie przechodzą. Z piłkarzami się nie koleguje, wejść na głowę sobie nie da. Zawodnicy, z którymi miał do czynienia dzielą się na tych, którzy go szanują i tych, którzy się go boją. Ci, którzy mówią o nim tylko źle, są w mniejszości. Zresztą tak się na ogół składa, że łączy ich skłonność do lenistwa, czego Smuda nie toleruje. Najwięksi krytycy nie mogą mu jednak odmówić jednego - ma obsesję zwycięstw i talent do budowania drużyn z charakterem, co w piłce nożnej jest już wartością samą w sobie.

Smuda znalazł się w zupełnie nowej roli. Prowadzenie reprezentacji, gdzie piłkarzy ma się do dyspozycji kilkanaście razy w roku po kilka dni, to zupełnie inna para kaloszy, niż codzienna praca w klubie. Staje się zakładnikiem trenerów klubowych, bo to oni przygotowują do gry ego wybrańców. Powszechnie wiadomo, że nowy selekcjoner gardzi statystykami, analizami i badaniami, słowo fizjologa niewiele dla niego znaczy, drugi trener nie ma u boku Franza nic do powiedzenia, a odprawy taktyczne przed meczami jego drużyn sprowadzają się do tego, kto gdzie ma stać przy rzutach rożnych. Teraz Smuda będzie musiał obudzić demokratyczną część swojej natury i odrobić lekcje z taktyki, bo samo odwoływanie się do charakteru piłkarzy i święta wiara w nieomylność własnego nosa, to, jak na reprezentację Polski, może być trochę mało.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj