Rosomaki, czyli zielone diabły
Rosomaki, pieszczotliwie nazywane rośkami, zaś przez talibów - Zielonymi Diabłami - to podstawowy pojazd naszych wojsk w Afganistanie.
Rosomak na afgańskich bezdrożach.
Kuba Dąbrowski/Polityka.pl

Rosomak na afgańskich bezdrożach.

Nasi bliscy w kraju narzekają na falę 20-stopniowych mrozów. Ale tutaj, w Afganistanie, żołnierze mówią, że śnieg i mróz bardzo się przydają. Pogoda w Ghazni była dziś wyśmienita. W słońcu można było się opalać. Żołnierze zamiast kurtek zaczęli chodzić w samych polarach.

Taka pogoda sprzyja jednak talibom. Ziemia nie zamarza i łatwo ukryć w niej IED (Improvised Explosive Device). Na jedną z takich min pułapek wjechał dziś o godzinie 14.00 (10.30 czasu polskiego) rosomak. Ładunek był bardzo silny. Ponad 20-tonowy wóz pancerny aż podskoczył do góry. Najbardziej ucierpiał kierowca, starszy szeregowy Krzysztof F, żołnierz z 21. brygady strzelców podhalańskich z Rzeszowa.

Talibowie podłożyli ładunek sześć kilometrów od bazy Warrior, ale dowództwo uznało, że po rannego polecą śmigłowce z Ghazni. Po kilku minutach para "śmigieł" już była w powietrzu. Żołnierz natychmiast trafił na stół operacyjny. Wstępna diagnoza - złamania lewej ręki i nogi. Lekarze, którzy się nim zajmowali, mają za sobą kilka misji i zajmowali się dużo cięższymi przypadkami.

Kolejnym poszkodowanym w tym zamachu jest transporter opancerzony rosomak. Żołnierze nazywają je pieszczotliwie rośkami. Talibowie mówią na nie zielone diabły. Jedni i drudzy zgadzają się co do jednego – gdyby nie rosomaki, polskie rodziny opłakiwałyby nie szesnastu, ale może nawet sześćdziesięciu Polaków. Talibowie boją się ich 30 milimetrowej szybkostrzelnej armaty ATK Mk-44. Dlatego urządzają na nie polowania. Liczą, że kiedyś się nam skończą.

Żołnierze mówią – oby nie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj