Spekulacje o przyczynach katastrofy
Róbcie i mówcie
Powiedzmy jasno, żadna inna oficjalnie podana przyczyna niż zamach nie zadowoli domorosłych znawców lotnictwa, jacy nagle w wielkiej liczbie ujawnili się w Polsce.

Charakterystyczna, powtarzana przez nich fraza brzmi: „czy poznamy prawdę o tym, co wydarzyło się pod Smoleńskiem”. Nie przyczynę katastrofy, ale „prawdę”, która w domyśle ma dotyczyć spraw ciemnych i złowrogich.

Dziennikarze stawiają z namaszczeniem dziesiątki pytań w przekonaniu, że jeżeli tego nie zrobią, śledczy na to nie wpadną, choć to ich profesja.

W publicznej telewizji padają ciężkie pytania, dlaczego to strona rosyjska prowadzi śledztwo, dlaczego miejscowe służby od razu otoczyły teren katastrofy, dlaczego czarne skrzynki rządowego Tupolewa trafiły do Moskwy, a nie do Warszawy. Idealna sytuacja, według autorów tych pytań, jak można sądzić, wyglądałaby tak, że po katastrofie nikt się nie zbliża do wraku, w oczekiwaniu na przybycie polskich służb specjalnych i prokuratorów, którzy zabierają wszystko do kraju, także ścięte przez samolot drzewa. Ale główny zarzut, jaki się pojawia, jest taki, że z góry odrzucono hipotezę zamachu. Można powiedzieć, że na tej samej zasadzie zwolennicy teorii spisku z góry przyjęli tezę, że nie było błędu pilota, nikt na niego nie naciskał, a kontroler lotów w Smoleńsku mógł być nietrzeźwy.

Praktyka stosowana przy badaniu przyczyn katastrof lotniczych zakłada, że jeżeli nie ma ewidentnych dowodów na zamach, czyli śladów eksplozji i pozostałości materiałów wybuchowych, wstępnie (z naciskiem na to słowo) wyklucza się zamach po to, aby ta hipoteza nie odwracała uwagi śledczych od bardziej prawdopodobnych przyczyn wypadku. Chodzi tylko o ich badanie w kolejności stopnia prawdopodobieństwa. W przypadku katastrofy smoleńskiej prawdopodobieństwo zamachu nie jest oczywiście zerowe, tyle że na razie inne przyczyny wydają się znacznie bardziej prawdopodobne.

Standardy badania powietrznych katastrof są dzisiaj bardzo wyśrubowane, mają niemal naukowy wymiar. Takie badania, trwające wiele miesięcy, służą nie tyle zaspokojeniu ciekawości, co – przede wszystkim – zwiększaniu bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Po wielu wcześniejszych wypadkach bardzo szczegółowe raporty komisji powodowały zmiany konstrukcyjne w samolotach, obowiązkowe montowanie dodatkowego wyposażenia, modyfikacje w obowiązujących pilotów procedurach, zmiany w ich szkoleniu, inną organizację ruchu powietrznego.

Może mieć to bardzo poważne skutki finansowe dla producentów sprzętu, linii lotniczych, dla dysponentów lotnisk, całej branży, również pasażerów. Dlatego każde słowo w raporcie komisji czy ustaleniach prokuratury, która z wniosków komisji korzysta, musi być bardzo wyważone, a podawanie częściowych, niezweryfikowanych do końca ustaleń, aby tylko zaspokoić potrzeby mediów, byłoby nieodpowiedzialne, także wobec rodzin ofiar.

Komisje w ramach pracy przeprowadzają eksperymenty, symulacje, przeglądają dokumentację napraw, analizują podobne przypadki.

W 1996 r. pod Dubrownikiem doszło do niemal identycznej katastrofy jak ta w lesie pod Smoleńskiem. Delegacja amerykańska z wysokimi urzędnikami, sekretarzem handlu i wojskowymi pilotami za sterami rozbiła się przy podchodzeniu do lądowania przy bardzo złej widoczności, kiedy maszyna zeszła zbyt nisko i zboczyła z kursu, próbując lądować na bardzo ubogo wyposażonym lotnisku. Godzinę wcześniej wylądował pierwszy samolot z inną częścią delegacji i drugi samolot był ostrzegany przed fatalną pogodą, ale jego pasażerowie byli poumawiani na liczne ważne konferencje.

Pojawiły się plotki o zamachu, na Bałkanach było jeszcze niespokojnie. Podejrzewano świadome wysyłanie mylnych sygnałów elektronicznych. Ale okazało się, że to na mapach, jakie mieli piloci (nieautoryzowanych przez Pentagon), podane były niewłaściwe dane o minimalnych wysokościach przy podchodzeniu do lądowania w Dubrowniku. To, w połączeniu z warunkami atmosferycznymi, różnicą między miejscową procedurą lądowania a standardami amerykańskimi oraz błędami pilotów, spowodowało katastrofę. Końcowy raport komisji liczył ponad 7 tys. stron, przesłuchano 150 osób, wyciągnięto konsekwencje, były dymisje i degradacje. Zreformowano dowodzenie siłami powietrznymi USA, dodano nowe wyposażenie samolotom. Tego nie robi się w pośpiechu. To musi trwać.

Ale, w oczekiwaniu na końcowe raporty, opinia publiczna musi być regularnie informowana o postępach śledztwa. W pustce informacyjnej lęgną się spiskowe upiory.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj