Zamieszanie z finansowaniem leczenia raka
Śmierć pod dywanem
Prezes NFZ nie dostanie styczniowej pensji (16 tys. zł. brutto), a minister zdrowia dokładnie skontroluje działalność funduszu. To kara za zamieszanie, w wyniku którego część chorych na raka musiała przerwać tzw. terapię niestandardową. Słychać głosy, że kara dla prezesa jest zbyt lekka, a nie słychać – że media i politycy dali niesamowity pokaz obłudy i nie rozwiązali żadnego problemu. Po prostu zamietli śmierć pod dywan.

Terapia niestandardowa to dla części chorych ostatnia deska ratunku. Jej zastosowanie przedłuża nadzieję na życie od dwóch tygodni do góra pół roku. Dla pacjenta, walczącego z chorobą, każdy dodatkowy dzień życia jest bezcenny, ma prawo o niego walczyć. Nie możemy jednak udawać, że w identyczny sposób podchodzić ma do problemu NFZ.

Jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, fundusz ma ograniczoną, zawsze za małą pulę pieniędzy i wydając je, musi dokonywać ciągłych, nierzadko dramatycznych wyborów.

Jeśli NFZ ma rocznie 40 mld zł, to w żadnym razie nie może wydać 80 mld, a i wtedy zapewne też znaleźlibyśmy, jak Amerykanie, autentyczne powody do niezadowolenia z jego działalności. Nie dla wszystkich chorych starczyłoby bowiem pieniędzy na „leczenie na najwyższym, światowym poziomie”, co – teoretycznie – mamy zagwarantowane.

Takich wyborów dokonywać musi służba zdrowia na całym świecie i posługuje się przy tym farmakoekonomiką, czyli wiedzą, która pozwala ocenić skuteczność danej terapii w stosunku do jej ceny. Jeśli za te same pieniądze można przywrócić zdrowie dziesięciu osobom lub dać nadzieję na przedłużenie życia dwóm , to w sytuacji gdy brakuje na kurację dla jednych i drugich, trzeba publiczne pieniądze wydawać bardziej racjonalnie.

Serce się kroi, gdy patrzymy w telewizji na chorą, której odmówiono bardzo drogiego leku, mogącego nieco przedłużyć jej życie. Jeśli jednak oko kamery skieruje się na innego chorego, dla którego zabrakło pieniędzy na lek, dający mu duże szanse na wyzdrowienie, rozpacz nie będzie mniejsza. Koncerny farmaceutyczne, oferujące leki coraz droższe, choć niekoniecznie bardziej skuteczne, umiejętnie manipulują chorymi i lekarzami. Farmakoekonomikę zastąpiły media, pieniądze najczęściej znajdują się dla tych chorych, których cierpienie pokazano w telewizji. Zwykle mogą im ulżyć, nie zawsze sprawdzone, bardzo drogie specyfiki. Lobbing, jaki odbywał się w sprawie szczepionki na świńską grypę  jest dobrym przykładem.

Odpowiedzialna władza  rozmawia uczciwie o tym ze społeczeństwem. Sposobem na złagodzenie (choć nie zlikwidowanie) tych dylematów jest przecież „dosypanie” pieniędzy do służby zdrowia. Można to zrobić na wiele sposobów. Opodatkowując składką na zdrowie rolników, którzy za leczenie nie płacą. Podnosząc składkę pracującym, którzy już teraz dźwigają ciężar leczenia całego społeczeństwa, albo też wprowadzając współpłacenie za np. wizyty u lekarza, czy ubezpieczenia dobrowolne.

Bo, mimo wszystko łatwiej obywatelom sfinansować leczenie przeziębienia, niż raka, a koszty leczenia będą rosły coraz szybciej. Każdy z tych sposobów grozi ekipie rządzącej utratą części popularności, dlatego kolejne rządy wolą zamiatać śmierć pod dywan, a gdy przechodzą do opozycji gwałtownie zapominają, że same nic nie zrobiły.

O zamieszaniu z niestandardowym leczeniem nowotworów pisał również Paweł Walewski. Przeczytaj jego opinię na ten temat >>

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj