Społeczne strony planu premiera
Wstęp do ewolucji
Pierwsze skrzypce programu ratunkowego premiera grały jak zwykle kwestie gospodarcze i emerytalne. Jednak na koniec zabrzmiał cienko flet społeczny, z rzadka słyszany w orkiestrze Donalda Tuska.

Szefowi rządu zależy jednak na wyrównywaniu szans i przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu. Zagrał trzy akordy: 

1. zapowiedział powszechny dostęp obywateli do bezpłatnej, przedprocesowej pomocy prawnej. Każdy, nawet niemiastowy człowiek powinien znać miejsce, gdzie uzyska pomoc w sytuacji kryzysowej,

2. obiecał rozbudowanie sieci świetlic edukacyjnych w najbardziej zagrożonych wykluczeniem gminach,

3. obiecał indywidualne plany pracy z młodymi zagrożonymi bezrobociem.

Powyższe założenia powinny być zrealizowane do 2013 r. Można się tylko cieszyć ze wzrostu wrażliwości społecznej wśród przedstawicieli najwyższej administracji. I dostęp do bezpłatnej, powszechnej pomocy prawnej i system placówek pobytu dziennego, a także nowe pośrednictwo pracy to absolutna konieczność.

To, co niepokoi podczas szczegółowej lektury planu, to brak informacji o tym, kto go będzie realizował. I w jaki sposób? Ile jest warta pomoc prawna dla bitej kobiety na utrzymaniu męża, jeśli nie ma przepisów pozwalających na eksmisję agresora, nie ma ośrodków dla samotnych matek, nie ma skutecznych pracowników socjalnych, którzy zaczęli by pracę nad rodziną w kryzysie.

Kto w najuboższej gminie wiejskiej poprowadzi świetlicę edukacyjną? Zwykle na takim stanowisku potrzeba wykwalifikowanego terapeuty-pedagoga, a nie znajomego sołtysa. A praktyka mówi, że właśnie takie jak ta kwalifikacje są najlepsze na podobnych stanowiskach.

Kto wytłumaczy pracownikom urzędów pracy, że ich nowa praca będzie polegała na coachingu, a nie na wydrukowaniu dostępnych ofert? Kto ich tej pracy nauczy?

W planie Tuska nie było mowy o reformie służby publicznej. O nowych, kompetentnych urzędnikach. O tym, że ich praca wymaga najwyższych kwalifikacji i odpowiedniego wynagrodzenia. Oraz: że ta praca powinna być stale ewaluowana, czyli rozliczana z efektów.

Trzymając kciuki za plan premiera obawiam się, że jest on tylko wstępem do ewolucji. Oby się premier nie zniechęcił. 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj