szukaj
Pies czyli kot
Kwiatki polskie
Po krótkiej przerwie mamy dalszy ciąg oficjalnego głoszenia prawd objawionych, że niezgodność z konstytucją jest najwyższym prawem i dlatego marszałek Sejmu, który w tych dniach sprawuje obowiązki głowy państwa, powinien realizować testament zmarłego Prezydenta. Można zapytać, po co ma to robić marszałek, jeśli praktycznie wystarczy zwykły notariusz?

Konstytucja jednak nic nie mówi o realizacji testamentu. Marszałek oficjalnie przed narodem odpowiada za to, co robi. Odpowiada, czyli ponosi odpowiedzialność. Żaden testament, w dodatku nieistniejący, nie ma tu nic do rzeczy.

Czytam w części prasy, że za katastrofę pod Smoleńskiem odpowiedzialność ponoszą minister obrony oraz premier. Ustaleń w sprawie przyczyn katastrofy dotąd nie ma, ale – jak widać – wnioski personalne już są. Przypomnę więc dla porządku, że pilot prezydenckiego Tupolewa był informowany, że powinien lądować na innym lotnisku. A gdy w 2008 r. Lech Kaczyński leciał do Azerbejdżanu z trzema innymi prezydentami, już w samolocie zmienił decyzję, by lecieć do Tbilisi, ale dowódca samolotu odmówił. Nie będę o tym opowiadał, bo wszyscy to znamy, więc tylko przypomnę słynne poselskie zapytanie, czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika sił zbrojnych RP oraz „jak MON zamierza reagować, jeśli w przyszłości będą powtarzać się tego typu przypadki odmawiania zmiany kierunku lotu”.

Organ „Nasz Dziennik” jest wciąż nie do pokonania i podaje za „Romanian Globar News”, że „swego czasu Rosjanie przeprowadzili na terenie lotniska w Smoleńsku eksperymenty przy użyciu broni elektromagnetycznej EMP – najsilniejszej broni, jaka kiedykolwiek istniała (…) i potrafi naśladować między innymi uderzenie pioruna lub wybuch jądrowy. Rumuńska agencja podkreśla, że katastrofa prezydenckiego Tupolewa miała być zamachem na najbardziej antyrosyjskich przywódców Polski”. Biedny ten nasz naród skazany na takich przedstawicieli Kościoła na co dzień. W kościele na Wigrach (zespół pokamedulski) w ostatnią niedzielę wierni usłyszeli z ambony, że katastrofa samolotu spowodowała męczeńską śmierć, taką jak śmierć ojca Kolbego czy księdza Popiełuszki. Ksiądz mówił na mszy, że gdy samolot spadł, na niebie nad Smoleńskiem ukazał się wielki krzyż – znak od Boga. Mówił też, że wiele osób przeżyło katastrofę, ale szybko zjawili się funkcjonariusze... Tu, niczego nie sugerując, zakończył temat i ogłosił koniec świata, który nastąpi po wybuchu kolejnego wulkanu na Islandii.

By nie było wątpliwości, że słowami można żonglować dowolnie, bez odpowiedzialności mówić, co tylko się chce, to wspomnę tu tylko tzw. apel intelektualistów do Jarosława Kaczyńskiego, by „dźwignął ojczyznę z zapaści i chaosu”. Rzeczywiście – chaos nieopisany ogarnął kraj. Bandy rabują sklepy i rozpruwają sejfy bankowe, a policja i wojsko resztkami sił bronią Pałacu Prezydenckiego i świątyń. Można też dodać, że nie działają wodociągi i nie ma prądu, jest chaos i tylko chaos. Wiem, że nie pora na kpiny, bo to, co się stało, wciąż wisi nad nami i słowa czasem się wymykają bez kontroli. Przecież o męczeńskiej śmierci słyszeliśmy także oficjalnie na cmentarzach nad grobami poległych urzędników państwowych, choć między śmiercią męczeńską a śmiercią nagłą jest zasadnicza, ważna różnica. Gdy się słyszy słowa listu czytanego nad grobem: „Musimy podjąć tak nagle przerwane ich dzieło. Być może przegramy (…) być może nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski”. To, że Polska jest może miejscem niewygodnym, nie znaczy, że jej tu nie ma, co zdają się sugerować cytowane słowa.

W „Kwiatach polskich” Julian Tuwim w słynnej modlitwie prosił: „Lecz nade wszystko – słowom naszym,/Zmienionym chytrze przez krętaczy,/Jedyność przywróć i prawdziwość:/Niech prawo zawsze prawo znaczy/A sprawiedliwość – sprawiedliwość”. Dziś wciskają nam coraz więcej sztucznych kwiatów. Niektórym to nie przeszkadza, a nawet bardzo odpowiada. I to uważam za największe nieszczęście.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj