szukaj
Pies czyli kot
Pusto jest
Krakowski przegląd kabaretów PAKA po raz 26 rozsiadł się w Rotundzie. Zwykle rozsiada się co roku w kwietniu, ale tym razem żałoba przesunęła go o miesiąc. I tu się zatrzymałem.

Praktycznie nie da się napisać dwóch zdań o codzienności, by nie wspomnieć smoleńskiej tragedii. Wciska się sama, jakby zupełnie niechcący, nagle się jawi we wspomnieniu, w skojarzeniu, w nastroju. Pusto jest – powiedziała starsza kobieta ze wsi Kąty, która siedziała na jednym z wielu materaców rozłożonych chyba w szkolnej sali gimnastycznej, gdzie chwilowe schronienie znaleźli powodzianie. Pusto jest. Okrutnie dotkliwe są te słowa o naszej tegorocznej wiośnie.

Wszędzie na świecie zdarzają się trzęsienia ziemi, tsunami, pożary, powodzie, monsuny, błotne lawiny. Kataklizmy były, są i będą, bo Ziemia i jej przyroda są stanem dynamicznym. Dlatego – aż strach to napisać – nawet w kataklizmie trzeba szukać jasnych stron. Dobrym przykładem może być gigantyczna katastrofa sprzed 60 milionów lat, gdy przywaliła w nas planetoida z kosmosu i wymarło prawie całe życie na ziemi, z dinozaurami na czele. Trochę niszowych żyjątek jednak się uratowało i wykorzystały one swą szansę, bo przez nikogo niezagrożone mogły się ewolucyjnie rozwijać i dojść do formy homo sapiens. Gdyby nie ów kataklizm gigant, to nas by nie było. Jesteśmy. Rozwijamy się, odkrywamy prawa przyrody, robimy wynalazki, niedługo polecimy na Marsa. Zapewniamy sobie trwałość, bezpieczeństwo i dobrobyt, a czujniki, monitoring, kamery i inne odtrąbione zwycięstwa myśli ludzkiej bardzo nas uspokajają. Nawet usypiają. My śpimy, licho nie śpi, bo paradoks życia bierze się stąd, że szczęście trafia się nielicznym i trwa przez chwilę, nieszczęścia zaś włażą bez pukania do milionów domów i zostają na długie miesiące.

Wszyscy mówimy, że lunęło niespodziewanie, choć prognozy mówiły, że lunie. Zatopiło nas znienacka, chociaż podczas powodzi zawsze w tych samych miejscach zatapia. Wały nie wytrzymały, bo niby dlaczego miały wytrzymać? Od dawna było wiadomo, że są stare i same już ledwo leżą. Samorządy dostały wprawdzie dotacje na nowe zbiorniki przeciwpowodziowe, ale ich nie wykorzystały, bo liczyły, że tym razem się uda albo coś innego jak zwykle im przeszkodziło. Woda w końcu wsiąknie, spłynie, wyparuje, zacznie się klęska suszy i o powodzi zapomnimy. Bo my zawsze zapominamy. Wyspiański się kłania.

Z podziwem patrzę na psy, które swym zachowaniem niechcący demonstrują wyższość nad człowiekiem. Pies bowiem, gdy kładzie się spać, sprawdza swoje posłanie. Udeptuje je łapami, rozgarnie, wącha, przegląda – chce mieć pewność, że tam, gdzie uśnie, nie ma żmij, węży, skorpionów i temu podobnych niebezpieczeństw. Pies domowy, kanapowy sprawdza swą poduszkę. Człowiek bierze kredyt w banku, buduje dom na terenie, gdzie już sześć razy była powódź i spokojnie idzie spać, po czym budzi się przerażony, bo łóżko pływa w wodzie.

Kataklizmy oznaczają zamęt, ale równocześnie ustalają rzetelną hierarchię spraw. Smoleńska tragedia doprowadziła do niespodziewanego przez nikogo, choć konstytucją przewidzianego reżimu przedterminowych wyborów prezydenckich. Potem nagle w obliczu powodzi okazało się, że kampania prezydencka przestała mieć znaczenie. Być może nigdy nie miała i tylko nam się wydawało, że muszą być reklamy, mityngi, telewizyjne spoty i billboardy na ulicach. Wielka woda wypłukała całą sztuczność politycznego bicia piany i ukazała bezsens tracenia czasu na wzajemne skakanie sobie do oczu. Może by tak zapamiętać to zaskakujące odkrycie?

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj