Do SLD wrócili jego dawni liderzy
Mały realizm
Do SLD wrócił właśnie Józef Oleksy. Powiedział, że chce się włączyć w proces odradzania lewicy polskiej i europejskiej. To nie jest niespodzianka, bo Oleksy – jak głosi znana anegdota – zawsze był wszędzie potrzebny.

Nieco wcześniej akces do Sojuszu potwierdził Leszek Miller. Jego sytuacja jest jednak inna. Miller swego czasu założył nową partię, Polską Lewicę, która dzisiaj ma kilkadziesiąt oddziałów w całym kraju. Jest jasne, że powstała ona tylko dla ambicji Millera; skrzyknięto ludzi, zarejestrowano ugrupowanie, napisano program, składano gromkie zapowiedzi.

Teraz zaś lider opuścił swoją partię i wstąpił do innej, w którą od razu wczuł się znakomicie. W wywiadzie dla „DGP” Miller, pytany o związki PiS z SLD, mówi: „w mediach nie ma takiego sojuszu”. Ale kilka akapitów dalej, indagowany w sprawie powrotu do telewizji publicznej „Misji Specjalnej”, twierdzi: „jeśli już SLD ponosi koszty za tzw. medialną koalicję z PiS, to powinien mieć z tego jakieś korzyści”, i wyjaśnia, że chodzi mu o odpowiedni program telewizyjny, można się domyślać, lewicowy, równoważący „Misję”. Czyli sojuszu z PiS nie ma, ale SLD powinien mieć z tego program.

Miller wyjątkowo szybko przyswoił sobie wyjątkowo pokrętną logikę, jaka w tej sprawie obowiązuje w partii Napieralskiego. Dotyczy to jednak polityka, który jeszcze niedawno mówił, że chce wejść do Sejmu, aby rozliczyć ludzi PiS za śmierć Barbary Blidy. Który pozostawał poza SLD, kiedy tym ugrupowaniem rządził niechętny partii Kaczyńskiego Wojciech Olejniczak i powrócił do niej za Napieralskiego, traktującego PiS jak ewentualnego sojusznika, dobrego jak każdy inny.

Daleką drogę przebył były premier, ten twardy człowiek polskiej polityki, tak daleką, że nawet Michał Kamiński z PiS powiedział, że woli Millera od Tuska. Na tej drodze musiały zdarzać się trudne lekcje pokory.

Także dysydenci z innych partii, jak z PiS, czyli Ludwik Dorn i Marek Jurek, wspominają coraz częściej o konieczności współpracy z Kaczyńskimi, jedności prawicy. Zbliża się wielki maraton wyborczy, który ustawi scenę polityczną na lata, co oznacza koniec szaleństw i eksperymentów. W polityce zawsze obowiązywał realizm, ale wciąż zaskakuje, że to realizm tak mały.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj