Kraj po żałobie
Powrót do normalności
Życie polityczne po okresie żałoby przybiera oryginalne formy.

W centrum uwagi znalazł się pełniący obowiązki prezydenta marszałek Bronisław Komorowski; krytykowany przez pisowską opozycję za wszystko, właściwie za to, że w ogóle jest. Prawda, że marszałek Sejmu tkwi w niezwykle trudnej i delikatnej sytuacji, jednak fala zaleceń, co mu wolno, a czego nie, przekroczyła granice prawa i zdrowego rozsądku. Na razie marszałek bardzo ostrożnie i wstrzemięźliwie korzysta ze swoich uprawnień, czego nie da się choćby powiedzieć o kolegium IPN, które zebrało się już w dwa dni po śmierci swego prezesa, nie doczekawszy nawet jego pochówku, i zakrzątnęło wokół własnej przyszłości.

Zmieniono przewodniczącego, sprzeciwiającego się organizowaniu konkursu na nowego prezesa bez wcześniejszej rozmowy z marszałkiem, który musi podjąć decyzję, czy podpisać znowelizowaną ustawę zmieniającą sposób wyboru władz instytutu. Taki gest kolegium nie ma podobno nic wspólnego z polityką, ma jedynie usprawnić prace IPN i nie hamować dostępu do zbioru zastrzeżonego, jakby ten zbiór był dziś czymś najważniejszym w państwie. Trudno o większą hipokryzję. Zwłaszcza że oto nagle objawiło się grono depozytariuszy ostatniej woli prezydenta, którzy żądają od marszałka przesłania ustawy, za którą on i jego ugrupowanie głosowało, do Trybunału Konstytucyjnego, bo podobno tego chciał prezydent Kaczyński. Ale może marszałek (który, jak ktoś słusznie zauważył, pełni obowiązki prezydenta, a nie Lecha Kaczyńskiego) powinien być w pierwszym rzędzie depozytariuszem woli większości, która ustawę uchwaliła? A także woli posła Arkadiusza Rybickiego, który – zanim zginął w katastrofie – tę nowelizację przygotował i był za to agresywnie i kłamliwie atakowany.

Również Piotr Wiesiołek, wiceprezes NBP, natychmiast miał gotowe ekspertyzy, że to on pełni rolę przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej, co (przy zdumieniu większości poważnych ekspertów) Rada uznała, nie chcąc zapewne wdawać się nie tylko w nieprzystojne, ale być może także kosztowne dla państwa awantury. Teraz trwa powszechne nawoływanie, aby prezesa NBP nie wybierać i decyzję zostawić przyszłemu prezydentowi, którego zaprzysiężenie może nastąpić dopiero w połowie sierpnia.

Zakrzątnęła się także wokół swej przyszłości Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Już słychać nawoływania, aby Sejm i Senat nie zajmowały się jej sprawozdaniem, co powinny zrobić do końca czerwca. Odrzucenie sprawozdania może bowiem zakończyć coraz bardziej kuriozalny żywot tego gremium, a także żywot kierownictw mediów, które stały się narzędziem wyjątkowo ostrej propagandy jednego obozu politycznego. A niby dlaczego, skoro byliśmy tak dumni, że w momencie katastrofy demokratyczne procedury zadziałały, państwo funkcjonowało sprawnie, teraz należałoby ich działanie zatrzymywać?

Marszałek Komorowski zachowuje się powściągliwie, może nawet nazbyt powściągliwie i nie ma dotychczas przykładu, że nową sytuację politycznie wykorzystuje dla dobra swojego ugrupowania. Rząd zajmował się głównie przyjmowaniem kolejnych trumien wracających z Moskwy i zapewnianiem opieki rodzinom. Nie ma więc powodu do ciągłych ostrzeżeń pod adresem rządzących, zwłaszcza że w czasie, gdy zamilkli politycy z pierwszego szeregu, polityczne zaplecze PiS nie miało i nie ma żadnych oporów przed uprawianiem aktywnej i znowu agresywnej polityki.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj