Zakaz palenia coraz bliżej
Jak w dym
Nie cierpię dymu papierosowego, ale jestem absolutną przeciwniczką bezwzględnego zakazu palenia w miejscach publicznych.
twicepix/Flickr CC by SA

I to wcale nie dlatego, że martwi mnie los restauratorów czy właścicieli pubów, bo przy morderczych marżach, które pobierają, i tak dadzą sobie radę.

Nie cierpię dymu papierosowego, bo razi mój zmysł węchu i szczypie w oczy.  Obawiam się też o stan zdrowia bliskich mi palaczy, więc męczę ich swoim gadaniem, że najwyższa już pora rzucić papierosy. Złośliwie otwieram okna i nękam prośbami: teraz nie pal. Codziennie więc uprawiam czynną działalność antynikotynową.

Buntuję się jednak przeciwko wkraczaniu z butami w wolność osobistą obywateli. Przy stale deklarowanym przez PO liberalnym podejściu do wszystkiego, uchwalanie prawa o niewpuszczaniu do knajp ludzi palących jest w moim odczuciu absurdem, nie dającym się obronić żadnymi argumentami.

Moje wątpliwości wywołuje nawet kwestia wprowadzenia ograniczonych stref dla palaczy, bo w końcu ci, co się upijają, też szkodzą nie tylko sobie, ale i innym (bywają nachalni, agresywni, wydają pieniądze na alkohol, zubożając w ten sposób rodziny, z powodu kaca gorzej pracują następnego dnia itp.). Czy jednak ktoś wpadłby na pomysł, aby zabronić im wchodzić do barów, knajp i pubów? 

W przypadku palaczy jedyną granicą ich wolności powinna być całkiem nieskomplikowana i powszechnie przez niepalących oczekiwana kultura osobista (o co przynajmniej teoretycznie łatwiej niż w przypadku osób nadużywających alkoholu). Wystarczy pytanie, czy mogę zapalić (z moich obserwacji wynika, że większość niepalących, przy dobrej klimatyzacji, ma pewną tolerancję na zniesienie nieprzesadnej liczby papierosów), czy też dobrowolne wyjście na czas zaciągania się dymem lub ograniczenie palenia podczas przebywania z innymi (nie tylko niepalącymi). 

Aby osiągnąć lepsze efekty w tym względzie przydałyby się zapewne kampanie reklamowe (finansowane również przez państwo, a nie tylko w ramach społecznych kampanii realizowanych przez agencje reklamowe), zachęcające do tego rodzaju zachowań, szczególnie skierowane do młodych ludzi.  Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie tego rodzaju akcji, ani haseł czy sloganów.

Być może miałyby one swoją wartość nie tylko, gdy chodzi o niepalących, ale także odnosiłyby skutek w szerszym wymiarze. Granicą wolności  jednostki powinno być szanowanie granic wolności drugiego człowieka. To prawda, że ta zasada zbyt często bywa łamana w stosunkach międzyludzkich, nie powinno jednak  pomagać w tym demokratyczne państwo.

***

Palenie - wszędzie, czy tylko we własnych czterech ścianach? Czy politycy powinni się do tego mieszać? Czekamy na Państwa komentarze na forum! 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj