Pies czyli kot
Ciut, ciut
Zawsze lubiłem makatki kuchenne, gęsto w czasach mojego dzieciństwa wiszące we wszystkich prawie kuchniach.

Ich grafika, wyszywana niebieską muliną, te kwiaty i winogrona tworzące ramę obrazu – wszystko ciepłe, znajome, uspokajające. Żona stała przy kuchni uśmiechnięta, mąż też uśmiechnięty, właśnie otwierał drzwi wracając z pracy, a nad tym wszystkim dwa gołąbki trzymały wstęgę z napisem: „Dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co Tusk lubi”. Przepraszam, coś pomyliłem, ale nie aż tak bardzo, żeby się zaraz poprawiać.

W prawyborach Platformy Obywatelskiej taki właśnie napis oba ptaszęta trzymały, a z całej telewizyjnej makatki świeciło słoneczko, radość i przyjaźń. Zadowolenie brało się głównie stąd, że obaj kandydaci do klatki w pałacu byli uskrzydleni tym samym pragnieniem. Obaj pragnęli wyrazić poparcie dla partyjnej propozycji Platformy – aby dokonać zmian w konstytucji osłabiających urząd prezydenta. Obu więc kandydatom PO zależało, by ten z nich, na którego wypadnie, był prezydentem dekoracyjnym.

Kandydat Komorowski przypomniał wprawdzie, że ta zmiana o osłabieniu weszłaby w życie dopiero po następnych wyborach, ale wszyscy rozumieli, że tylko dla pucu tak powiedział. No bo po co czekać pięć lat na osłabienie, jeśli można się osłabić znacznie wcześniej, od ręki – jak to się kiedyś mawiało.

Pan marszałek był przygotowany i natychmiast pokazał nam wszystkim, jak on się tu na miejscu może osłabić dla wzmocnienia Rzeczpospolitej. Trochę ni z gruszki, ni z pietruszki nagle zapowiedział, że finansowanie przez państwo metody in vitro, owszem, jak najbardziej, ale tylko dla tych, którzy zagwarantują dobrze wychowane i zdrowe dzieci. Przytkało to nawet hollywoodzką parę Mucha–Nowak, bo i oni nie wiedzieli, jak te gwarancje miałyby wyglądać. Pisemne oświadczenia rodziców, że dziecko zawsze będzie grzeczne, nigdy nie skłamie i nie napluje na podłogę, zawsze będzie myło rączki i ząbki, a gdy dorośnie to ręce i zęby? A to jeszcze nie koniec, bo przecież musi być zdrowe. Komorowski chciał chyba odciążyć koleżankę Kopacz i zmusić rodziców do pisemnej deklaracji, że dziecka nigdy nawet brzuszek nie zaboli, a jeśli już, to na ich koszt. Czy to o takie gwarancje chodzi? – „dziennikarskie hieny” rzuciły się łakomie na pana marszałka tuż po zakończeniu tak zwanego pojedynku. Marszałek wyjaśnił nieporozumienie: coraz częstsze są pogłoski, niestety prawdziwe, że wkraczającym w dziewiąty krzyżyk staruszkom nagle odbija palma i koniecznie chcą zajść w ciążę. Pan marszałek stawia więc sprawę jasno – jeśli ktoś zaniedbał sprawę, nie postarał się o dziecko, gdy miał lat 20, 30, no powiedzmy 40, to teraz, dobiegając setki, sam musi zapłacić za swoje fanaberie.

W tej sytuacji bardzo przytomnie zachował się drugi kandydat, minister Sikorski. On jedyny poczuł, że jeszcze kilka zdań Komorowskiego i ten w zapale demonstrowania, jak bardzo może się osłabić, mógł ogłosić, że nie będzie refundacji in vitro na przykład także dla przedstawicieli zakonów męskich i żeńskich. Faworyta prawyborów osłabiłoby to tak, że wbrew ustaleniom Sikorski znalazłby się na pięć lat w pałacowej klatce. Minister w mig to zrozumiał, brutalnie przerwał marszałkowi i sam się osłabił cytatem – rozmyślnie myląc króla Zygmunta II Augusta z Władysławem IV.

Dla pewności dodał jeszcze, że Polski nie stać dziś na refundację in vitro. I w ten prosty sposób uratował Komorowskiego, bo absolutnego zakazu in vitro domaga się Kościół katolicki, o którym pisze się teraz bardzo dużo, szczególnie w Irlandii, w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych. Zresztą w ogóle na całym świecie ma taką prasę, jakiej nie miał od lat.

Komorowski ciut lepszy – jak ogłosiła w tytule „Gazeta Wyborcza”. Zdobył 68,5 proc., a Sikorski ponad dwa razy mniej, bo 31,5 proc. Wszystko się zmienia na tym świecie. Ciuty też. Ciut, ciut bardziej mocny śmigus-dyngus wszystkim nam by się może przydał.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj