szukaj
Dawne przystawki PiS atakują
Ostatnie haki ratunku
Niefortunna, ale celowa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wywołała lawinę spekulacji. Z politycznego niebytu wracają przy okazji Roman Giertych i Andrzej Lepper. I pragną zemsty na szefie PiS.
Dawne czasy. Wicepremier Roman Giertych i wicepremier Andrzej Lepper podczas posiedzenia rządu. Czerwiec 2007 r.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Dawne czasy. Wicepremier Roman Giertych i wicepremier Andrzej Lepper podczas posiedzenia rządu. Czerwiec 2007 r.

Jedno zdanie Jarosława Kaczyńskiego wywołało lawinę komentarzy. Sprawa żyje już pięć dni, a zaczęła się od weekendu, gdy w świat poszła informacja, że były premier wie o tajemniczym wydarzeniu sprzed lat, które może skompromitować Radosława Sikorskiego. Moment wybrano doskonały, bo w czasie weekendu, gdy życie polityczne zamiera, media z lubością przeżuwają i smakują takie newsy. Choć z ust prezesa Kaczyńskiego nie padło słowo „hak”, szybko pojawiło się nagłówkach. To wystarczyło, by ruszyła lawina komentarzy, dyskusji i przypuszczeń – o co zapewne chodziło prezesowi PiS. Klimaty rodem z IV RP znów się przypomniały.

Szansę na powrót na oświetloną telewizyjnymi reflektorami scenę natychmiast wyczuł zapomniany nieco Roman Giertych. Były szef Ligi Polskich Rodzin powiedział, że zbieranie haków to jeden z ulubionych sportów eks – premiera. Miał je gromadzić na polityków Platformy, a nawet rozważać możliwość posłania za kratki żony Grzegorza Schetyny.

Swoje trzy grosze na temat Kaczyńskiego dodał również Andrzej Lepper. Kilka dni przed wybuchem „sprawy hakowej” szef Samoobrony zeznawał przed komisją „naciskową”.  Stwierdził wówczas, że za rządów koalicji PiS-Samoobrona-LPR, podczas jednej z narad z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, postanowiono dokładniej przyjrzeć się „liberałom z KLD”. Zapytany potem przez dziennikarzy Andrzej Lepper chętnie wymienił na wizji nazwiska zamożnych biznesmenów, którym rząd PiS szczególnie się przyglądał.

Haki w mediach czują się i komentują świetnie - jeszcze Schetyna zagroził Kaczyńskiemu Trybunałem Stanu, zaś Kaczyński Giertychowi pozwem. I z wzajemnością – Roman Giertych zapowiedział, że nie może się doczekać, aż urządzi się proces PiS. I straszy bliżej nieznanym, choć niszczącym i kompromitującym dokumentem, który zostanie wyciągnięty w kulminacyjnym punkcie sprawy sądowej

Dla obu byłych wicepremierów – Leppera i Giertycha – cała sprawa wydaje się świetnym pretekstem, aby odegrać się na szefie PiS, który ponad dwa lata temu wysłał ich na polityczną emeryturę. Na dodatek ich ugrupowania – nazwane przystawkami - po okresie wspólnych rządów z PiS poszły w rozsypkę.

Roman Giertych po wyborczej porażce w 2007 roku wrócił do praktyki adwokackiej. Ale drogi powrotnej do polityki nie zabarykadował. By nie zostać zapomnianym, chętnie sięga po sprawy głośne. Reprezentował m.in. żonę dr Mirosława G., która oskarżyła męża, że się nad nią znęcał, byłą żonę Janusza Palikota w walce o podział majątku, czy braci ks. Jerzego Popiełuszki.

Co dziś robi Giertych – czytaj tekst „Adwokat własnej sprawy”

 O ile powrót Romana Giertycha na polityczne salony można sobie jakoś wyobrazić, to w przypadku Andrzeja Leppera i Samoobrony  byłoby to bardzo trudne. Szczególnie po tym, jak został skazany – na razie nieprawomocnie - na 2 lata i 3 miesiące więzienia za udział w tzw. seksaferze. Jednak w przeciwieństwie do Giertycha, który oficjalnie zapewnia, że o powrocie na polityczne nie prędko pomyśli, Lepper o niczym innym nie marzy. Nie wiadomo jednak, jak chce tego dokonać, skoro zgodnie z wpisanym rok temu do konstytucji zapisem, osoby skazane prawomocnymi wyrokami nie mogą kandydować do parlamentu.

Co dziś robi Lepper i Samoobrona – czytaj tekst „Samoobrona po wyborczych klęskach”

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj