szukaj
Donald Tusk przed komisją hazardową
Zeznanie premiera
Premier zeznawał przed komisją śledczą. To na pewno kluczowy - z politycznego punktu widzenia - moment prac komisji. Ale czy równie ważny dla wyjaśnienia całej sprawy?
Premier zeznaje przed komisją śledczą. 4 lutego 2010 r.
Leszek Zych/Polityka

Premier zeznaje przed komisją śledczą. 4 lutego 2010 r.

Leszek Zych/Polityka

Donald Tusk w Sejmie. Styczeń 2005 roku
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Donald Tusk w Sejmie. Styczeń 2005 roku

Wielu politycznych przeciwników Donalda Tuska odczuje zapewne sporą satysfakcję, widząc lidera PO zeznającego przed komisją śledczą. W ten sposób sprawa, która wybuchła na początku października 2009 roku, znajduje swój polityczny punkt kulminacyjny.

PIERWSZA CZĘŚĆ PRZESŁUCHANIA PREMIERA

Premier przybył do Sejmu tuż przed godziną 9. Przywitał się ze wszystkimi obecnymi na sali członkami komisji, złożył także przysięgę. Premier zaczął swoje zeznania odpowiadając na pytania Beaty Kempy, która zapytała kolejno o powody dymisji poszczególnych członków rządu. - Grzegorzowi Schetynie wytłumaczyłem, że moja decyzja nie ma związku z brakiem zaufania w kontekście afery hazardowej - powiedział premier pytany o motywacje wobec odejścia z rządu byłego wicepremiera. Pytany o relacje wicepremiera z Ryszardem Sobiesiakiem, premier przyznał, że publiczne wyjaśnienia Schetyny były zgodne z tym, co usłyszał bezpośrednio od wicepremiera.

Pytany o dymisję ministra Mirosława Drzewieckiego premier powiedział, że to minister sam ją złożył. - Minister sam uznał, że dłuższe funkcjonowanie w rządzie, będzie utrudniało funkcjonowanie rządu.

Czy była afera hazardowa - zapytała Beata Kempa (PiS). - Niektóre z dymisji, o które pani pyta nie mają związku bezpośredniego z brakiem mojego zaufania w związku z aferą hazardową. Fakt, że Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski podali się do dymisji oznacza, że mamy do czynienia ze "sprawą hazardową" - odpowiedział premier.

Zbigniew Wassermann (PiS) zapytał premiera o to, kiedy zapoznał się z dokumentem Mariusza Kamińskiego i co dla niego wynikało z jego treści. Premier przyznał, że początek sprawy, to dla niego moment zapoznania się z materiałami, czyli 14 sierpnia 2009 r. (dwa dni po ich wysłaniu do Kancelarii Premiera przez ówczesnego szefa CBA). W ocenie premiera dokument b. szefa CBA był "niestandardowy" i zawierał "bulwersujące" informacje dotyczące zachowań Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego. Premier wyjaśnił, że z dokumentu wynikało, że szef służby poinformował go o "złych zdarzeniach", ale na razie nie ma w nich znamion przestępstwa, o którym należy zawiadomić prokuraturę. Premier przyznał, że rekomentacją Mariusza Kamińskiego było, by premier podjął działania mające zabezpieczyć "proces legislacyjny", czyli wyjaśnić okoliczności powstania ustawy. Premier przypomniał, że w podobnej sytuacji znalazł się, gdy kilka miesięcy wcześniej przyszedł do niego szef innej służby, by poinformować go o planach zatrzymania prezesa ZUS. Wówczas oczekiwano, by premier nie robił nic w tej sprawie. Premier przyznał, że nie miał poczucia, że "chodziło o coś jeszcze".

Sławomir Neumann (PO) zapytał premiera, czy "czuł się testowany przez Mariusza Kamińskiego". Donald Tusk przyznał, że słyszał, że były szef CBA testował go jako premiera i przywódcę, ale 14 sierpnia "nie miał wrażenia, że Mariusz Kamiński go testuje". Pytany o profesjonalizm CBA, premier powołał się na wyniki audytu dotyczącego działalności służby przyznał, że to służna dość droga, jeśli wziąć pod uwagę ilość nakładów i efekty działania.

Premier Donald Tusk wyjaśniał przed komisją, że między 14 sierpnia a końcem września miał o wiele więcej spraw na głowie (m. in. posiedzenie rządu ws. ustawy budżetowej, tragedię w Afganistanie, wizytę w Holandii i powrót do Polski z powodu katastrofy w kopalnii, szczyt Rady Europejskiej, rozwiązanie sporu z Eureko i inne rutynowe działania) niż aferę hazardową: - To nie jest tak, że premier od rana do wieczora podnieca się podsłuchami Mariusza Kamińskiego - powiedział premier.

Zapytany o spotkanie w Kancelarii 30 lipca, premier powiedział, że podczas spotkania pojawiła się informacja, iż ustawa hazardowa może przynieść wpływy do budżetu. Premier wyjaśnił, że poprosił obecnych na spotkaniu, by zorientowali się, czy dzięki ustawie może zarabiać państwo, a nie tylko branża hazardowa. Uprzedzając ewentualne pytania śledczych, czy to nie był zbieg okoliczności, że 30 lipca rozmawiano o ustawie, a dwa tygodnie później zjawił się u niego szef CBA, premier przyznał, że - Nie jest wybitnym profetykiem, by przewidzieć, z czym przyjdzie do mnie minister Kamiński - powiedział premier.

Bartosz Arłukowicz (Lewica) dociekał, jakimi motywami kierował się premier rekomendując Zbigniewa Chlebowskiego na szefa klubu PO i szefa komisji finansów publicznych, a Mirosława Drzewieckiego powołując na ministra sportu. Premier wyjaśniał, że Zbigniew Chlebowski od dawna uchodził za "nieformalnego" eksperta od finansów publicznych. O nominacji Drzewieckiego przesądziło to, że szukał osoby, która będzie miała silną pozycję i egzekwowała działania w związku z zadaniami stojącymi przed resortem. Premier, pytany był także o wcześniejsze związki Chlebowskiego ze sprawami hazardu - przypomniał o sprawie przed lat, jego zdaniem wyjaśnionej do końca przez jego ówczesnego współpracownika Jana Rokitę.

Odpowiadając na pytania posła Arłukowicza, premier przyznał, że nie przypomina sobie, by przed 26 sierpnia 2009 r., czyli spotkaniem z Chlebowskim, wezwał tego polityka w związaku z jego "ponadstandardowym" zainteresowaniem jakąkolwiek ustawą.

Jarosław Urbaniak (PO) zapytał o to, ilu ministrów z rządu Donalda Tuska i "zwykłych obywateli" było podsłuchiwanych. Premier powiedział, że nie ma informacji na ten temat. Poseł zwrócił uwagę na fragment ze stenogramów, z którego wynika, że minister Drzewiecki było podsłuchiwany. Premier odparł, że nie ma wiedzy na ten temat, ale, gdyby tak było to "byłby nie tylko skandal, ale także przestępstwo".

Premier odpowiadając na pytanie Franciszka Stefaniuka (PSL) kiedy dowiedził się, że w ministerstwie finansów trwają prace nad ustawą hazardową, przyznał, że jego zdaniem było to późną wiosną, wczesnym latem 2009 r., kiedy kończyły się prace nad ustawą w Komitecie Stałym RM. Frasyniuk dociekał także, kiedy premier dowiedział się o przedłużaniu prac w resorcie finansów. Premier stwierdził, że nie docierały do niego niepokojące sygnały: - Jeśli nie ma nadzwyczajnych okoliczności, to nie jest niczym szczególnym, że prace nad ustawą trwają rok czy półtora - powiedział Donald Tusk. Premier przyznał jednak, że - także w związku z akcją Mariusza Kamińskiego - sprawy nabrały tempa i przyniosły "nadspodziewanie dobry efekt".

DRUGA CZĘŚĆ PRZESŁUCHANIA PREMIERA

Po przerwie w obradach pytania zaczeła zadawać Beata Kempa. Posłankę interesowały przyczyny dymisji Sławomira Nowaka ze stanowiska szefa gabinetu politycznego premiera. Premier wyjaśnił, że jego dymisja nie miała związku z aferą hazardową. Premier przypomniał o tym, że dymisje ministrów miały różne powody, niektórzy odchodzili z zajmowanych stanowisk na jego prośbę, by wzmocnić klub parlamentarny Platformy.

Doszło również do starcia między posłanką Kempą a premierem o to, czy pytany o notatkę Jacka Kapicy, Donald Tusk użył na posiedzeniu komisji sformułowania, że "miała ona charakter poufny". Przewodniczący komisji zarządził 15 minutową przerwę na odsłuchanie tego fragmentu zeznania premiera.

Okazało się jednak, że to premier miał rację - nie mówił, że notatka wiceministra miała charakter poufny, lecz "urzędowy". Beata Kempa przeprosiła Donalda Tuska za swój błąd. Przewodniczący komisji Mirosław Sekuła (PO) pouczył posłankę, by nie przerywała świadkowi w udzielaniu odpowiedzi na pytania. Beata Kempa ponownie zapytała premiera o to, czy czytał notatkę Kapicy z 28 lipca 2008 r. Premier wyjaśniał, że odpowiedział już wcześniej na to pytanie (premier powiedział wówczas, że minister zapoznał go z konkluzją tej notaki).

- Nie mam wrażenia, by CBA pod Mariuszem Kamińskim w jakoś szczególny sposób interesowały się klasą polityczną - mówił premier odpowiadając na pytania Zbigniewa Wassermanna o ocenę CBA. Premier podkreślił, że w jego Kancelarii nie odbyło się ani jedno spotkanie, w którym żądałby od jakiegokolwiek szefa służb znalezienie czegokolwiek na jakiegoś polityka. - Nie interesuję się operacjami specjalnymi - podkreślił premier.

Donald Tusk przyznał, że przekazana mu z CBA informacja była "cząstkowa", jeśli chodzi o funkcjonowanie rynku hazardowego, ale nie informował go o innych aspektach, bardziej istotnych. - Dla mnie kluczowe jest, dlaczego minister Kamiński nie poinformował mnie o analizie, którą wcześniej wytworzył o wideoloteriach - mówił premier. - Czy nie jest zadziwiająca nadzwyczajna powściągliwość w tej kwestii.

Premier po raz kolejny podkreślił, że jego zdaniem, po analizie różnych aspektów tej sprawy Mariusz Kamiński nie działał wyłącznie w interesie publicznym w związku z ustawą hazardową, ale towarzyszyły mu również inne intencje.

Sławomir Neumann powrócił do spotkania premiera z Mariuszem Kamińskim i min. Cichockim 14 sierpnia 2009. W ocenie premiera, wynikało z niego, że CBA nie ma na tym etapie przesłanek zawiadomienia prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i nie oczekuje też tego od premiera. Donald Tusk wyjaśnił także, odpowiadając na pytania Mirosława Sekuły, że osobiście nie zetknął się z lobbingiem dotyczącym nowej ustawy lobbingowej i to raczej on sam nalegał na to, by była bardzo restrykcyjna. - Co oczywiście trudno nazwać lobbingiem - przyznał z uśmiechem szef rządu.

Poseł Arłukowicz zapytał premiera o jego rozmowy z ministrem Drzewieckim na temat dopłat. Premier zeznał, że nie rozmawiał z nim na ten temat przed 19 sierpnia 2009 r. (czyli dniem spotkania z ministrem sportu). Poseł Lewicy pytał także o rozmowy premiera z Chlebowskim i Drzewieckim, a także o relacje tych polityków z Sobiesiakiem. Premier odpowiadał także na pytania o to, dlaczego zaczął od spotkania z Drzewieckim: - To rekomendacja Mariusza Kamińskiego z 14 sierpnia spowodowała, by zrekonstruować zachowanie ministra - mówił premier. Donald Tusk wyjaśniał swoją sytuację jako szefa rządu po uzyskaniu informacji od ministra Kamińskiego.

Premier wyjaśnił - odpowiadając na pytania posła Urbaniaka - że podczas 14 sierpnia 2009 r. - nie pojawił się wątek związany z córką Sobiesiaka, która miała objąć fotel członka zarządu Totalizatora Sportowego. - Jestem pewien, że między spotkaniem z Kamińskim a Drzewieckim 19, z nikim nie rozmawiałem na ten temat. O zagadnienia z Totalizatorem pytał premiera Franciszek Stefaniuk.

Beata Kempa w kolejnej turze pytań, dociekała czy premier, wiedząc, że CBA przeprowadza jeszcze analizę prawno-karną uczestników afery, nie czuł się bezpiecznie i mógł we własnym zakresie przeprowadzić "zabezpieczenie legislacyjne". Premier po raz kolejny wyjaśniał, że miał wrażenie "coraz bardziej narastające", że ministrowi Kamińskiemu nie zależy, by skutecznie wyjaśnił sprawę, lecz raczej o to, by popadał w coraz większe tarapaty. Pytany o ministra Cichockiego, odparł, że jest on upoważniony do zajmowania się dokumentami z klauzulą w Kancelarii. Stosowne dokumenty potwierdzające uprawnienia Cichockiego mają być dostarczone komisji przez Kancelarię Premiera.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj